poniedziałek, 14 września 2026

czternasty września

 Miałem dziś umówioną wizytę "na przegląd" u Pani Doktór. Na piętnastą. Przyszedłem pięć minut przed czasem, tak na wszelki wypadek. Kwadrans po trzeciej drzwi gabinetu się otwarły i gdy myślałem, że to już moja kolej, Ukazała się procesja, Pani Doktór i mama z chłopcem. Procesja udała się do innego gabinetu na EKG. po jakimś czasie procesja powróciła, a o wpół do czwartej mama z chłopcem wyszli. Pani Doktór prosiła o jeszcze pięć minut cierpliwości, bo musi załatwić teleporadę. Podsłuchiwałem i przy trzeciej teleporadzie nie wytrzymałem i wtargnąłem do gabinetu z kategorycznym żądaniem przepisania wizyty na inny termin. Moje żądanie zostało spełnione, ale gdy powiedziałem no to pa, Pani Doktór zaczęła się tłumaczyć. Mimo potężnego wkurwienia nie krzyczałem na nią i starałem się ją uspokoić. Poprosiłem tylko o to, abym następnym razem już nie musiał czekać. Była wyraźnie zdezorientowana. Pojutrze napiszę o kolejnej wizycie.

niedziela, 13 września 2026

trzynasty września

 Co prawda budzę się teraz samoczynnie i to w różnych godzinach niekoniecznie rano, ale już nie oblewam się porannym wrzątkiem, bo, wiecie, emerytura to nie studnia bez dna z której można czerpać na zapłacenie rachunków za prąd i wodę do woli. Myję się zazwyczaj pobieżnie, a poważne mycie z głową i z goleniem odbywam, by tak rzec, od czasu do czasu. Taki czas będzie jutro, bo umówiłem się z Panią Doktór na przegląd. Jak zwykle w okolicach urodzin poddaję się takiemu kompleksowemu badaniu. Co wyjdzie tym razem nie wiem, ale jestem dobrej myśli.

sobota, 12 września 2026

dwunasty wrześmia

 Albo weźmy czekanie. Czas spędzany w kolejce, czy na peronie lub przystanku. Gdy chodziłem do szkoły w Żyrardowie i jechałem tam, problem nie istniał. Zwykle wpadałem na peron w ostatniej chwili, zziajany i z włosem rozwianym od prędkości. Za to z powrotem było gorzej. Statecznym krokiem wkraczałem na peron i zazwyczaj do planowego czasu odjazdu miałem kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt minut. Jak spędzałem ten czas? Chodziłem i czekałem. Stałem i czekałem. Tu przypomniała mi się taka anegdota: gdzie chodzisz lecz siedzisz, leżysz lecz siedzisz i gdy siedzisz to też siedzisz? - w pyerdlu. I druga, wymyślona przez Lema: choćbyś nie wiem jak się starał nie da się ukryć faktu, że długotrwała podróż kosmiczna wyraźnie pachnie kryminałem. Najczęstszym sposobem na zabicie czasu była obserwacja zegara i odliczanie kolejnych sekund aż moja sekunda zsynchronizuje się z zegarową i dokładnie w chwili odliczenia sześćdziesiąt wskazówka przeskoczy o jedną minutę.No po prostu rozpacz. Pustka w głowie i zupełna bezmyślność. Nie pamiętam kiedy to się zmieniło. Teraz czekając po prostu rozmyślam (nie mylić z myśleniem) o różnościach. Czyżbym miał bogate wnętrze?

Od jakiegoś czasu prawie każdy post przepuszczam przez AI. Jego wnioski są czasem zaskakujące.

piątek, 11 września 2026

jedenasty września

 Bardzo lubię dobrze się czuć. Dlatego nie mogę nadużywać alkoholu. Kiedyś chwile dobrego samopoczucia wywołanego spożyciem były okupowane zwyczajowym kacem, który aż tak bardzo mi nie przeszkadzał. Owszem, czułem się fatalnie, ale szybko o tym zapominałem. Mój zeszłoroczny wybryk, gdy po nadużyciu trafiłem na SOR, nie zaowocował, co dziwne, kacem. Nawet przejechałem własnoręcznie znad morza do Lubina ( oczywiście sprawdziwszy zawartość w  wydychanym powietrzu alkomatem, który zawsze wożę ze sobą). Okazało się, proszę Szanownej Frekwencji, że mój organizm, z wiekiem, ma wyraźnie zmniejszoną tolerancję na alkohol. Dziś bowiem, po spożyciu butelki wina czy dwóch puszek piwa robię się nietomny. Za to kac po takim spożyciu przewyższa wszystkie dotychczasowe. Co prawda nie mam pragnienia, ale czuję się bardzo źle. Ostatnio miałem nawet potężne zawroty głowy od których czułem się zdezorientowany i zalękniony. Mój organizm daje mi wyraźne znaki, że swoje już wypiłem, albo do tego swojego niewiele mi brakuje. Tak cóż ty zrobisz, muszę poprzestać na lampce wina albo jednym piwku.

czwartek, 10 września 2026

dziesiąty września

 Albo weźmy kamery internetowe. Te, które wiszą w różnych miejscach i przekazują na żywo obraz dostępny w Internecie dla każdego. To chyba PNP jest pierwszym z moich znajomych, który wykorzystał tę technologię do ubarwienia wizerunku którejś ze swoich Podróży. Od razu spodobał mi się ten pomysł, a mój pierwszy raz, gdy wystawiałem się przed taką kamerą na ogólnoświatowe pośmiewisko nastąpił dawno temu w Perugii. Cieszyłem się wtedy jak dziecko z nowej zabawki. Później wystawiałem się wielokrotnie i zazwyczaj nie ogłaszałem tego wszem wobec. Najczęściej w Krakowie. Z tym czasem rzeczywistym to też nie jest takie proste. Podczas mojego pobytu w Helu zrobiliśmy z Małolatem eksperyment, z którego wynikało, że dostępny w Internecie obraz jest opóźniony nawet kilkanaście sekund. Zastanawiam się czy nie warto wrócić do tego pomysłu. Przecież kamery są i w Szczecinie i w Braniewie i w Warszawie. Co Szanowna Frekwencja na to?

środa, 9 września 2026

dziewiąty września

 Albo weźmy kręcenie wora. Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym zjawisku od kolegi, który w przeciwieństwie do mnie odbył zasadniczą służbę wojskową, myślałem, że to przenośnia. Niemożliwe  żeby ludzie byli tak okrutni. Niedawno jednak, wspomagając się AI, zgłębiłem temat i ze zgrozą dowiedziałem się o tym, że ten sposób torturowania kotów był w wojsku stosowany. Dlatego dobrze się stało, że major, który przewodniczył komisji wojskowej przed którą stawałem, wyraźnie zlitował się nade mną i zakwalifikował mnie do grupy jedynych żywicieli, co poniekąd było prawdą ale nie całą. Obawiam się, że z wojska wyszedłbym w plastikowym worku.

poniedziałek, 7 września 2026

siódmy września

 Albo weźmy religię. U nas katochrześcijaństwo. Myślę, że to całe kurestwo jest zbudowane na poczuciu winy. Ty jesteś winny temu czy owemu i to ty masz wciąż przepraszać. Przypomina mi się historia mojego Wnuka. Żegnał się przed każdym krzyżykiem, czy innym obrazkiem. Był ufny i jakby zadowolony. Przeszło mu, jak sądzę, po pierwszej spowiedzi. Do komunii przystąpił, bo już nie miał innego wyjścia. Potem, z dnia na dzień, zaprzestał jakichkolwiek kontaktów z katochrześcijaństwem. Jest taka teoria, że poczucie winy może spowodować znienawidzenie obiektu, który to poczucie wymusza. Czy Wnuk nienawidzi? nie wiem, ale z całą pewnością lekceważy. I bardzo dobrze.