wtorek, 4 sierpnia 2026

czwarty sierpnia

 Zaprzągłem dziś AI do próby odtworzenia historii moich przodków po mieczu. Z efektu jestem zadowolony. Historia sięga drugiej połowy dziewiętnastego wieku, gdy młody Ludwik trzeci syn Klemensa, obywatel Francji podpisał kontrakt z którego wynikała jego podróż i osiedlenie się na będących pod zaborem rosyjskim Kresach. Pracował w majątku któregoś z polskich magnatów nad rozwojem przemysłu cukrowniczego. Po ślubie z Antoniną Rohozińską przeniósł się do majątku Stepańce na ziemi kijowskiej. AI sugeruje, że majątek ten był wianem Antoniny i dlatego Ludwik został właścicielem tych dóbr. W 1898 r. w Kijowie urodził się Aleksander. Wychowywał się i kształcił w Kijowie. W czasach Wielkiej Wojny zameldował się w którejś z placówek dyplomatycznych carskiej Rosji, by rozpocząć służbę we francuskiej Armii. Nie wiadomo kiedy wrócił do kijowa, ale po rozpoczęciu rewolucyjnej zawieruchy wyemigrował wraz z ojcem do Polski i osiedlił się w podwarszawskim Pruszkowie. Nawiązał znajomość z Wandą z domu Kwiek. Z tego związku urodził się w 1925 r. Aleksander, mój ojciec. Związek Aleksandra z Wandą nie wytrzymał próby czasu. Czytałem pozew rozwodowy i stamtąd dowiedziałem się o tym, że to to raczej babcia była przyczyną rozstania, a sąd przyznał opiekę nad kilkuletnim Aleksandrem ojcu, Aleksandrowi seniorowi. Dziadek musiał dobrze zarabiać, bo w 1935 r. postawił w Piastowie dom, w którym później i ja się wychowałem. Żył wtedy w nieformalnym związku z Alicją, koleżanką z pracy. Do wybuchu wojny pozostawał obywatelem Francji. W obawie przed internowaniem zrzekł się obywatelstwa.

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

trzeci sierpnia

 Najgorsze są godziny popołudniowe, gdy temperatura powietrza w moim mieszkadełku przekracza dwadzieścia pięć stopni Celsjusza. Staram się wtedy leżeć a najlepiej spać. Zakupiony niedawno klimatyzator zapewne obniża temperaturę, ale w twarzy nieizolowanych cieplnie murów kamienicy, które promieniują niepohamowanym skwarem, niewiele to zmienia. Dopiero wieczór, gdy temperatura na zewnątrz spada poniżej dwudziestu pięciu stopni, pozwala w miarę normalnie funkcjonować. Teraz, wpół do jedenastej. włączywszy wentylator nawiewający zewnętrzny "chłód", siedzę, walę w komputer i zastanawiam się nad tym, jak przetrwać jutro, bo prognozy nieubłaganie wskazują na prawie czterdziestostopniowy upał. Chyba pójdę, albo pojadę na rowerze do najbliższego centrum handlowego i zaopatrzony w książki i napoje przetrwam w klimatyzowanym pomieszczeniu najskwarniejszy czas. A swoją drogą pamiętam, ze dawno temu, gdy byłem piękny i młody, znosiłem upały dużo lepiej, a nawet fizycznie pracowałem gdy pot ściekał mi po twarzy i między pośladkami. Czyżbym się starzał?

niedziela, 26 lipca 2026

dwudziesty szósty lipca

 Zadałem AI pytanie jak upadają imperia. Odpowiedź odniosłem do Rosji w 2026. 

Niewydolność gospodarcza, zadłużenie, podatki, inflacja, brak dynamiki rozwoju. Wszystko jest.

Przejedzenie imperialne, imperium jest za duże terytorialnie, a to uniemożliwia skuteczną obronę granic i efektywne zarządzanie. To też jest, a także depopulacja spowodowana w znacznej części przez wojnę w Ukrainie.

Degeneracja elit i korupcja. Jest, a jak chodzi o korupcję nawet bardzo jest.

Brakuje konfliktów wewnętrznych i inwazji z zewnątrz. Dziwię się Rosjanom jak dużo jeszcze potrafią znieść upokorzeń i niedogodności serwowanych im przez rząd. I zastanawiam kiedy ruszy fala podobna do tej z 1917, która zmiotła władzę carską. Czy wtedy, gdy już wcale nie będzie benzyny, albo zapanuje głód? Myślę też o tym, że zewnętrzną inwazję sami sobie zafundowali, bo czym się skończy ukraińska wojna, jak nie pojawieniem się NATO na europejskich granicach Rosji?

Upadek Rosji jest w trakcie. Jego obserwacja jest dla mnie dodatkową motywacją do poważnego zabrania się za studiowanie historii.

Jest też sprawa Królewca. Osobiście zależy mi na powrocie Królewca do Europy. Będę mógł wtedy spełnić pielęgnowane od wielu lat marzenie, i przejechać Mierzeję Wiślaną od Zielenogradska do Kłajpedy.  

sobota, 25 lipca 2026

dwudziesty piąty lipca

 Pęknięte żebro już prawie nie boli. Masa ciała od kilku dni utrzymuje się w okolicach 88 kg. Chłodny lipiec dobiega końca. Przede mną Świetlana Przyszłość.

piątek, 17 lipca 2026

siedemnasty lipca

 chwila wspomnień

To było w sześćdziesiątym roku. Ojciec zapakował mamę i mnie z bratem do pociągu. Wraz z nami jechał wszelki możliwy i niemożliwy sprzęt turystyczny i cztery rowery. Wysiedliśmy bladym świtem w Sandomierzu. Podczas podjazdu pod stromo pochylony sandomierski Rynek zepsuł się oczywiście mój rower. Potem była jazda. Niewielkimi etapami zmierzaliśmy na północ. Plan był taki, że mieliśmy dojechać do domu w Piastowie. Działo się. Nocowaliśmy w namiocie, gdzie mama kazała nam spać w śpiworach koniecznie w beretach. Były też noclegi w stodołach, ale i w chłopskich łóżkach. Raz ojciec wprosił się na nocleg w klasztorze w Świętej Katarzynie, gdzie siostrzyczki nakarmiły nas krupniczkiem i nie wzięły od nas ani grosza. W tejże Świętej Katarzynie mama wykonała przewrót w przód przez kierownicę roweru nieopatrznie używszy przedniego hamulca na ostrym zjeździe. Zwiedzaliśmy wszystko co się dało. W jednej wiosce Gospodyni zrobiła nam podpłomyki na drogę, a ich cudowny smak czuję do dziś. To były jedne z najlepszych wakacji w życiu.  

wtorek, 7 lipca 2026

siódmy lipca

 Albo weźmy czas i sposób jego pojmowania. Dla jednych to prosta zmierzająca w nieskończoność. Dla drugich płaszczyzna o nieznanych granicach. Dla trzecich trójwymiarowa nieskończoność. A dla mnie?- nie wiem. Wszystkim po trochu. A już sposób, w jaki traktujemy czas to skandal. Choć niby cenimy sobie czas, to jednak marnotrawimy go, przepuszczamy przez palce i nie podoba się nam jego nieuchronny upływ.   

Teraz o masie i diecie. Jem prosto i monotonnie. Wędzone tofu duszone z warzywami i jajka. Albo wędzona rybka duszona z warzywami i jajka. Flaszka kefiru ciemną nocą i tekturowe pieczywo z chrzanem. Kilka ząbków czosnku zagryzane kilkoma orzechami. I mimo to masa spada: wczoraj było 77,8. Może w końcu dobiję do siedemdziesiątki?                      

środa, 1 lipca 2026

pierwszy lipca

 Albo weźmy upały. Od blisko tygodnia prawie nie ruszam się z domu. Dużo śpię i prawie nie jem i chyba przez te okoliczności stwierdzam poważne ubytki masy ciała.