niedziela, 27 września 2026

dwudziesty siódmy września

 Albo weźmy sen, a zwłaszcza sny moje.Śpię dużo i chętnie, ale ze śnieniem już tak łatwo nie jest. Śnią mi się różności. Niestety erotyczne rzadko. To są historie z różnych czasów i nie tylko wspomnienia. Czasem prawdziwe fakty z mojego życia wykręcają się w tak nieprawdopodobne historie, że sam się dziwię.Często szukam i nie mogę znaleźć. Idę w nieznane a jakby trochę przewidywalne. Czasami uciekam, ale nie za często. Razem chyba normalnie.Pojawiają się w tych snach ludzie, których znałem i ceniłem, ale też tacy, których znałem i nie cierpiałem. Jestem jednocześnie obserwatorem i uczestnikiem. 

czwartek, 24 września 2026

dwudziesty czwarty września

 Od kilku dni czuję się nad wyraz i nad podziw dobrze. Bóle podczas chodzenia są już niemal niewyczuwalne i ,o dziwo, budząc się rano lub w środku nocy konstatuję, że NIC mnie nie boli. Oprócz tego czuję ponadnormalną ostrość doświadczania rzeczywistości. Myślenie też mam jakby szybsze i bardziej logiczne. Cieszę się bardzo, bo w moim wieku powinienem raczej zmagać się z otępieniem i systematycznie pogarszającą się fizyczną sprawnością. Od czasu, gdy zajmowałem się gasnącą mamą, staram się nieustannie samokontrolować z nadzieją, że dostrzegę u siebie pierwsze objawy otępienia, które tak czy inaczej muszą nadejść. Umówiłem się z Córką, że gdy tylko ona zauważy u mnie pierwsze objawy demencji, natychmiast umieści mnie w domu starców, bo pamiętam jak dużym obciążeniem była dla mnie mama, gdy przestała kontaktować i kontrolować się.

środa, 23 września 2026

pierwszy dzień jesieni

 Co prawda niepełny, bo jesień przyszła tuż po drugiej w nocy, ale witam go z radością. Pogoda też się dostosowała i oto mamy piękny niż z centrum gdzieś między Wilnem i Mińskiem, który dmucha nam z północnego zachodu chłodnym i wilgotnym powietrzem o niezłej jakości (Air Quality Index = 25). Wczorajszy spacer zaowocował pięknymi wrażeniami pobudzającymi prawie wszystkie zmysły. Słuch: szelest opadłych liści spod stóp. Węch: aromat tychże unoszący się w powietrzu. Wzrok: zestawienie mocnej jeszcze zieleni z żółknącymi liśćmi na tle mocno pochmurnego nieba. Dotyk: pojedyncze krople deszczu atakujące nieosłonięte części ciała. I tylko smak leżał odłogiem, chociaż nie, paliłem papierosa który jednak smakował,na tle pozostałych warunków, nieziemsko. Ten czas jest co roku najlepszy dla mnie. Ustępują dolegliwości fizyczne, a rozum wycisza się i jest pełen pozytywnej energii. Przede mną miesiąc błogostanu.

piątek, 18 września 2026

osiemnasty września

 Albo weźmy równonoc Jak sama nazwa wskazuje dzień i noc powinny byś wtedy równe. Ale NIE. Przez własności optyczne Atmosphery. zachód słońca widzimy później, a wschód wcześniej niż zachodzą rzeczywiście. 

