czwartek, 26 lutego 2026

dwudziesty piąty lutego

 Albo weźmy wojnę. Z jakichś przyczyn jedni zabijają drugich w imię wiary, ideologii, chciwości, potrzeby dominacji i czego tam jeszcze. A ludzie jakoś się przystosowują. Wojskowi są w pracy 24/7. Cywile normalnie chodzą do pracy, wychowują dzieci i odpoczywają. I bawią się. Ta wojna cały czas jest w tle, jednak myśleć o niej wciąż nie da się, bo można zwariować. Wydaje mi się, że naród w Rosji zwariował już dawno,a reżim to szaleństwo wciąż nakręca. Czytałem o tym, że już w przedszkolach indoktrynuje się dzieci do wojennych zachowań. Turcy mieli swoich janczarów a Niemcy swoje HJ. Tak się zastanawiam: co będzie gdy wojna się skończy? Bo każda się kiedyś skończyć musi. Jak będą żyć ludzie w Rosji? W Ukrainie - wiadomo. Odbudowy i radości z odzyskanej wolności starczy im na długo. A w Rosji? Czy Rosja upadnie? Pewnie nie. Zal jednak ludzi, którzy nauczeni posłuszeństwa będą próbowali normalnie żyć. I co to dla nich znaczy normalnie? Cały kraj, przez szaleństwo kolejnego cara, zostanie przeniesiony w dziewiętnasty wiek. Rozpacz.

poniedziałek, 23 lutego 2026

dwudziesty trzeci lutego

 Chyba kiedyś już o tym pisałem, ale chcę wrócić do wydarzeń z 2015 roku, bo tak. Prowadzałem się wówczas z przyjaciółką malarką. Wciąż nie daje mi spokoju rozmowa sprzed wyborów prezydenckich. Jechaliśmy Marszałkowską na północ w okolicach Hożej. Zdziwiony myśleniem Igiełki, która uważała Dudę za lepszego kandydata na prezydenta od Komorowskiego spytałem, czy pisowski rząd był lepszy. pod względem poczucia bezpieczeństwa. Odpowiedziała, że tak. Nie mogłem się z tym zgodzić i powiedziałem o tym, że wraz z pisiorstwem zrobi się duszno. Oczywiście miałem rację i myślę, że wyszło na moje. Jeśli to czytasz Igiełko, to zrozumiesz dlaczego zerwałem kontakty z Tobą.

środa, 18 lutego 2026

osiemnasty lutego

Zacząłem oglądać "Ołowiane Dzieci". Ciężka sprawa. Beznamiętna narracja, doskonale obsadzona główna postać, wybitna muzyka. W ogóle ach i och. Jednak oglądam na raty krótsze niż odcinek. Podobno historia prawdziwa. Pokazuje w jak absurdalnym porządku żyliśmy. 

Jakoś w zeszłym roku trafiłem na amerykański film „Erin Brockovich”. Tematyka podobna. Jednak nie zrobił na mnie takiego wrażenia. 

W środku dnia

 Ponad pięćdziesiąt lat temu poznałem dziewczynę, która w uroczy sposób używała frazy "kulawy kotek szedł sobie drogą". Robiła to zamiast.

 

niedziela, 15 lutego 2026

piętnasty lutego

 W piątek odwiedziłem pobliski bazarek i zdumiony młodą kapustą w ofercie kupiłem główkę. Dokupiłem w Biedronce dymkę i koperek, a także, z powodu braku suszonych grzybów, sos grzybowy w torebce. Teraz kończę duszenie. Wyszło przepysznie a też na to, że mam co najmniej trzy posiłki główne na trzy dni z dzisiem. 

Kraków odwiedził kolejny Niż Genueński i zasypał śniegiem. Myślę, że ze dwadzieścia centymetrów. Ciekawość, co dziś będzie się działo na ulicach, a zwłaszcza chodnikach. W twarzy braku wiatru zawieja i zamiecia jednak nas nie odwiedziła, ale i tak będzie wesoło. Zastanawiam się czy na dzisiejszy spacer obuć nastojaszcze zimowe buty, czy może jednak kalosze.

Dwadzieścia po piątej. Czas spać. 

sobota, 14 lutego 2026

czternasty lutego

 Dawno temu (ale prawda), gdy byłem młody i piękny (choć to piękno wynikało tylko z młodości), zdarzało mi się podróżować komunikacją publiczną. W tejże komunikacji, jak panbóg przykazał, zimą było zimno, a latem gorąco. I oto latem w takim tramwaju czy autobusie zaczynał się festiwal zapachów. Typowym współpodróżnym był wówczas człowiek płci męskiej, porządnie ubrany i śmierdzący wniebogłosy. Od góry zastarzałym podpachowym potem wydobywającym się z porządnie wyprasowanej koszuli, a nieco niżej wyschniętym moczem z porządnie wyprasowanych spodni, a już całkiem przyziemnie niezapomnianym zapachem przepoconych skarpet. Do dziś te zapachy śnią mi się, choć głosy na temat zapachów w snach są podzielone. Nie budzę się z krzykiem tak jak wtedy nie wybiegałem z kompletnie zasmrodzonego pojazdu, bo jakoś się zaadaptowałem do tych trudnych warunków. Ostatnio zauważyłem że obserwując na ekranie Naćpana z Pałacu czuję echo tamtych smrodów. To dziwne?

sobota, 31 stycznia 2026

trzydziesty pierwszy stycznia

 No proszę, jedna dwunasta roku przeleciała. Jak było? -zimno, ale tylko na polu. I ślisko, choć jak dotąd nie wypierdoliłem się ani razu. Uważam, patrzę pod nogi. Dużo płacę za prąd, którym ogrzewam mieszkanie. Prawie osiemset złotych za dwa miesiące. Dużo śpię, za dużo jem i wypatruję wiosny, gdy będę mógł znowu popracować nad masą. Od kilku tygodni notuję wyniki w okolicach 81 kg. Zastanawiam się nad wakacjami. Niby mam pobukowane noclegi w drugiej połowie sierpnia, ale ciągle korci mnie jednak wyprawa na Bornholm, bo nie był. Autem z wypożyczalni z zainstalowanym bagażnikiem na rower do Kołobrzegu, Promem z rowerem na Bornholm, Tydzień na wyspie, znów do Kołobrzegu i koleją do Krakowa. Może być fajnie.

niedziela, 25 stycznia 2026

dwudziesty piąty stycznia

 Albo weźmy oszczędzanie. Jak powszechnie wiadomo nie warto oszczędzać tradycyjnie czyli odkładać pieniądze w banku. Proponowane w banku odsetki nie rekompensują inflacji. Za to życie w permanentnym kredycie szalennie mi odpowiada. Kiedy przeszedłem na emeryturę płaciłem miesięczną ratę w wysokości 30% moich dochodów. Teraz to już tylko 19%. Tymczasem podjąłem decyzję o jak najszybszej spłacie całego kredytu. Oprócz wyznaczonej przez Bank raty wpłacam niewielką sumę co miesiąc i według ostrożnych obliczeń kredyt zniknie w połowie przyszłego roku. Co ja wtedy pocznę? Czy wystarczy mi na wymarzone podróżowanie do końca życia? W tylu miejscach jeszcze nie byłem.

Jak chodzi o tegoroczne wakacje to po obliczeniu się zrezygnowałem z podróży na  najzachodniejszy skrawek Europy. Będę więc podróżował po naszym pięknym Kraju, z niewielkim zboczeniem do Kłajpedy i Wilna. Powinienem się zmieścić w limicie mojej karty kredytowej powiększonym o Trzynastą Emeryturę.

W Krakowie SMOG. W połączeniu z mrozami i ślizgawką na chodnikach zniechęca do spacerów i to już widać na wadze. W grudniu było 79 kg, a teraz dochodzi do 81 kg, choć już prawie nic nie jem. Wieszczą odwilż, mam nadzieję, że masa mojego cielska spadnie. Tak się zastanawiam: kiedy moja waga w kilogramach zrówna się z moim wiekiem w latach?