Dziś, rozmawiając z Córką o Karolu, który siedzi sobie w norze (swoim pokoju) i wygląda na zadowolonego z takiego stanu rzeczy, uświadomiłem sobie, że ja też tak mam. Siedzę sobie w swojej norze, gdzie nikt ode mnie niczego nie chce i ja też nic od nikogo nie chcę i bardzo mi z tym dobrze.
W outsajdzie zaczyna się wielkie kwitnienie. Dziś widziałem i wąchałem czeremchy, bzy i narcyzy. Tylko patrzeć jak zapłoną kasztany i głogi.
Wszelkie święta, ogólnie dni wolne od handlu, rymują mi się wyłącznie z niedogodnościami. W twarzy faktu wyłączenia lodówki jakiś rok temu, muszę kombinować z zakupami. Daję radę, ale po co?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz