sobota, 25 maja 2024

dlaczego Podróż?

 Smak palonego w fajce tytoniu Prince Albert jest głęboko ukryty w mojej pamięci wewnętrznej i wspomniany powoduje uczucie czegoś nieopisanego i bardzo miłego. W czasach, w których mogłem palić legalnie zbierałem każdego centa, aby móc iść do PEWEXU i kupić tam małą torebkę lub dużą puszkę tego specjału, a potem rozkoszować się smakiem dymu do

ostatniego okruszka. 

Jakoś w środku tegorocznej zimy zapragnąłem poczuć znowu ten niepowtarzalny smak. Okazało się jednak, że z nieznanych mi przyczyn nie można tego tytoniu kupić w Europie, a też legalnie sprowadzić z Ameryki. Zacząłem więc kombinować i szukać dojść do kogoś, kto bywa w krajach pozaeuropejskich i może na własne potrzeby wwieźć do Kraju pół kilo tytoniu. I tak szukałem do czasu, aż pomyślałem o wakacjach i wszystkie inne zachcianki rzuciłem w kąt. Zapragnąłem wygrzać się w słońcu nad jakimś ciepłym morzem. Z rozglądania się po mapie wyszło Morze Czarne i plaża w okolicach Burgas w Bułgarii. Zabukowałem więc hotel na dwie doby i jeszcze jeden w samym środku Rumunii, w połowie drogi. Z obliczeń wynikała możliwość poradzenia sobie z kosztami, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu dysponuję samochodem Córki i samochód ten jest zagazowany, co daje o połowę mniejszy wydatek na paliwo w porównaniu z benzyną. Znowu patrząc na mapę zobaczyłem, że z Burgas do Bosforu jest już rzut beretem i wtedy pomyślałem o krótkim wypadzie do Turcji. Wtedy na wierzch wypłynął Prince Albert. Sprawdziłem, że w Turcji można go kupić w każdym sklepie tytoniowym. Dalszy ciąg Podróży ułożył się sam, choć wiedziałem o tym, że będę musiał wziąć kredyt. Ale co tam. Przecież kredyt spłacę z przyszłorocznej trzynastki, a w twarzy faktu, że młodszy już nie będę, nie mogę sobie wszystkiego odmawiać. Już się cieszę na myśl o tym, gdy po powrocie z Podróży, w nowej i dopiero co opalonej fajce ujrzę różowy żar tlącego się tytoniu i otoczę się kłębami wonnego dymu.
 

czwartek, 23 maja 2024

Mama – Antoni – Pan Marek – Ursus

 

To stało się nagle. Doszedłszy do kolejnej ściany widziałem przed sobą NIC. To był upalny lipcowy dzień. Opierając się o nagrzaną przez słońce brązową barierkę Balkonu Z Widokiem Na Spacerniak rozmawiałem przez telefon z Igiełką nie przeczuwając, że to ona podpowie mi jakie jest Rozwiązanie zagadki, którego nie znałem. Nagle zrozumiałem, że jedynym dla mnie wyjściem jest rozerwanie Zaklętego Kręgu.

 c.d.n.

wtorek, 21 maja 2024

dwudziesty pierwszy maja

 Gdy przez okno nie świeci słońce, drzwiami wkrótce wejdzie lekarz.

Głodny niedźwiedź w koło nie zatańczy.

Nie zdradzaj sekretu przyjacielowi, bo on też ma przyjaciół.

Nie proś wilka o pilnowanie owiec.

Robić słonia z muchy.

Lepsze jajko dziś niż kurczak jutro.

Jeśli masz ochotę pracować, usiądź, poczekaj i zobaczysz, że ci minie.

Kto dokładnie wie, czego chce, powinien być na tyle mądry, by zadowolić się połową.


środa, 15 maja 2024

PTNZ №4 zapowiedź pierwsza

 PTNZ №4 jest zaplanowana na połowę sierpnia i trwamać jedenaście dni. Obieżyświat zapakowawszy do niebieskiego auta o pięknym imieniu Jadwiga zapasy jadła i napojów, pomknie w jedną ze stron świata w Podróż, która bynajmniej nie jest zabawą. Naprzód przez Kraje, które w czasach młodości Obieżyświata były tak mocno związane ze sobą, że żyły w jednym obozie. Drugiego dnia Podróż dotrze do jednego z kolorowych mórz. Tam, na plaży, Obieżyświat będzie wystawiał do słońca swój Brzuch, Plecy i wszystkie Członki przez cały dzień, a też badał mokrość i zasolenie wody. Potem Podróż przedostanie się przez most nad Cieśniną, na inny Kontynent i pomknie w kierunku wschodzącego słońca tak daleko, jak Obieżyświat jeszcze nie był. Dalej, na Południe, dotrze do innego Morza, które nazywa się tak, jakby było czyjąś własnością i znów mniej więcej brzegiem tego Morza przedostanie się do najstarożytniejszego Kraju w Europie i nad Morze, które Obieżyświat już widział, jednak z innych pozycji. Podróż będzie się przemieszczała wybrzeżem aż morze się skończy i tu zacznie się Powrót do domu. Zatrzyma się w Hotelu Wśród Winnic i będzie, w ciemnych lochach degustowała miejscowe wina, jednak bez przesady, bo nazajutrz wykona ostatni Etap i stanie w Krakowie. 

licznik : 91

piątek, 10 maja 2024

Ursus – Koszalin

 


 

To stało się nagle i była to chyba jedna z niewielu w moim życiu nagłość miła. Choć miałem wtedy pracę, to bezustannie rozsyłałem aplikacje we wszystkie strony świata. Uskrzydlony pewnością, że za chwilę będę miał pracę moich marzeń liczyłem dni do przeprowadzki do Koszalina. To Igiełka podsunęła mi pomysł o rozerwaniu zaklętego kręgu, w którym kręciłem się jak wąż zjadający własny ogon. Wyniosłem się od Mamy w ostatniej chwili gdy miałem jeszcze trochę pieniędzy pozwalających mi mieć nadzieję, że jeszcze będę żył. Pierwszą ówczesną potrzebą było miejsce, w którym mógłbym trochę pomieszkać i w nim rozglądać się za pracą. Przez trzy lub cztery tygodnie schronienia udzielili mi członkowie rodziny. Z rozglądania wyszła praca w WDJ G, a tuż po jej rozpoczęciu zostałem mieszkańcem Hotelu Robotniczego. Miałem więc jakieś widoki na w miarę normalne życie. Ale. Praca była dziwna, bo WDJ G był ciągle w niedoczasie. Polityka firmy doprowadziła do tego, że przyjmowano zdecydowanie za dużo zamówień tak, że wszystkie terminy leżały To prowadziło do ciągłych napięć i krzykiem wyrażanych emocji przez wszystkich pracowników z szefem na czele. Mieszkanie w Hotelu Robotniczym nie było takie złe i co najważniejsze nie było również drogie. Mieszkałem tam z Jurkiem, który pracował “na budowie”, nie pił, nie palił i prawie nie mówił. Oprócz tego często chorował i wtedy mieszkałem sam, bo Jurek chorował u rodziny. To było upalne lato i w pokoju tuż pod niczym nieizolowanym stropem czułem się jak w piekarniku. Właściwie jedyną niedogodnością tego mieszkania był zakaz palenia w całym obiekcie, który omijałem z właściwą sobie bystrością za pomocą wentylatora. Ustawiałem go na parapecie okna tak, by zasysał powietrze z pokoju i swobodnie transportowałem produkty spalania do Atmosphery na zewnątrz. Jednak po uzyskaniu pracy, bez żalu, wyniosłem się stamtąd rozpoczynając koszalińską przygodę.

wtorek, 7 maja 2024

siódmy maja

 Jestem pełen podziwu dla działań Rządu w twarzy okoliczności w jakich przyszło mu rządzić. Muszą robić jednocześnie Wszystko. I jeszcze ten Duda, który oprócz kija w szprychy i piachu w tryby nic nie potrafi.

sobota, 4 maja 2024

czwarty maja

 Jestem szalennie zadowolony z tego, że Córka (48) osiągnęła równowagę między potrzebami i możliwościami. Chociaż w pracy ma zapierdol, to jednak taki, jaki umie i lubi. A jeszcze za dobre pieniądze. Dzieci uczą się w miarę swoich możliwości, a moim zdaniem te możliwości są ogromne. Sąd zdjął jej z pleców frankowy kamień, a po zakończeniu postępowania dostanie jeszcze dużo pieniędzy. U mnie taki stan rzeczy wywołuje może nie euforię, ale na pewno doskonałe samopoczucie. Podczas ostatniej naszej rozmowy powiedziałem: to już wcale nie ma się czym martwić? jak żyć?

czwarty maja czwarta cztery

 Właśnie usłyszałem pierwszy dziś" ptasząt śpiew pierzastych". Zastanawiam się co motywuje takie ptaszki do śpiewu. Radość życia czy jednak troska o "idźcie i rozmnażajcie się".

piątek, 3 maja 2024

o wyższości Rzeczywistości nad Rzeczywistością Wirtualną

Albo weźmy wszelkie sztuki i ich oddziaływanie na Człowieka. Wczoraj dowiedziałem się o tym, że Wnuczka (15) celuje w ASP ze szczególnym uwzględnieniem grafiki komputerowej. Ta wiadomość zapłodniła mnie do rozmyślań. Naprzód o wyższości obrazów namalowanych analogowo nad obrazami oglądanymi na ekranie. Po pierwsze obraz namalowany na płótnie czy desce widzimy różnie w zależności od oświetlenia. Inaczej go postrzegamy w świetle słonecznym, a inaczej w sztucznym, jednak w ciemności nie widzimy go wcale, bo swoim zmysłem wzroku rejestrujemy światło odbite. To samo dzieło sztuki oglądane na ekranie czy innym dyspleju wygląda inaczej, bo ekran sam emituje światło i nawet w ciemności widać wciąż, w dobrym przybliżeniu, to samo. Po drugie, Obraz naturalny, a także oczywiście Rzeczywistość, jest liniowy. Można dowolnie zbliżać do niego swoje oczy i wciąż jest ciągły. Można też powiększać do granicy możliwości istniejących przyrządów optycznych i wciąż nie widać jakichkolwiek przerw czy nieciągłości. Oczywiście, używając różnych sztuczek zwiększających powiększenie dotrzemy w końcu do pojedynczych molekuł a nawet atomów, ale zauważcie to już będzie widok przetworzony komputerowo czyli na ekranie. Do wykrycia nieciągłości w obrazie na ekranie wystarcza już tylko stosunkowo niewielkie, na przykład pięćsetkrotne, powiększenie. Już w szkolnym mikroskopie widać jak obraz się rozłazi. Widać w nim dziury pomiędzy istotnymi, kolorowymi obszarami. To znak, że widzimy już piksele, które choć małe na tyle, że zlewają się obserwowane bez powiększenia, nie są jednak połączone ze sobą. Powiększając dalej widzimy obszary w trzech kolorach podstawowych lub NIC, bo to właśnie jest pomiędzy pikselami. Można powiedzieć, że te nieciągłości nie mają wpływu na to jak odczuwamy oglądany obraz. Mam jednak hipotezę, że tak nie jest. Zmysły nie tylko rejestrują. One przede wszystkim interpretują. Większość roboty wykonuje tu mózg i to on odpowiada za sposób w jaki odczuwamy rzeczywistość. Przychodzi mi na myśl poznana i policzona kwestia alikwot. Otóż dźwięk prosty wydawany przez pojedynczą piszczałkę brzmi zupełnie inaczej niż ten sam dźwięk zagrany chociażby na fortepianie. Co więcej, również pomiędzy różnymi fortepianami różnice też są słyszalne. To nie wszystko, bowiem BARWA dźwięku zależy też od wielu innych czynników jak na przykład temperatura otoczenia czy wilgotność powietrza oraz budowa pomieszczenia. Za te wszystkie efekty odpowiadają właśnie alikwoty, czyli dźwięki generowane przez różne rezonanse czy odbicia. Może więc na to jak odczuwamy obraz, a jeszcze z ekranu, mają wpływ te obszary NICZEGO?