piątek, 10 maja 2024

Ursus – Koszalin

 


 

To stało się nagle i była to chyba jedna z niewielu w moim życiu nagłość miła. Choć miałem wtedy pracę, to bezustannie rozsyłałem aplikacje we wszystkie strony świata. Uskrzydlony pewnością, że za chwilę będę miał pracę moich marzeń liczyłem dni do przeprowadzki do Koszalina. To Igiełka podsunęła mi pomysł o rozerwaniu zaklętego kręgu, w którym kręciłem się jak wąż zjadający własny ogon. Wyniosłem się od Mamy w ostatniej chwili gdy miałem jeszcze trochę pieniędzy pozwalających mi mieć nadzieję, że jeszcze będę żył. Pierwszą ówczesną potrzebą było miejsce, w którym mógłbym trochę pomieszkać i w nim rozglądać się za pracą. Przez trzy lub cztery tygodnie schronienia udzielili mi członkowie rodziny. Z rozglądania wyszła praca w WDJ G, a tuż po jej rozpoczęciu zostałem mieszkańcem Hotelu Robotniczego. Miałem więc jakieś widoki na w miarę normalne życie. Ale. Praca była dziwna, bo WDJ G był ciągle w niedoczasie. Polityka firmy doprowadziła do tego, że przyjmowano zdecydowanie za dużo zamówień tak, że wszystkie terminy leżały To prowadziło do ciągłych napięć i krzykiem wyrażanych emocji przez wszystkich pracowników z szefem na czele. Mieszkanie w Hotelu Robotniczym nie było takie złe i co najważniejsze nie było również drogie. Mieszkałem tam z Jurkiem, który pracował “na budowie”, nie pił, nie palił i prawie nie mówił. Oprócz tego często chorował i wtedy mieszkałem sam, bo Jurek chorował u rodziny. To było upalne lato i w pokoju tuż pod niczym nieizolowanym stropem czułem się jak w piekarniku. Właściwie jedyną niedogodnością tego mieszkania był zakaz palenia w całym obiekcie, który omijałem z właściwą sobie bystrością za pomocą wentylatora. Ustawiałem go na parapecie okna tak, by zasysał powietrze z pokoju i swobodnie transportowałem produkty spalania do Atmosphery na zewnątrz. Jednak po uzyskaniu pracy, bez żalu, wyniosłem się stamtąd rozpoczynając koszalińską przygodę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz