Dom stał w ogrodzie. W ogrodzie rosły bzy. Białe i kolorowe. Pojedyncze, podwójne i potrójne. Także te o wielkich kwiatach nazywane tureckimi. W połowie maja zaczynało się szaleństwo. Bukiety i naręcza stały we wszystkich możliwych i niemożliwych naczyniach. Obdarowywaliśmy bukietami wszystkich. Nosiłem bez do szkoły i do znajomych. W domu pachniało bzem. Zauważyłem, że zapach ściętego bzu różnił się od zapachu dobiegającego przez otwarte okna. Jaka szkoda, że zapachu nie ma jak utrwalić. i zachować na resztę roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz