wtorek, 29 kwietnia 2025

dwudziesty dziewiąty kwietnia

 Albo weźmy pierwsze razy. Jak już Naprawdę nie mam co robić, zaczynam rozmyślać o swoich pierwszych razach. Pierwszy z pierwszych to zapamiętana chwila, gdy ojciec puścił kij umocowany do roweru i zorientowałem się, że jadę samodzielnie. Pierwsza dwója w szkole. Pierwsza randka z dziewczyną. Pierwszy dzień w pracy. Pierwsza wypłata, której bynajmniej nie przepiłem w całości. Pierwsza wyprawa za granicę. Narodziny pierwszego wnuka. Pierwsza wypłata emerytury z ZUSu.  A co dalej? Niby wiem o tym, że coraz mniej tych pierwszych razów przede mną, choć potencjalnie wciąż nieskończenie wiele, bo nieskończoność to taki zbiór, z którego ile by nie czerpać ,wciąż pozostaje niewyczerpany. Te rozmyślania coraz częściej podszyte są ciekawością: a co z ostatnimi razami? Tych też przybywa. Każdy dzień o zmierzchu jest takim ostatnim razem, bo więcej Tego Dnia nie będzie. Wyruszając w każdą Podróż zastanawiam się czy to właśnie ta ostatnia?

poniedziałek, 28 kwietnia 2025

dwudziesty ósmy kwietnia

 Albo weźmy jednostki. Długość najlepiej mierzyć jednostkami naturalnymi. Sam często, gdy nie chciało mi się wyciągać miarki, mierzyłem odległość stopami, zwłaszcza że wiedziałem o tym, że długość mojej stopy wynosi z rozsądnym przybliżeniem dwadzieścia pięć centymetrów. Dawno temu ( ale prawda ) ludzie kombinowali podobnie. Co prawda trudno było pogodzić się czyja stopa miała być wzorcem. Słusznym więc było aby sprzedający miał stopę jak najmniejszą. Nie mniej słusznym było zaś, aby kupujący miał jak największą. Można sobie wyobrazić jak podczas transakcji kupna-sprzedaży czegoś co ma długość, zawierano kompromisy. Czy nie wówczas ukuto pojęcie średniej arytmetycznej? Nasuwa się pytanie, co było pierwsze  stopa czy cal. Do tej pory myślałem, że cal wziął się z długości końcowego fragmentu kciuka, jednak przygotowując się do tego posta przeczytałem o tym, że cal to potrojona długość średniego ziarna. Myślę, że cal połączono ze stopą przypadkowo. Ktoś zauważył, że biorąc tuzin cali dostajemy bardziej poręczną jednostkę do większych długości i jednocześnie jest ona zadziwiająco zbliżona do stopy. Potem już poszło: trzy stopy to yard, pręt (pole) to 5,5 yarda, łańcuch (chain) to 4 pręty, furlong to 10 łańcuchów (660 stóp) i wreszcie mila czyli 8 furlongów. Moim zdaniem potworny bałagan, ale czym jest zdrowy rozsądek wobec TRADYCJI?

Ze znanym i lubianym metrem też było niezłe zamieszanie. Podejrzywam, że Francuzi, którzy zawsze chcieli udowodnić Brytyjczykom, że są sprytniejsi, wypromowali nową jednostkę miary równą 10^-7 długości mierzonej wzdłuż południka paryskiego od równika do bieguna. To było pod koniec osiemnastego wieku. Od tamtej pory definicja zmieniała się wielokrotnie, aż całkiem niedawno, sześć lat temu podłączono metr do prędkości światła, chyba ostatecznie, choć kto wie?

Jeszcze anegdota: często mówię, że cal, to 2,54 cm, co łatwo zapamiętać, bo to jedna dwunasta stopy angielskiej (30,48 cm), a ta czwórka cyfr to nic innego jak dawny numer telefonu mojej Ciotki.

sobota, 26 kwietnia 2025

dwudziesty szósty kwietnia

 Przez kilka dni nie dało się czytać gazet, ani oglądać jedynego programu telewizyjnego, do którego, od jakiegoś czasu, w miarę regularnie zaglądam. Wszędzie królowała żałobna czerń, a w i9:30 większość materiałów to transmisje i komentarze z Rzymu. Taki stan rzeczy sugerował, że wyłącznie tym powinienem się interesować, a w każdym razie o tym i tylko o tym powinienem być dobrze poinformowany. A co jeśli nie życzę sobie? 

Dużo czytam. Teraz książkę - reportaż „Rowerem przez II RP" napisaną przez Bernarda Newmana z UK. Oglądany z zewnątrz obraz Polski z 1934 roku jest dla mnie fascynujący. Newman opisuje normalny (na miarę tych czasów) kraj europejski, gdzie oprócz stanu dróg wszystko jest takie jak trzeba. Czego innego uczyli mnie w szkołach. Historia to taka dziwna nauka, którą można udowodnić wszystko, co tylko jest akurat zbieżne z aktualną doktryną. Lem pisał, że historia ma tyle odsłon ilu historyków zarówno hołubionych jak i kaźnionych. W swojej książce Autor posługuje się, a jakże, imperialnymi jednostkami miar i zauważyłem, że choć zamieniam automatycznie stopy na metry, czy cale na centymetry, to taki na przykład kamień (stone) do tej pory był mi nieznany. Ze zdumieniem wyczytałem z WIKI o tak dziwnej jednostce jak 1 dram [dr] = 27 i 11/32 grains ≈ 1,77184519 g. To mogli wymyślić tylko Anglicy.

poniedziałek, 21 kwietnia 2025

dwudziesty pierwszy kwietnia

 Obudziło mnie dziś wyjątkowo natarczywe i natrętne bicie w dzwony. Wyjaśnienie tego kurestwa przyszło natychmiast gdy tylko podłączyłem się do Internetu. Umarł człowiek. Skądinąd sympatyczny i dający się lubić. Tylko czy ma sens zakłócanie życia kogokolwiek z nas, a już najwięcej mojego, gdy ktoś umiera? Dla mnie to sensu najmniejszego nie ma. Przecież to naturalne, że ludzie umierają. Później dowiedziałem się, że umarł z powodu udaru. Po naszemu szlag go trafił.

zagadka -124.1

 Zaczepiła mnie wczoraj para cyklistów z Czech. Pytali o drogę. Pan powiedział "zakrezowek" z wyraźnym znakiem zapytania. Dokąd chcieli jechać?

Moja walka z masą. To już siedemset dwudziesty piąty dzień. Wciąż jednak nie zbliżam się do założonego celu. Niby wiem, że powinienem więcej się ruszać i mniej kalorycznie się napychać, ale w codziennej praktyce różnie z tym bywa. Mój rekord ustanowiony pierwszego listopada ubiegłego roku to 76,9 kg. W ostatnią sobotę waga pokazała 77,9 kg.

niedziela, 20 kwietnia 2025

dwudziesty kwietnia

 Dziś, rozmawiając z Córką o Karolu, który siedzi sobie w norze (swoim pokoju) i wygląda na zadowolonego z takiego stanu rzeczy, uświadomiłem sobie, że ja też tak mam. Siedzę sobie w swojej norze, gdzie nikt ode mnie niczego nie chce i ja też nic od nikogo nie chcę i bardzo mi z tym dobrze. 

W outsajdzie zaczyna się wielkie kwitnienie. Dziś widziałem i wąchałem czeremchy, bzy i narcyzy. Tylko patrzeć jak zapłoną kasztany i głogi.

Wszelkie święta, ogólnie dni wolne od handlu, rymują mi się wyłącznie z niedogodnościami. W twarzy faktu wyłączenia lodówki jakiś rok temu, muszę kombinować z zakupami. Daję radę, ale po co?

sobota, 19 kwietnia 2025

19 kwietnia

 Chyba już gdzieś o tym pisałem. A co, jeśli nie Plan, ale Gra? Z mojego punktu widzenia Gra jest o niebo ciekawsza. Wyobraźmy sobie, że poziomów Gry jest nieskończenie wiele i nie wszystkie wejścia na kolejny level powodują wymazanie pamięci, bo wiadomo przecież, że ilość informacji, którą może pomieścić dowolnie duży układ, jest jednak ograniczona. Nie da się więc pamiętać wszystkiego w nieskończoność. 

Kilka dni temu miałem dłuższą rozmowę z pewnym znajomym Ukraińcem. Przed tą rozmową myślałem, że pięćdziesięcioletni mężczyzna powinien jednak choć trochę iść na wojnę. Po tej rozmowie już tak nie myślę. Walczył bowiem cztery lata w czasie gdy Rosja zabierała Krym. A teraz pracuje na dwóch etatach i sam utrzymuje całą rodzinę, dużą rodzinę, która pozostała w Ukrainie. Jest chłopem, z odziedziczonym sporym kawałkiem ziemi. Do niedawna ziemię uprawiali rodzice. Teraz już nie mogą, bo są za starzy. On wyjechał do Polski jeszcze przed agresją. Powiedział tak: jeśli wrócę do Kraju, natychmiast  pójdę na front a cała moja rodzina bez środków do życia "в яму".

środa, 2 kwietnia 2025

PTNZ №6 zapowiedź pierwsza

 To pewna niekonsekwencja, ale Podróż szósta odbędzie się przed piątą. Gdy obliczyłem koszty piątej wyszła mi możliwość, w ramach zgromadzonych środków, wykonania takiej małej eskapady. Szczegóły wkrótce.

Nie powinienem nazywać Podróży eskapadą, wszak nie uciekam. Jeden z moich ulubionych bohaterów, Rincewind, mawiał, że nieważne jest dokąd się ucieka, lecz przed czym. W Podróży odmiennie. Właśnie Dokąd jest kluczowe. 

Czasami ciemną nocą podróżuję po całym świecie z Góglem i całkiem niedawno przyszedł mi do głowy taki myśl: ile jest miejsc, które się zdezaktualizowały? Zacząłem je kolekcjonować i tak powstał konspekt Podróży. Będzie to więc Podróż, a jednocześnie walka z czasem, do miejsc, które wyglądają inaczej niż u Gógla. Może powinienem ją nazwać Zdążyć przed Góglem?

A teraz prośba do Szanownej Frekwencji: Pomożecie powiększyć kolekcję?