Albo sny. Ostatnio dużo i szczegółowo śnię. Czy kolorowo?- nie pamiętam. Tuż przed przebudzeniem zachodzą w moim śnie sytuacje gdy strasznie chce mi się zapalić i z jakichś przyczyn nie mogę. Ciekawość. 

osiemnasty września

 Tak sobie siedzę z miną zadowolonego z siebie idioty i rozmyślam o różnościach. Idiotą może nie jestem, a zadowolony z siebie jestem bardzo. Zdrowie jest, kasa się zgadza, całe dnie i część nocy mam wypełnione rozmaitymi zajęciami i ćwiczeniami, masa ciała spada może nie spektakularnie ale jednak systematycznie (od początku pomiarów trzy i pół roku temu, dziesięć kilo), mój angielski poprawia się (rozumiem już większość dowcipów znajdowanych w Internecie). Czyżby dopadła mnie Swietłana Przyszłość? Niepokoi mnie tylko to, co wyprawia Pajac z Pałacu. No po prostu uwziął się na mnie i wielu Rodaków myślących jak ja. Nie pojmuję jego motywacji. Działa w podobny sposób jak Targowica, a wszyscy wiemy czym się ona skończyła. Dlatego uważam, że nie mieszkając należy go z tego Pałacu wyjebać oczywiście zgodnie z prawem, bo kto mieczem wojuje ten zbiera burzę, czy jakoś tak. 

środa, 16 września 2026

szesnasty września

 Byłem u Pani Doktór na przeglądzie. Czekała na mnie z otwartymi drzwiami gabinetu i poświęciła mi całe pół godziny. Osłuchała mnie szczegółowo i wystawiła pięć skierowań do różnych specjalistów. Pogadaliśmy. Gra na skrzypcach, studiowała medycynę po angielsku w Koszycach. Potrafi myśleć w czterech językach obcych. Jestem oczarowany. Gdybym był młodszy z pięćdziesiąt lat, natychmiast bym smalił cholewki.

poniedziałek, 14 września 2026

czternasty września

 Miałem dziś umówioną wizytę "na przegląd" u Pani Doktór. Na piętnastą. Przyszedłem pięć minut przed czasem, tak na wszelki wypadek. Kwadrans po trzeciej drzwi gabinetu się otwarły i gdy myślałem, że to już moja kolej, Ukazała się procesja, Pani Doktór i mama z chłopcem. Procesja udała się do innego gabinetu na EKG. po jakimś czasie procesja powróciła, a o wpół do czwartej mama z chłopcem wyszli. Pani Doktór prosiła o jeszcze pięć minut cierpliwości, bo musi załatwić teleporadę. Podsłuchiwałem i przy trzeciej teleporadzie nie wytrzymałem i wtargnąłem do gabinetu z kategorycznym żądaniem przepisania wizyty na inny termin. Moje żądanie zostało spełnione, ale gdy powiedziałem no to pa, Pani Doktór zaczęła się tłumaczyć. Mimo potężnego wkurwienia nie krzyczałem na nią i starałem się ją uspokoić. Poprosiłem tylko o to, abym następnym razem już nie musiał czekać. Była wyraźnie zdezorientowana. Pojutrze napiszę o kolejnej wizycie.

niedziela, 13 września 2026

trzynasty września

 Co prawda budzę się teraz samoczynnie i to w różnych godzinach niekoniecznie rano, ale już nie oblewam się porannym wrzątkiem, bo, wiecie, emerytura to nie studnia bez dna z której można czerpać na zapłacenie rachunków za prąd i wodę do woli. Myję się zazwyczaj pobieżnie, a poważne mycie z głową i z goleniem odbywam, by tak rzec, od czasu do czasu. Taki czas będzie jutro, bo umówiłem się z Panią Doktór na przegląd. Jak zwykle w okolicach urodzin poddaję się takiemu kompleksowemu badaniu. Co wyjdzie tym razem nie wiem, ale jestem dobrej myśli.

