Albo weźmy pierwsze razy. Jak już Naprawdę nie mam co robić, zaczynam rozmyślać o swoich pierwszych razach. Pierwszy z pierwszych to zapamiętana chwila, gdy ojciec puścił kij umocowany do roweru i zorientowałem się, że jadę samodzielnie. Pierwsza dwója w szkole. Pierwsza randka z dziewczyną. Pierwszy dzień w pracy. Pierwsza wypłata, której bynajmniej nie przepiłem w całości. Pierwsza wyprawa za granicę. Narodziny pierwszego wnuka. Pierwsza wypłata emerytury z ZUSu. A co dalej? Niby wiem o tym, że coraz mniej tych pierwszych razów przede mną, choć potencjalnie wciąż nieskończenie wiele, bo nieskończoność to taki zbiór, z którego ile by nie czerpać ,wciąż pozostaje niewyczerpany. Te rozmyślania coraz częściej podszyte są ciekawością: a co z ostatnimi razami? Tych też przybywa. Każdy dzień o zmierzchu jest takim ostatnim razem, bo więcej Tego Dnia nie będzie. Wyruszając w każdą Podróż zastanawiam się czy to właśnie ta ostatnia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz