piątek, 18 września 2026

osiemnasty września

 Albo weźmy równonoc Jak sama nazwa wskazuje dzień i noc powinny byś wtedy równe. Ale NIE. Przez własności optyczne Atmosphery. zachód słońca widzimy później, a wschód wcześniej niż zachodzą rzeczywiście. 

Albo sny. Ostatnio dużo i szczegółowo śnię. Czy kolorowo?- nie pamiętam. Tuż przed przebudzeniem zachodzą w moim śnie sytuacje gdy strasznie chce mi się zapalić i z jakichś przyczyn nie mogę. Ciekawość. 

osiemnasty września

 Tak sobie siedzę z miną zadowolonego z siebie idioty i rozmyślam o różnościach. Idiotą może nie jestem, a zadowolony z siebie jestem bardzo. Zdrowie jest, kasa się zgadza, całe dnie i część nocy mam wypełnione rozmaitymi zajęciami i ćwiczeniami, masa ciała spada może nie spektakularnie ale jednak systematycznie (od początku pomiarów trzy i pół roku temu, dziesięć kilo), mój angielski poprawia się (rozumiem już większość dowcipów znajdowanych w Internecie). Czyżby dopadła mnie Swietłana Przyszłość? Niepokoi mnie tylko to, co wyprawia Pajac z Pałacu. No po prostu uwziął się na mnie i wielu Rodaków myślących jak ja. Nie pojmuję jego motywacji. Działa w podobny sposób jak Targowica, a wszyscy wiemy czym się ona skończyła. Dlatego uważam, że nie mieszkając należy go z tego Pałacu wyjebać oczywiście zgodnie z prawem, bo kto mieczem wojuje ten zbiera burzę, czy jakoś tak. 

środa, 16 września 2026

szesnasty września

 Byłem u Pani Doktór na przeglądzie. Czekała na mnie z otwartymi drzwiami gabinetu i poświęciła mi całe pół godziny. Osłuchała mnie szczegółowo i wystawiła pięć skierowań do różnych specjalistów. Pogadaliśmy. Gra na skrzypcach, studiowała medycynę po angielsku w Koszycach. Potrafi myśleć w czterech językach obcych. Jestem oczarowany. Gdybym był młodszy z pięćdziesiąt lat, natychmiast bym smalił cholewki.

poniedziałek, 14 września 2026

czternasty września

 Miałem dziś umówioną wizytę "na przegląd" u Pani Doktór. Na piętnastą. Przyszedłem pięć minut przed czasem, tak na wszelki wypadek. Kwadrans po trzeciej drzwi gabinetu się otwarły i gdy myślałem, że to już moja kolej, Ukazała się procesja, Pani Doktór i mama z chłopcem. Procesja udała się do innego gabinetu na EKG. po jakimś czasie procesja powróciła, a o wpół do czwartej mama z chłopcem wyszli. Pani Doktór prosiła o jeszcze pięć minut cierpliwości, bo musi załatwić teleporadę. Podsłuchiwałem i przy trzeciej teleporadzie nie wytrzymałem i wtargnąłem do gabinetu z kategorycznym żądaniem przepisania wizyty na inny termin. Moje żądanie zostało spełnione, ale gdy powiedziałem no to pa, Pani Doktór zaczęła się tłumaczyć. Mimo potężnego wkurwienia nie krzyczałem na nią i starałem się ją uspokoić. Poprosiłem tylko o to, abym następnym razem już nie musiał czekać. Była wyraźnie zdezorientowana. Pojutrze napiszę o kolejnej wizycie.

niedziela, 13 września 2026

trzynasty września

 Co prawda budzę się teraz samoczynnie i to w różnych godzinach niekoniecznie rano, ale już nie oblewam się porannym wrzątkiem, bo, wiecie, emerytura to nie studnia bez dna z której można czerpać na zapłacenie rachunków za prąd i wodę do woli. Myję się zazwyczaj pobieżnie, a poważne mycie z głową i z goleniem odbywam, by tak rzec, od czasu do czasu. Taki czas będzie jutro, bo umówiłem się z Panią Doktór na przegląd. Jak zwykle w okolicach urodzin poddaję się takiemu kompleksowemu badaniu. Co wyjdzie tym razem nie wiem, ale jestem dobrej myśli.

sobota, 12 września 2026

dwunasty wrześmia

 Albo weźmy czekanie. Czas spędzany w kolejce, czy na peronie lub przystanku. Gdy chodziłem do szkoły w Żyrardowie i jechałem tam, problem nie istniał. Zwykle wpadałem na peron w ostatniej chwili, zziajany i z włosem rozwianym od prędkości. Za to z powrotem było gorzej. Statecznym krokiem wkraczałem na peron i zazwyczaj do planowego czasu odjazdu miałem kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt minut. Jak spędzałem ten czas? Chodziłem i czekałem. Stałem i czekałem. Tu przypomniała mi się taka anegdota: gdzie chodzisz lecz siedzisz, leżysz lecz siedzisz i gdy siedzisz to też siedzisz? - w pyerdlu. I druga, wymyślona przez Lema: choćbyś nie wiem jak się starał nie da się ukryć faktu, że długotrwała podróż kosmiczna wyraźnie pachnie kryminałem. Najczęstszym sposobem na zabicie czasu była obserwacja zegara i odliczanie kolejnych sekund aż moja sekunda zsynchronizuje się z zegarową i dokładnie w chwili odliczenia sześćdziesiąt wskazówka przeskoczy o jedną minutę.No po prostu rozpacz. Pustka w głowie i zupełna bezmyślność. Nie pamiętam kiedy to się zmieniło. Teraz czekając po prostu rozmyślam (nie mylić z myśleniem) o różnościach. Czyżbym miał bogate wnętrze?

Od jakiegoś czasu prawie każdy post przepuszczam przez AI. Jego wnioski są czasem zaskakujące.

piątek, 11 września 2026

jedenasty września

 Bardzo lubię dobrze się czuć. Dlatego nie mogę nadużywać alkoholu. Kiedyś chwile dobrego samopoczucia wywołanego spożyciem były okupowane zwyczajowym kacem, który aż tak bardzo mi nie przeszkadzał. Owszem, czułem się fatalnie, ale szybko o tym zapominałem. Mój zeszłoroczny wybryk, gdy po nadużyciu trafiłem na SOR, nie zaowocował, co dziwne, kacem. Nawet przejechałem własnoręcznie znad morza do Lubina ( oczywiście sprawdziwszy zawartość w  wydychanym powietrzu alkomatem, który zawsze wożę ze sobą). Okazało się, proszę Szanownej Frekwencji, że mój organizm, z wiekiem, ma wyraźnie zmniejszoną tolerancję na alkohol. Dziś bowiem, po spożyciu butelki wina czy dwóch puszek piwa robię się nietomny. Za to kac po takim spożyciu przewyższa wszystkie dotychczasowe. Co prawda nie mam pragnienia, ale czuję się bardzo źle. Ostatnio miałem nawet potężne zawroty głowy od których czułem się zdezorientowany i zalękniony. Mój organizm daje mi wyraźne znaki, że swoje już wypiłem, albo do tego swojego niewiele mi brakuje. Tak cóż ty zrobisz, muszę poprzestać na lampce wina albo jednym piwku.

czwartek, 10 września 2026

dziesiąty września

 Albo weźmy kamery internetowe. Te, które wiszą w różnych miejscach i przekazują na żywo obraz dostępny w Internecie dla każdego. To chyba PNP jest pierwszym z moich znajomych, który wykorzystał tę technologię do ubarwienia wizerunku którejś ze swoich Podróży. Od razu spodobał mi się ten pomysł, a mój pierwszy raz, gdy wystawiałem się przed taką kamerą na ogólnoświatowe pośmiewisko nastąpił dawno temu w Perugii. Cieszyłem się wtedy jak dziecko z nowej zabawki. Później wystawiałem się wielokrotnie i zazwyczaj nie ogłaszałem tego wszem wobec. Najczęściej w Krakowie. Z tym czasem rzeczywistym to też nie jest takie proste. Podczas mojego pobytu w Helu zrobiliśmy z Małolatem eksperyment, z którego wynikało, że dostępny w Internecie obraz jest opóźniony nawet kilkanaście sekund. Zastanawiam się czy nie warto wrócić do tego pomysłu. Przecież kamery są i w Szczecinie i w Braniewie i w Warszawie. Co Szanowna Frekwencja na to?

środa, 9 września 2026

dziewiąty września

 Albo weźmy kręcenie wora. Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym zjawisku od kolegi, który w przeciwieństwie do mnie odbył zasadniczą służbę wojskową, myślałem, że to przenośnia. Niemożliwe  żeby ludzie byli tak okrutni. Niedawno jednak, wspomagając się AI, zgłębiłem temat i ze zgrozą dowiedziałem się o tym, że ten sposób torturowania kotów był w wojsku stosowany. Dlatego dobrze się stało, że major, który przewodniczył komisji wojskowej przed którą stawałem, wyraźnie zlitował się nade mną i zakwalifikował mnie do grupy jedynych żywicieli, co poniekąd było prawdą ale nie całą. Obawiam się, że z wojska wyszedłbym w plastikowym worku.

poniedziałek, 7 września 2026

siódmy września

 Albo weźmy religię. U nas katochrześcijaństwo. Myślę, że to całe kurestwo jest zbudowane na poczuciu winy. Ty jesteś winny temu czy owemu i to ty masz wciąż przepraszać. Przypomina mi się historia mojego Wnuka. Żegnał się przed każdym krzyżykiem, czy innym obrazkiem. Był ufny i jakby zadowolony. Przeszło mu, jak sądzę, po pierwszej spowiedzi. Do komunii przystąpił, bo już nie miał innego wyjścia. Potem, z dnia na dzień, zaprzestał jakichkolwiek kontaktów z katochrześcijaństwem. Jest taka teoria, że poczucie winy może spowodować znienawidzenie obiektu, który to poczucie wymusza. Czy Wnuk nienawidzi? nie wiem, ale z całą pewnością lekceważy. I bardzo dobrze.   

wtorek, 1 września 2026

rozpoczęcie roku szkolnego

 Mój pierwszy epizod wegetariański rozpoczął się wówczas, gdy spotykałem się z Mieszkanką Wieży. Myślałem, że dzięki zmianie diety będę bardziej atrakcyjny, ładniej pachniał, czy jakoś tak. Skończył się po pół roku, gdy zostałem wygnany. To wygnanie przypłaciłem załamaniem nerwowym i ciężką depresją. Potem długo nic i jakieś sześć lat temu zwyczajnie odechciało mi się mięsa. Nie mówię, że nie było innych przyczyn jak na przykład uświadomienie sobie, że zjadając mięso żyję wbrew naturze, bo jestem tylko trochę drapieżnikiem. To w ogóle dziwna sprawa. Ludzie zaczęli jeść mięso w czasach wyjątkowo niesprzyjających dietetycznie. Epoka lodowcowa i te sprawy. Czyli jeśli by nie jedli upolowanego mięsa, zwyczajnie by wymarli.  A weźmy inne naczelne: szympansy prawie nie jedzą mięsa (około 5% diety) a goryle nie jedzą go wcale. To zresztą doskonały przykład dla ludzi dziwiących mi się, że nie jem mięsa "bo mięso daje siłę". Mówię im żeby pomyśleli czy sił brakuje takiemu gorylowi, stuprocentowemu wege. Dopiero dwa lata temu mój lekarz podpowiedział mi, że powinienem od czasu do czasu zjeść rybkę ze względu na zawartość czegoś tam. To jem. raz czy dwa razy w tygodniu. Mój typowy posiłek to czosnek z orzechami włoskimi i ogórkami małosolnymi lub kiszonymi na przystawkę. Danie główne natomiast komponuję z ziemniaków, papryki, pomidorów i cebuli duszonych w mikrofalówce wraz z wędzonym tofu, jajami lub wędzonymi kawałkami łososia (bo bez ości). Między posiłkami jem tarty chrzan i majonez. Łyżkami. I co? Czuję się doskonale. Dobrze, może nawet zbyt dobrze wyglądam. i za cholerę nie mogę zgubić jeszcze jakich ośmiu kilogramów. Myślę z rozrzewnieniem o czasach, gdy ważyłem 62 kg.

piątek, 28 sierpnia 2026

dwudziesty ósmy sierpnia

 Od jakiegoś czasu zastanawiam się dlaczego przed wypłatą prawie nic nie zostaje na rachunku. Wrześniowa emerytura przyjdzie w momencie, gdy na rachunku zostanie dwieście złotych, a na karcie kredytowej może czterdzieści. Mam też sto pięćdziesiąt w gotówce.ale gotówkę traktuję inaczej: niby mam ją, ale w ogóle o niej nie myślę i nie uwzględniam w budżecie. Może więc powinienem otworzyć rachunek oszczędnościowy? Oprocentowanie mizerne ale zawsze to więcej niż równe 0%, które zapewnia skarpeta czy noszenie gotówki w portfelu.

wtorek, 25 sierpnia 2026

dwudziesty piąty sierpnia

 No proszę, zaraz koniec Wakacji. Pamiętam te chłodne już wieczory, gdy sam, albo i w większym gronie opłakiwałem niedługie utracenie Wolności. Ten wakacyjny, rozlazły tryb życia jakoś mi odpowiadał, a utraty tych przewag żałowałem do łez.

Kiedyś, z jedną z przyjaciółek wybrałem się do Sanatorium. Nieswojo się czułem z kobietą, której na pewno nie kochałem, a która starała się nieba mi przychylić. Mieliśmy za sobą prawie rok znajomości i mojego raka. Głupio jakoś było jej powiedzieć: nie chcę cię w twarzy jej starań o mój dobrostan w chorobie. Ciągle pytała o seks, jakby tylko to jej było w głowie. Tymczasem tłumoczyłem się niemocą po chorobie, jednak to zaczynała być nieprawda. Nie czułem żadnego pociągu do niej i jakoś niezręcznie było o tym mówić. Gdy więc przyszedł wieczór i ona kładła się do łóżka, zaczynałem jej czytać ukochane kawałki Lema. Tak mnie naszło dziś na te wspomnienia, bo przeczytałem właśnie , niewiadomoktóry raz,Opowieść Pierwszego Odmrożeńca. Arcydzieło, aluzyjna opowieść o zakłamaniu. Kolejny raz wzruszyłem się do łez. 

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

dwudziesty czwarty sierpnia

 Klawiaturę czyszczę dopiero wtedy, gdy pisząc popełniam zbyt dużo błędów. I właśnie dziś przyszedł ten dzień.

niedziela, 23 sierpnia 2026

dwudziesty trzeci sierpnia

 chwila wspomnień

Podczas pierwszej podróży do Włoch poczułem się postawiony przed faktem dokonanym, koniecznością wjeżdżania do setek tuneli. Wyjeżdżania z nich też. Dziś spytałem AI ile jest tych tuneli i okazało się,że zaledwie trzydzieści. Skąd więc moje niegdysiejsze przekonanie o setkach? Nie wiem. Zachęcony do tunelowych zagadnień, sprawdziłem ileż to jest tuneli na drodze z Pizzy do Awinionu gdzie przejechałem dwa lub trzy lata temu, ponownie spytałem AI. Okazało się, że jest tam ich 130. Nic więc dziwnego, że postanowiłem już więcej tamtędy nie jeździć. Podróż przez kilka godzin pod ziemią jest zwyczajnie nudna. 

 

piątek, 21 sierpnia 2026

dwudziesty pierwszy sierpnia

 Pękniętego żebra już prawie nie czuję, Zapalenie spojówek wyleczyłem. Teraz czekam: co następne? Nie, nie czekam. Myślę, że przecież z wiekiem wszystko pomału się psuje. Peselu nie oszukam, jednak o zdrowie zaczynam dbać.

czwartek, 20 sierpnia 2026

dwudziesty sierpnia

 Albo weźmy mój angielski. Uczę się tego języka od zawsze. Sam. Efekty tymczasem są mizerne. W podróżach po Europie dawałem sobie jakoś radę. Jakoś. Znam ogromną liczbę słówek, jednak moje zdania są dla umiejących po angielsku zrozumiałe tylko dzięki ich niezwykłej wyrozumiałości. W odbiorze nie jest lepiej. Trzeba do mnie mówić powoli i wyraźnie i zazwyczaj krótkimi, prostymi zdaniami. Prawdopodobnie gdybym zamieszkał w miejscu, gdzie wszyscy mówią po angielsku, po krótkim czasie mówiłbym płynnie i prawie wszystko rozumiał. Od jakiegoś czasu poranne godziny spędzam waląc w komputer i androidowy translator. Uczę się jak dziecko języka ojczystego. Na pamięć. Jest w sieci mnóstwo stron z angielskimi konstrukcjami i to właśnie z nich ładuję sobie pamięć. Czuję, że z z nauką obcego języka jest jak z nauką gry na instrumencie. Dużo ćwiczeń i dużo zapamiętywania. Czy dojdę do takiego stanu, w którym będę mógł czytać w oryginale może nie Szekspira, ale chociaż Kubusia Puchatka? Mam z tej nauki dużo radości.

środa, 19 sierpnia 2026

dziewiętnasty sierpnia

 Okazuje się, że moim okiem dominującym jest oko lewe. Dzięki podpowiedzi AI zrobiłem prosty test spoglądając przez zwiniętą w rurkę dłoń naprzód oboma oczami na jakiś punkt, a potem zamykając to jedno, to drugie oko. Oko, przez które widziany punkt nie zmienia położenia jest właśnie dominujące.

A zaś dominującą ręką, w sposób oczywisty, jest prawa. 

 Jestem dziś w wyjątkowo dobrym stanie fizycznym i psychicznym, aż się zastanawiam czy to aby nie euforia następująca po depresji. A, na przykład, w wieku dwudziestu lat miałem wciąż stany lękowe. Dziś przypuszczam, że były one spowodowane nieuchronnością odbycia służby wojskowej. Do wojska w końcu nie poszedłem, ale to już zupełnie inna historia.

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

siedemmnasty sierpnia

 Albo weźmy kaca. Kac jaki jest każdy? wie. W moim wypadku kac ewoluował. Pierwszego nie pamiętam. Kolejne były ciężkie ze wszystkimi typowymi objawami. Pamiętam przeżyty w białostockim akademiku, gdy zawleczony siłą na stołówkę odmawiałem przyjmowania pokarmów stałych. Zapamiętałem nazwisko zawlekającego : Pliszka. Wtedy po raz pierwszy w życiu usłyszałem, że muszę zjeść "przez rozum". Chyba zjadłem. Nie doświadczyłem jednak nigdy objawu mocno występującego u jednej z koleżanek podczas romantycznego wyjazdu do Krakowa gdy pod nieobecność Córki zagnieździliśmy się w jej mieszkaniu pod Wawelem. Podczas, gdy ja, siedząc na galerii, z której wchodziło się do mieszkania, przeczytałem "Cień wiatru" Zafona, ona cały ten czas spędziła w kiblu a w przerwach narzekała, że chyba jej dupę urwie. Teraz, gdy przesadzę, czuję co najwyżej lekki dyskomfort, który mija koło południa. Nie używam już mocnych trunków i moje kace są wywoływane nadużyciem piwa. Półtora litra bursztynowego płynu przyjmuję bez konsekwencji. Po wypiciu większej ilości bywa różnie.

Better late than never.

Two heads are better than one. 

What's done is done. 

niedziela, 16 sierpnia 2026

szesnasty sierpnia

 Wczoraj dopiero gdy pocałowałem klamkę w sklepie, zorientowałem się, że piętnastego sierpnia wszystko jest zamknięte. Pozostało mi wyjście awaryjne czyli tytoń na stacji benzynowej i abendbier w Żabce. Wczorajszy i dzisiejszy posiłek - nuda. Jaja na twardo i kiszona kapusta. 

wtorek, 4 sierpnia 2026

czwarty sierpnia

 Zaprzągłem dziś AI do próby odtworzenia historii moich przodków po mieczu. Z efektu jestem zadowolony. Historia sięga drugiej połowy dziewiętnastego wieku, gdy młody Ludwik trzeci syn Klemensa, obywatel Francji podpisał kontrakt z którego wynikała jego podróż i osiedlenie się na będących pod zaborem rosyjskim Kresach. Pracował w majątku któregoś z polskich magnatów nad rozwojem przemysłu cukrowniczego. Po ślubie z Antoniną Rohozińską przeniósł się do majątku Stepańce na ziemi kijowskiej. AI sugeruje, że majątek ten był wianem Antoniny i dlatego Ludwik został właścicielem tych dóbr. W 1898 r. w Kijowie urodził się Aleksander. Wychowywał się i kształcił w Kijowie. W czasach Wielkiej Wojny zameldował się w którejś z placówek dyplomatycznych Francji w carskiej Rosji, by rozpocząć służbę we francuskiej Armii. Nie wiadomo kiedy wrócił do Kijowa, ale po rozpoczęciu rewolucyjnej zawieruchy wyemigrował wraz z ojcem, i matką do Polski i osiedlił się w podwarszawskim Pruszkowie. Nawiązał znajomość z Wandą z domu Kwiek. Z tego związku urodził się w 1925 r. Aleksander, mój ojciec. Związek Aleksandra z Wandą nie wytrzymał próby czasu. Czytałem pozew rozwodowy i stamtąd dowiedziałem się o tym, że to to raczej babcia była przyczyną rozstania, a sąd przyznał opiekę nad kilkuletnim Aleksandrem ojcu, Aleksandrowi seniorowi. Dziadek musiał dobrze zarabiać, bo w 1935 r. postawił w Piastowie dom, w którym później i ja się wychowałem. Żył wtedy w nieformalnym związku z Alicją, koleżanką z pracy. Do wybuchu wojny pozostawał obywatelem Francji. W obawie przed internowaniem zrzekł się obywatelstwa. W czasie okupacji chwytał się różnych zajęć, a maszynę do produkcji świec mogłem podziwiać w piwnicy jeszcze długo po jego śmierci. Zmarł w 1948, a jego ojciec Ludwik Massé przeżył go o kilka lat. Zachowała się anegdota o tym, że Ludwik posługiwał się swobodnie trzema językami, francuskim, rosyjskim i polskim, a jego wypowiedzi w oryginalny sposób łączyły te języki. Nawet w jednym zdaniu potrafił użyć wszystkich znanych sobie języków. Podobno rano pytał domowników: gdzie są moje caleçon. Dzieciństwo młodego Aleksandra raczej nie było szczęśliwe. Odrzucony przez matkę, tolerowany przez nową rodzinę Wandy, nie bardzo lubiany przez partnerkę ojca zapewne nie był szczęśliwy. Podczas okupacji postanowił coś zrobić aby oderwać się od codziennych zmartwień. Wyjechał do Rzeszy do pracy. Osiemnastoletni chłopak chciał zaistnieć w świecie i zrobił to tylko dla siebie. W Reichu było biednie i głodno. Zachowała się opowieść o tym, że rodzina posyłała mu paczki z cebulą. Nie wiem, kiedy wrócił do Polski i nie wiem dlaczego nie był nękany przez Bezpiekę. Nie wiem kiedy zdał maturę, ale musiał ją zdać, bo zapisał się na Politechnikę na budownictwo. Mówił, że nie ukończył studiów, po po drodze do uczelni była Filharmonia i odgłosy prób muzyków były dlań ważniejsze od wykładów. W rezultacie został gryzipiórkiem, kosztorysantem w Przedsiębiorstwie Budowy Huty Warszawa. Ożenił się z Anną z domu Nowakowską w kościółku przy ulicy Ratuszowej. Później żartobliwie nawiązywał do tych okoliczności twierdząc, że został upity i tylko dlatego wstąpił w związek. Prawdopodobnie był dobrym człowiekiem. Pamiętam jak godzinami opowiadał o swoich przewagach i niedowagach z pracy. Zorganizował najwspanialsze wakacje mojego życia, zabrał nas w rejs motorowcem Waryński z Warszawy do Chełmna i dalej wyprawę rowerami do Łeby. Umarł młodo, w wieku 56 lat po długiej walce z rakiem. Spłodził dwóch synów. Tymczasem to tyle.

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

trzeci sierpnia

 Najgorsze są godziny popołudniowe, gdy temperatura powietrza w moim mieszkadełku przekracza dwadzieścia pięć stopni Celsjusza. Staram się wtedy leżeć a najlepiej spać. Zakupiony niedawno klimatyzator zapewne obniża temperaturę, ale w twarzy nieizolowanych cieplnie murów kamienicy, które promieniują niepohamowanym skwarem, niewiele to zmienia. Dopiero wieczór, gdy temperatura na zewnątrz spada poniżej dwudziestu pięciu stopni, pozwala w miarę normalnie funkcjonować. Teraz, wpół do jedenastej. włączywszy wentylator nawiewający zewnętrzny "chłód", siedzę, walę w komputer i zastanawiam się nad tym, jak przetrwać jutro, bo prognozy nieubłaganie wskazują na prawie czterdziestostopniowy upał. Chyba pójdę, albo pojadę na rowerze do najbliższego centrum handlowego i zaopatrzony w książki i napoje przetrwam w klimatyzowanym pomieszczeniu najskwarniejszy czas. A swoją drogą pamiętam, ze dawno temu, gdy byłem piękny i młody, znosiłem upały dużo lepiej, a nawet fizycznie pracowałem gdy pot ściekał mi po twarzy i między pośladkami. Czyżbym się starzał?

niedziela, 26 lipca 2026

dwudziesty szósty lipca

 Zadałem AI pytanie jak upadają imperia. Odpowiedź odniosłem do Rosji w 2026. 

Niewydolność gospodarcza, zadłużenie, podatki, inflacja, brak dynamiki rozwoju. Wszystko jest.

Przejedzenie imperialne, imperium jest za duże terytorialnie, a to uniemożliwia skuteczną obronę granic i efektywne zarządzanie. To też jest, a także depopulacja spowodowana w znacznej części przez wojnę w Ukrainie.

Degeneracja elit i korupcja. Jest, a jak chodzi o korupcję nawet bardzo jest.

Brakuje konfliktów wewnętrznych i inwazji z zewnątrz. Dziwię się Rosjanom jak dużo jeszcze potrafią znieść upokorzeń i niedogodności serwowanych im przez rząd. I zastanawiam kiedy ruszy fala podobna do tej z 1917, która zmiotła władzę carską. Czy wtedy, gdy już wcale nie będzie benzyny, albo zapanuje głód? Myślę też o tym, że zewnętrzną inwazję sami sobie zafundowali, bo czym się skończy ukraińska wojna, jak nie pojawieniem się NATO na europejskich granicach Rosji?

Upadek Rosji jest w trakcie. Jego obserwacja jest dla mnie dodatkową motywacją do poważnego zabrania się za studiowanie historii.

Jest też sprawa Królewca. Osobiście zależy mi na powrocie Królewca do Europy. Będę mógł wtedy spełnić pielęgnowane od wielu lat marzenie, i przejechać Mierzeję Wiślaną od Zielenogradska do Kłajpedy.  

sobota, 25 lipca 2026

dwudziesty piąty lipca

 Pęknięte żebro już prawie nie boli. Masa ciała od kilku dni utrzymuje się w okolicach 88 kg. Chłodny lipiec dobiega końca. Przede mną Świetlana Przyszłość.

piątek, 17 lipca 2026

siedemnasty lipca

 chwila wspomnień

To było w sześćdziesiątym roku. Ojciec zapakował mamę i mnie z bratem do pociągu. Wraz z nami jechał wszelki możliwy i niemożliwy sprzęt turystyczny i cztery rowery. Wysiedliśmy bladym świtem w Sandomierzu. Podczas podjazdu pod stromo pochylony sandomierski Rynek zepsuł się oczywiście mój rower. Potem była jazda. Niewielkimi etapami zmierzaliśmy na północ. Plan był taki, że mieliśmy dojechać do domu w Piastowie. Działo się. Nocowaliśmy w namiocie, gdzie mama kazała nam spać w śpiworach koniecznie w beretach. Były też noclegi w stodołach, ale i w chłopskich łóżkach. Raz ojciec wprosił się na nocleg w klasztorze w Świętej Katarzynie, gdzie siostrzyczki nakarmiły nas krupniczkiem i nie wzięły od nas ani grosza. W tejże Świętej Katarzynie mama wykonała przewrót w przód przez kierownicę roweru nieopatrznie używszy przedniego hamulca na ostrym zjeździe. Zwiedzaliśmy wszystko co się dało. W jednej wiosce Gospodyni zrobiła nam podpłomyki na drogę, a ich cudowny smak czuję do dziś. To były jedne z najlepszych wakacji w życiu.  

wtorek, 7 lipca 2026

siódmy lipca

 Albo weźmy czas i sposób jego pojmowania. Dla jednych to prosta zmierzająca w nieskończoność. Dla drugich płaszczyzna o nieznanych granicach. Dla trzecich trójwymiarowa nieskończoność. A dla mnie?- nie wiem. Wszystkim po trochu. A już sposób, w jaki traktujemy czas to skandal. Choć niby cenimy sobie czas, to jednak marnotrawimy go, przepuszczamy przez palce i nie podoba się nam jego nieuchronny upływ.   

Teraz o masie i diecie. Jem prosto i monotonnie. Wędzone tofu duszone z warzywami i jajka. Albo wędzona rybka duszona z warzywami i jajka. Flaszka kefiru ciemną nocą i tekturowe pieczywo z chrzanem. Kilka ząbków czosnku zagryzane kilkoma orzechami. I mimo to masa spada: wczoraj było 77,8. Może w końcu dobiję do siedemdziesiątki?                      

środa, 1 lipca 2026

pierwszy lipca

 Albo weźmy upały. Od blisko tygodnia prawie nie ruszam się z domu. Dużo śpię i prawie nie jem i chyba przez te okoliczności stwierdzam poważne ubytki masy ciała.

piątek, 26 czerwca 2026

dwudziesty szósty czerwca

 Albo weźmy pierwsze razy. Podobno coraz mniej mam takich zdarzeń przed sobą. Na przykład wczoraj, pierwszy raz przewracając się na nowym rowerze pękłem sobie żebro. Niby nic wielkiego, a przeszkadza, że trudno więcej. Doktor Gógiel mówi, że zrośnie się do czterech tygodni. Jak żyć, gdy każdy oddech przynosi ból?

wtorek, 16 czerwca 2026

szesnasty czerwca

Ciekawostka z czasów gdy byłem maszynistą na kolei. Wśród kolegów maszynistów istniała rywalizacja, który lepiej radzi sobie z hamulcem. Hamowanie pociągu to skomplikowana sprawa. Wystarczy pomyśleć jak wielka energia kinetyczna jest zgromadzona w obiekcie o masie, powiedzmy,. trzystu ton jadącym z prędkością stu kilometrów na godzinę. To nie w kij dmuchał, bo taką energią można, na przykład ogrzewać dom o powierzchni 100 m do sześciu godzin. Albo odpalić bombę lotniczą. Było takie wyzwanie, żeby w perony w Działdowie wjechać ze stówą i zatrzymać pociąg dokładnie na końcu peronu. Zrobiłem to tylko raz i dumny byłem aż do Gdyni.

wtorek, 9 czerwca 2026

dziewiąty czerwca

 Dziś, o wpół do ósmej, obudziła mnie policja. Panów było trzech, w tym jeden wyjątkowo niegrzeczny. Powiedział, że szuka kogoś i podał nazwisko poszukiwanego. Powiedziałem, że nie znam. Po jego pytaniu kto tu mieszka powiedziałem, że ja i przedstawiłem się. Potem spytał czy z kimś mieszkam i gdy zaprzeczyłem stwierdził. że słyszał głosy, jakobym z kimś rozmawiał. Nalegał by wejść i sprawdzić czy nie kłamię. Wpuściłem i mina mu się wydłużyła, bo oprócz mnie i bałaganu nie stwierdził nic podejrzanego. Zażądał mojego dowodu osobistego i przez telefon sprawdził mnie w policyjnej bazie danych. Minę miał coraz dłuższą, bo wciąż nie miał się do czego przyczepić. W końcu mówiąc do widzenia wyszedł. Ani przepraszam ani pocałuj mnie w dupę.Nie lubię takiej policji. Niby nic, ale do południa miałem podwyższone ciśnienie. Powinniśmy konieczne ustanowić domofon. 

Po południu wszystko się wyjaśniło. Koło piątej znów zaczęła się dobijać policja i wyjaśniła, że szuka domu pod numerem 2. Ja mieszkam w kamienicy pod numerem czwartym, więc o co kaman? Kiepskie kadry mają. Na kamienicy jak byk numer czwarty. Czytać nie umieją? nie odróżniają dwójki od czwórki? Rozpacz. 

sobota, 30 maja 2026

trzydziesty maja

 Albo weźmy pamięć muzyczną. Zważywszy wyjątkowo paskudne okoliczności przyrody przypominające raczej przełom października i listopada, a nie maja i czerwca, zacząłem liczyć ile muzyki mieści moja pamięć wewnętrzna. Przestałem gdy licznik przekroczył dwieście. To nie tylko piosenki, Rzekłbym, nawet, że piosenki są w mniejszości w moich przepastnościach. To są poważne fragmenty, albo i całe utwory takich ikon, jak Szopen, Bach, Mozart, Paganini, ale też ogromne ilości muzyk, o których nie mam pojęcia, kto je stworzył. Sam zresztą stworzyłem wiele nieznanych nikomu kawałków. Wszystkie elementy taj biblioteki potrafię odtworzyć w rozumie, na ryju, czy jakimkolwiek instrumencie. Problem mam z odtwarzaniem utworów, w których nie ma nakreślonej wyraźnie linii melodycznej i są one szeregiem akordów miłych dla ucha albo i nie i cudownie rozwiązujących się na końcu frazy. Potrafię pomyśleć takimi akordami, ale zagrać bez nut już niekoniecznie. Właściwie bez przerwy coś mi w duszy gra. Mam inne kawałki do zasypiania i inne do porannego rozruchu. Inne gdy jestem radosny i znów inne gdy ogarnia mnie depresja. Tak się zastanawiam: ile terabajtów muzyki mam zgromadzone w rozumie?

Przepuściwszy powyższe przez AI dostałem takie coś:

https://www.google.com/search?q=+Albo+we%C5%BAmy+pami%C4%99%C4%87+muzyczn%C4%85.+Zwa%C5%BCywszy+wyj%C4%85tkowo+paskudne+okoliczno%C5%9Bci+przyrody+przypominaj%C4%85ce+raczej+prze%C5%82om+pa%C5%BAdziernika+i+listopada%2C+a+nie+maja+i+czerwca%2C+zacz%C4%85%C5%82em+liczy%C4%87+ile+muzyki+mie%C5%9Bci+moja+pami%C4%99%C4%87+wewn%C4%99trzna.+Przesta%C5%82em+gdy+licznik+przekroczy%C5%82+dwie%C5%9Bcie.+To+nie+tylko+piosenki%2C+Rzek%C5%82bym%2C+nawet%2C+%C5%BCe+piosenki+s%C4%85+w+mniejszo%C5%9Bci+w+moich+przepastno%C5%9Bciach.+To+s%C4%85+powa%C5%BCne+fragmenty%2C+albo+i+ca%C5%82e+utwory+takich+ikon%2C+jak+Szopen%2C+Bach%2C+Mozart%2C+Paganini%2C+ale+te%C5%BC+ogromne+ilo%C5%9Bci+muzyk%2C+o+kt%C3%B3rych+nie+mam+poj%C4%99cia%2C+kto+je+stworzy%C5%82.+Sam+zreszt%C4%85+stworzy%C5%82em+wiele+nieznanych+nikomu+kawa%C5%82k%C3%B3w.+Wszystkie+elementy+taj+biblioteki+potrafi%C4%99+odtworzy%C4%87+w+rozumie%2C+na+ryju%2C+czy+jakimkolwiek+instrumencie.+Problem+mam+z+odtwarzaniem+utwor%C3%B3w%2C+w+kt%C3%B3rych+nie+ma+nakre%C5%9Blonej+wyra%C5%BAnie+linii+melodycznej+i+s%C4%85+one+szeregiem+akord%C3%B3w+mi%C5%82ych+dla+ucha+albo+i+nie+i+cudownie+rozwi%C4%85zuj%C4%85cych+si%C4%99+na+ko%C5%84cu+frazy.+Potrafi%C4%99+pomy%C5%9Ble%C4%87+takimi+akordami%2C+ale+zagra%C4%87+bez+nut+ju%C5%BC+niekoniecznie.+W%C5%82a%C5%9Bciwie+bez+przerwy+co%C5%9B+mi+w+duszy+gra.+Mam+inne+kawa%C5%82ki+do+zasypiania+i+inne+do+porannego+rozruchu.+Inne+gdy+jestem+radosny+i+zn%C3%B3w+inne+gdy+ogarnia+mnie+depresja.+Tak+si%C4%99+zastanawiam%3A+ile+terabajt%C3%B3w+muzyki+mam+zgromadzone+w+rozumie%3F&sca_esv=76ead4a9554419b7&sxsrf=ANbL-n4cRH3u8GXWk-bne72Etn7dh39Nzw%3A1780139790314&source=hp&ei=DscaaoHuEJShwPAP05uhUQ&iflsig=AFdpzrgAAAAAahrVHkLWAbfOJBetfHy066te8L4YoxKF&udm=50&ved=0ahUKEwiBrea-8eCUAxWUEBAIHdNNKAoQ4dUDCCM&uact=5&oq=+Albo+we%C5%BAmy+pami%C4%99%C4%87+muzyczn%C4%85.+Zwa%C5%BCywszy+wyj%C4%85tkowo+paskudne+okoliczno%C5%9Bci+przyrody+przypominaj%C4%85ce+raczej+prze%C5%82om+pa%C5%BAdziernika+i+listopada%2C+a+nie+maja+i+czerwca%2C+zacz%C4%85%C5%82em+liczy%C4%87+ile+muzyki+mie%C5%9Bci+moja+pami%C4%99%C4%87+wewn%C4%99trzna.+Przesta%C5%82em+gdy+licznik+przekroczy%C5%82+dwie%C5%9Bcie.+To+nie+tylko+piosenki%2C+Rzek%C5%82bym%2C+nawet%2C+%C5%BCe+piosenki+s%C4%85+w+mniejszo%C5%9Bci+w+moich+przepastno%C5%9Bciach.+To+s%C4%85+powa%C5%BCne+fragmenty%2C+albo+i+ca%C5%82e+utwory+takich+ikon%2C+jak+Szopen%2C+Bach%2C+Mozart%2C+Paganini%2C+ale+te%C5%BC+ogromne+ilo%C5%9Bci+muzyk%2C+o+kt%C3%B3rych+nie+mam+poj%C4%99cia%2C+kto+je+stworzy%C5%82.+Sam+zreszt%C4%85+stworzy%C5%82em+wiele+nieznanych+nikomu+kawa%C5%82k%C3%B3w.+Wszystkie+elementy+taj+biblioteki+potrafi%C4%99+odtworzy%C4%87+w+rozumie%2C+na+ryju%2C+czy+jakimkolwiek+instrumencie.+Problem+mam+z+odtwarzaniem+utwor%C3%B3w%2C+w+kt%C3%B3rych+nie+ma+nakre%C5%9Blonej+wyra%C5%BAnie+linii+melodycznej+i+s%C4%85+one+szeregiem+akord%C3%B3w+mi%C5%82ych+dla+ucha+albo+i+nie+i+cudownie+rozwi%C4%85zuj%C4%85cych+si%C4%99+na+ko%C5%84cu+frazy.+Potrafi%C4%99+pomy%C5%9Ble%C4%87+takimi+akordami%2C+ale+zagra%C4%87+bez+nut+ju%C5%BC+niekoniecznie.+W%C5%82a%C5%9Bciwie+bez+przerwy+co%C5%9B+mi+w+duszy+gra.+Mam+inne+kawa%C5%82ki+do+zasypiania+i+inne+do+porannego+rozruchu.+Inne+gdy+jestem+radosny+i+zn%C3%B3w+inne+gdy+ogarnia+mnie+depresja.+Tak+si%C4%99+zastanawiam%3A+ile+terabajt%C3%B3w+muzyki+mam+zgromadzone+w+rozumie%3F&gs_lp=Egdnd3Mtd2l6It4JIEFsYm8gd2XFum15IHBhbWnEmcSHIG11enljem7EhS4gWndhxbx5d3N6eSB3eWrEhXRrb3dvIHBhc2t1ZG5lIG9rb2xpY3pub8WbY2kgcHJ6eXJvZHkgcHJ6eXBvbWluYWrEhWNlIHJhY3plaiBwcnplxYJvbSBwYcW6ZHppZXJuaWthIGkgbGlzdG9wYWRhLCBhIG5pZSBtYWphIGkgY3plcndjYSwgemFjesSFxYJlbSBsaWN6ecSHIGlsZSBtdXp5a2kgbWllxZtjaSBtb2phIHBhbWnEmcSHIHdld27EmXRyem5hLiBQcnplc3RhxYJlbSBnZHkgbGljem5payBwcnpla3JvY3p5xYIgZHdpZcWbY2llLiBUbyBuaWUgdHlsa28gcGlvc2Vua2ksIFJ6ZWvFgmJ5bSwgbmF3ZXQsIMW8ZSBwaW9zZW5raSBzxIUgdyBtbmllanN6b8WbY2kgdyBtb2ljaCBwcnplcGFzdG5vxZtjaWFjaC4gVG8gc8SFIHBvd2HFvG5lIGZyYWdtZW50eSwgYWxibyBpIGNhxYJlIHV0d29yeSB0YWtpY2ggaWtvbiwgamFrIFN6b3BlbiwgQmFjaCwgTW96YXJ0LCBQYWdhbmluaSwgYWxlIHRlxbwgb2dyb21uZSBpbG_Fm2NpIG11enlrLCBvIGt0w7NyeWNoIG5pZSBtYW0gcG9qxJljaWEsIGt0byBqZSBzdHdvcnp5xYIuIFNhbSB6cmVzenTEhSBzdHdvcnp5xYJlbSB3aWVsZSBuaWV6bmFueWNoIG5pa29tdSBrYXdhxYJrw7N3LiBXc3p5c3RraWUgZWxlbWVudHkgdGFqIGJpYmxpb3Rla2kgcG90cmFmacSZIG9kdHdvcnp5xIcgdyByb3p1bWllLCBuYSByeWp1LCBjenkgamFraW1rb2x3aWVrIGluc3RydW1lbmNpZS4gUHJvYmxlbSBtYW0geiBvZHR3YXJ6YW5pZW0gdXR3b3LDs3csIHcga3TDs3J5Y2ggbmllIG1hIG5ha3JlxZtsb25laiB3eXJhxbpuaWUgbGluaWkgbWVsb2R5Y3puZWogaSBzxIUgb25lIHN6ZXJlZ2llbSBha29yZMOzdyBtacWCeWNoIGRsYSB1Y2hhIGFsYm8gaSBuaWUgaSBjdWRvd25pZSByb3p3acSFenVqxIVjeWNoIHNpxJkgbmEga2_FhGN1IGZyYXp5LiBQb3RyYWZpxJkgcG9tecWbbGXEhyB0YWtpbWkgYWtvcmRhbWksIGFsZSB6YWdyYcSHIGJleiBudXQganXFvCBuaWVrb25pZWN6bmllLiBXxYJhxZtjaXdpZSBiZXogcHJ6ZXJ3eSBjb8WbIG1pIHcgZHVzenkgZ3JhLiBNYW0gaW5uZSBrYXdhxYJraSBkbyB6YXN5cGlhbmlhIGkgaW5uZSBkbyBwb3Jhbm5lZ28gcm96cnVjaHUuIElubmUgZ2R5IGplc3RlbSByYWRvc255IGkgem7Ds3cgaW5uZSBnZHkgb2dhcm5pYSBtbmllIGRlcHJlc2phLiBUYWsgc2nEmSB6YXN0YW5hd2lhbTogaWxlIHRlcmFiYWp0w7N3IG11enlraSBtYW0gemdyb21hZHpvbmUgdyByb3p1bWllPzINECMY8AUYngYY6gIYJzINECMY8AUYngYY6gIYJzINECMYngYY8AUY6gIYJzINECMY8AUYngYY6gIYJzINECMY8AUYngYY6gIYJ0iHJ1DTFFjTFHAAeACQAQCYAccEoAHHBKoBAzUtMbgBA8gBAPgBAvgBAZgCAaAC1gSoAgWYA9YEkgcDNC0xoAfWEbIHAzQtMbgH1gTCBwMzLTHIBwqACAE&sclient=gws-wiz&aep=107&cs=0&mstk=AUtExfDGEpTPaPNiiOvi4_k0jti8oV-3H_4Fih0jgohrSC4Rvn3WCezGKo3M1AXmg2cZ9-pZYEpNGzIjY6RZfOocCyKeMiLrN-OMRwQElLOQIAGyjDm2SlhyLY77OUL9B0esnrLCVQoxGEY37J0Vc6ye1SIzjaaeKqTINXr4uK-xnPz_--NwlDyNuKZe9nSsifwZorqHQGoeSZAFp4j8B_BHOikSS_6ZC9B0IPX3FiqegW5D3uqho_GBCG0PGyB-QwxElRJ89ErLL_8liA&csuir=1&mtid=Fccaar-FIuKPxc8P4rq32Q0 

czwartek, 28 maja 2026

dwudziesty ósmy maja

 Albo weźmy alfabet. Większość ludzi używa alfabetu łacińskiego. Myślę, że tak jest dlatego, że najzgrabniej pozwala na zapisanie i odczytanie tego, co autor miał na myśli. Dzieci uczą się czytać i pisać błyskawicznie w porównaniu z takim na przykład chińskim. A Chińczycy i tak zaczynają od łacińskiej transkrypcji podstawowych znaków chińskiego pisma. Ale nie o tym. Modernizacja Turcji zaczęła się od błyskawicznego przejścia na alfabet łaciński (trzy miesiące). Śmiem twierdzić, że ze względu na cyrylicę modernizacja Rosji nie nastąpi nigdy. I tu pojawia się problem Ukrainy. Moim zdaniem przyjęcie Ukrainy do UE powinno spowodować jak najszybsze wprowadzenie łacinki. Powiecie - a co ze spuścizną literacką? - Zastanówmy się, czy w naszym Kraju czyta się Mickiewicza czy Sienkiewicza? Ile u nas jest ludzi, którzy nie czytają wcale? Nie ma się zresztą czemu dziwić, bo w internecie króluje mem, czy filmik. 

sobota, 16 maja 2026

szestasty maja

 Nie zmieniłem trybu życia ani diety, a mimo to masa zaczęła spadać. W ciągu dziesięciu dni o 2,6 kg. Nie wiem o co chodzi. Wczorajszy pomiar pokazał 79,3. Żebym tylko nie zrobił sobie krzywdy zbyt gwałtowną utratą masy.

poniedziałek, 11 maja 2026

jedenasty maja

 Co z tego, że uciekł? Nie macie ważniejszych spraw do załatwienia? Prędzej czy później dopadnie go sprawiedliwość. Skandalem nie jest to, że uciekł, lecz to, że wszyscy tak się tym emocjonują.

niedziela, 10 maja 2026

dziesiąty maja

 Albo weźmy walkę pokoleń. Sprawy między Ukrainą i Rosją układają się mniej więcej tak, jak pomiędzy dziećmi a rodzicami. Do pewnego czasu przewaga rodziców jest miażdżąca i oczywista.Później następuje równowaga. Wreszcie to potomstwo jest tym silniejszym i mądrzejszym uczestnikiem relacji. Myślę, że właśnie teraz zachodzi odwrócenie wektorów. Naród ukraiński jest gotowy do zdominowania stosunków z Rosją i tylko patrzeć jak Rosjanie będą masowo przeprowadzać się do Ukrainy w poszukiwaniu normalnego życia.

sobota, 9 maja 2026

9 maja

 Dom stał w ogrodzie. W ogrodzie rosły bzy. Białe i kolorowe. Pojedyncze, podwójne i potrójne. Także te o wielkich kwiatach nazywane tureckimi. W połowie maja zaczynało się szaleństwo. Bukiety i naręcza stały we wszystkich możliwych i niemożliwych naczyniach. Obdarowywaliśmy bukietami wszystkich. Nosiłem bez do szkoły i do znajomych. W domu pachniało bzem. Zauważyłem, że zapach ściętego bzu różnił się od zapachu dobiegającego przez otwarte okna. Jaka szkoda, że zapachu nie ma jak utrwalić. i zachować na resztę roku. 

wtorek, 5 maja 2026

piąty maja

 Albo weźmy żal. Często słyszy się pytanie: jakich decyzji żałujesz?

No zastanówmy się. Rozmyślania takie nie mają sensu. Jeśli ktoś zadaje mi takie pytania, myślę sobie, czasem też mówię: a chcesz w ryj ? Co innego gdy pytanie brzmi: jakich decyzji się wstydzisz? Trochę by się tego znalazło, ale nie mam zamiaru się tym chwalić. Wydaje mi się, że osiągnąłem stan Świętego Spokoju i żyję w Świetlanej Przyszłości. Absolutnie nie mam się czym martwić i tak jak w piosence Starszych Panów podśpiewuję sobie "wesołe jest życie staruszka".

" ... i ta trwoga, i ta trwoga, trudna rada,

że się nie wie czy się człowiek dla dam nada

Ale z drugiej strony z chwili takiej wdzięk, 

Gdy rozwieje dana dama taki lęk..." 

sobota, 2 maja 2026

drugi maja

 Już w połowie maja w sumie mojego kredytu do spłacenia, pojawi się jedynka z przodu. Dobrze idzie. Mam już pewność, że w połowie przyszłego roku pozbędę się tego garbu i zacznę żyć tak, jak zawsze chciałem. Podróżować, podróżować i podróżować. Wracają też myśli o emigracji do ciepłych krajów. Podobno najtańsze jest życie w Portugalii. Można wynająć mieszkanie za 500€ czyli jakieś 1700 zł i za trzy pozostałe tysiące żyć jak król na portugalskiej wsi lub w małym miasteczku. Jak będzie - zobaczymy. Zdrowie jest, kasa jest, więc czego miałoby mi brakować? 

środa, 15 kwietnia 2026

pięrnasty kwietnia

 Albo weźmy muzykowanie. Dawno temu grałem w kilku kapelach. Potem tylko okazjonalnie, solo i raz w duecie, na różnych imprezach. Tak przyszło mi do głowy, że mam Wnuczkę, grającą i śpiewającą Wnuczkę. Co więc przeszkadza byśmy pomuzykowali razem? I dlaczego do tej pory nie pomyślałem o tym?

sobota, 4 kwietnia 2026

czwarty kwietnia

 Rozmawiałem wczoraj z Wnukiem o różnościach. Zeszło na sztuczną inteligencję. Obaj nie znamy definicji prawdziwej inteligencji i obaj nie robimy testu IQ z ostrożności. Bo a nuż?

piątek, 3 kwietnia 2026

trzeci kwietnia

 Albo weźmy muzykę. Jeden dziewiętnastowieczny wyczynowiec powiedział:" każda sztuka dąży do tego by być muzyką". Jak jest w rzeczy samej nie wiem, jednak tylko muzyka wywołuje u mnie "ciary". Napisałem kiedyś o tym, że dziś muzyka jest piosenką. Z takim myśleniem dziś bywa różnie. Internet daje taką podaż, że sam nie mogę tego ogarnąć. Czasami postanawiam sobie słuchać muzykę bez żadnego klucza. Wychodzą z tego najdziksze łamańce i zazwyczaj wędruję na takie manowce, że sam się z siebie śmieję. Mam jednak kilka kotwic. Bitelsi, Mozart, Szopen, ELO, ale także ABBA, i najciekawsze: Tico-Tico no Fubá. Zawsze gdy trafiam na ten utwór, obojętnie w jakim wykonaniu, słucham od deski do deski. Także ukraińska muzyka ludowa w takiej diskouraińskiej aranżacji. 

środa, 1 kwietnia 2026

prima aprilis

 Pierwszy był Ford Capri. Piękna czerwona maszyna z dwoma metrami maski z przodu i bagażnikiem wielkości damskiej torebki. Potem jeden czy dwa maluchy. Pierwszy nowy samochód kupiłem w 1997. To był Cinquecento, o którym mechanicy mówili że po przejechaniu stu tysięcy kilometrów należy go wyrzucić. Przejechałem dwieście tysięcy. Potem już w dwudziestym pierwszym wieku przyszedł czas na Fiata Brava. To tym autem wykonałem rekordowy dystans na jednym baku: osiemset kilometrów. Gdy się zużył krótko jeździłem dwudziestoletnią skodą Favorit, którą kupiłem od pierwszego właściciela za dwieście złotych. Potem Fiat Panda z silnikiem diesla, który prawie nic nie palił, za to ciągle się psuł. I przyszła pora na hyundaya i10. Znowu czerwony, którego z biedy musiałem sprzedać po czterech latach. Od tamtej pory nie myślę o własnym samochodzie. Największe podróże wykonałem samochodami z wypożyczalni. Teraz od wielkiego dzwonu korzystam z córczynej skody fabia. Byłem nią w Italii i Francji. 

poniedziałek, 23 marca 2026

dwódziesty trzeci marca

 W dzieciństwie jakoś tak się zdarzyło, że nie przeczytałem Dzieci Kapitana Granta Julesa Verne. To dziwne, bo czytałem wtedy Wszystko jak leci. Może akurat ta książka nie leciała, albo nie było jej w domu. A teraz przyszedł czas na uzupełnienie tej luki w mojej erudycji. Do Internetu więc. Ściągnąłem tę pozycję jakiś czas temu, a wczoraj zacząłem czytać wśród nocnej ciszy. Przyjemność mam z tego podwójną. Doskonała opowieść i ten przekład. Podejrzywam początek zeszłego wieku, lub lata wcześniejsze. Może nawet anonimowy przekład z 1868 roku drukowany w odcinkach? Historia opowiedziana w taki sposób jest moim zdaniem ciekawsza i oddaje klimat epoki. To się nie czyta. To się smakuje. Przypomina mi to pierwsze czytanie Robinsona Crusoe. Też archaiczny przekład i moje zdziwienia na każdej stronie.

sobota, 21 marca 2026

pierwszy dzień wiosny

 Albo weźmy czas, a zwłaszcza pojawiającą się czasem refleksję: ile jeszcze go mam? Dawno temu, tak jak wszyscy byłem nieśmiertelny. Jako dwudziestolatek, pamiętam, wyobrażałem sobie siebie w dwutysięcznym roku, miałem mieć wtedy, o zgrozo, czterdzieści siedem lat! Gdy osiągnąłem ten wiek, zacząłem myśleć jak daleko w dwudziesty pierwszy wiek będę się zapuszczał. Potem, gdy przyszły wnuki myślałem czy doczekam aż pójdą do szkoły, wyrosną i rozmnożą, robiąc ze mnie pradziada. Dziś patrzy na to, że prawnuki są w moim zasięgu. Pytanie Ile jeszcze wciąż się pojawia, choć już nie tak często. W twarzy niezłego zdrowia, niewielkiego brzucha i nieznacznie, ale systematycznie spadającej masy ciała jestem pełen optymizmu. 

czwartek, 19 marca 2026

dziewiętnasty marca

 Kask zamówiłem przez Internet, jakoś w zwykłym sklepie nie mogłem się zdecydować, albo oferta była mizerna. Będzie w sobotę. Dziś pięć kilometrów i trzy tysiące kroków. Myślę co dzień zwiększać oba komponenty, a też rozciągam się i ćwiczę w domu. Coraz więcej mi się chce. Jutro Słońce przejdzie na północną stronę równika i przez coraz większą część doby będzie mnie grzać.

Na wierzbach pokazała się najczystsza, najzieleńsza zieleń. Forsycje przepysznie pysznią się pyszną żółcią. Puchną magnoliowe pąki. Zaraz wszystko przyśpieszy i przybędzie tlenu w powietrzu. Radujmy się.   

środa, 18 marca 2026

siedemnasty marca

 No to kupiłem sobie rower. Jest piękny. Przełożyłem ze starego dzwonek i mocowanie telefonu. Wczoraj przejechałem 3,5 km. Dziś 5,5 i poczułem w nogach za bardzo. Nic. Za parę dni przyzwyczaję się i znowu będę dzień w dzień przejeżdżać 15-20 km. Zamówiłem lusterko i myślę jutro kupić kask (przydatny także przy większym pijaństwie). 

Nadpłacam kredyt regularnie i od stycznia rata zmniejszyła się o sześćdziesiąt złotych. Wychodzi na to, że od września przyszłego roku, pierwszy raz od niewiadomokiedy zacznę oszczędzać. To może być nawet 15 000,00 złotych rocznie. Zacznę wówczas na poważnie podróżować. 

sobota, 14 marca 2026

czternasty marca

 Dziś, pierwszy raz w tym roku, wyszedłem na pole odziany w sandały i szorty. Niestety, podobnych wydarzeń nie dokumentowałem w zeszłych latach, nie wiem czy to rekord, czy może nie. Było miło. 

Myślę kupić nowy rower. Ponadtrzydziestoletni, którym dotąd jeździłem, uległ jesienią wypadkowi, w którym stracił przerzutkę i nie chcę już go reanimować. Myślę, że w kwietniu, po otrzymaniu trzynastej emerytury, zrobię rajd po rowerowych sklepach w Krakowie i dobiorę coś na miarę dwudziestopierwszowiecznych oczekiwań. Najwięcej chciałbym lekki jak piórko rower karbonowy, cokolwiek to znaczy, tylko, te ceny. Jednak i aluminiowy będzie miłą odmianą. Chcę i muszę dużo się ruszać, jednak przy obolałym biodrze nie mogę za bardzo chodzić, czy biegać. Od kilku miesięcy waga uporczywie nie chce zejść poniżej 80 kg.

Podjąłem wyzwanie aby do połowy przyszłego roku spłacić kredyt. Wiem na co przeznaczę zaoszczędzone na ratach środki. Będę podróżował. W tylu miejscach jeszcze nie byłem. Może więc za rok, czy dwa pojadę za Południowy Krąg Polarny i doświadczę dwudziestoczterogodzinnego dnia gdzieś na Antarktydzie?

poniedziałek, 2 marca 2026

drugi marca

 Znowu się kotłuje na Bliskim Wschodzie. Przyczyny ataku Izraela na Iran są oczywiste: Bibi musi wciąż wojować, bo tylko w ten sposób uniknie więzienia, ale Pomarańczowy? - w oczywisty sposób dał się podpuścić. Gdy w tle mamy ciągle akta Epsteina, to i jemu ta wojna jest jakoś na rękę. W rezultacie mamy zadymę, w której giną ludzie, rosną ceny ropy, ludzie patrzą na nią z lękiem na całym świecie. Nie ma rady żyjemy w ciekawych czasach.

Do Krakowa wkroczyła wiosna na pełnej kurwie. Nie wiadomo jak się ubierać i widać na mieście kreacje najprzeróżniejsze. Od gołych nóg i ramion po palta, czapki i szaliki. Myślę kupić nowy rower a tu, masz ci los, najbliższy salon zlikwidowany. Dziś pocałowałem klamkę, gdy chciałem coś wybrać.

Wczoraj umarł Wojtek. Mąż drugiej Babci. Słabo go znałem ale lubiłem. Matylda, gdy już się wypłakała i wysmarkała powiedziała jakoś tak: na pewno poszedł teraz z Zygzakiem na ryby. Zygzak, to ukochany pies Wojtka, który odszedł w zeszłym roku. 

czwartek, 26 lutego 2026

dwudziesty piąty lutego

 Albo weźmy wojnę. Z jakichś przyczyn jedni zabijają drugich w imię wiary, ideologii, chciwości, potrzeby dominacji i czego tam jeszcze. A ludzie jakoś się przystosowują. Wojskowi są w pracy 24/7. Cywile normalnie chodzą do pracy, wychowują dzieci i odpoczywają. I bawią się. Ta wojna cały czas jest w tle, jednak myśleć o niej wciąż nie da się, bo można zwariować. Wydaje mi się, że naród w Rosji zwariował już dawno,a reżim to szaleństwo wciąż nakręca. Czytałem o tym, że już w przedszkolach indoktrynuje się dzieci do wojennych zachowań. Turcy mieli swoich janczarów a Niemcy swoje HJ. Tak się zastanawiam: co będzie gdy wojna się skończy? Bo każda się kiedyś skończyć musi. Jak będą żyć ludzie w Rosji? W Ukrainie - wiadomo. Odbudowy i radości z odzyskanej wolności starczy im na długo. A w Rosji? Czy Rosja upadnie? Pewnie nie. Zal jednak ludzi, którzy nauczeni posłuszeństwa będą próbowali normalnie żyć. I co to dla nich znaczy normalnie? Cały kraj, przez szaleństwo kolejnego cara, zostanie przeniesiony w dziewiętnasty wiek. Rozpacz.

poniedziałek, 23 lutego 2026

dwudziesty trzeci lutego

 Chyba kiedyś już o tym pisałem, ale chcę wrócić do wydarzeń z 2015 roku, bo tak. Prowadzałem się wówczas z przyjaciółką malarką. Wciąż nie daje mi spokoju rozmowa sprzed wyborów prezydenckich. Jechaliśmy Marszałkowską na północ w okolicach Hożej. Zdziwiony myśleniem Igiełki, która uważała Dudę za lepszego kandydata na prezydenta od Komorowskiego spytałem, czy pisowski rząd był lepszy. pod względem poczucia bezpieczeństwa. Odpowiedziała, że tak. Nie mogłem się z tym zgodzić i powiedziałem o tym, że wraz z pisiorstwem zrobi się duszno. Oczywiście miałem rację i myślę, że wyszło na moje. Jeśli to czytasz Igiełko, to zrozumiesz dlaczego zerwałem kontakty z Tobą.

