Albo weźmy jednostki. Długość najlepiej mierzyć jednostkami naturalnymi. Sam często, gdy nie chciało mi się wyciągać miarki, mierzyłem odległość stopami, zwłaszcza że wiedziałem o tym, że długość mojej stopy wynosi z rozsądnym przybliżeniem dwadzieścia pięć centymetrów. Dawno temu ( ale prawda ) ludzie kombinowali podobnie. Co prawda trudno było pogodzić się czyja stopa miała być wzorcem. Słusznym więc było aby sprzedający miał stopę jak najmniejszą. Nie mniej słusznym było zaś, aby kupujący miał jak największą. Można sobie wyobrazić jak podczas transakcji kupna-sprzedaży czegoś co ma długość, zawierano kompromisy. Czy nie wówczas ukuto pojęcie średniej arytmetycznej? Nasuwa się pytanie, co było pierwsze stopa czy cal. Do tej pory myślałem, że cal wziął się z długości końcowego fragmentu kciuka, jednak przygotowując się do tego posta przeczytałem o tym, że cal to potrojona długość średniego ziarna. Myślę, że cal połączono ze stopą przypadkowo. Ktoś zauważył, że biorąc tuzin cali dostajemy bardziej poręczną jednostkę do większych długości i jednocześnie jest ona zadziwiająco zbliżona do stopy. Potem już poszło: trzy stopy to yard, pręt (pole) to 5,5 yarda, łańcuch (chain) to 4 pręty, furlong to 10 łańcuchów (660 stóp) i wreszcie mila czyli 8 furlongów. Moim zdaniem potworny bałagan, ale czym jest zdrowy rozsądek wobec TRADYCJI?
Ze znanym i lubianym metrem też było niezłe zamieszanie. Podejrzywam, że Francuzi, którzy zawsze chcieli udowodnić Brytyjczykom, że są sprytniejsi, wypromowali nową jednostkę miary równą 10^-7 długości mierzonej wzdłuż południka paryskiego od równika do bieguna. To było pod koniec osiemnastego wieku. Od tamtej pory definicja zmieniała się wielokrotnie, aż całkiem niedawno, sześć lat temu podłączono metr do prędkości światła, chyba ostatecznie, choć kto wie?
Jeszcze anegdota: często mówię, że cal, to 2,54 cm, co łatwo zapamiętać, bo to jedna dwunasta stopy angielskiej (30,48 cm), a ta czwórka cyfr to nic innego jak dawny numer telefonu mojej Ciotki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz