Dzień drugi przeleciał z nadzwyczajną prędkością. W związku z wczorajszymi imieninami ostro przepaliłem rurę główną, w wyniku czego Film Mi Się Urwał i ocknąłem się koło dziesiątej w Ambulansie wiozącym mnie do Szpitala w Gryficach. Takich imienin jeszcze nie miałem. Dwoje przemiłych Ratowników zaglądali w oczy i sprawiali mi wiele radości. Dopiero dziś dowiedziałem się od naocznych świadków o tym, że nie byłem kłopotliwy. Po prostu przewróciłem się na ulicy z Plaży do Pensjonatu. Bez awantur pozwoliłem się przenieść na ławkę i ogólnie byłem bardzo Spokojny. W szpitalu nie było już tak miło. Jedna z Pielęgniar najchętniej rozerwała by mnie na sztuki, a gdy spytałem czy ma męża, udzieliła odpowiedzi wymijającej. Jak powszechnie wiadomo powinnością pacjenta jest cierpliwość. Cierpliwiłem się w szpitalu do drugiej w nocy, gdy dostałem papier, z którego wynikało, że nic mi nie jest. Do pensjonatu wróciłem taksówką i rozpocząłem trzeci dzień Podróży. Nie odważyłem się jechać do Krakowa na raz i stanąłem w Polkowicach.
poniedziałek, 30 czerwca 2025
niedziela, 29 czerwca 2025
PTNZ №6 dzień drugi
Wczoraj nie miałem już siły i padłem bezprzytomny zaraz po przyjeździe, o czym poniżej.
Wyjechałem koło jedenastej. Trzeźwy i wypoczęty, czyli na pełnej kurwie. Po odstaniu około pół godziny w autostradowym korku, wjechałem spowrotem do miasta z dwóch przyczyn. Zapomniałem spakować aparat do pomiaru ciśnienia i ładowarkę do telefonu. Ruszywszy ponownie spod domu porzuciłem myśl o komforcie autostrady i pojechałem przez Olkusz. Miałem do przejechania ponad siedemset kilometrów. Jeszcze sześć lat temu nie zwracałem uwagi na dzienny dystans i spokojnie podziwiałem coraz to nowe widoki, choćby i przez cały dzień. Teraz nie czuję już takiej radości z podróży. Gdzieś po pięciuset kilometrach z pełnej kurwy nie została nawet malutka kurewka. Coraz częściej myślałem: daleko jeszcze? Czyżbym już był za stary na takie figle? Zupełnie poważnie rozważam jakieś międzylądowanie w drodze powrotnej.
piątek, 27 czerwca 2025
dwudziesty siódmy czerwca
Jestem zafascynowany spokojem Premiera. Podejrzywam, że wszystko ma policzone. Czeka na rozwój wypadków i raczej wie kiedy uderzyć. Uderzyć tak, aby uniknąć wymarzonego przez Kreml scenariusza (rozruchy, zamieszki, wojna domowa). W ostateczności wprowadzi stan wyjątkowy.
czwartek, 19 czerwca 2025
dziewiętnasty czerwca
Wyborcza wrzawa nie cichnie. Okazuje się, że Premier dyma małego od dawna, ale dopiero dziś poczuł "fruk w rzętaku"*. Doszli do ściany i już wiedzą, że niedługo wszyscy pójdą do pyerdla. Tak im dopomóż bóg.
* cytat z Lema
poniedziałek, 16 czerwca 2025
szesnasty sierpnia
Albo weźmy białe noce.
W tym zgiełku wyborczym, który ucichł dopiero dziś, gdy PKW wydała ze siebie stanowisko, że nie wie kto wygrał wybory, a co za tym idzie wybory będą powtórzone, siedząc nad wieczorną herbatą zorientowałem się, że do przesilenia letniego zostało tylko parę dni i nastał czas najkrótszych nocy. Natychmiast przykryła mnie fala wspomnień. Gdy, przeważnie nocą, pracowałem na Kolei, pilnie obserwowałem północne niebo i widziałem świecące powietrze całkiem wysoko nad Horyzontem. Albo gdy wizytowałem Małolata w Koszalinie i obserwowałem zachód słońca dużo później niż w Polsce Centralnej. Tak przy okazji: zachód słońca, to dość skomplikowane zjawisko. Wiki mówi o tym, że zmierzchów jest co najmniej trzy. Przypomniały mi się opowieści Pociota o pobycie w Szwecji, gdzie "słońce wciąż spadało nie mogąc spaść" i jeszcze grubo po dziesiątej było zupełnie jasno. Oczywiście Podróż Dookoła Bałtyku podczas której napatrzyłem się białych nocy do syta, Chociaż w najpółnocniejszym punkcie Podróży lało i słońca nie widziałem także w dzień.
W tym roku będę świętował Przesilenie letnie w Krakowie, ale już w pierwszych dniach lipca ruszam w krótką Podróż Na Północ. To może
Zagadka 6.0? Podczas Podróży Szóstej będę nocował w najpółnocnozachodniejszym mieście naszego pięknego Kraju. Jakie jest nazwisko tego miasta.