Znowu w podróży. Miało być rowerem, ale od czasu wyczynów w Pobierowie doznaję uporczywych zawrotów głowy i zwyczajnie boję się jeździć rowerem. No to pojechałem samochodem. Do Tomaszowa Lubelskiego. Muszę się przyznać, że trzysta kilometrów na jeden dzień to akurat tyle na ile mogę sobie pozwolić. Kawał autostradą, a później ponad sto kilometrów drogami bez numerów. Polskie wsie są nieodróżnialne od miasteczek. Domy i domki eleganckie i na bogato. Ogrody kwitnące, infrastruktura komunikacyjna bez zarzutu, patrz chodniki i ścieżki rowerowe. Wszędzie Biedronki, albo chociaż Żabki, choć nie brakuje sklepów innych sieci. W Tomaszowie Lubelskim byłem ostatnio jakieś sześćdziesiąt lat temu przy okazji wczasów w Suścu. W ogóle nie mam porównania - nic nie pamiętam. W hotelowej restauracji pożarłem zupę brokułową i naleśniki ze szpinakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz