sobota, 31 stycznia 2026

trzydziesty pierwszy stycznia

 No proszę, jedna dwunasta roku przeleciała. Jak było? -zimno, ale tylko na polu. I ślisko, choć jak dotąd nie wypierdoliłem się ani razu. Uważam, patrzę pod nogi. Dużo płacę za prąd, którym ogrzewam mieszkanie. Prawie osiemset złotych za dwa miesiące. Dużo śpię, za dużo jem i wypatruję wiosny, gdy będę mógł znowu popracować nad masą. Od kilku tygodni notuję wyniki w okolicach 81 kg. Zastanawiam się nad wakacjami. Niby mam pobukowane noclegi w drugiej połowie sierpnia, ale ciągle korci mnie jednak wyprawa na Bornholm, bo nie był. Autem z wypożyczalni z zainstalowanym bagażnikiem na rower do Kołobrzegu, Promem z rowerem na Bornholm, Tydzień na wyspie, znów do Kołobrzegu i koleją do Krakowa. Może być fajnie.

niedziela, 25 stycznia 2026

dwudziesty piąty stycznia

 Albo weźmy oszczędzanie. Jak powszechnie wiadomo nie warto oszczędzać tradycyjnie czyli odkładać pieniądze w banku. Proponowane w banku odsetki nie rekompensują inflacji. Za to życie w permanentnym kredycie szalennie mi odpowiada. Kiedy przeszedłem na emeryturę płaciłem miesięczną ratę w wysokości 30% moich dochodów. Teraz to już tylko 19%. Tymczasem podjąłem decyzję o jak najszybszej spłacie całego kredytu. Oprócz wyznaczonej przez Bank raty wpłacam niewielką sumę co miesiąc i według ostrożnych obliczeń kredyt zniknie w połowie przyszłego roku. Co ja wtedy pocznę? Czy wystarczy mi na wymarzone podróżowanie do końca życia? W tylu miejscach jeszcze nie byłem.

Jak chodzi o tegoroczne wakacje to po obliczeniu się zrezygnowałem z podróży na  najzachodniejszy skrawek Europy. Będę więc podróżował po naszym pięknym Kraju, z niewielkim zboczeniem do Kłajpedy i Wilna. Powinienem się zmieścić w limicie mojej karty kredytowej powiększonym o Trzynastą Emeryturę.

W Krakowie SMOG. W połączeniu z mrozami i ślizgawką na chodnikach zniechęca do spacerów i to już widać na wadze. W grudniu było 79 kg, a teraz dochodzi do 81 kg, choć już prawie nic nie jem. Wieszczą odwilż, mam nadzieję, że masa mojego cielska spadnie. Tak się zastanawiam: kiedy moja waga w kilogramach zrówna się z moim wiekiem w latach?

wtorek, 13 stycznia 2026

trzynasty stycznia

 Zacząłem się przymierzać do kolejnej Podróży. Tymczasem nie nadaję jeszcze numeru. Na wszelki wypadek. Siedzę sobie w cieple i patrzę jak na polu wali śnieg "jak biały puch z poduszki". Dopracowałem się metody na planowanie takich wydarzeń. Otwieram góglową mapę, specjalny arkusz kalkulacyjny i Booking. Naprzód wyznaczam miejsce pierwszego noclegu dbając o rozsądną odległość. Podczas Podróży Wokół Bałtyku były to odległości dochodzące do sześciuset kilometrów. Dziś już nie jestem taki wyrywny, bo lata lecą a ja nie młodnieję. Później z pomocą Booking wybieram hotel. Czasem potrzeba wielu iteracji, bo albo za drogo, albo za daleko (lub za blisko). Po decyzji, że to właśnie ten hotel, rezerwuję nocleg z opcją "bezpłatne odwołanie". Pamiętając o kłopotach z zaparkowaniem auta w centrach miast, wybieram obiekty położone na uboczu i dokładnie je oglądam w góglowym stritwiu.  Potem wpisuję w arkusz adres, cenę noclegu, nazwę hotelu, odległość i szacunkowy czas jazdy. W takiej kratce na dole arkusza pojawia się całkowity koszt etapu. Czynności powtarzam dla kolejnych punktów aż wrócę do Krakowa. Czasem, gdy nie mogę znaleźć odpowiedniego hotelu wracam do obliczeń i szukam lepszego rozwiązania. Na przykład za chwilę zacznę szukać noclegu w Szwajcarii. Myślę pojechać tak daleko na Zachód jak się tylko da.

wtorek, 6 stycznia 2026

szósty stycznia

 Chwila wspomnień.

Mniej więcej sześćdziesiąt pięć lat temu zostałem pod przymusem zapisany do szkoły muzycznej. Nie wiem co myśleli rodzice, ale ja nie byłem zachwycony. Jednak, siedmiolatek, nie miałem nic do gadania, zresztą wiele w szkole muzycznej podobało mi się. Pierwszy nauczyciel był aniołem cierpliwości i oazą spokoju. To on nauczył mnie podstaw skrzypcowego rzemiosła i rozwijał we mnie zamiłowanie do Muzyki. Niestety od drugiej klasy przejął mnie Profesor S. On znęcał się nade mną. Jego reakcja na najmniejszy fałszyk czy utratę rytmu była, przynajmniej dla mnie, przykra. Szczypał mnie boleśnie w policzek i targał za uszy i włosy. Czasy były takie, że nie śmiałem się poskarżyć nawet rodzicom. Za to bardzo podobały mi się próby i koncerty Orkiestry Szkolnej. Z takich sobie melodyjek ćwiczonych w podgrupach, wyłaniała się podczas próby ogólnej  Harmonia i naprawdę wielka Muzyka. W czasie pierwszej takiej próby czułem wzruszenie do łez i ogólną Gęsią Skórkę. Nauka gry na skrzypcach polegała głównie na wielokrotnym ćwiczeniu różnych kawałków w domu. Latem wychodziłem z ćwiczeniami na taras. Natychmiast gdy zaczynałem grać uaktywniał się Dun, pies zbliżony do owczarka niemieckiego. Wył głośno do ostatniej nuty.

piątek, 26 grudnia 2025

dwudziesty szósty grudnia

Albo weźmy teorie spiskowe. Wczoraj zapoznałem się z tą, która "wyjaśnia" dziewiętnastowieczny "reset historii". Zgrabnie i prawie bez manipulacji opisuje zdarzenia z połowy dziewiętnastego wieku jako zorganizowaną akcję zmierzającą do odcięcia Ludzkości od jej kulturowego dziedzictwa, której celem miało być wyhodowanie nowych ludzi, łatwo sterowalnych i mało myślących. Symbolem tych działań miało być zniszczenie Tartarii, azjatyckiej krainy pielęgnującej starożytną myśl techniczną i kulturę. Zaniepokojony tym, że byłem o krok od wzięcia tych wynurzeń za dobrą monetę i prawie uwierzyłem w słowa lektora, który na tle prawdziwych obrazów i fotografii "udowadniał" coraz większe kocopoły, zacząłem grzebać w sieci. Zdrowy rozsądek i chłopski rozum, a też wyjaśnienia kolejnych naukowców rozłożyły teorię na wszystkie łopatki. Poczułem się tak, jak wtedy, gdy internetowego oszusta podającego się za moją Córkę, zapytałem: " jak ma na imię Twój pies?".

środa, 24 grudnia 2025

dwudziesty czwarty grudnia

 Jak co roku o tej porze cieszę się, że z każdym dniem będzie więcej światła. Pół roku tego dobrego. Radujmy się.

Zakupy na trzy dni, kiedy wszystko będzie zamknięte to poważna sprawa. Wczoraj wydałem ponad sześćdziesiąt złotych. Wygląda na to, że o niczym nie zapomniałem. Jaja, pomidory, papryka, cebula, czosnek, czerwona fasola w puszce, marchew, czerwony buraczek, śledzie w wanience, trzy ziemniaki, trzy butelki czerwonego wina. Obawiam się jednak, że przybiorę na wadze. Wesołych świąt.

tuż przed zachodem słońca

Wykres mojej wagi w funkcji czasu przekroczył 79 kg, a jeszcze nie wieczór. Ciekawość, jak będzie wyglądał w piątek? Na polu zimno, że psy ganiać więc wychodzę chyłkiem i ukradkiem. Siedzę i walę w komputer. Zamierzam przeczytać parę książek (jedną nawet w wersji papierowej), wyspać się do syta i dużo myśleć o przyszłości. A dupa rośnie.

piątek, 19 grudnia 2025

dziewiętnasty grudnia

 Znacie to uczucie, gdy zaczynacie czytać książkę, o której wiecie, że jest świetna i jakby cedzicie sobie po kilka stron aby przyjemności starczyło na dłużej? Tak właśnie mam teraz. dostałem pod choinkę Quo vAIdis Andrzeja Dragana i nie posiadam się z radości. Kiedyś było inaczej: rzucałem się w wir lektury i czytałem bez opamiętania i bez przerwy. Wiele wschodów słońca zastało mnie pogrążonego w lekturze.