Co prawda budzę się teraz samoczynnie i to w różnych godzinach niekoniecznie rano, ale już nie oblewam się porannym wrzątkiem, bo, wiecie, emerytura to nie studnia bez dna z której można czerpać na zapłacenie rachunków za prąd i wodę do woli. Myję się zazwyczaj pobieżnie, a poważne mycie z głową i z goleniem odbywam, by tak rzec, od czasu do czasu. Taki czas będzie jutro, bo umówiłem się z Panią Doktór na przegląd. Jak zwykle w okolicach urodzin poddaję się takiemu kompleksowemu badaniu. Co wyjdzie tym razem nie wiem, ale jestem dobrej myśli.
toniezabawa
tylko w Krakowie
niedziela, 13 września 2026
sobota, 12 września 2026
dwunasty wrześmia
Albo weźmy czekanie. Czas spędzany w kolejce, czy na peronie lub przystanku. Gdy chodziłem do szkoły w Żyrardowie i jechałem tam, problem nie istniał. Zwykle wpadałem na peron w ostatniej chwili, zziajany i z włosem rozwianym od prędkości. Za to z powrotem było gorzej. Statecznym krokiem wkraczałem na peron i zazwyczaj do planowego czasu odjazdu miałem kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt minut. Jak spędzałem ten czas? Chodziłem i czekałem. Stałem i czekałem. Tu przypomniała mi się taka anegdota: gdzie chodzisz lecz siedzisz, leżysz lecz siedzisz i gdy siedzisz to też siedzisz? - w pyerdlu. I druga, wymyślona przez Lema: choćbyś nie wiem jak się starał nie da się ukryć faktu, że długotrwała podróż kosmiczna wyraźnie pachnie kryminałem. Najczęstszym sposobem na zabicie czasu była obserwacja zegara i odliczanie kolejnych sekund aż moja sekunda zsynchronizuje się z zegarową i dokładnie w chwili odliczenia sześćdziesiąt wskazówka przeskoczy o jedną minutę.No po prostu rozpacz. Pustka w głowie i zupełna bezmyślność. Nie pamiętam kiedy to się zmieniło. Teraz czekając po prostu rozmyślam (nie mylić z myśleniem) o różnościach. Czyżbym miał bogate wnętrze?
Od jakiegoś czasu prawie każdy post przepuszczam przez AI. Jego wnioski są czasem zaskakujące.
piątek, 11 września 2026
jedenasty września
Bardzo lubię dobrze się czuć. Dlatego nie mogę nadużywać alkoholu. Kiedyś chwile dobrego samopoczucia wywołanego spożyciem były okupowane zwyczajowym kacem, który aż tak bardzo mi nie przeszkadzał. Owszem, czułem się fatalnie, ale szybko o tym zapominałem. Mój zeszłoroczny wybryk, gdy po nadużyciu trafiłem na SOR, nie zaowocował, co dziwne, kacem. Nawet przejechałem własnoręcznie znad morza do Lubina ( oczywiście sprawdziwszy zawartość w wydychanym powietrzu alkomatem, który zawsze wożę ze sobą). Okazało się, proszę Szanownej Frekwencji, że mój organizm, z wiekiem, ma wyraźnie zmniejszoną tolerancję na alkohol. Dziś bowiem, po spożyciu butelki wina czy dwóch puszek piwa robię się nietomny. Za to kac po takim spożyciu przewyższa wszystkie dotychczasowe. Co prawda nie mam pragnienia, ale czuję się bardzo źle. Ostatnio miałem nawet potężne zawroty głowy od których czułem się zdezorientowany i zalękniony. Mój organizm daje mi wyraźne znaki, że swoje już wypiłem, albo do tego swojego niewiele mi brakuje. Tak cóż ty zrobisz, muszę poprzestać na lampce wina albo jednym piwku.
czwartek, 10 września 2026
dziesiąty września
Albo weźmy kamery internetowe. Te, które wiszą w różnych miejscach i przekazują na żywo obraz dostępny w Internecie dla każdego. To chyba PNP jest pierwszym z moich znajomych, który wykorzystał tę technologię do ubarwienia wizerunku którejś ze swoich Podróży. Od razu spodobał mi się ten pomysł, a mój pierwszy raz, gdy wystawiałem się przed taką kamerą na ogólnoświatowe pośmiewisko nastąpił dawno temu w Perugii. Cieszyłem się wtedy jak dziecko z nowej zabawki. Później wystawiałem się wielokrotnie i zazwyczaj nie ogłaszałem tego wszem wobec. Najczęściej w Krakowie. Z tym czasem rzeczywistym to też nie jest takie proste. Podczas mojego pobytu w Helu zrobiliśmy z Małolatem eksperyment, z którego wynikało, że dostępny w Internecie obraz jest opóźniony nawet kilkanaście sekund. Zastanawiam się czy nie warto wrócić do tego pomysłu. Przecież kamery są i w Szczecinie i w Braniewie i w Warszawie. Co Szanowna Frekwencja na to?
środa, 9 września 2026
dziewiąty września
Albo weźmy kręcenie wora. Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym zjawisku od kolegi, który w przeciwieństwie do mnie odbył zasadniczą służbę wojskową, myślałem, że to przenośnia. Niemożliwe żeby ludzie byli tak okrutni. Niedawno jednak, wspomagając się AI, zgłębiłem temat i ze zgrozą dowiedziałem się o tym, że ten sposób torturowania kotów był w wojsku stosowany. Dlatego dobrze się stało, że major, który przewodniczył komisji wojskowej przed którą stawałem, wyraźnie zlitował się nade mną i zakwalifikował mnie do grupy jedynych żywicieli, co poniekąd było prawdą ale nie całą. Obawiam się, że z wojska wyszedłbym w plastikowym worku.
poniedziałek, 7 września 2026
siódmy września
Albo weźmy religię. U nas katochrześcijaństwo. Myślę, że to całe kurestwo jest zbudowane na poczuciu winy. Ty jesteś winny temu czy owemu i to ty masz wciąż przepraszać. Przypomina mi się historia mojego Wnuka. Żegnał się przed każdym krzyżykiem, czy innym obrazkiem. Był ufny i jakby zadowolony. Przeszło mu, jak sądzę, po pierwszej spowiedzi. Do komunii przystąpił, bo już nie miał innego wyjścia. Potem, z dnia na dzień, zaprzestał jakichkolwiek kontaktów z katochrześcijaństwem. Jest taka teoria, że poczucie winy może spowodować znienawidzenie obiektu, który to poczucie wymusza. Czy Wnuk nienawidzi? nie wiem, ale z całą pewnością lekceważy. I bardzo dobrze.
wtorek, 1 września 2026
rozpoczęcie roku szkolnego
Mój pierwszy epizod wegetariański rozpoczął się wówczas, gdy spotykałem się z Mieszkanką Wieży. Myślałem, że dzięki zmianie diety będę bardziej atrakcyjny, ładniej pachniał, czy jakoś tak. Skończył się po pół roku, gdy zostałem wygnany. To wygnanie przypłaciłem załamaniem nerwowym i ciężką depresją. Potem długo nic i jakieś sześć lat temu zwyczajnie odechciało mi się mięsa. Nie mówię, że nie było innych przyczyn jak na przykład uświadomienie sobie, że zjadając mięso żyję wbrew naturze, bo jestem tylko trochę drapieżnikiem. To w ogóle dziwna sprawa. Ludzie zaczęli jeść mięso w czasach wyjątkowo niesprzyjających dietetycznie. Epoka lodowcowa i te sprawy. Czyli jeśli by nie jedli upolowanego mięsa, zwyczajnie by wymarli. A weźmy inne naczelne: szympansy prawie nie jedzą mięsa (około 5% diety) a goryle nie jedzą go wcale. To zresztą doskonały przykład dla ludzi dziwiących mi się, że nie jem mięsa "bo mięso daje siłę". Mówię im żeby pomyśleli czy sił brakuje takiemu gorylowi, stuprocentowemu wege. Dopiero dwa lata temu mój lekarz podpowiedział mi, że powinienem od czasu do czasu zjeść rybkę ze względu na zawartość czegoś tam. To jem. raz czy dwa razy w tygodniu. Mój typowy posiłek to czosnek z orzechami włoskimi i ogórkami małosolnymi lub kiszonymi na przystawkę. Danie główne natomiast komponuję z ziemniaków, papryki, pomidorów i cebuli duszonych w mikrofalówce wraz z wędzonym tofu, jajami lub wędzonymi kawałkami łososia (bo bez ości). Między posiłkami jem tarty chrzan i majonez. Łyżkami. I co? Czuję się doskonale. Dobrze, może nawet zbyt dobrze wyglądam. i za cholerę nie mogę zgubić jeszcze jakich ośmiu kilogramów. Myślę z rozrzewnieniem o czasach, gdy ważyłem 62 kg.