Mój pierwszy epizod wegetariański rozpoczął się wówczas, gdy spotykałem się z Mieszkanką Wieży. Myślałem, że dzięki zmianie diety będę bardziej atrakcyjny, ładniej pachniał, czy jakoś tak. Skończył się po pół roku, gdy zostałem wygnany. To wygnanie przypłaciłem załamaniem nerwowym i ciężką depresją. Potem długo nic i jakieś sześć lat temu zwyczajnie odechciało mi się mięsa. Nie mówię, że nie było innych przyczyn jak na przykład uświadomienie sobie, że zjadając mięso żyję wbrew naturze, bo jestem tylko trochę drapieżnikiem. To w ogóle dziwna sprawa. Ludzie zaczęli jeść mięso w czasach wyjątkowo niesprzyjających dietetycznie. Epoka lodowcowa i te sprawy. Czyli jeśli by nie jedli upolowanego mięsa, zwyczajnie by wymarli. A weźmy inne naczelne: szympansy prawie nie jedzą mięsa (około 5% diety) a goryle nie jedzą go wcale. To zresztą doskonały przykład dla ludzi dziwiących mi się, że nie jem mięsa "bo mięso daje siłę". Mówię im żeby pomyśleli czy sił brakuje takiemu gorylowi, stuprocentowemu wege. Dopiero dwa lata temu mój lekarz podpowiedział mi, że powinienem od czasu do czasu zjeść rybkę ze względu na zawartość czegoś tam. To jem. raz czy dwa razy w tygodniu. Mój typowy posiłek to czosnek z orzechami włoskimi i ogórkami małosolnymi lub kiszonymi na przystawkę. Danie główne natomiast komponuję z ziemniaków, papryki, pomidorów i cebuli duszonych w mikrofalówce wraz z wędzonym tofu, jajami lub wędzonymi kawałkami łososia (bo bez ości). Między posiłkami jem tarty chrzan i majonez. Łyżkami. I co? Czuję się doskonale. Dobrze, może nawet zbyt dobrze wyglądam. i za cholerę nie mogę zgubić jeszcze jakich ośmiu kilogramów. Myślę z rozrzewnieniem o czasach, gdy ważyłem 62 kg.
toniezabawa
tylko w Krakowie
wtorek, 1 września 2026
piątek, 28 sierpnia 2026
dwudziesty ósmy sierpnia
Od jakiegoś czasu zastanawiam się dlaczego przed wypłatą prawie nic nie zostaje na rachunku. Wrześniowa emerytura przyjdzie w momencie, gdy na rachunku zostanie dwieście złotych, a na karcie kredytowej może czterdzieści. Mam też sto pięćdziesiąt w gotówce.ale gotówkę traktuję inaczej: niby mam ją, ale w ogóle o niej nie myślę i nie uwzględniam w budżecie. Może więc powinienem otworzyć rachunek oszczędnościowy? Oprocentowanie mizerne ale zawsze to więcej niż równe 0%, które zapewnia skarpeta czy noszenie gotówki w portfelu.
wtorek, 25 sierpnia 2026
dwudziesty piąty sierpnia
No proszę, zaraz koniec Wakacji. Pamiętam te chłodne już wieczory, gdy sam, albo i w większym gronie opłakiwałem niedługie utracenie Wolności. Ten wakacyjny, rozlazły tryb życia jakoś mi odpowiadał, a utraty tych przewag żałowałem do łez.
Kiedyś, z jedną z przyjaciółek wybrałem się do Sanatorium. Nieswojo się czułem z kobietą, której na pewno nie kochałem, a która starała się nieba mi przychylić. Mieliśmy za sobą prawie rok znajomości i mojego raka. Głupio jakoś było jej powiedzieć: nie chcę cię w twarzy jej starań o mój dobrostan w chorobie. Ciągle pytała o seks, jakby tylko to jej było w głowie. Tymczasem tłumoczyłem się niemocą po chorobie, jednak to zaczynała być nieprawda. Nie czułem żadnego pociągu do niej i jakoś niezręcznie było o tym mówić. Gdy więc przyszedł wieczór i ona kładła się do łóżka, zaczynałem jej czytać ukochane kawałki Lema. Tak mnie naszło dziś na te wspomnienia, bo przeczytałem właśnie , niewiadomoktóry raz,Opowieść Pierwszego Odmrożeńca. Arcydzieło, aluzyjna opowieść o zakłamaniu. Kolejny raz wzruszyłem się do łez.
poniedziałek, 24 sierpnia 2026
dwudziesty czwarty sierpnia
Klawiaturę czyszczę dopiero wtedy, gdy pisząc popełniam zbyt dużo błędów. I właśnie dziś przyszedł ten dzień.
niedziela, 23 sierpnia 2026
dwudziesty trzeci sierpnia
chwila wspomnień
Podczas pierwszej podróży do Włoch poczułem się postawiony przed faktem dokonanym, koniecznością wjeżdżania do setek tuneli. Wyjeżdżania z nich też. Dziś spytałem AI ile jest tych tuneli i okazało się,że zaledwie trzydzieści. Skąd więc moje niegdysiejsze przekonanie o setkach? Nie wiem. Zachęcony do tunelowych zagadnień, sprawdziłem ileż to jest tuneli na drodze z Pizzy do Awinionu gdzie przejechałem dwa lub trzy lata temu, ponownie spytałem AI. Okazało się, że jest tam ich 130. Nic więc dziwnego, że postanowiłem już więcej tamtędy nie jeździć. Podróż przez kilka godzin pod ziemią jest zwyczajnie nudna.
piątek, 21 sierpnia 2026
dwudziesty pierwszy sierpnia
Pękniętego żebra już prawie nie czuję, Zapalenie spojówek wyleczyłem. Teraz czekam: co następne? Nie, nie czekam. Myślę, że przecież z wiekiem wszystko pomału się psuje. Peselu nie oszukam, jednak o zdrowie zaczynam dbać.
czwartek, 20 sierpnia 2026
dwudziesty sierpnia
Albo weźmy mój angielski. Uczę się tego języka od zawsze. Sam. Efekty tymczasem są mizerne. W podróżach po Europie dawałem sobie jakoś radę. Jakoś. Znam ogromną liczbę słówek, jednak moje zdania są dla umiejących po angielsku zrozumiałe tylko dzięki ich niezwykłej wyrozumiałości. W odbiorze nie jest lepiej. Trzeba do mnie mówić powoli i wyraźnie i zazwyczaj krótkimi, prostymi zdaniami. Prawdopodobnie gdybym zamieszkał w miejscu, gdzie wszyscy mówią po angielsku, po krótkim czasie mówiłbym płynnie i prawie wszystko rozumiał. Od jakiegoś czasu poranne godziny spędzam waląc w komputer i androidowy translator. Uczę się jak dziecko języka ojczystego. Na pamięć. Jest w sieci mnóstwo stron z angielskimi konstrukcjami i to właśnie z nich ładuję sobie pamięć. Czuję, że z z nauką obcego języka jest jak z nauką gry na instrumencie. Dużo ćwiczeń i dużo zapamiętywania. Czy dojdę do takiego stanu, w którym będę mógł czytać w oryginale może nie Szekspira, ale chociaż Kubusia Puchatka? Mam z tej nauki dużo radości.