czwartek, 20 sierpnia 2026

dwudziesty sierpnia

 Albo weźmy mój angielski. Uczę się tego języka od zawsze. Sam. Efekty tymczasem są mizerne. W podróżach po Europie dawałem sobie jakoś radę. Jakoś. Znam ogromną liczbę słówek, jednak moje zdania są dla umiejących po angielsku zrozumiałe tylko dzięki ich niezwykłej wyrozumiałości. W odbiorze nie jest lepiej. Trzeba do mnie mówić powoli i wyraźnie i zazwyczaj krótkimi, prostymi zdaniami. Prawdopodobnie gdybym zamieszkał w miejscu, gdzie wszyscy mówią po angielsku, po krótkim czasie mówiłbym płynnie i prawie wszystko rozumiał. Od jakiegoś czasu poranne godziny spędzam waląc w komputer i androidowy translator. Uczę się jak dziecko języka ojczystego. Na pamięć. Jest w sieci mnóstwo stron z angielskimi konstrukcjami i to właśnie z nich ładuję sobie pamięć. Czuję, że z z nauką obcego języka jest jak z nauką gry na instrumencie. Dużo ćwiczeń i dużo zapamiętywania. Czy dojdę do takiego stanu, w którym będę mógł czytać w oryginale może nie Szekspira, ale chociaż Kubusia Puchatka? Mam z tej nauki dużo radości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz