Albo weźmy kaca. Kac jaki jest każdy? wie. W moim wypadku kac ewoluował. Pierwszego nie pamiętam. Kolejne były ciężkie ze wszystkimi typowymi objawami. Pamiętam przeżyty w białostockim akademiku, gdy zawleczony siłą na stołówkę odmawiałem przyjmowania pokarmów stałych. Zapamiętałem nazwisko zawlekającego : Pliszka. Wtedy po raz pierwszy w życiu usłyszałem, że muszę zjeść "przez rozum". Chyba zjadłem. Nie doświadczyłem jednak nigdy objawu mocno występującego u jednej z koleżanek podczas romantycznego wyjazdu do Krakowa gdy pod nieobecność Córki zagnieździliśmy się w jej mieszkaniu pod Wawelem. Podczas, gdy ja, siedząc na galerii, z której wchodziło się do mieszkania, przeczytałem "Cień wiatru" Zafona, ona cały ten czas spędziła w kiblu a w przerwach narzekała, że chyba jej dupę urwie. Teraz, gdy przesadzę, czuję co najwyżej lekki dyskomfort, który mija koło południa. Nie używam już mocnych trunków i moje kace są wywoływane nadużyciem piwa. Półtora litra bursztynowego płynu przyjmuję bez konsekwencji. Po wypiciu większej ilości bywa różnie.
Better late than never.
Two heads are better than one.
What's done is done.