Córka podsunęła mi ciekawy pomysł. A co jeśli nie Plan, ale Gra? A osobisty koniec świata każdego z nas jest przejściem na wyższy poziom? Muszę przyznać, że koncepcja taka ma sens i działa na mnie krzepiąco.
wtorek, 1 października 2024
pierwszy października
sobota, 24 sierpnia 2024
24.08.24 (pierwszy dzień po powrocie)
Cierpliwości. Naprzód chcę to wszystko w sobie poukładać. Jak mawiała Mama Kangurzyca, jutro, albo innym razem.
czwartek, 22 sierpnia 2024
Dzień dziesiąty (przedostatni)
16:30
Przepraszam bardzo za poranne niepisanie. Było tak zimno, że myślałem tylko o jak najszybszym zamknięciu się w samochodzie i włączeniu ogrzewania. Tym razem śniadanie przyzwoite. Była nawet jajecznica i były ogórki kiszone i czerwona papryka. Ruszyłem wyjątkowo wcześnie, bo tuż przed dziewiątą. Po drodze był Lidl, więc nie musiałem kombinować. Okazało się, że do granicy z Czechami jest wyjątkowo krótki rzut beretem. Ale za to jaka Granica. Mury, zasieki, druty kolczaste, oczywiście wszystko rozebrane, ale wyraźnie do dziś widać jak to wyglądało w czasach słusznie minionych. Brrrrrrr. W Czechach jeździ się dziwnie. Jakaś droga bez numeru płynnie przechodzi w autostradę i niekiedy w drogę ekspresową. Dłuższy czas jechałem obok placu budowy, co skutkowało prędkością od pięćdziesięciu do siedemdziesięciu km/h. Gdy już plac budowy się skończył zaczęła się autostrada. Jednak szybko okazało się, że jakby nie do końca gotowa. Co i rusz Roboty chodziły po całej szerokości drogi i korki, sztywne jak kutas dwudziestolatka. Myślałem rano nawet o tym by zajechać do Pragi, bo nie był. Zrezygnowałem koło południa i pomyślałem, że Pragę trzeba załatwić oddzielnie. Specjalnie pojechać tam na dwa dni i najlepiej koleją. Przed Brnem Horror. Zwykle w korku ustawiam się na prawym pasie, co podpowiada mi doświadczenie. Tym razem było inaczej: lewy jechał a prawy stał jak zamurowany. Za Brnem pojechało. Tak sobie myślę, że minąłem się z powołaniem. Nie powinienem być nikim innym jak tylko Kierowcą a jeszcze lepiej Podróżnikiem. Codziennie pokonywać kilkaset kilometrów i codziennie nocować w innym miejscu. Marzenia. Jednak kto wie?.
Zagadka 10.0
Nocuję dziś w pensjonacie, którego nazwa jako .żywo przypomina mi o pewnym kościele w Krakowie poświęconemu św. Stanisławowi. jaki to pensjonat?
No dobra, jeszcze łyk wina i trzeba się brać za posiłek. Jutro definitywny Powrót do Domu.
środa, 21 sierpnia 2024
dzień dziewiąty
07:30
Wczoraj wieczorem gdy wyszedłem na zewnątrz zapalić, zaatakowały mnie dwie dziewczyny. Z ich nieskładnych niemieckich wypowiedzi zrozumiałem, że chciałyby się dostać do środka. Odmówiłem. Odeszły z przeprosinami. A jakby to byli mężczyźni? też czarni i agresywni? Muszę uważać na siebie. Zdecydowanie wracam. Podróż dobiega końca i może dlatego nie chce mi się pisać?
18:00
Naprzód
Zagadka 09.0
Hässlich, wer weiß was. To zaprzeczenie nazwy miejsca, w którym się znalazłem, oczywiście po niemiecku. Które to miejsce? Dla ułatwienia dodam, że to blisko do granicy z Czechami.
Wczoraj zgrzeszyłem mocno myślą i uczynkiem. Koło północy pomyślałem o tym, żeby może napić się jeszcze trochę wina. Ta trocha okazała się całą butelką. W związku z powyższym dziś obudziłem się w formie nieszczególnej, ale wiadomo: grzech trzeba odpokutować. Podczas śniadania jedna nie bardzo stara i nie bardzo kobieca Niemka chodziła za mną jak pies i jakby popędzała. Dała jednak zjeść w spokoju i kolejne popędzanie rozpoczęła gdy zacząłem się szykować do wyjazdu. W końcu powiedziałem jej po polsku: przestań mnie popędzać. Chyba nie zrozumiała, ale gdy przekaz wzmocniłem jedną czy drugą kurwą dała spokój. Z hotelu do Lidla. Na abendwine kupiłem sobie Sauvignon Blanc, a na abendbrot śledzie w jakimś białym sosie. Potem Jazda. Przejechałem w poprzek prawie całe Niemcy i ani razu się nie wkurwiłem, może tylko podczas wyścigu słoni, szczególnie wykonywanego przez kierowców samochodów ciężarowych z polskimi blachami. Jednak w razie czego jest tu prawie wszędzie trzeci, najlewszy pas. Udało mi się też zatankować gaz, bo choć włoskiej końcówki nie udało mi się zapiąć, to jakiś podróżnik nie wiadomo skąd, ale w aucie z polskimi blachami, udostępnił mi przejściówkę i w uściskach i w zgodzie pomógł mi zatankować. Jeśli zaś chodzi o Geografię, to Niemcy mają jej mnóstwo. Zrobiłem trochę zdjęć i kiedyś pewnie je powieszę. Siedzę teraz na ławeczce pod hotelem. Słońce powoli zachodzi. Wino się kończy. Trzeba więc Posiłek i spać. Jutro Czechy.
wtorek, 20 sierpnia 2024
dzień ósmy (powrót)
07:00
Spałem chyba z dziesięć godzin. Czuję Święty Spokój. Zepsuła mi się mysza, albo może coś w komputerze. Ponieważ nigdy nie używałem tuczpada jest mi niewygodnie. Dzisiejszą trasę przewentylowałem na wiele sposobów tak, aby nie okazało się, że znowu mam spać w aucie. Jedna taka przygoda na jedną Podróż wystarczy. Do Brukseli jednak nie pojadę, nie chce mi się całego dnia spędzać w samochodzie. Czyli tylko do Lidla i już potem tylko jazda. Belgia, Holandia, Niemcy.
17:00
Dziś jest wszystko tak jak powinno być. Do hotelu, bez szaleństw,. dojechałem o czwartej. Rozpakowałem się i dalejże myśleć o przyjemnym z pożytecznym spędzeniu czasu. Tymczasem zasiadłem na Spilelplatz für kinder unter 14 jahren, Ponieważ żadnych Kindern nie widać, rozpakowałem butelkę Bordeaux i pociągam z wolna. Palę też do woli w pięknych okolicznościach przyrody. Temperatura 26 st.C, cień głęboki od jakichś drzew liściastych. Jak chodzi o drzewa, to w Belgii spróbowałem do lasu. Niestety, żadnych grzybów. Przejechałem dziś przez trzy granice: francusko belgijską, belgijsko holenderską i holendersko niemiecką. W ogóle ich nie zauważyłem. UE jest wielka. W Belgii miasteczka jak bombonierki, w Holandii most za mostem i parę Tuneli. W Niemczech straszny ruch. Co rusz korki na autostradach. Tu, w Walderush pogoda przyjazna, bez upału - 26 st.C i umiarkowany wiatr. Nie da się ukryć, że już wracam. Ktoś powiedział, że podróże mają sens dopiero wtedy, gdy wrócisz do domu i będziesz pamiętał i obracał fotografie. Najwięcej lubię samą jazdę. W Italii wkurwiałem się na Mistrzów Lewego Pasa. We Francji mniej, a w Niemczech nie było się do czego przyczepić. Jazda gładka i przyjemna. Jest Dobrze.
22:40
Pospałem trochę. Wciąż jest ciepło. Zostałem zaatakowany przez dwie dziewczyny niemieckojęzyczne. Chciały do środka. Nie pozwoliłem.
poniedziałek, 19 sierpnia 2024
Dzień siódmy, ( Choćbyś się wściekł nie będziesz jutro w Nowym Jorku )
13:00
Mam w tej Podróży taki zwyczaj, że zatrzymując się na noc, wyciągam komputer i popijając białe wino z plastikowego kieliszka sprawozdaję miniony dzień. Potem, już z lekkim szmerem zajmuję się posiłkiem. Tu miałem kłopot i pokonałem go stawiając odkręcony lekko słój, z tym co tam było, na silniku. Słabe to było przygrzanie, ale nie chciałem już dłużej zwlekać. W Rezultacie, choć nie znam przyczyny, elegancko, otworzywszy drzwi auta, wyrzygałem wszystko co tam miałem. Po przepłukaniu ust wodą poczułem się gotowy do spania. Obudziłem się około piątej. Tutaj to jeszcze Ciemna Noc. I zaplanowałem ten dzień tak: Zatankować benzynę i gaz, zrobić zakupy spożywcze, zjeść śniadanie, zwiedzić Zamek i wrócić do hotelu jak najbliżej drugiej. I wyszło tak, że mam teraz godzinę wolnego. Chyba zrobię sobie prasówkę. Od kilku dni nie wiem co się dzieje w Kraju.
21:00
No nie będę w te wakacje w Paryżu, i co mi zrobisz? Także z Brukselą mam kłopot. Planowałem zajechać tam jutro, ale chyba odłożę to na kolejne okazje, Może za rok? Pojechałbym do Danii, Holandii i Belgii. A jak wystarczy kasy to jeszcze do Londynu? Wczorajsze Zdziwienie to był prysznic w Olejarni: Słuchawka świeciła i to różnymi kolorami. Choć czas na podsumowanie jeszcze przyjdzie, to już dziś mogę powiedzieć, że podobają mi się francuskie śniadania. Dużo chleba, jeszcze więcej masła i obowiązkowa półsłodka bułeczka do kawy. Ludzie wszędzie, no może tylko w Europie, są tacy sami. I cóż, że mówią różnymi językami, jednak śmiem twierdzić, że codzienne życie, codzienne troski i radości są takie same. Spożywcze zakupy robiłem dziś w E Leclerku. Otwierają go tu o wpół do dziewiątej, a już od ósmej stoją przed wejściem kolejki ludzi w wieku podobnym do mojego. Małe dzieci tak samo odwzajemniają uśmiech starego dziada. U dorosłych jest różnie, a le większość mówi po swojemu dzień dobry, choć może nie aż tak jak w Finlandii czy w Niemczech. Tak wykonana Podróż daje mi mnóstwo radości.
niedziela, 18 sierpnia 2024
dzień szósty (we Francji jest drogo a najwięcej kosztuje głopota)
06:40
Co oni tu mają z tymi kogutami? Dziś zaczęły nadawać wniebogłosy w środku nocy. Tryb życia jaki prowadzę od kilku dni dobrze mi robi na figurę. Wczoraj postąpiłem na pasku o jedną dziurkę i sytuacja jest dynamiczna. Oprócz tego coraz lepiej śpię. Dziś w jednym ciurku dziewięć godzin. Powoli dnieje, a ja jeszcze trochę pośpię. Popierdzieliło mi się z tym Paryżem. jednak nie dziś a jutro. Zadania na dziś: zatankować gaz i spokojnie przejechać 550 km. zwiedzając przy okazji co się da.
23:50
Naprzód
Zagadka 06.0
Pod miastem, w którym miałem spać jutro, a przyjechałem dziś, o czym w dalszej części posta, pewien francuski wyczynowiec z numerem III, definitywnie dał dupy przegrywając z Niemcami. To zaważyło na losach Francji i Europy do tego stopnia, że ówczesna bitwa jest w czołówce bitew europejskich. Oprócz tego jest to nazwa typu samochodu o trójbryłowej sylwetce, a także eleganckiej lektyki. Które to miasto?
W Olejarni jest pianino. Rozstrojone, ale o pięknym brzmieniu. Babcia i Dziadek poprosili mnie bym coś zagrał, bo wczoraj zrobiłem na nim kilka pasaży. Zagrałem. Na zakończenie koncertu zagrałem Marsyliankę (śpiewali) i Mazurka Dąbrowskiego (nie śpiewali). Pożyczywszy sobie Wszystkiego rozstaliśmy się w doskonałej harmonii. Przed odjazdem nastawiłem nawigację na miejscowość wynikającą z planu podróży. Gdy dojechałem do miasta z zarezerwowanym noclegiem coś mi się popierdoliło i pomyślałem : to nie to miasto. Do Nawigacji. Ustawiłem to, co mi się wydawało i wyszło, że mam jeszcze 350 km do przejechania. Co zrobić - przejechałem. Panienka z Recepcji powiedziała, że dziś nie. Sprawdziłem - jutro. Poszukałem trochę i okazało się, .że dziś, tu, mogę najwyżej pod mostem. No to co? spanie w samochodzie. pierwszorzędna Przygoda. Ostatnio spałem w samochodzie dziesięć lat temu podczas powrotu z Perugii. To całe zamieszanie ma też dobre strony. Zwiedzę jutro Pole Bitwy i może inne atrakcje.
sobota, 17 sierpnia 2024
dzień piąty (wysokie loty)
05:45
Obudziłem się o wpół do piątej i już. Widać mój Organizm uznał, że Jest Wyspany. Pierwszy papieros na Balkonie prawie bez kaszlu, to chyba to powietrze. Spojrzałem na niebo i zachwyciłem się czarną głębią wysadzaną milionami zupełnie jasnych światełek. Widziałem też Spadającą Gwiazdę. W tle dźwiękowym mam odległe pianie kogutów i nieodległe szczekanie psów. Cisza, aż w uszach dzwoni. Rześko. Sprawdzając temperaturę dowiedziałem się, że wschód słońca o wpół do siódmej. No tak, tak daleko na Zachód jeszcze nie byłem. Moja obecna pozycja to 43°29'16.5"N 6°30'28.9"E oraz 519 m.n.p.m. jutro będę jeszcze bliżej Greenwich.
21.00
To był długi dzień i z tej przyczyny jestem bardzo zmęczony i dlatego teraz tylko w punktach. Może kiedyś je rozwinę, jutro albo innym razem.
1. Po śniadaniu bardzo francuskim ustawiłem Sebastiana i Filipa ze sobą pomiędzy nimi i zrobiłem selfika.
2. Pożegnanie ( nie płakałem )
3. Tankowanie gazu na trzy razy (okazało się, że pompa numer 11 do której mnie skierowała obsługa jest pomiędzy pompą numer 6 i pompą numer 7 i dopiero jak zmusiłem chłopa żeby mi ją pokazał, trafiłem. Ale. Nie wiem jak, bo po angielsku chłop ani-ani, powiedział mi, że naprzód trzeba zapłacić. Gdy spytał ile chcę tego gazu i powiedziałem Full, Pokazał mi na palcach, że oczekuje ilości w litrach. Powiedziałem thirty, on wpisał w swój komputer pięćdziesiąt i poszedł ze mną i zatankował do pełna. Potem kiwnął żebym poszedł z nim i wypłacił mi w gotówce dwadzieścia pięć euro z jakimiś groszami. Nigdy nie zrozumiem tej kombinacji i co ja zrobię z taką ilością eurowej gotówki?
4. Do Avinionu wjechałem prowadzony przez Pana Nawigację. Przy drodze był Auchan, więc zboczyłem nieco. Zakupiłem dwie flachy białego wina, trzy pomidorki i jedną cebulę (oni tu w ogóle nie dają surówek).
5. Sur le pont d'Avignon. Na moście nie ma drogi, ale przejechałem tuż obok i sfotografowałem.
6. Znowu jazda, naprzód darmową autostradą a potem wiaduktem Millau, który jednak darmowy nie jest - prawie trzydzieści Euro.
7. Do Memer zajechałem dobrze po siódmej. Babcia z Dziadkiem, by nie powiedzieć starym dziadem tylko po francusku. Dziad trochę po niemiecku. Jednak umieścili mnie w pokoju, w którym oprócz zapachu stęchlizny Wszystko jest. Mikrofalówka, Czajnik, Kabina Prysznicowa i Lodówka.
8. Siedzę teraz na balkonie i smaruję kolejnego posta. Z dołu dobiega chichot Babci, może nie jest pijana, ale na pewno nie jest trzeźwa, co wywęszyłem zanim zacząłem spełniać swoje abendwine.
9. Zaraz przygotuję sobie posiłek i już tylko spać.
Jutro Paryż.
piątek, 16 sierpnia 2024
dzień czwarty (tajemnica niżów genueńskich)
07:05
Koło północy obudziła mnie niska temperatura w pokoju. Wyłączając klimatyzator stwierdziłem 24 st.C, żeby tak w domu, a jeszcze zimą. Tutejszy wschód słońca jest jeszcze bardziej zasłonięty masywem Apeninów, niż wczorajszy Alpami. Nie słychać żadnych wiejskich odgłosów, może dlatego, że o jakie dwieście metrów przebiega autostrada.
18:30
Ostatnie pięćdziesiąt kilometrów to była droga przez mękę, albo droga do piekła. Przyjechałem jakąś godzinę temu i do tej pory kręci mi się w głowie. Doświadczenie z Perugii, gdzie nie było kawałka płaskiego, tu zostało spotęgowane brakiem kawałka prostego. Jednym słowem w Bargemon jestem po raz pierwszy i ostatni. Nigdy więcej. Powitała mnie para: Filip i Sebastian, a później zeznali, że są także małżeństwem. Gdy powiedziałem, że w Polsce takie rzeczy są niemożliwe, bardzo się dziwili. Zjechałem z autostrady w Ventimiglia i runąłem w dół do Morza. Chciałem zwiedzić miejsce o którym kiedyś marzyłem by tam zamieszkać: przejście graniczne między Italią i Francją położone dosłownie na brzegu Morza Śródziemnego. Prawie się udało. Wylądowałem koło dworca kolejowego w Mentonie. Stamtąd zszedłem do Morza i pomoczywszy nogi w wodzie zmieszanej z ogromną ilością jakichś organicznych brudów i oczyściwszy się jak się dało, zobaczyłem w odległości jakich pięciuset metrów TO miejsce. Nie poszedłem tam, bo wiecie - Ostroga. Autostrada we Francji była zdecydowanie bardziej przyjazna niż ta włoska, która składała się prawie wyłącznie z tuneli. Tu było ich dosłownie kilka i prawie wciąż co najmniej trzy pasy ruchu. Ruch był jednak potworny, jakby cała Europa postanowiła tu jechać w tym samym momencie. Zjazd z autostrady powitałem więc jak zbawienie. Ale wtedy dopiero zaczęła się Alejazda. Jechało się dokładnie tak, jak w osiemdziesiątych latach ubiegłego stulecia z Warszawy do Gdańska. Czułem się jak w pociągu. Wciąż przede mną i za mną te same samochody. Jednak ostatni trzydziestokilometrowy odcinek był pusty i jeszcze bardziej zakręcony. Nic. Na dziś wystarczy. Zajmę się posiłkiem i odpoczynkiem, bo jutro, prawdopodobnie będę w Paryżu.
czwartek, 15 sierpnia 2024
dzień trzeci (eppur si muowe)
06:55
Niby słońce już wstało i koguty pieją w sąsiedztwie na potęgę albo potencję, jednak od strony, w której to zrobiło są Alpy i trzeba będzie poczekać, aż ujrzę je w pełnej chwale. Potwierdza się obserwacja sprzed dziesięciu lat: tu jest słabe tło akustyczne. Tam gdzie mieszkam ptaki nadają z krótką tylko przerwą na sen. Tu, oprócz wspomnianych kogutów, poskrzekiwania kilku kawek czy srok i dobiegającego z oddali pohukiwania synogarlicy, nie ma nic. Ciekawość. Wczoraj powitał mnie młody dobrze wyglądający Włoch imieniem Carlo. Zaczepiałem go sportowo wspominając futbol i siatkówkę, ale nie reagował. Może dlatego, że po angielsku ani, ani. Dopiero Giada, młoda i bardzo konkretna dziewczyna zajęła się mną profesjonalnie i po angielsku. Z krótkiej pogawędki wynikało, że jej angielski jest dużo lepszy od mojego. Śniadanie zamówiłem na dziewiątą, więc mam przed sobą dwie godziny porannego lenistwa, które bardzo lubię. Potem, już spakowany do Lidla po coś PO goleniu i Abendwein (kilka tygodni temu odstawiłem Abendbier, co już dobrze robi na moją figurę w okolicach równika). Jeśli chodzi zaś o tankowanie gazu, to tutaj w stacjach można przebierać. Zatankowawszy, na Zachód. Planuję odwiedzić miejsce, w którym legendarny włoski wyczynowiec grał w kulki z Grawitacją. Może uda mi się zrobić fejsbukową relację na żywo?
18:50
Dziś, to Pan Nawigacja dał dupy. Dwa razy. Naprzód w Bolonii skierował mnie na nie ten zjazd, co poskutkowało wyjazdem i ponownym wjazdem na autostradę. Potem, przed Pizą, kazał zjeżdżać w rozebrany zjazd. W rezultacie, zamiast elegancką autostradą, musiałem jechać 90 km/h po drodze niby ekspresowej. Nic. do Pizy zajechałem, Krzywą Wieżę zwiedziłem (w Góglu wygląda dużo lepiej, a zwłaszcza bielej), magnes na lodówkę w kształcie Wieży, dla Córci kupiłem, i trochę zmokłem. Więcej w fejsbukowej Relacji Na Żywo. Nocuję dziś w Ceparanie. Podobno miasteczko, ale Pani Rita, która bardzo ładnie i po angielsku przyjęła mnie i wszystko wyjaśniła, mówi: "tu jest wieś" Faktycznie, z balkonu pełniącego tu rolę Smoking Area, widzę w sąsiedztwie Konia i słyszę Kury i Gęsi. Natomiast tuż za ogrodzeniem jest Winnica. Wypisz-wymaluj jak ta w Dobczycach, tylko większa. Zdjęcia powieszę jutro, albo innym razem. W ogóle to nazbierało się tych fotografii i myślę chyba powiesić je dopiero po powrocie. Abendwein kupione w Lidlu w Udine kończy się, wiec przyszedł czas na posiłek (mikrofala jest). I pewnie spać. Aha, w pokoju jest klimatyzacja, dzięki której trzydziestotrzystopniowy upał mi niestraszny. Jutro Francja.
środa, 14 sierpnia 2024
Dzień drugi (cały dzień w Alpach)
07:45
Odzwyczaiłem się od podróżowania. Lista rzeczy o których zapomniałem wydłuża się. Dziś odkryłem brak dezodorantu i maszynki do golenia. A gdybym na przykład zechciał pomoczyć się w jakimś akwenie, to tylko na golasa - nie wziąłem kąpielówek.
Pensjonat na wysokim poziomie, 535 m.n.p.m. Zaraz idę na śniadanie i ćwiczę jak po niemiecku zgłosić, że nie chcę mięsa. Oni tu po angielsku ani w ząb.
16:30
Okazało się, że nic nie pamiętam z przejazdu tą samą drogą sprzed pięciu lat, gdy wiozłem Wnuki na Sycylię. Dziś alpejskie widoki zapierające dech czułem i czułem radość z widoku takiego piękna. Udało mi się zatankować gaz, co wbrew pozorom w Austrii nie jest wcale oczywiste. W Austrii kupiłem też dezodorant i maszynki do golenia. Dopiero teraz zorientowałem się, że nie mam nic PO goleniu. To znaczy, że jutro muszę odwiedzić jakąś perfumerię. Dzisiejszy nocleg ma prawie wszystko, jest nawet klimatyzacja w pokoju. Nie ma natomiast mikrofalówki i z przygrzaniem posiłku muszę kombinować. Siedzę przy stoliku wystawionym w cieniu, przed hotelem. Właściwie ze wszystkich stron dobiegają pomruki burzowe.
Zagadka 02.0
Jest takie miasto, Pcim, ale nie o nim będzie dzisiejsza zagadka. Miasto we Włoszech, które jeszcze wtedy nie było Włochami, zostało założone niedługo przed pierwszym Millenium. Nic nie słychać o jakichś pochodzących stąd wyczynowcach ani bataliach w zamierzchłych czasach w tej okolicy. Znalazłem jednak wzmiankę o tym, że od piętnastego do osiemnastego wieku było częścią Republiki Weneckiej. Po jej upadku częścią Królestwa Włoch, a potem Austrii.
.
wtorek, 13 sierpnia 2024
dzień pierwszy
8:15
Trochę niedobrze, że odkładałem zakup euro i pakowanie do ostatniej chwili. Okazało się bowiem, że w miejscu dzisiejszego noclegu zamykają o piątej. Gógiel mówi o tym, że będę jechał ponad sześć godzin. Wychodzi więc na to, że (ach jej) zaraz muszę jechać.
19:30
Oczywiście musiałem pobłądzić w Bratysławie. Tak to jest, gdy się nie słucha Pana Nawigacji. Myślałem, że na Wiedeń, a trzeba było na Budapeszt. W rezultacie straciłem ponad godzinę i do Waldpension Stachl dojechałem koło szóstej. Jeszcze tylko krótka wycieczka do Bankomatu po parę €, bo oczywiście w Kraju nie zdążyłem, i już mogłem się zalogować pełną gębą. Oni tu pobierają 3€ za niewiadomoco. Siedzę więc sobie na werandzie na parterze, bo tu jest porządny Internet. Na parkingu przed Pensjonatem zbieranina: są auta z Węgier, Słowacji, Austrii i oprócz mojego jedno z Polski, z Nowego Targu. Zagadki dziś nie będzie. Nie chce mi się kombinować. Powieszę jeszcze tylko parę zdjęć. Jutro już Włochy.
poniedziałek, 12 sierpnia 2024
sobota, 10 sierpnia 2024
10.08.24 licznik -3
No i jak tu nie jechać?
Ubezpieczenie wykupione. Winiety wykupione. Czuję lekkie i miłe podniecenie. Jeszcze tylko puścić pranie, żeby do wtorku wyschło. Jeszcze tylko spakować się, ale to w poniedziałek. We wtorek jadę. We wtorek także licznik cudownie zmieni się z zera na jeden.
Zagadka -3.0
Pierwszy nocleg jest zaplanowany w Leśnym Pensjonacie w austriackich Alpach. Gdzie to jest?
piątek, 9 sierpnia 2024
09.08.24. licznik -4
Albo weźmy słownik nieparlamentarny. Już ze zdefiniowaniem takich słów jest kłopot, to jest, ja mam kłopot. Czy bowiem słowa mogą być niedobre? - nie, wszystkie są równoprawne, a ich niedobrość jest tylko konwencją, umową w myśl której niektórych używać nie wypada. Nie wiem tylko kto i z kim i kiedy się umawiał, bo na pewno nie ze mną. Gdzieś przeczytałem o tym, że Chińczyk, nie znający polskiego, nie ma co powiedzieć gdy cegła spadnie mu na stopę. Nasz siatkarz Tomek Fornal przejdzie do historii jako genialny motywator. Jego "dawać, kurwa, napierdalamy się z nimi, kurwa" to wyrażone w jakimś natchnieniu pozytywne emocje budujące drużynę. I Drużyna zaczęła grać jak natchniona i na pełnej kurwie wygrała.
czwartek, 8 sierpnia 2024
08.08.24. licznik -5
Zagadka -5.0
Jest takie miasteczko na trasie Podróży, które uchodzi za najcieplejsze na Lazurowym Wybrzeżu. Słynie z cytrynowego festiwalu odbywającego się w lutym i całorocznego Muzeum, w którym wiszą Picasso i Modigliani. Jakie to miasteczko?
środa, 7 sierpnia 2024
07.08.24. licznik -6
Zagadka -6.0
Od wielu lat myślę o tym, że najlepszym miejscem do mieszkania są Ciepłe Kraje. Początkowo, jakieś dwadzieścia lat temu, myślałem o Sycylii, jednak pięć lat temu byłem na tej wyspie i przestałem. Jeszcze wcześniej marzyłem o zamieszkaniu na pewnym Pograniczu. Tak, aby dom miał dwoje drzwi frontowych każde w innym Kraju, z południowych okien widać było morze, a z północnych góry. Tegoroczna Podróż zwiedzi to miejsce. Gdzie ono jest?
wtorek, 30 lipca 2024
30.07.24 licznik -14
Abo weźmy co komu w duszy gra. Odkąd sięgam pamięcią muzyka grająca mi w środku zawsze była obecna. Gdy tylko usłyszałem coś co mi się spodobało, przyklejało się do mnie w sposób natrętny. Wtedy było trudniej. O Yutubie nikt jeszcze nie marzył. Posłuchać czegokolwiek można było w radio, telewizji i z płyt. Pamiętam jak wyjechałem do Torunia, do szkół i tam przyczepił się Walc Szczęście. Po całych dniach odtwarzałem sobie w rozumie kilka zapamiętanych taktów, a też podśpiewywałem. Właściwie dopiero po nastaniu Internetu mogłem tę pieśń porządnie wysłuchać i natychmiast nauczyć się jej na pamięć. Miałem fazy na wiele piosenek, a też utworów instrumentalnych. Zapłodniony postem na Fejsbuku zacząłem rozmyślać co i kiedy mi w duszy gra. Od kilku lat jest to najczęściej wokaliza Włodzimierza Korcza w wykonaniu Grzegorza Markowskiego z serialu 07 zgłoś się. Ale przy porannym oblewaniu się wrzątkiem śpiewam na całe gardło, ku uciesze lub udręce sąsiadów, Odrobinę mężczyzny na co dzień Starszych Panów. Niedawno usłyszałem z samochodowego radia Rosołek w wykonaniu Alibabek i uczepił się on na wiele tygodni. Miałem też oczywiście fazę na California dreamin'. Nie przypominam sobie jednak jakiejś piosenki związanej z podróżą. Jadąc wolę jednak słuchać, a słuchanie zagranicznych radyj daje mi wiele radości, bo tam zazwyczaj lecą utwory zupełnie mi nieznane i niejednokrotnie piękne.
Zagadka -14.0
Miejsce urodzenia największej postaci francuskiej piosenki jest oddalone 750 metrów od miejsca pochówku. Nie sposób więc nie zwiedzić obu tych miejsc będąc we Francji. Więcej, na tym samym cmentarzu spoczywa ogromna ilość tytanów nauki i sztuki, także z Polski. Która to postać i jakie jest nazwisko przywołanego cmentarza?
poniedziałek, 29 lipca 2024
29.07.24. licznik -15
Zagadka -15.0
Blisko zaplanowanej trasy Podróży jest miejsce, w którym wybitny włoski wyczynowiec grał w kulki z Grawitacją. Jak nazywa się to miejsce, którego zwiedzenie po prostu mi się należy?
sobota, 27 lipca 2024
27.07.24. licznik -17
Albo weźmy nawigację. Dziś wydaje się czymś naturalnym w podróży. Jednak nie zawsze tak było.
Dwadzieścia lat temu zacząłem zawodowo dużo jeździć po Kraju. Taką miałem pracę. Przygotowując się do każdej takiej podróży układałem jej trasę tak, aby przejechać jak najmniejszy dystans. Internet oferował wówczas kilka map całkiem dokładnych. Oznaczałem na takiej mapie wszystkie miejsca, które miałem odwiedzić, i rysowałem linię prostą z Żyrardowa do pierwszego z nich. Potem wybierałem dostępne drogi jak najbliższe narysowanej linii i notowałem na papierku kluczowe punkty jakoś tak: Żyrardów DK50 do Płońska, Płońsk w lewo na DK10. Czasami błądziłem, bo gdy trzeba było wjechać na jakąś drogę z żółtym, trzycyfrowym numerem, albo niedajboże drogę bez numeru, nierzadko brakowało oznakowania w terenie i trzeba było jechać na kompas i wyczucie. Gdy zaś całkiem niesłużbowo wybrałem się do Wilna (bo nie był) i przyszło wracać na Ojczyzny Łono, wyjazd z tego pięknego miasta zaplanowałem na podstawie szczątkowej mapy w jakimś atlasie drogowym. Prędko okazało się, że atlas skończył się zanim wyjechałem z miasta i musiałem nawigować według słońca.
Pierwsza nawigacja, którą posiadłem gdzieś w 2008, była słaba. Mówiła żeńskim głosem z silnym niemieckim akcentem i czepiała się gdy choć odrobinę przekroczyłem dozwoloną prędkość. Wyprowadzała mnie w pole, albo i w las wielokrotnie, a raz w Lublinie kazała krążyć wokół miejsca docelowego kilka razy. Gdy wreszcie postanowiłem pojechać na zdrowy rozum pokrzykiwała zawróć przez dłuższy czas, nawet wtedy gdy już dojechałem do celu.
Potem było już tylko lepiej. Teraz właściwie nie wyobrażam sobie podróży bez góglowej nawigacji.
wtorek, 23 lipca 2024
23.07.24 licznik -21
Wczoraj rano Ostroga nie bolała wcale. Pomyślałem więc, że do sklepu wybiorę się pieszo. Droga do najbliższego centrum handlowego to około dwa tysiące kroków. Zaczęło mnie boleć od chwili w której zacząłem powrót. Do domu dochodziłem już z płaczem i mocnym postanowieniem NIE CHODZIĆ, albo chodzić tak mało jak tylko się da.
Zagadka -21.0
Jest w Europie kilka miast z ulicami, na których wiszą tabliczki z moim nazwiskiem. Jest także miasteczko albo raczej kościelna wieś na wyspie nazywająca się tak jak ja. Zamierzam wykonać selfika pod jedną z takich tabliczek, a także zwiedzić to miasteczko. W jakim kraju znajdę to miasteczko?
piątek, 19 lipca 2024
19.07.24 licznik -25
Dopadła mnie ostroga piętowa. Gdy poszedłem poskarżyć się na tę dolegliwość, powiedziałem bardzo miłej Pani Doktor jak w tym dowcipie: boli mnie noga jak chodzę. Nie usłyszałem w odpowiedzi: nie chodzić, następny, bo okazało się że to suchar tak omszały i zaśniedziały, że trzydziestoletnia kobieta nie ma prawa go znać. W toku przeprowadzonych przez Panią Doktor czynności upewniłem się o tym, że góglowa diagnoza jest ze wszech miar słuszna i z całą pewnością mam Ostrogę i trzeba będzie pokazać ją Ortopedzie. Jęknąłem, bo powszechnie panująca opinia o terminach u Specjalistów jest, zwłaszcza dla ludzi w "pewnym wieku", niemożliwa do zaakceptowania. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy po rozmowie telefonicznej stwierdziłem, że Ortopeda będzie oglądał moją Ostrogę już czwartego września bieżącego roku. Kulejąc mocno i mocno dziękując oddaliłem się do swoich zajęć. Moja strategia w walce z nadwagą legła w gruzach. Nie będę mógł, czekając na wizytę u Ortopedy, wykonać ośmiu do dziesięciu tysięcy kroków dziennie. Pozostaje więc rower, na którym również mogę przepalić pięćset do sześciuset kalorii.
Zagadka -25.0
Pół jajka jest lepsze niż pusta skorupka. To przysłowie z jednego z dwóch Królestw, które odwiedzi Podróż. Jakie jest nazwisko tego Królestwa?
środa, 17 lipca 2024
17.07.24. licznik -27
Nieodłącznym składnikiem Podróży jest jedzenie, bo oprócz kosztowania zagranicznych specjałów trzeba Organizmowi zapewnić odpowiednią ilość energii. W Podróży na Północ załatwiłem to zabierając gotowe, kupione w sklepie, dania w słoikach. Teraz zaś postanowiłem słoiki zapełnić własnoręcznie. Gotuję więc nocami, bo tańszy prąd. Zakupiłem dziś osiem litrowych słojów i zamierzam je zapełnić ulubionymi posiłkami. Wczoraj były pomidory z makaronem i groch z kapustą. Dziś będzie młoda kapusta z koperkiem i fasola w sosie pomidorowym. Według Gógla takie pasteryzowane danie w zassanym słoju może wytrzymać nawet trzy miesiące. Surówki zaś zamierzam spożywać na śniadanie.
Zagadka -27.0
Jest taki Kraj w Europie, w którym autostrady są bezpłatne. Jest tam tylko jeden, niespełna półtorakilometrowy odcinek, gdzie za przejazd pobierane jest myto. Który to Kraj i jak nazywa się to miejsce?
wtorek, 16 lipca 2024
16.07.24. licznik -28
Trzeba zacząć się szykować. Wczoraj kupiłem trzysta gilz i odpowiednią ilość tytoniu. Do dnia wyjazdu ukręcę z tego papierosy tak, aby w Podróży nie tracić czasu.
Zagadka -28.0
Przysłowie o kozie, która śmieje się w kwietniu pochodzi z kraju, w którym będę nocował w olejarni. Który to kraj?
niedziela, 14 lipca 2024
14.07.24. WODÓR
Albo weźmy magazynowanie energii.
Dużo ostatnio pisze się o tym jak dużo energii ze źródeł odnawialnych marnuje się. A gdyby tak, zamiast wpuszczać tę energię w rozmaite akumulatory, przerabiać ją na bieżąco na wodór, chociażby przez elektrolizę. Wydaje mi się, że to rozwiązałoby problem z magazynowaniem definitywnie.
piątek, 12 lipca 2024
12.07.24 licznik: -- 32
Nie wiem czy istnieje nazwa licznika, który liczy do zera od strony liczb ujemnych. To może wymyślę własną nazwę? - LIDZOT
Zagadka --32.0
Najwyżej podskakują ci, którym daleko do szczytu.
Z jakiego Kraju, który odwiedzi PTNZ 4 pochodzi to przysłowie?
czwartek, 11 lipca 2024
11.07 Zmiany, zmiany, zmiany
Okazało się, że nieswoim samochodem, a jeszcze z lizingu, można do Turcji wjechać tylko pod rygorem spełnienia niemożliwych do spełnienia i kosztownych warunków. Poddałem się więc, gdy przeczytałem o koniecznej wizycie w tureckiej ambasadzie z przetłumaczonym przez Tłumacza Przysięgłego upoważnieniem w zębach. Powkurwiałem się odrobinę i zacząłem myśleć: co, jeśli nie Wschód? Na Północy i Południu już byłem, czyli naturalnym kierunkiem był Zachód. Zacząłem więc układać plan PTNZ №4. Mam taki arkusz kalkulacyjny pozwalający układać Podróż w zgodzie z Budżetem. To działa tak: wpisuję w rubryki ilość przejechanych kilometrów i ceny kolejnych noclegów i natychmiast, w prawym dolnym rogu, wyświetla mi się wytłuszczona suma. Nauczony doświadczeniem z Podróży Wokół Bałtyku, zwiększam tę sumę o trzydzieści procent i w jakimś momencie stwierdzam, że dalej Nie Da Się i trzeba wracać. Dlatego właśnie musiałem zarzucić plany zwiedzenia Portugalii, a i do Hiszpanii tylko-tylko.
PTNZ4.2 zapowiedź pierwsza
Podróż przemknie znanymi już sobie drogami do nasady pewnego Półwyspu i ruszy eksplorować nieznane brzegiem Mórz i choć morza te mają różne nazwy, to tak naprawdę jest to jedno dość duże Morze. Przekroczy około dziesięciu granic, odwiedzi co najmniej jedno Księstwo i dwa Królestwa. Z punktu, w którym skończy się kasa ruszy ostro na Północ aż oprze się o inne Morze, a właściwie Kanał zwany przez autochtonów Rękawem. Potem już do Krakowa. Pokona pięć tysięcy kilometrów, niezliczoną ilość tuneli i mostów. Odwiedzi setki miast i miasteczek, pozna Tambylców, także w Kraju Przodków. Będą też zagadki. Start nastąpi 13 sierpnia, a Powrót 23 sierpnia.
środa, 12 czerwca 2024
dwunasty czerwca
Albo weźmy wahadło Foucaulta. Wszyscy wiedzą co to i co robi. Jakieś czterdzieści lat temu zachwyciłem się tym obiektem i jego zachowaniem i zaraz potem zacząłem zastanawiać się nad tym jak praktycznie można by spożytkować zjawisko pozostawania płaszczyzny wahań nieruchomo, choćby nie wiem co. Przeprowadziłem experyment myślowy i zastąpiłem wahadło wirującą tarczą z poziomą osią obrotu. Zrobiłem kilka prostych doświadczeń z których wynikało, że wahadło można zastąpić tarczą tylko na biegunie. W każdym innym miejscu płaszczyzna tarczy obraca się szybciej niż płaszczyzna wahadła, przy czym osią obrotu jest linia łącząca zenit z nadirem, czyli pion. Podczas rozpędzania tarczy zaś, także obrót wokół osi pionowej przyśpiesza. Po ustaleniu prędkości obrotowej tarczy, obrót wokół pionu odbywa się już z prędkością stałą. Jak każdy normalny człowiek, natychmiast spytałem: dlaczego? i spróbowałem przyśpieszyć obrót tarczy jeszcze trochę, z tym, że tę część experymentu przeprowadziłem już tylko w rozumie. Wyszło mi, że obrót wokół pionu także trochę przyśpieszy i znów ustabilizuje się na wyższym poziomie. Dopóki nie skonstruuję doświadczenia i nie wykonam go, nie jestem w stanie powiedzieć nic o tym jakich spodziewam się konsekwencji. Prototyp doświadczenia już wykonałem, niestety było ono źle zaprojektowane i zgniewałem się tylko na siebie, bo kosztowało mnie ono ponad dwa tysiące złotych, a pokazało tylko to co już wiedziałem: się kręci. Zaprojektowałem lepsze i dowiedziałem się, że będzie ono jeszcze droższe po czym zapadłem w sen zimowy myśląc o tym skąd by tu wziąć tyle pieniędzy. Gdy przyszła wiosna zmieniły mi się priorytety. Pomyślałem sobie o tym, że jestem w takim wieku, w którym nie powinienem sobie już niczego odmawiać i wymyśliłem Podróż. Wyszło na to, że doświadczenie wykonam jak tylko będę miał za co, a jak nie, to zostawię problem potomnym.
sobota, 8 czerwca 2024
ósmy czerwca
Zapłodniony przeczytanymi i usłyszanymi ostatnio książkami i wykładami zaczynam myśleć o tym, że być może Plan przewidywał dla mnie inną drogę przez życie. W związku z tym przypuszczam, że to wszystko z czym miałem do czynienia przez ostatnie siedemdziesiąt lat to był Plan B. Przy okazji zastanawiam się nad tym, w którym momencie wszedłem w niewłaściwą nogawkę Portek Czasu?
sobota, 25 maja 2024
dlaczego Podróż?
Smak palonego w fajce tytoniu Prince Albert jest głęboko ukryty w mojej pamięci wewnętrznej i wspomniany powoduje uczucie czegoś nieopisanego i bardzo miłego. W czasach, w których mogłem palić legalnie zbierałem każdego centa, aby móc iść do PEWEXU i kupić tam małą torebkę lub dużą puszkę tego specjału, a potem rozkoszować się smakiem dymu do
ostatniego okruszka.
Jakoś w środku tegorocznej zimy zapragnąłem poczuć znowu ten niepowtarzalny smak. Okazało się jednak, że z nieznanych mi przyczyn nie można tego tytoniu kupić w Europie, a też legalnie sprowadzić z Ameryki. Zacząłem więc kombinować i szukać dojść do kogoś, kto bywa w krajach pozaeuropejskich i może na własne potrzeby wwieźć do Kraju pół kilo tytoniu. I tak szukałem do czasu, aż pomyślałem o wakacjach i wszystkie inne zachcianki rzuciłem w kąt. Zapragnąłem wygrzać się w słońcu nad jakimś ciepłym morzem. Z rozglądania się po mapie wyszło Morze Czarne i plaża w okolicach Burgas w Bułgarii. Zabukowałem więc hotel na dwie doby i jeszcze jeden w samym środku Rumunii, w połowie drogi. Z obliczeń wynikała możliwość poradzenia sobie z kosztami, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu dysponuję samochodem Córki i samochód ten jest zagazowany, co daje o połowę mniejszy wydatek na paliwo w porównaniu z benzyną. Znowu patrząc na mapę zobaczyłem, że z Burgas do Bosforu jest już rzut beretem i wtedy pomyślałem o krótkim wypadzie do Turcji. Wtedy na wierzch wypłynął Prince Albert. Sprawdziłem, że w Turcji można go kupić w każdym sklepie tytoniowym. Dalszy ciąg Podróży ułożył się sam, choć wiedziałem o tym, że będę musiał wziąć kredyt. Ale co tam. Przecież kredyt spłacę z przyszłorocznej trzynastki, a w twarzy faktu, że młodszy już nie będę, nie mogę sobie wszystkiego odmawiać. Już się cieszę na myśl o tym, gdy po powrocie z Podróży, w nowej i dopiero co opalonej fajce ujrzę różowy żar tlącego się tytoniu i otoczę się kłębami wonnego dymu.
czwartek, 23 maja 2024
Mama – Antoni – Pan Marek – Ursus
To stało się nagle. Doszedłszy do kolejnej ściany widziałem przed sobą NIC. To był upalny lipcowy dzień. Opierając się o nagrzaną przez słońce brązową barierkę Balkonu Z Widokiem Na Spacerniak rozmawiałem przez telefon z Igiełką nie przeczuwając, że to ona podpowie mi jakie jest Rozwiązanie zagadki, którego nie znałem. Nagle zrozumiałem, że jedynym dla mnie wyjściem jest rozerwanie Zaklętego Kręgu.
c.d.n.
wtorek, 21 maja 2024
dwudziesty pierwszy maja
Gdy przez okno nie świeci słońce, drzwiami wkrótce wejdzie lekarz.
Głodny niedźwiedź w koło nie zatańczy.
Nie zdradzaj sekretu przyjacielowi, bo on też ma przyjaciół.
Nie proś wilka o pilnowanie owiec.
Robić słonia z muchy.
Lepsze jajko dziś niż kurczak jutro.
Jeśli masz ochotę pracować, usiądź, poczekaj i zobaczysz, że ci minie.
Kto dokładnie wie, czego chce, powinien być na tyle mądry, by zadowolić się połową.
środa, 15 maja 2024
PTNZ №4 zapowiedź pierwsza
PTNZ №4 jest zaplanowana na połowę sierpnia i trwamać jedenaście dni. Obieżyświat zapakowawszy do niebieskiego auta o pięknym imieniu Jadwiga zapasy jadła i napojów, pomknie w jedną ze stron świata w Podróż, która bynajmniej nie jest zabawą. Naprzód przez Kraje, które w czasach młodości Obieżyświata były tak mocno związane ze sobą, że żyły w jednym obozie. Drugiego dnia Podróż dotrze do jednego z kolorowych mórz. Tam, na plaży, Obieżyświat będzie wystawiał do słońca swój Brzuch, Plecy i wszystkie Członki przez cały dzień, a też badał mokrość i zasolenie wody. Potem Podróż przedostanie się przez most nad Cieśniną, na inny Kontynent i pomknie w kierunku wschodzącego słońca tak daleko, jak Obieżyświat jeszcze nie był. Dalej, na Południe, dotrze do innego Morza, które nazywa się tak, jakby było czyjąś własnością i znów mniej więcej brzegiem tego Morza przedostanie się do najstarożytniejszego Kraju w Europie i nad Morze, które Obieżyświat już widział, jednak z innych pozycji. Podróż będzie się przemieszczała wybrzeżem aż morze się skończy i tu zacznie się Powrót do domu. Zatrzyma się w Hotelu Wśród Winnic i będzie, w ciemnych lochach degustowała miejscowe wina, jednak bez przesady, bo nazajutrz wykona ostatni Etap i stanie w Krakowie.
licznik : 91
piątek, 10 maja 2024
Ursus – Koszalin
To stało się nagle i była to chyba jedna z niewielu w moim życiu nagłość miła. Choć miałem wtedy pracę, to bezustannie rozsyłałem aplikacje we wszystkie strony świata. Uskrzydlony pewnością, że za chwilę będę miał pracę moich marzeń liczyłem dni do przeprowadzki do Koszalina. To Igiełka podsunęła mi pomysł o rozerwaniu zaklętego kręgu, w którym kręciłem się jak wąż zjadający własny ogon. Wyniosłem się od Mamy w ostatniej chwili gdy miałem jeszcze trochę pieniędzy pozwalających mi mieć nadzieję, że jeszcze będę żył. Pierwszą ówczesną potrzebą było miejsce, w którym mógłbym trochę pomieszkać i w nim rozglądać się za pracą. Przez trzy lub cztery tygodnie schronienia udzielili mi członkowie rodziny. Z rozglądania wyszła praca w WDJ G, a tuż po jej rozpoczęciu zostałem mieszkańcem Hotelu Robotniczego. Miałem więc jakieś widoki na w miarę normalne życie. Ale. Praca była dziwna, bo WDJ G był ciągle w niedoczasie. Polityka firmy doprowadziła do tego, że przyjmowano zdecydowanie za dużo zamówień tak, że wszystkie terminy leżały To prowadziło do ciągłych napięć i krzykiem wyrażanych emocji przez wszystkich pracowników z szefem na czele. Mieszkanie w Hotelu Robotniczym nie było takie złe i co najważniejsze nie było również drogie. Mieszkałem tam z Jurkiem, który pracował “na budowie”, nie pił, nie palił i prawie nie mówił. Oprócz tego często chorował i wtedy mieszkałem sam, bo Jurek chorował u rodziny. To było upalne lato i w pokoju tuż pod niczym nieizolowanym stropem czułem się jak w piekarniku. Właściwie jedyną niedogodnością tego mieszkania był zakaz palenia w całym obiekcie, który omijałem z właściwą sobie bystrością za pomocą wentylatora. Ustawiałem go na parapecie okna tak, by zasysał powietrze z pokoju i swobodnie transportowałem produkty spalania do Atmosphery na zewnątrz. Jednak po uzyskaniu pracy, bez żalu, wyniosłem się stamtąd rozpoczynając koszalińską przygodę.
wtorek, 7 maja 2024
siódmy maja
Jestem pełen podziwu dla działań Rządu w twarzy okoliczności w jakich przyszło mu rządzić. Muszą robić jednocześnie Wszystko. I jeszcze ten Duda, który oprócz kija w szprychy i piachu w tryby nic nie potrafi.
sobota, 4 maja 2024
czwarty maja
Jestem szalennie zadowolony z tego, że Córka (48) osiągnęła równowagę między potrzebami i możliwościami. Chociaż w pracy ma zapierdol, to jednak taki, jaki umie i lubi. A jeszcze za dobre pieniądze. Dzieci uczą się w miarę swoich możliwości, a moim zdaniem te możliwości są ogromne. Sąd zdjął jej z pleców frankowy kamień, a po zakończeniu postępowania dostanie jeszcze dużo pieniędzy. U mnie taki stan rzeczy wywołuje może nie euforię, ale na pewno doskonałe samopoczucie. Podczas ostatniej naszej rozmowy powiedziałem: to już wcale nie ma się czym martwić? jak żyć?
czwarty maja czwarta cztery
Właśnie usłyszałem pierwszy dziś" ptasząt śpiew pierzastych". Zastanawiam się co motywuje takie ptaszki do śpiewu. Radość życia czy jednak troska o "idźcie i rozmnażajcie się".
piątek, 3 maja 2024
o wyższości Rzeczywistości nad Rzeczywistością Wirtualną
Albo weźmy wszelkie sztuki i ich oddziaływanie na Człowieka. Wczoraj dowiedziałem się o tym, że Wnuczka (15) celuje w ASP ze szczególnym uwzględnieniem grafiki komputerowej. Ta wiadomość zapłodniła mnie do rozmyślań. Naprzód o wyższości obrazów namalowanych analogowo nad obrazami oglądanymi na ekranie. Po pierwsze obraz namalowany na płótnie czy desce widzimy różnie w zależności od oświetlenia. Inaczej go postrzegamy w świetle słonecznym, a inaczej w sztucznym, jednak w ciemności nie widzimy go wcale, bo swoim zmysłem wzroku rejestrujemy światło odbite. To samo dzieło sztuki oglądane na ekranie czy innym dyspleju wygląda inaczej, bo ekran sam emituje światło i nawet w ciemności widać wciąż, w dobrym przybliżeniu, to samo. Po drugie, Obraz naturalny, a także oczywiście Rzeczywistość, jest liniowy. Można dowolnie zbliżać do niego swoje oczy i wciąż jest ciągły. Można też powiększać do granicy możliwości istniejących przyrządów optycznych i wciąż nie widać jakichkolwiek przerw czy nieciągłości. Oczywiście, używając różnych sztuczek zwiększających powiększenie dotrzemy w końcu do pojedynczych molekuł a nawet atomów, ale zauważcie to już będzie widok przetworzony komputerowo czyli na ekranie. Do wykrycia nieciągłości w obrazie na ekranie wystarcza już tylko stosunkowo niewielkie, na przykład pięćsetkrotne, powiększenie. Już w szkolnym mikroskopie widać jak obraz się rozłazi. Widać w nim dziury pomiędzy istotnymi, kolorowymi obszarami. To znak, że widzimy już piksele, które choć małe na tyle, że zlewają się obserwowane bez powiększenia, nie są jednak połączone ze sobą. Powiększając dalej widzimy obszary w trzech kolorach podstawowych lub NIC, bo to właśnie jest pomiędzy pikselami. Można powiedzieć, że te nieciągłości nie mają wpływu na to jak odczuwamy oglądany obraz. Mam jednak hipotezę, że tak nie jest. Zmysły nie tylko rejestrują. One przede wszystkim interpretują. Większość roboty wykonuje tu mózg i to on odpowiada za sposób w jaki odczuwamy rzeczywistość. Przychodzi mi na myśl poznana i policzona kwestia alikwot. Otóż dźwięk prosty wydawany przez pojedynczą piszczałkę brzmi zupełnie inaczej niż ten sam dźwięk zagrany chociażby na fortepianie. Co więcej, również pomiędzy różnymi fortepianami różnice też są słyszalne. To nie wszystko, bowiem BARWA dźwięku zależy też od wielu innych czynników jak na przykład temperatura otoczenia czy wilgotność powietrza oraz budowa pomieszczenia. Za te wszystkie efekty odpowiadają właśnie alikwoty, czyli dźwięki generowane przez różne rezonanse czy odbicia. Może więc na to jak odczuwamy obraz, a jeszcze z ekranu, mają wpływ te obszary NICZEGO?
piątek, 26 kwietnia 2024
dwudziesty szósty kwietnia
Poniedziałek - zupa krem z czerwonych buraków i wszelkiej włoszczyzny zagęszczona ryżem.
Pięć do sześciu buraków, najlepiej tych wężokształnych, czyścimy z widocznych uszkodzeń i przebarwień, ale nie obieramy. Kroimy w jak najdrobniejszą kostkę i wrzucamy do gotującej się w dużym garnku wody. Włoszczyznę, w Krakowie warzywo, najlepiej na liściu, kroimy na małe kawałki (liście też) i dodajemy do gotujących się buraków. Gdy wszystko jest już miękkie wsypujemy garść lub dwie ryżu i gotujemy dalej. Przyprawiamy listkami laurowymi, zielem angielskim i pieprzem ziarnistym. Dodajemy dwa lub trzy ząbki czosnku i dwie lub trzy kostki bulionu warzywnego. Soli nie dodajemy. Gdy stwierdzimy, że ryż zaczyna się kleić zdejmujemy z ognia, dodajemy gęstą śmietanę i blenderem rozdrabniamy do momentu uzyskania jedwabistej konsystencji. Można jeść od razu lub zlać póki gorące do słoików i po wystudzeniu zamrozić.
Wtorek - pomidory z makaronem + ogórki małosolne z czosnkiem.
Dziesięć dużych pomidorów kroimy w kostkę i wsypujemy do garnka z mocno rozgrzaną oliwą z oliwek. Można dodać dwa-trzy ząbki czosnku zgniecionego w prasce. Lekko solimy i z umiarem pieprzymy. Mieszając co jakiś czas dusimy, aż zobaczymy jednorodny, bulgoczący sos. Dodajemy makaron i patrzymy aż będzie "al dente". Podajemy z ogórkiem małosolnym z odrobiną czosnku.
Środa - zupa krem ciąg dalszy.
Czwartek - groch z kapustą (pycha).
Piątek - pomidory z makaronem + ogórki małosolne z czosnkiem.
Sobota - śledzie w oleju z cebulką i czosnkiem + ziemniaki gotowane pół na pół z marchwią i utłuczone na purée.
Niedziela - warzywa na patelnię + kiszona kapusta.
czwartek, 25 kwietnia 2024
Koszalin – Reguły
To stało się nagle. Koszalińska przewaga zmieniła się w niedowagę – legła w gruzach z hukiem i ze wstydem gdy dowiedziałem się o tym, że nie jestem już potrzebny. Ogarnęła mnie rozpacz. Żadnych pomysłów, żadnych planów B. Przez kilka dni trwałem w obezwładniającym stuporze.
Gdy w październiku 2008 jechałem do Koszalina na uzgodnioną telefonicznie rozmowę kwalifikacyjną, byłem pełen pozytywnych emocji. Miałem wówczas pracę. Zajmowałem się w niej tym co potrafię, ale nie bardzo lubię – opracowywaniem cudzych projektów i tłumaczeniem ich na zrozumiałe dla personelu rysunki wykonawcze. Moją pasją i marzeniem było wtedy modelowanie 3D i tym właśnie miałem się zajmować w nowej pracy w Koszalinie. Z rozmowy wynikała praca moich marzeń i jednocześnie kolejna przeprowadzka. Po całych dniach i często nocach, pełen entuzjazmu, zamieniałem pomysły firmowej projektantki-plastyczki na wymodelowane na ekranie komputera, kolorowe bryły. Jeszcze mi za to płacili. Idylla nie potrwała długo, bo Właściciel firmy poczuł się urażony moim przypomnieniem o tym, że umówiliśmy się na podwyżkę po trzech miesiącach. Już wcześniej zauważyłem, że nie podoba mu się wiele moich inicjatyw podejmowanych w imię szeroko rozumianego dobra firmy. Jako przykład mogę podać taką sytuację: Szybko zorientowałem się, że zastosowanie nowych materiałów i technologii może zwiększyć konkurencyjność firmy, w której pracowałem. Rozpocząłem więc rozmowy z Dostawcami. Jednak pierwsze spotkanie z jednym z Dostawców zostało przez Właściciela oprotestowane z nieznanych mi przyczyn i moja inicjatywa upadła zanim zaczęła się rozwijać. I tak, po trzech miesiącach dowiedziałem się o tym, że zostałem zwolniony. Poczułem się skrzywdzony i oszukany. Natychmiast zacząłem szukanie nowej pracy. Nie trwało to długo, jednak samochód musiałem sprzedać i właśnie w dniu rozstania z Czerwonym Hultajem przyszło telefoniczne zaproszenie na rozmowę w Fabryce Okien. Pomyślałem sobie: znowu okna, jednak byłem w takiej sytuacji, że brałem co dają. Dostałem więc pracę znowu nie taką jakiej bym chciał. Przygotowywanie dokumentacji produkcyjnej było piekielnie nudne i jednocześnie wymagające niezwykłego skupienia. Nie mogłem się pomylić. To stresuje. Wkrótce okazało się, że tak na prawdę wzięli mnie ze względu na moje obycie z AutoCadem. Znowu musiałem przerabiać wizje Projektanta, na rysunki zrozumiałe dla personelu. Gdy Projekt się skończył, skończyła się także moja przydatność.
środa, 24 kwietnia 2024
dwudziesty czwarty kwietnia
Jakoś dziś zabrakło mi weny. Napisałem może trzy zdania Opowieści i wciąż nie jestem pewny, że to zdania dobre. Nic. Jutro też jest dzień. Dzisiejszy zdominował Chlor zwany też Ceratą. Obserwowałem dzisiejsze obrady komisji kopertowej z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony miło było patrzeć jak świadek się wije i chowa drżące dłonie. Z drugiej zaś zdumiewałem się: jak to możliwe by tego rodzaju indywiduum mogło być ministrem w rządzie wybranym jednak przez wielu Rodaków. Było też śmiesznie gdy jedna z Posłanek powiedziała o tym, że niektórzy utrzymują, że są posłem a inni Napoleonem.
wtorek, 23 kwietnia 2024
dwudziesty trzeci kwietnia
Odnoszę wrażenie jakby cała ta pisanina była teatrem jednego widza, w którym autorem, aktorem i widzem jestem ja sam.
poniedziałek, 22 kwietnia 2024
Reguły - Kraków
Reguły - Kraków
To stało się nagle. Po kilku latach mieszkania pod dachem Starej, która przygarnęła mnie w chwili jednego z wielu upadków, gdy straciłem pracę w wieku sześćdziesięciu paru lat, awantura, właściwie nie wiadomo o co, napełniła mnie niepohamowanym pragnieniem wyniesienia się z tego miejsca, możliwie natychmiast. Gdy w nagrzanym czerwcowym słońcem koszalińskim mieszkaniu, nie widząc przed sobą innego wyjścia zadzwoniłem do Starej z rozpaczliwym pomysłem żeby prosić ją o pomoc, nie spodziewałem się, że ona sama zaproponuje powrót do domu w którym kiedyś mieszkałem, jednak przez dekady już tylko bywałem. Nie stawiała żadnych warunków. Wydawała się być jednak zadowoloną że, jak Bóg przykazał, mąż będzie mieszkał z żoną pod jednym dachem. Z początku nastroszeni szukaliśmy nici porozumienia. Rozmawialiśmy jednak tylko o tym co jest. Żadnych wspomnień i tym bardziej planów w tych rozmowach nie było. Nici, choćby jednej, nie znaleźliśmy. Czy staraliśmy się? - ja raczej nie. Pomogła mi dostać pracę, nie żądała dużo pieniędzy i początkowo zachowywała się przyzwoicie. Ja zaś wziąłem na siebie zwyczajne "męskie" obowiązki: konserwację domu i konieczne naprawy. Myślę, że ja też zachowywałem się przyzwoicie. Tak było do chwili gdy przeszedłem na emeryturę. Wewnątrz jednak byłem odrętwiały i wciąż nie na swoim miejscu. Dopiero, gdy Córka kupiła działkę pod Krakowem i zacząłem spędzać tam cały działkowy sezon, poczułem, że jestem "u siebie". Żyłem swobodnie w rytmie: rano kawa, po kawie praca na pół etatu “na roli”, podróż rowerem na Zarabie po zakupy w Biedronce, przewagi kuchenne (codziennie nowy posiłek), Posiłek Główny, sjesta przy ognisku przeciągająca się aż do chwili gdy szedłem spać. Po kilku dniach zorientowałem się, że takie życie służy mojemu zdrowiu do tego stopnia, że musiałem odstawić leki na nadciśnienie. Później, już mieszkając w Krakowie, doszedłem do przekonania, że to nie tryb życia, tylko codzienna nieobecność Starej ma taki wpływ na moje zdrowie. Niestety drugi Sezon Na Działce okazał się ostatnim, bo Córka działkę sprzedała. Gdy wróciłem na Reguły z tą wiadomością, ze Starej wyszła jej prawdziwa natura. Myślę, że nabrała przekonania, że już nie mam gdzie się schronić i zaczęła wobec mnie stosować cały repertuar zachowań przemocowych. Gdy próbowałem protestować mówiła z widoczną satysfakcją jakoś tak: nie masz gdzie mieszkać więc jesteś w mojej mocy. Podczas jednej z piętrowych awantur, w której już oboje nie wiedzieliśmy o co chodzi, powiedziałem, że takie życie jest nie do zniesienia i oświadczyłem, że wyniosę się jak tylko będę mógł i zacząłem szukać mieszkania. Obliczyłem się i wyszło mi, że moja emerytura wytrzyma. Załadowałem wynajęty samochód pod dach, powiedziałem PA i tyle mnie widziała.
dwudziesty drugi kwietnia
Są takie książki, których czytanie staram się rozwlec w czasie. Teraz czytam równolegle dwie. Obie noblistów. Jedna z nich sprawia, że nie chcę szybko kończyć przyjemności i choć trzymam ją na wierzchu otwieram w ostateczności. Druga rozwleka się sama przez się: ponad tysiąc stron.
niedziela, 21 kwietnia 2024
Dwudziesty pierwszy kwietnia ciemna noc
Czuję się dziwnie uniesiony. Odnalazłem chyba cel, może nie na całe życie, ale na pewno na kilka miesięcy, może lat. Chcę spisać wszystko co wiem, a też to, czego nie wiem. Początek tych zapisków umieściłem w poprzednim poście. Prawdopodobnie może być zmieniony, bo właśnie zacząłem pracę nad planem Opowieści złapawszy się na tym, że bez Planu Opowieść może być Chaotyczna i po prostu Niedobra.
Jakże wygodnie myśli się, czyta, ogląda czy po prostu żyje z Internetem za pazuchą. Przed chwilą, czytając artykuł w Polityce złapałem się na tym, że wspomagam się siecią instynktownie gdy nie znam jakiegoś słowa (przecież nie można znać wszystkich słów). Młodzieńcem będąc (hej) mogłem zapytać, albo sięgnąć po Encyklopedię lub Słownik Wyr. Obc.
sobota, 20 kwietnia 2024
rozdroża
Żeby było jasne: piszę na boku w zwykłym edytorze tekstu. Tu przenoszę to, co uważam za skończone.
rozdroża
To stało się nagle. Gdy siedemdziesięcioletni emerytowany inżynier żyjący skromnie, bez niedostatków, ale i dostatków, w wynajmowanym mieszkaniu w Krakowie, zobaczyłem swoje życie w niespodziewanym dotychczas świetle. Wolny od jakichś większych trosk codziennych, od czasu osięścia “pod Wawelem”, pomimo życia w samotności czułem się coraz lepiej i coraz częściej myślałem: to wszystko ma przepaść? – bez sensu. Nie wierząc w teorie o możliwym zachowaniu integralnej świadomości po osobistym Końcu Świata, zastanawiałem się co powinienem (albo chciałbym) zrobić. I właśnie nagle zrozumiałem, że chcę swoją historię spisać czarno na białym, ustalić sam ze sobą co jest prawdą, moją prawdą, a co prawdą nie jest.
środa, 17 kwietnia 2024
siedemnasty kwietnia
Albo weźmy wierzących i praktykujących. W naszym Kraju to zazwyczaj rzymscy katolicy. Może nie wszyscy, ale na pewno wiele i wielu z nich opanowało trik, który pozwala im na najgorsze niegodziwości w mowie, piśmie i uczynkach. Mogą śmiało grzeszyć, bo co jakiś czas idą sobie do spowiedzi, która czyści ich konto z najokropniejszych występków. Inaczej człowiek kierujący się w życiu etyką i zwykłą uczciwością: pewnych rzeczy zwyczajnie nie robi, bo nie przychodzą mu do głowy.
poniedziałek, 15 kwietnia 2024
piętnasty kwietnia
Dziś, kolejny raz, podszedłem do Ksiąg Jakubowych. Po jakimś kwadransie zorientowałem się, że "jakoś mnie nosi": Nie mogłem skupić uwagi na czytanym tekście. Może gdybym czytał wersję papierową byłoby inaczej, jednak od papieru odzwyczaiłem się do tego stopnia, że czytając na przykład ulotkę dołączoną do jakiegoś medykamentu, łapię się na chęci przewinięcia strony jednym zręcznym ruchem palca, albo powiększenia zbyt małej czcionki robiąc "widełki". Musiałem więc przełączyć dzieło Noblistki na cokolwiek i po mniej więcej godzinie stwierdziłem, że coś jest ze mną nie tego. Jednak przecież nie pójdę do księgarni czy biblioteki i nie sprowadzę sobie papierowej wersji do domu. Jakoś niezręcznie przyznać się samemu sobie, że przyjąłem sposób komunikowania się z rzeczywistością, który marginalizuje słowo pisane na papierze. Dużo przyjemniejsze i ł a t w i e j s z e jest skrolowanie krótkich tekstów i memów, a zwłaszcza filmików. Ot, znak czasów.
Zaraz minie rok jak usiłuję doprowadzić się do stanu, o którym wskaźnik BMI mówi: waga normalna. Gdy zaczynałem, w kwietniu zeszłego roku było to 29,62. Dziś po porannym ważeniu stwierdziłem 26,81. Do idealnego (poniżej 25,00) brakuje tylko niespełna dwa kilogramy. Jednak w kilogramach to aż pięć kilo. Nic, zaraz ruszam na codzienny marszobieg.
poniedziałek, 5 lutego 2024
piąty lutego
Tak sobie rozmyślam: czy możliwe jest, że Minister Bodnar uczył się innego prawa niż pani Pierwsza Prezes? Ta wątpliwość dotyczy również zbuntowanych prokuratorów, prezydenta, pana Zbyszka, jego ekscelencji Prezesa, panny Krysi, pani Julii i wielu prawiesędziów z KRS.
niedziela, 4 lutego 2024
czwarty lutego
Nie można wszystkiego zwalać na pogodę. A jednak gdy jest tak jak dziś, z ciężkimi chmurami zasnuwającymi cały nieboskłon i wiatrem prawie huraganowym, dosłownie omdlewam. Chce mi się Leżeć i Patrzeć w Powałę. Nic mnie nie cieszy, a z braku ruchu przybywa na wadze.
sobota, 3 lutego 2024
trzeci lutego
Albo weźmy sejmowe komisje śledcze.Obserwacja ich to dla mnie doskonały sposób na spędzanie czasu. Najciekawsze jednak przed nami. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić przesłuchania Małego. Jakże to: zbawca ma odpowiadać na pytania, a jeszcze pod przysięgą mówić prawdę? Nie widzę tego. Czekają nas znowu Ciekawe Czasy, zwłaszcza że pajac z pałacu jeszcze przez półtora roku będzie pchał kij w szprychy i sypał piach w tryby. Tymczasem kolekcjonuję epitety na razie na P: pajac, pacan, podnóżek, pyszałek, pacynka, półgłówek, patołek, patafian, dupek, a nie, to na D.

