Zaprzągłem dziś AI do próby odtworzenia historii moich przodków po mieczu. Z efektu jestem zadowolony. Historia sięga drugiej połowy dziewiętnastego wieku, gdy młody Ludwik trzeci syn Klemensa, obywatel Francji podpisał kontrakt z którego wynikała jego podróż i osiedlenie się na będących pod zaborem rosyjskim Kresach. Pracował w majątku któregoś z polskich magnatów nad rozwojem przemysłu cukrowniczego. Po ślubie z Antoniną Rohozińską przeniósł się do majątku Stepańce na ziemi kijowskiej. AI sugeruje, że majątek ten był wianem Antoniny i dlatego Ludwik został właścicielem tych dóbr. W 1898 r. w Kijowie urodził się Aleksander. Wychowywał się i kształcił w Kijowie. W czasach Wielkiej Wojny zameldował się w którejś z placówek dyplomatycznych Francji w carskiej Rosji, by rozpocząć służbę we francuskiej Armii. Nie wiadomo kiedy wrócił do Kijowa, ale po rozpoczęciu rewolucyjnej zawieruchy wyemigrował wraz z ojcem, i matką do Polski i osiedlił się w podwarszawskim Pruszkowie. Nawiązał znajomość z Wandą z domu Kwiek. Z tego związku urodził się w 1925 r. Aleksander, mój ojciec. Związek Aleksandra z Wandą nie wytrzymał próby czasu. Czytałem pozew rozwodowy i stamtąd dowiedziałem się o tym, że to to raczej babcia była przyczyną rozstania, a sąd przyznał opiekę nad kilkuletnim Aleksandrem ojcu, Aleksandrowi seniorowi. Dziadek musiał dobrze zarabiać, bo w 1935 r. postawił w Piastowie dom, w którym później i ja się wychowałem. Żył wtedy w nieformalnym związku z Alicją, koleżanką z pracy. Do wybuchu wojny pozostawał obywatelem Francji. W obawie przed internowaniem zrzekł się obywatelstwa. W czasie okupacji chwytał się różnych zajęć, a maszynę do produkcji świec mogłem podziwiać w piwnicy jeszcze długo po jego śmierci. Zmarł w 1948, a jego ojciec Ludwik Massé przeżył go o kilka lat. Zachowała się anegdota o tym, że Ludwik posługiwał się swobodnie trzema językami, francuskim, rosyjskim i polskim, a jego wypowiedzi w oryginalny sposób łączyły te języki. Nawet w jednym zdaniu potrafił użyć wszystkich znanych sobie języków. Podobno rano pytał domowników: gdzie są moje caleçon. Dzieciństwo młodego Aleksandra raczej nie było szczęśliwe. Odrzucony przez matkę, tolerowany przez nową rodzinę Wandy, nie bardzo lubiany przez partnerkę ojca zapewne nie był szczęśliwy. Podczas okupacji postanowił coś zrobić aby oderwać się od codziennych zmartwień. Wyjechał do Rzeszy do pracy. Osiemnastoletni chłopak chciał zaistnieć w świecie i zrobił to tylko dla siebie. W Reichu było biednie i głodno. Zachowała się opowieść o tym, że rodzina posyłała mu paczki z cebulą. Nie wiem, kiedy wrócił do Polski i nie wiem dlaczego nie był nękany przez Bezpiekę. Nie wiem kiedy zdał maturę, ale musiał ją zdać, bo zapisał się na Politechnikę na budownictwo. Mówił, że nie ukończył studiów, po po drodze do uczelni była Filharmonia i odgłosy prób muzyków były dlań ważniejsze od wykładów. W rezultacie został gryzipiórkiem, kosztorysantem w Przedsiębiorstwie Budowy Huty Warszawa. Ożenił się z Anną z domu Nowakowską w kościółku przy ulicy Ratuszowej. Później żartobliwie nawiązywał do tych okoliczności twierdząc, że został upity i tylko dlatego wstąpił w związek. Prawdopodobnie był dobrym człowiekiem. Pamiętam jak godzinami opowiadał o swoich przewagach i niedowagach z pracy. Zorganizował najwspanialsze wakacje mojego życia, zabrał nas w rejs motorowcem Waryński z Warszawy do Chełmna i dalej wyprawę rowerami do Łeby. Umarł młodo, w wieku 56 lat po długiej walce z rakiem. Spłodził dwóch synów. Tymczasem to tyle.