Albo weźmy wegetarianizm. Jak do niego doszedłem? - Kilka lat temu, naczytawszy się różności, stwierdziłem, że wege jest cool i z dnia na dzień przestałem jeść mięso. Mój stan zdrowia nic się nie zmienił lub może nawet poprawił. Pamiętam sąsiedzką rozmowę na działce w Dobczycach z której wynikło, że jestem jednak odmieńcem. Zatwardziałej konserwatystce dawałem typowy przykład: weźmy konia, nie je mięsa, a jaki mocny. Chyba nie pojęła. Wciąż mówiła "no ale". Mój wegetarianizm ma jeden wyjątek. Jakieś dwa lata temu, podczas corocznego przeglądu Doktor Wojtek powiedział: ale rybka raz czy dwa razy w tygodniu nie zaszkodzi, a pomóc może, bo coś tam w niej jest. Pomysł zaakceptowałem i co rusz spożywam jakiegoś śledzia czy wędzoną makrelę. A tak w ogóle, to myśl o tym żeby grzebać się w wnętrznościach żywego stworzenia jest mi obrzydliwa do rzygania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz