Zacząłem oglądać "Ołowiane Dzieci". Ciężka sprawa. Beznamiętna narracja, doskonale obsadzona główna postać, wybitna muzyka. W ogóle ach i och. Jednak oglądam na raty krótsze niż odcinek. Podobno historia prawdziwa. Pokazuje w jak absurdalnym porządku żyliśmy.
Jakoś w zeszłym roku trafiłem na amerykański film „Erin Brockovich”. Tematyka podobna. Jednak nie zrobił na mnie takiego wrażenia.
W środku dnia
Ponad pięćdziesiąt lat temu poznałem dziewczynę, która w uroczy sposób używała frazy "kulawy kotek szedł sobie drogą". Robiła to zamiast.