Miałem dziś umówioną wizytę "na przegląd" u Pani Doktór. Na piętnastą. Przyszedłem pięć minut przed czasem, tak na wszelki wypadek. Kwadrans po trzeciej drzwi gabinetu się otwarły i gdy myślałem, że to już moja kolej, Ukazała się procesja, Pani Doktór i mama z chłopcem. Procesja udała się do innego gabinetu na EKG. po jakimś czasie procesja powróciła, a o wpół do czwartej mama z chłopcem wyszli. Pani Doktór prosiła o jeszcze pięć minut cierpliwości, bo musi załatwić teleporadę. Podsłuchiwałem i przy trzeciej teleporadzie nie wytrzymałem i wtargnąłem do gabinetu z kategorycznym żądaniem przepisania wizyty na inny termin. Moje żądanie zostało spełnione, ale gdy powiedziałem no to pa, Pani Doktór zaczęła się tłumaczyć. Mimo potężnego wkurwienia nie krzyczałem na nią i starałem się ją uspokoić. Poprosiłem tylko o to, abym następnym razem już nie musiał czekać. Była wyraźnie zdezorientowana. Pojutrze napiszę o kolejnej wizycie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz