sobota, 14 lutego 2026

czternasty lutego

 Dawno temu (ale prawda), gdy byłem młody i piękny (choć to piękno wynikało tylko z młodości), zdarzało mi się podróżować komunikacją publiczną. W tejże komunikacji, jak panbóg przykazał, zimą było zimno, a latem gorąco. I oto latem w takim tramwaju czy autobusie zaczynał się festiwal zapachów. Typowym współpodróżnym był wówczas człowiek płci męskiej, porządnie ubrany i śmierdzący wniebogłosy. Od góry zastarzałym podpachowym potem wydobywającym się z porządnie wyprasowanej koszuli, a nieco niżej wyschniętym moczem z porządnie wyprasowanych spodni, a już całkiem przyziemnie niezapomnianym zapachem przepoconych skarpet. Do dziś te zapachy śnią mi się, choć głosy na temat zapachów w snach są podzielone. Nie budzę się z krzykiem tak jak wtedy nie wybiegałem z kompletnie zasmrodzonego pojazdu, bo jakoś się zaadaptowałem do tych trudnych warunków. Ostatnio zauważyłem że obserwując na ekranie Naćpana z Pałacu czuję echo tamtych smrodów. To dziwne?