środa, 20 października 2021

dwudziesty października

 Przeprowadzka to pasjonujące zajęcie. Tyle miejsc trzeba zwiedzić i tyle spraw pozałatwiać, że ho ho. Tymczasem wymeldowałem się z Reguł i zapisałem do najbliższego lekarza. Objąłem też przez powieszenie kłódki komórkę na podwórzu. Zostały mi jeszcze : 

umowa z dostarczycielem prądu, dowiedziałem się przy okazji, że w mieszkadełku są dwie prądowe taryfy co będzie skutkować praniem, gotowaniem, pieczeniem i grzaniem tylko w nocy. Co będzie jak przyjdą mrozy aż strach pomyśleć.

umowa z dostarczycielem wody i odbiorcą śmieci.

Potem to już tylko dolce vita w Krakowie. 

Byłem dziś w siedzibie Prezydenta w celu potwierdzenia profilu zaufanego i zostałem obsłużony w sposób doskonały. Potem nie mogłem się powstrzymać i poszedłem na spacer na Rynek. Patrzyłem na ludzi i uśmiechałem się i nie tylko cudzoziemcy odwzajemniali się uśmiechem. Jest dobrze. Jeszcze, co prawda, nie odzyskałem kondycji po przeprowadzce i najbardziej chce mi się Leżeć, ale za parę dni, myślę, będę pełnosprawny i rozpocznę misję prowadzenia kuchni u Córki. Chcę też zacząć udzielać korepetycji krakowskiej Młodzieży aby wspomóc nienajwyższą emeryturę i może odłożyć coś na Wakacje. Czyli co? Świetlana Przyszłość ante portas.

wtorek, 19 października 2021

dziewiętnasty października

 Wczoraj miał przyjść Wynajmujący i wziąć podpisane umowy. Do czwartej czekałem leżąc. Nie doczekałem. Poszedłem do najbliższego sklepu po produkty na posiłek główny. Gdy przygotowywałem tenże przyszła Córka z Partnerem i wypożyczyła mi stolik i krzesełko z balkonu. Nie będę więcej cierpiał siedząc na kanapie zgięty w pół nad komputerem.


poniedziałek, 18 października 2021

osiemnasty października

 Wczoraj jeszcze jako tako się ruszałem prawdopodobnie na adrenalinie, endorfinie czy jak się nazywają te hormony. Dziś z mojej kondycji zostały zgliszcza. Przeprowadzka okazała się bardzo męcząca, zwłaszcza fizycznie. I tego można było się spodziewać w twarzy faktu, że przez ostatnie dwa lata pracowałem prawie wyłącznie Psychicznie. Obudziłem się o szóstej i pomyślałem, że bardzo żyję, bo Wszystkie Członki mnie bolą. Chce mi się dziś Leżeć i Myśleć a w przerwach tylko Leżeć. Z drugiej jednak strony powinienem się wybrać do Castoramy po Drabinę która okazała się sprzętem pierwszej potrzeby. Mógłbym zapełnić Pawlacz i uniknąć ciągłego przekładania z miejsca na miejsce żeby coś znaleźć.

Koniecznie suszarkę do ubrań - właśnie zapuściłem Pranie.

Lubię to pionierstwo. I staram się policzyć ileż to razy przeprowadzałem się. Wychodzi mi, że teraz jest trzynasta przeprowadzka. Myślę, że ostatnia, ale kto wie?

Wymyśliłem, że w tym metrażu dobre będzie wstawienie w miejsce kanapy łóżka piętrowego z biurkiem. Nawet wiem skąd je wezmę. Karol ma takie i właśnie zażądał nowego.

Nic. Zaczynam Leżeć.

Dobrze mi w tej dziupli. Do większości rzeczy nie trzeba nawet wstawać, wystarczy się odwrócić.

niedziela, 17 października 2021

tu Kraków siedemnasty października

Wczoraj było przykro. Stara do ostatniej chwili próbowała przyprawić mi gębę co najmniej nicponia a tak naprawdę łajdaka. To była permanentna awantura, która skończyła się w chwili gdy powiedziałem pa, wsiadłem do auta i odjechałem.

Do pomocy przy rozładowaniu napełnionego po dach auta zgłosili się Córka z Karolem i Partner Córki.Ja też się nie ociągałem i po niespełna pół godzinie miałem prawie całą podłogę pokrytą rzeczami. Gdy pojechali, jeszcze godzinę zajęło mi poupychanie gratów na mniej więcej miejsce i zacząłem inwentaryzację potrzeb. Muszę koniecznie i szybko 

1. Kupić biureczko z jakimś krzesłem.

2. Zainstalować oświetlenie nad zlewem.

3. Zainstalować półki na książki ( To będzie skomplikowane, bo jedyny dostępny "piękny              kawałek     ściany" jak mówił jeden ze znanych mi Architektów, musi pomieścić także             Kossaka. W rezultacie prawdopodobnie część książek wyląduje na Pawlaczu.)

4. Kupić drabinkę do komunikacji z wyżej wymienionym Pawlaczem

5. Kupić półki do największej szafki kuchennej.

6. Zainstalować (gdzie?) pojemnik na śmieci zmieszane

7. Zainstalować (chyba w łazience) pojemniki na plastik, papier i szkło

8. Umieścić gdzieś w pobliżu drzwi wieszak na kurtkę

9. W kuchni wieszak na ściereczkę

10. W łazience wieszak na papier t. 

11. W kabinie prysznica półeczkę na mydło i gąbkę.

12. Kupić szczotkę i mopa a w dalszej kolejności także odkurzacz.

13. Oddać Właścicielom firankę i zasłonę a na oknie zainstalować rolety.

Po odgruzowaniu podłogi podążyłem do najbliższego sklepu (Biedronka jest w odległości pięciu minut zmęczonego spaceru) i zrobiłem zakupy na dzisiejszy posiłek. Jak zwykle w sobotę przyrządziłem sobie śledzia z cebulką i czosnkiem i ugotowałem kilo kartofli. Jak zwykle nie dojadłem i na dziś też mam posiłek nawet dwudaniowy (Fibonacciego), bo z piątku zostało też sporo pomidorów z makaronem. Z radością stwierdziłem też, że ta Biedronka jest otwarta w niedziele i w przyszłości nie będę musiał kombinować.

I tak siedzę zgięty w pół na kanapie pochylając się nad czymś co pełni tu rolę stolika i pisząc te słowa zastanawiam się czy reszta mojego życia będzie w końcu Świetlaną Przyszłością.

Stara dziś dzwoniła. Na wszelki wypadek zabanowałem jej numer. Jednak cierpi na tym Córka. Myślę, że za jakiś czas jej (Starej) przejdzie.

 

 

środa, 13 października 2021

Trzynasty października

 Nie przypuszczałem, że mam tyle rzeczy. Mimo licznych przeprowadzek (mówią, że trzy przeprowadzki to jak jedno spalenie) nagromadziło się tego wniebogłosy. Pakuję już drugi dzień i może dziś skończę. Najwięcej książek. Szkoda wyrzucić, choć teraz czytam wyłącznie pedeefy na komputerze lub telefonie (optonie jak powiedziałby ulubiony pisarz). Ubrań niewiele, ale jest to skutkiem ostrej selekcji: ubrania nieużywane przez ostatnie trzy lata - do wora. Mam tylko kłopot gdzie je oddać. Mam jeszcze kłopot z książką kucharską. Ponieważ nie jest moja, postanowiłem zachować ją, a jakże, w postaci przeskanowanych pedeefów. W twarzy mojego zobowiązania gotowania Ali taka książka to skarb, bo trzymany w rozumie repertuar jest dość skromny. Dowiedziałem się co to sztufada i jak ją zrobić. Inna sprawa, że ja na pewno nie będę jej jadł, te mięsa i słoniny, duszone, obrzydliwość. Ale może Wnuki zagustują. Jestem dopiero przy zupach na stronie 156 i mam pewność, że ta książka niejednym mnie jeszcze zaskoczy. No właśnie mam do przeskanowania jeszcze 322 strony i to bez deserów i słodyczy i nie wiem kiedy skończę tę robotę.

wtorek, 5 października 2021

sobota, 2 października 2021

drugi października

W twarzy faktu, że prędzej czy później wyniosę się z Reguł, w dalszej perspektywie nawet ostatecznie, kilka dni temu postanowiłem urządzić sobie pierwszą rowerową wycieczkę pożegnalną. Dzień był wietrzny mocno, więc pojechałem pod wiatr aby łatwiej się wracało. Naprzód w kierunku SSW ulicą Regulską, która niepostrzeżenie zmienia się w aleję Powstańców Warszawy aż dojechałem do mostu na rzece o której zawsze myślałem, że nazywa się Utrata, a na niebieskiej tablicy przed mostem jak wół stoi Raszynka. Później na mapie sprawdziłem, że w rzeczy samej tak jest a źródło Raszynki bije ze Stawu Puchalskiego w Raszynie. Do Utraty Raszynka wpada w okolicy stawów pęcickich. O Utracie też poczytałem i dowiedziałem się o niej różności. Ale nie o tym. Most ścieżkorowerowy pod którym płynie Raszynka wygląda tak:


 w tle widać most drogowy i sygnalizację świetlną. Moim zdaniem ten zielony mosteczek jest bardzo ładny, a jego projektant połączył solidność z lekkością, chociaż mam podejrzenie, że nośność mostu została policzona ze zbyt dużym współczynnikiem bezpieczeństwa. Jak przez mgłę pamiętam z dzieciństwa drewniany most w tym miejscu, który też dawał radę. Niedawno wybudowana ścieżka rowerowa którą dojechałem do mostu nosi nazwę Rajdu Po Kamienistej Drodze. To też bardzo ciekawa historia, Ale nie o tym. Widoczne światła zabezpieczają przejście dla pieszych i przejazd rowerowy. Tam podążyłem. Kiedyś w tym miejscu od drogi odchodziła nadrzeczna ścieżka. W tym roku powstała tu ścieżka rowerowa która wygląda tak:


Jak powszechnie wiadomo rower jest najwspanialszym pojazdem pod warunkiem jednak, że nie wieje. Opór aerodynamiczny rośnie z sześcianem różnicy prędkości między Podróżnikiem i Atmospherą. W dodatku dysponuję rowerem starszej generacji, bez przerzutki. Gdy naprawdę ostro wiało zsiadałem i podróżowałem pieszo. Mogłem wtedy dokładnie się rozglądać i nie do wiary co zobaczyłem:

Rzut beretem od Stolicy widać krajobraz bez śladu Cywilizacji. Tak to miejsce mogło wyglądać sto albo i tysiąc lat temu.

Jechałem doliną rzeki Raszynki obserwując jak poprzez liczne kanały nawadnia tereny po jej północnej stronie. Ciekawość: dziś tam nie ma żadnych upraw. A resztki nawadniającej infrastruktury wykorzystywane dziś niezgodnie z pierwotnym przeznaczeniem wyglądają tak:


c.d.n.