środa, 15 kwietnia 2026

pięrnasty kwietnia

 Albo weźmy muzykowanie. Dawno temu grałem w kilku kapelach. Potem tylko okazjonalnie, solo i raz w duecie, na różnych imprezach. Tak przyszło mi do głowy, że mam Wnuczkę, grającą i śpiewającą Wnuczkę. Co więc przeszkadza byśmy pomuzykowali razem? I dlaczego do tej pory nie pomyślałem o tym?

sobota, 4 kwietnia 2026

czwarty kwietnia

 Rozmawiałem wczoraj z Wnukiem o różnościach. Zeszło na sztuczną inteligencję. Obaj nie znamy definicji prawdziwej inteligencji i obaj nie robimy testu IQ z ostrożności. Bo a nuż?

piątek, 3 kwietnia 2026

trzeci kwietnia

 Albo weźmy muzykę. Jeden dziewiętnastowieczny wyczynowiec powiedział:" każda sztuka dąży do tego by być muzyką". Jak jest w rzeczy samej nie wiem, jednak tylko muzyka wywołuje u mnie "ciary". Napisałem kiedyś o tym, że dziś muzyka jest piosenką. Z takim myśleniem dziś bywa różnie. Internet daje taką podaż, że sam nie mogę tego ogarnąć. Czasami postanawiam sobie słuchać muzykę bez żadnego klucza. Wychodzą z tego najdziksze łamańce i zazwyczaj wędruję na takie manowce, że sam się z siebie śmieję. Mam jednak kilka kotwic. Bitelsi, Mozart, Szopen, ELO, ale także ABBA, i najciekawsze: Tico-Tico no Fubá. Zawsze gdy trafiam na ten utwór, obojętnie w jakim wykonaniu, słucham od deski do deski. Także ukraińska muzyka ludowa w takiej diskouraińskiej aranżacji. 

środa, 1 kwietnia 2026

prima aprilis

 Pierwszy był Ford Capri. Piękna czerwona maszyna z dwoma metrami maski z przodu i bagażnikiem wielkości damskiej torebki. Potem jeden czy dwa maluchy. Pierwszy nowy samochód kupiłem w 1997. To był Cinquecento, o którym mechanicy mówili że po przejechaniu stu tysięcy kilometrów należy go wyrzucić. Przejechałem dwieście tysięcy. Potem już w dwudziestym pierwszym wieku przyszedł czas na Fiata Brava. To tym autem wykonałem rekordowy dystans na jednym baku: osiemset kilometrów. Gdy się zużył krótko jeździłem dwudziestoletnią skodą Favorit, którą kupiłem od pierwszego właściciela za dwieście złotych. Potem Fiat Panda z silnikiem diesla, który prawie nic nie palił, za to ciągle się psuł. I przyszła pora na hyundaya i10. Znowu czerwony, którego z biedy musiałem sprzedać po czterech latach. Od tamtej pory nie myślę o własnym samochodzie. Największe podróże wykonałem samochodami z wypożyczalni. Teraz od wielkiego dzwonu korzystam z córczynej skody fabia. Byłem nią w Italii i Francji.