sobota, 12 września 2026

dwunasty wrześmia

 Albo weźmy czekanie. Czas spędzany w kolejce, czy na peronie lub przystanku. Gdy chodziłem do szkoły w Żyrardowie i jechałem tam, problem nie istniał. Zwykle wpadałem na peron w ostatniej chwili, zziajany i z włosem rozwianym od prędkości. Za to z powrotem było gorzej. Statecznym krokiem wkraczałem na peron i zazwyczaj do planowego czasu odjazdu miałem kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt minut. Jak spędzałem ten czas? Chodziłem i czekałem. Stałem i czekałem. Tu przypomniała mi się taka anegdota: gdzie chodzisz lecz siedzisz, leżysz lecz siedzisz i gdy siedzisz to też siedzisz? - w pyerdlu. I druga, wymyślona przez Lema: choćbyś nie wiem jak się starał nie da się ukryć faktu, że długotrwała podróż kosmiczna wyraźnie pachnie kryminałem. Najczęstszym sposobem na zabicie czasu była obserwacja zegara i odliczanie kolejnych sekund aż moja sekunda zsynchronizuje się z zegarową i dokładnie w chwili odliczenia sześćdziesiąt wskazówka przeskoczy o jedną minutę.No po prostu rozpacz. Pustka w głowie i zupełna bezmyślność. Nie pamiętam kiedy to się zmieniło. Teraz czekając po prostu rozmyślam (nie mylić z myśleniem) o różnościach. Czyżbym miał bogate wnętrze?

Od jakiegoś czasu prawie każdy post przepuszczam przez AI. Jego wnioski są czasem zaskakujące.

piątek, 11 września 2026

jedenasty września

 Bardzo lubię dobrze się czuć. Dlatego nie mogę nadużywać alkoholu. Kiedyś chwile dobrego samopoczucia wywołanego spożyciem były okupowane zwyczajowym kacem, który aż tak bardzo mi nie przeszkadzał. Owszem, czułem się fatalnie, ale szybko o tym zapominałem. Mój zeszłoroczny wybryk, gdy po nadużyciu trafiłem na SOR, nie zaowocował, co dziwne, kacem. Nawet przejechałem własnoręcznie znad morza do Lubina ( oczywiście sprawdziwszy zawartość w  wydychanym powietrzu alkomatem, który zawsze wożę ze sobą). Okazało się, proszę Szanownej Frekwencji, że mój organizm, z wiekiem, ma wyraźnie zmniejszoną tolerancję na alkohol. Dziś bowiem, po spożyciu butelki wina czy dwóch puszek piwa robię się nietomny. Za to kac po takim spożyciu przewyższa wszystkie dotychczasowe. Co prawda nie mam pragnienia, ale czuję się bardzo źle. Ostatnio miałem nawet potężne zawroty głowy od których czułem się zdezorientowany i zalękniony. Mój organizm daje mi wyraźne znaki, że swoje już wypiłem, albo do tego swojego niewiele mi brakuje. Tak cóż ty zrobisz, muszę poprzestać na lampce wina albo jednym piwku.

czwartek, 10 września 2026

dziesiąty września

 Albo weźmy kamery internetowe. Te, które wiszą w różnych miejscach i przekazują na żywo obraz dostępny w Internecie dla każdego. To chyba PNP jest pierwszym z moich znajomych, który wykorzystał tę technologię do ubarwienia wizerunku którejś ze swoich Podróży. Od razu spodobał mi się ten pomysł, a mój pierwszy raz, gdy wystawiałem się przed taką kamerą na ogólnoświatowe pośmiewisko nastąpił dawno temu w Perugii. Cieszyłem się wtedy jak dziecko z nowej zabawki. Później wystawiałem się wielokrotnie i zazwyczaj nie ogłaszałem tego wszem wobec. Najczęściej w Krakowie. Z tym czasem rzeczywistym to też nie jest takie proste. Podczas mojego pobytu w Helu zrobiliśmy z Małolatem eksperyment, z którego wynikało, że dostępny w Internecie obraz jest opóźniony nawet kilkanaście sekund. Zastanawiam się czy nie warto wrócić do tego pomysłu. Przecież kamery są i w Szczecinie i w Braniewie i w Warszawie. Co Szanowna Frekwencja na to?

środa, 9 września 2026

dziewiąty września

 Albo weźmy kręcenie wora. Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym zjawisku od kolegi, który w przeciwieństwie do mnie odbył zasadniczą służbę wojskową, myślałem, że to przenośnia. Niemożliwe  żeby ludzie byli tak okrutni. Niedawno jednak, wspomagając się AI, zgłębiłem temat i ze zgrozą dowiedziałem się o tym, że ten sposób torturowania kotów był w wojsku stosowany. Dlatego dobrze się stało, że major, który przewodniczył komisji wojskowej przed którą stawałem, wyraźnie zlitował się nade mną i zakwalifikował mnie do grupy jedynych żywicieli, co poniekąd było prawdą ale nie całą. Obawiam się, że z wojska wyszedłbym w plastikowym worku.

poniedziałek, 7 września 2026

siódmy września

 Albo weźmy religię. U nas katochrześcijaństwo. Myślę, że to całe kurestwo jest zbudowane na poczuciu winy. Ty jesteś winny temu czy owemu i to ty masz wciąż przepraszać. Przypomina mi się historia mojego Wnuka. Żegnał się przed każdym krzyżykiem, czy innym obrazkiem. Był ufny i jakby zadowolony. Przeszło mu, jak sądzę, po pierwszej spowiedzi. Do komunii przystąpił, bo już nie miał innego wyjścia. Potem, z dnia na dzień, zaprzestał jakichkolwiek kontaktów z katochrześcijaństwem. Jest taka teoria, że poczucie winy może spowodować znienawidzenie obiektu, który to poczucie wymusza. Czy Wnuk nienawidzi? nie wiem, ale z całą pewnością lekceważy. I bardzo dobrze.   

wtorek, 1 września 2026

rozpoczęcie roku szkolnego

 Mój pierwszy epizod wegetariański rozpoczął się wówczas, gdy spotykałem się z Mieszkanką Wieży. Myślałem, że dzięki zmianie diety będę bardziej atrakcyjny, ładniej pachniał, czy jakoś tak. Skończył się po pół roku, gdy zostałem wygnany. To wygnanie przypłaciłem załamaniem nerwowym i ciężką depresją. Potem długo nic i jakieś sześć lat temu zwyczajnie odechciało mi się mięsa. Nie mówię, że nie było innych przyczyn jak na przykład uświadomienie sobie, że zjadając mięso żyję wbrew naturze, bo jestem tylko trochę drapieżnikiem. To w ogóle dziwna sprawa. Ludzie zaczęli jeść mięso w czasach wyjątkowo niesprzyjających dietetycznie. Epoka lodowcowa i te sprawy. Czyli jeśli by nie jedli upolowanego mięsa, zwyczajnie by wymarli.  A weźmy inne naczelne: szympansy prawie nie jedzą mięsa (około 5% diety) a goryle nie jedzą go wcale. To zresztą doskonały przykład dla ludzi dziwiących mi się, że nie jem mięsa "bo mięso daje siłę". Mówię im żeby pomyśleli czy sił brakuje takiemu gorylowi, stuprocentowemu wege. Dopiero dwa lata temu mój lekarz podpowiedział mi, że powinienem od czasu do czasu zjeść rybkę ze względu na zawartość czegoś tam. To jem. raz czy dwa razy w tygodniu. Mój typowy posiłek to czosnek z orzechami włoskimi i ogórkami małosolnymi lub kiszonymi na przystawkę. Danie główne natomiast komponuję z ziemniaków, papryki, pomidorów i cebuli duszonych w mikrofalówce wraz z wędzonym tofu, jajami lub wędzonymi kawałkami łososia (bo bez ości). Między posiłkami jem tarty chrzan i majonez. Łyżkami. I co? Czuję się doskonale. Dobrze, może nawet zbyt dobrze wyglądam. i za cholerę nie mogę zgubić jeszcze jakich ośmiu kilogramów. Myślę z rozrzewnieniem o czasach, gdy ważyłem 62 kg.