niedziela, 27 lipca 2025

dwudziesty siódmy lipca

 Puszczam wodze fantazji. 

Jeśli jutro (28.07.20) prawdziwy Minister Sprawiedliwości wyłączy TK, KRS i nielegalną izbę SN, a także nielegalną Pierwszą Prezes, to nagle znajdziemy się wszyscy w nieznanej od dawna rzeczywistości. Pozostanie tylko wyłączenie CBA i ziobrowych prokuratorów abym poczuł, że nieznośna duchota ostatnich dziesięciu lat ustąpiła i mogę znów oddychać pełną piersią. Nie będzie potrzeby przeliczenia głosów, bo prawdziwy Sąd Najwyższy unieważni sfałszowane wybory. Rozliczenia i wsadzanie tych, którzy zasłużyli, do pyerdla ruszy z kopyta. A jeszcze gdyby opublikować pełną listę robionych Pegasusem i skalę korumpowania mediów...

Przecież sami się zagryzą. I bardzo dobrze.

sobota, 26 lipca 2025

dwudziesty szósty lipca

 A jeśli Premier jest dogadany z Marszałkiem? Na przeliczenie i unieważnienie wyborów wciąż jest czas.

środa, 16 lipca 2025

szesnasty lipca

 Chwila wspomnień.

Nie wiem który to był rok. Imieniny Bratowej, mieszkanie Bratostwa na Gocławiu. Rozmowy, wyżerka i pokaźne ilości alkoholu. Muzyka z magnetofonu, tańców nie pamiętam. Nagle zgasło światło. Przypuszczaliśmy, że to sąsiedzi, zniesmaczeni ilością decybeli spowodowali zwarcie, które wywaliło bezpieczniki w całym bloku. No i cóż począć z tak pięknie rozpoczętym wieczorem? Padło na mnie, czy mógłbym zająć się robieniem muzyki na gitarze? Z największą przyjemnością. Najmniej pijany z gości zabrał mnie swoim maluchem na Reguły, po gitarę. Zupełnie jak w tym dowcipie: już wróciłeś? - nie, ja tylko po gitarę. Repertuar miałem wówczas pokaźny. Do mojego akompaniamentu śpiewali wszyscy, chociaż ze znajomością tekstów było różnie i raczej słabo. Na koniec imprezy zaintonowałem Międzynarodówkę. Myślałem, że to żart, ale tu wszyscy podnieśli pieśń, a znajomość tekstu była stuprocentowa.

wtorek, 8 lipca 2025

ósmy lipca

 Albo weźmy wiecznie skrzywione ryje Rodaczek i Rodaków. Czasem wyraźnie czuję ich pełne nienawiści do wszystkiego emocje. Czasem pytam wprost: a czemu pani/pan taka wkurwiona/wkurwiony? Odpowiedzi dostaję różne, od wzruszenia ramionami, agresywnego milczenia do próby rękoczynów. Jednak pojawia się światełko w tunelu. Dzieci i ludzie młodzi, gdy mijając uśmiecham się do nich, oduśmiechują i często kłaniają się. To jeszcze nie to, co w Finlandii ale gdy młodzi dorosną będzie nam wszystkim wyraźnie milej.

poniedziałek, 7 lipca 2025

siódmy lipca

 Wydaje mi się, że przywiozłem znad morza jakąś infekcję. Od kilku dni kaszel nie daje mi spać, bo gdy tylko się położę wybucha z jeszcze większą siłą. Powinienem spać stojąc, albo chociaż siedząc.

Kupiłem sobie w Pobierowie książkę i jakoś nie mogę się zebrać do czytania. 

Chciałem przenieść do komputera zdjęcia z wakacji i jakoś tak niefortunnie nacisnąłem ctrl+A, że wyczyściłem całą kartę pamięci. Rozpacz. Program do odzyskiwania plików wydał ze siebie coś takiego, że za nic nie da się tego otworzyć. Trzeba będzie spróbować innego programu, a w ostateczności prosić o pomoc zaprzyjaźnionego fachowca. 

A jednak udało się, oto zdjęcia z wakacji:

Taka instalacja po drodze na plażę 

Pensjonat , w którym mieszkałem
Na posesji obok rosną sobie palmy. Spytałem co się dzieje z nimi zimą. Dowiedziałem się o tym, że mają przygotowane pokrowce z jakichś koców czy wojłoków do przykrywania w sezonie zimowym.
zachód słońca fotografowany w pijanym widzie

 

niedziela, 6 lipca 2025

szósty lipca

 Albo weźmy wegetarianizm. Jak do niego doszedłem? - Kilka lat temu, naczytawszy się różności, stwierdziłem, że wege jest cool i z dnia na dzień przestałem jeść mięso. Mój stan zdrowia nic się  nie zmienił lub może nawet poprawił. Pamiętam sąsiedzką rozmowę na działce w Dobczycach z której wynikło, że jestem jednak odmieńcem. Zatwardziałej konserwatystce dawałem typowy przykład: weźmy konia, nie je mięsa, a jaki mocny. Chyba nie pojęła. Wciąż mówiła "no ale". Mój wegetarianizm ma jeden wyjątek. Jakieś dwa lata temu, podczas corocznego przeglądu Doktor Wojtek powiedział: ale rybka raz czy dwa razy w tygodniu nie zaszkodzi, a pomóc może, bo coś tam w niej jest. Pomysł zaakceptowałem i co rusz spożywam jakiegoś śledzia czy wędzoną makrelę. A tak w ogóle, to myśl o tym żeby  grzebać się w wnętrznościach żywego stworzenia jest mi obrzydliwa do rzygania.

piątek, 4 lipca 2025

czwarty lipca

 Albo weźmy awanturę o wybory. Najśmieszniejsze jest to, że Oficjalnie wiemy, że nic nie wiemy. Ci od małego oficjalnie odetchnęli z ulgą, jednak wciąż wściekle atakują nas, którzy żądają porządnego policzenia głosów. Starają się narzucić narrację o zwycięstwie wyborczym, tworzą pożalsięboże bojówki opryszka z Pruszkowa. Przyjmują chętnie "bratnią pomoc" w Warszawie, gdzie nagle zaczęły płonąć różne obiekty. Przecież to się kupy nie trzyma. Po co bojówki na granicy, na której nic się nie dzieje? Po co podpalać Warszawę i utrudniać życie Warszawiaków? Czyżby myśleli, że Warszawa pokocha ich za to, albo chociaż będzie nie lubić mniej? Wydaje mi się, że wobec wymownego milczenia Premiera nie wiedzą co robić. Głupio naciskają na Marszałka by zwołał ZG i przyjął przysięgę od "elekta". Pewnie mają coś na niego, tylko czy tak dużego, że Marszałek zgodzi się na złamanie prawa? Wczoraj Mecenas bardzo łopatologicznie wyjaśnił wszystkim o co chodzi. Co ważne, powiedział o tym, że nie zna opinii sprzecznych z tym co ogłosił. A ogłosił tyle, że sprawa wyborów wraca do punktu wyjścia. Do PKW, która MUSI zlecić porządne przeliczenie głosów. I na nic zaklinanie rzeczywistości przez połączone siły wszystkich presstytutek i nawet Razemków wespół z oszustami z PiSu. Owszem grożą wojną domową. Niech spróbują. 

A Premier siedzi spokojnie, czeka na ich wygibasy. Myślę, że on ma wszystko dokładnie policzone i w obranym przez siebie czasie powie jakoś tak: "panie prezesie, jak byś się nie wykręcał i tak zawsze dupa z tyłu".  A od siódmego sierpnia zaczną się zapełniać tymczasem areszty śledcze i w rezultacie więzienia. 

I tak przy okazji: są do kupienia dwie książki. Jedna zatytułowana "Debil" a druga "Alfons". Ciekawość czy Szanowna Frekwencja odgadnie o kim są te książki?

Jest też pomysł na trzecią. Tytuł - Judasz. 

wtorek, 1 lipca 2025

PTNZ №6 dzień czwarty i ostatni

 Hotel w Polkowicach, w którym stanąłem, jest zespolony z Aqua Parkiem. Chociaż tylko trzy gwiazdki, to bardzo przyzwoity, nawet z klimatyzacją. Wieczorny posiłek główny miałem zabrany z domu tylko był kłopot z przygrzaniem. Rozwiązałem ten problem umieszczając słój z posiłkiem w umywalce i puszczając nań strumień gorącej wody z kranu. Po kwadransie był gotowy do spożycia. A zaś problem zakazu palenia w pokoju rozwiązałem z pomocą klimatyzacji. Nawiew zimnego powietrza stwarzał takie akurat nadciśnienie, że wszystkie dymy i wapory wylatywały przez otwarte okno. Spałem nieźle, choć krótko i już o szóstej byłem gotowy do śniadania. Za prawdę powiadam wam, Śniadanie Mistrzów. Jajecznica, sałatka warzywna, jajka w majonezie, twaróg w kulkach i nieskończona ilość serów. Także kawa, której wypiłem trzy filiżanki. Tak zaopatrzony ruszyłem do domu.Nie było po co się spieszyć i stawałem dosłownie pod każdym słupkiem. O wpół do drugiej zameldowałem się w domu. Zmęczony i Zadowolony. Takich przygód dotąd nie miałem.