środa, 18 lutego 2026

osiemnasty lutego

Zacząłem oglądać "Ołowiane Dzieci". Ciężka sprawa. Beznamiętna narracja, doskonale obsadzona główna postać, wybitna muzyka. W ogóle ach i och. Jednak oglądam na raty krótsze niż odcinek. Podobno historia prawdziwa. Pokazuje w jak absurdalnym porządku żyliśmy. 

Jakoś w zeszłym roku trafiłem na amerykański film „Erin Brockovich”. Tematyka podobna. Jednak nie zrobił na mnie takiego wrażenia. 

W środku dnia

 Ponad pięćdziesiąt lat temu poznałem dziewczynę, która w uroczy sposób używała frazy "kulawy kotek szedł sobie drogą". Robiła to zamiast.

 

niedziela, 15 lutego 2026

piętnasty lutego

 W piątek odwiedziłem pobliski bazarek i zdumiony młodą kapustą w ofercie kupiłem główkę. Dokupiłem w Biedronce dymkę i koperek, a także, z powodu braku suszonych grzybów, sos grzybowy w torebce. Teraz kończę duszenie. Wyszło przepysznie a też na to, że mam co najmniej trzy posiłki główne na trzy dni z dzisiem. 

Kraków odwiedził kolejny Niż Genueński i zasypał śniegiem. Myślę, że ze dwadzieścia centymetrów. Ciekawość, co dziś będzie się działo na ulicach, a zwłaszcza chodnikach. W twarzy braku wiatru zawieja i zamiecia jednak nas nie odwiedziła, ale i tak będzie wesoło. Zastanawiam się czy na dzisiejszy spacer obuć nastojaszcze zimowe buty, czy może jednak kalosze.

Dwadzieścia po piątej. Czas spać. 

sobota, 14 lutego 2026

czternasty lutego

 Dawno temu (ale prawda), gdy byłem młody i piękny (choć to piękno wynikało tylko z młodości), zdarzało mi się podróżować komunikacją publiczną. W tejże komunikacji, jak panbóg przykazał, zimą było zimno, a latem gorąco. I oto latem w takim tramwaju czy autobusie zaczynał się festiwal zapachów. Typowym współpodróżnym był wówczas człowiek płci męskiej, porządnie ubrany i śmierdzący wniebogłosy. Od góry zastarzałym podpachowym potem wydobywającym się z porządnie wyprasowanej koszuli, a nieco niżej wyschniętym moczem z porządnie wyprasowanych spodni, a już całkiem przyziemnie niezapomnianym zapachem przepoconych skarpet. Do dziś te zapachy śnią mi się, choć głosy na temat zapachów w snach są podzielone. Nie budzę się z krzykiem tak jak wtedy nie wybiegałem z kompletnie zasmrodzonego pojazdu, bo jakoś się zaadaptowałem do tych trudnych warunków. Ostatnio zauważyłem że obserwując na ekranie Naćpana z Pałacu czuję echo tamtych smrodów. To dziwne?

sobota, 31 stycznia 2026

trzydziesty pierwszy stycznia

 No proszę, jedna dwunasta roku przeleciała. Jak było? -zimno, ale tylko na polu. I ślisko, choć jak dotąd nie wypierdoliłem się ani razu. Uważam, patrzę pod nogi. Dużo płacę za prąd, którym ogrzewam mieszkanie. Prawie osiemset złotych za dwa miesiące. Dużo śpię, za dużo jem i wypatruję wiosny, gdy będę mógł znowu popracować nad masą. Od kilku tygodni notuję wyniki w okolicach 81 kg. Zastanawiam się nad wakacjami. Niby mam pobukowane noclegi w drugiej połowie sierpnia, ale ciągle korci mnie jednak wyprawa na Bornholm, bo nie był. Autem z wypożyczalni z zainstalowanym bagażnikiem na rower do Kołobrzegu, Promem z rowerem na Bornholm, Tydzień na wyspie, znów do Kołobrzegu i koleją do Krakowa. Może być fajnie.

niedziela, 25 stycznia 2026

dwudziesty piąty stycznia

 Albo weźmy oszczędzanie. Jak powszechnie wiadomo nie warto oszczędzać tradycyjnie czyli odkładać pieniądze w banku. Proponowane w banku odsetki nie rekompensują inflacji. Za to życie w permanentnym kredycie szalennie mi odpowiada. Kiedy przeszedłem na emeryturę płaciłem miesięczną ratę w wysokości 30% moich dochodów. Teraz to już tylko 19%. Tymczasem podjąłem decyzję o jak najszybszej spłacie całego kredytu. Oprócz wyznaczonej przez Bank raty wpłacam niewielką sumę co miesiąc i według ostrożnych obliczeń kredyt zniknie w połowie przyszłego roku. Co ja wtedy pocznę? Czy wystarczy mi na wymarzone podróżowanie do końca życia? W tylu miejscach jeszcze nie byłem.

Jak chodzi o tegoroczne wakacje to po obliczeniu się zrezygnowałem z podróży na  najzachodniejszy skrawek Europy. Będę więc podróżował po naszym pięknym Kraju, z niewielkim zboczeniem do Kłajpedy i Wilna. Powinienem się zmieścić w limicie mojej karty kredytowej powiększonym o Trzynastą Emeryturę.

W Krakowie SMOG. W połączeniu z mrozami i ślizgawką na chodnikach zniechęca do spacerów i to już widać na wadze. W grudniu było 79 kg, a teraz dochodzi do 81 kg, choć już prawie nic nie jem. Wieszczą odwilż, mam nadzieję, że masa mojego cielska spadnie. Tak się zastanawiam: kiedy moja waga w kilogramach zrówna się z moim wiekiem w latach?

wtorek, 13 stycznia 2026

trzynasty stycznia

 Zacząłem się przymierzać do kolejnej Podróży. Tymczasem nie nadaję jeszcze numeru. Na wszelki wypadek. Siedzę sobie w cieple i patrzę jak na polu wali śnieg "jak biały puch z poduszki". Dopracowałem się metody na planowanie takich wydarzeń. Otwieram góglową mapę, specjalny arkusz kalkulacyjny i Booking. Naprzód wyznaczam miejsce pierwszego noclegu dbając o rozsądną odległość. Podczas Podróży Wokół Bałtyku były to odległości dochodzące do sześciuset kilometrów. Dziś już nie jestem taki wyrywny, bo lata lecą a ja nie młodnieję. Później z pomocą Booking wybieram hotel. Czasem potrzeba wielu iteracji, bo albo za drogo, albo za daleko (lub za blisko). Po decyzji, że to właśnie ten hotel, rezerwuję nocleg z opcją "bezpłatne odwołanie". Pamiętając o kłopotach z zaparkowaniem auta w centrach miast, wybieram obiekty położone na uboczu i dokładnie je oglądam w góglowym stritwiu.  Potem wpisuję w arkusz adres, cenę noclegu, nazwę hotelu, odległość i szacunkowy czas jazdy. W takiej kratce na dole arkusza pojawia się całkowity koszt etapu. Czynności powtarzam dla kolejnych punktów aż wrócę do Krakowa. Czasem, gdy nie mogę znaleźć odpowiedniego hotelu wracam do obliczeń i szukam lepszego rozwiązania. Na przykład za chwilę zacznę szukać noclegu w Szwajcarii. Myślę pojechać tak daleko na Zachód jak się tylko da.

wtorek, 6 stycznia 2026

szósty stycznia

 Chwila wspomnień.

Mniej więcej sześćdziesiąt pięć lat temu zostałem pod przymusem zapisany do szkoły muzycznej. Nie wiem co myśleli rodzice, ale ja nie byłem zachwycony. Jednak, siedmiolatek, nie miałem nic do gadania, zresztą wiele w szkole muzycznej podobało mi się. Pierwszy nauczyciel był aniołem cierpliwości i oazą spokoju. To on nauczył mnie podstaw skrzypcowego rzemiosła i rozwijał we mnie zamiłowanie do Muzyki. Niestety od drugiej klasy przejął mnie Profesor S. On znęcał się nade mną. Jego reakcja na najmniejszy fałszyk czy utratę rytmu była, przynajmniej dla mnie, przykra. Szczypał mnie boleśnie w policzek i targał za uszy i włosy. Czasy były takie, że nie śmiałem się poskarżyć nawet rodzicom. Za to bardzo podobały mi się próby i koncerty Orkiestry Szkolnej. Z takich sobie melodyjek ćwiczonych w podgrupach, wyłaniała się podczas próby ogólnej  Harmonia i naprawdę wielka Muzyka. W czasie pierwszej takiej próby czułem wzruszenie do łez i ogólną Gęsią Skórkę. Nauka gry na skrzypcach polegała głównie na wielokrotnym ćwiczeniu różnych kawałków w domu. Latem wychodziłem z ćwiczeniami na taras. Natychmiast gdy zaczynałem grać uaktywniał się Dun, pies zbliżony do owczarka niemieckiego. Wył głośno do ostatniej nuty.