Tymczasem pożyczę sobie sam i zobaczę co się będzie działo.
Jest wpół do czwartej. Jak do tej pory dwa razy na FB. Jeszcze nie wieczór, ale myślę, że wiele więcej nie będzie.
No, nie było. Razem trzy.
Tymczasem pożyczę sobie sam i zobaczę co się będzie działo.
Jest wpół do czwartej. Jak do tej pory dwa razy na FB. Jeszcze nie wieczór, ale myślę, że wiele więcej nie będzie.
No, nie było. Razem trzy.
Jeszcze pięć-sześć lat temu, po własnoręcznym przejechaniu pięciuset kilometrów dopiero zaczynałem się rozglądać. Wczoraj przejechawszy trzysta kilometrów byłem już wiotki i dopiero po jednym, drugim kielichu wina zacząłem kontaktować.Po dzisiejszym powrocie zaś, chciało mi się już tylko LEŻEĆ. Okolicznością przemawiającą na moją korzyść był zapewne stan zdrowia, bo wczorajszy wodnisty katar przeszedł dziś w fazę Gęstą i Zieloną. Samo zaś klasowe spotkanie '2025 zostało zdominowane przez jedną Koleżankę. Taki "one woman show". Zaiste buzia jej się nie zamykała, i bardzo dobrze. Każdemu z nas przypomniała wiele zapomnianych sytuacji. Mnie na przykład przypomniała, że pisałem dla niej wiersze ( z cytatami ). W rezultacie było miło. Nikt nie płakał i nikt się nie pochlastał. Skoda tylko, że nie wszyscy z żyjących przyszli.
Jeszcze kilka zdjęć:
Jest taka książka Pratchetta Ciekawe Czasy. Wyrabia się w niej nad wyraz i nad podziw dużo. Jednak nie umywa się nawet do współczesnej rzeczywistości. Wydaje mi się, że stan nazywany ciekawymi czasami trwa od niewiadomokiedy i jakby się pogłębia. Chińska klątwa wydaje mi się sposobem na życie jeśli nawet nie wieczne, to bardzo długie.
Lato, choć marudziło i chłodziło i podeszczywało, odeszło z klasą, chciałoby się powiedzieć "na pełnej kurwie". Jego dwa ostatnie dni z temperaturami dochodzącymi do trzydziestu stopni Celsjusza, Szacun. I tak oto znaleźliśmy się pod wpływem mojego ulubionego znaku Zodiaku. W tym tygodniu wybieram się na spotkanie klasowe. Z doniesień Organizatora wynika, że od ostatniego nikogo nie ubyło. Myślę porozmawiać o planach na przyszłość. Ile by tej Przyszłości nie było, to jednak żyć tak bez celu nie ma, moim zdaniem, sensu. Przy okazji podróży do Żyrardowa myślę odwiedzić jeszcze parę miejsc ważnych i zapamiętanych. Taki na przykład Koszalin, albo Białystok. W końcu nigdzie mi się nie śpieszy, ani nic mnie nie trzyma w Krakowie.
Albo weźmy spanie. Od dłuższego czasu śpię na raty. Naprzód od posiłku głównego do mniej więcej północy. Potem następuje czas nocnej aktywności i około czwartej-piątej do ósmej-dziewiątej śpię dalej. Miałem już tak kiedyś, tylko że wówczas nocą zanurzałem się w czarnej otchłani Auto Cada i wciąż coś tworzyłem albo zmyślałem. Co robię dziś?- czytam, oglądam filmy, gram w szachy z komputerem, albo gotuję. Ostatniej nocy uwarzyłem krupnik. Łyżka staje, a jak jeszcze dodam śmietany, to będę miał pyszną wyżerkę na co najmniej dwa dni.
Nie mogę utrzymać niskiej masy ciała. Było już 76 kg i znowu urosło do osiemdziesięciu. Wiem, to przez brak ruchu. Staram się jeżdżąc rowerem lub forsownie maszerując przepalić dziennie pięćset kalorii. Coraz częściej jednak stwierdzam, że nie chce mi się. Także upały odstręczają mnie od aktywności. Chowam się wtedy po krzakach i parkach, w cieniu.
Nie mogę się zebrać do zrobienia łózka - stelaża do materaca, który kupiłem prawie miesiąc temu. Czekam na czas, kiedy mi się zachce.