Albo weźmy białe noce.
W tym zgiełku wyborczym, który ucichł dopiero dziś, gdy PKW wydała ze siebie stanowisko, że nie wie kto wygrał wybory, a co za tym idzie wybory będą powtórzone, siedząc nad wieczorną herbatą zorientowałem się, że do przesilenia letniego zostało tylko parę dni i nastał czas najkrótszych nocy. Natychmiast przykryła mnie fala wspomnień. Gdy, przeważnie nocą, pracowałem na Kolei, pilnie obserwowałem północne niebo i widziałem świecące powietrze całkiem wysoko nad Horyzontem. Albo gdy wizytowałem Małolata w Koszalinie i obserwowałem zachód słońca dużo później niż w Polsce Centralnej. Tak przy okazji: zachód słońca, to dość skomplikowane zjawisko. Wiki mówi o tym, że zmierzchów jest co najmniej trzy. Przypomniały mi się opowieści Pociota o pobycie w Szwecji, gdzie "słońce wciąż spadało nie mogąc spaść" i jeszcze grubo po dziesiątej było zupełnie jasno. Oczywiście Podróż Dookoła Bałtyku podczas której napatrzyłem się białych nocy do syta, Chociaż w najpółnocniejszym punkcie Podróży lało i słońca nie widziałem także w dzień.
W tym roku będę świętował Przesilenie letnie w Krakowie, ale już w pierwszych dniach lipca ruszam w krótką Podróż Na Północ. To może
Zagadka 6.0? Podczas Podróży Szóstej będę nocował w najpółnocnozachodniejszym mieście naszego pięknego Kraju. Jakie jest nazwisko tego miasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz