Sześć lat temu, gdy przeprowadzałem się do Koszalina, nie uczestniczyłem w wyborach. Do dziś i chyba już na zawsze będę miał o to ogromne pretensje do siebie. W gronie przyjaciół czekaliśmy wówczas na ogłoszenie wyników. Porażka wywołała niedowierzanie i konsternację. Ktoś mówił: no to teraz ministrem zostanie ZZ. Co mówili inni nie pamiętam, ale pamiętam nastrój przygnębienia. Chyba przez to przygnębienie wysunąłem tezę, że tak jak poprzednio rządzący zaplączą się we własne nogi i do dwóch lat władzę utracą. Nie wiem czy wierzyłem w to rozwiązanie czy może raczej była to mowa "ku pokrzepieniu serc". Na pewno jednak nie doceniałem Rodaków. Jedni, tak jak ja, nie głosowali w ogóle inni głosowali jakoś tak niemrawo a reszta, omamiona dobrze wycelowaną w ich punkt widzenia propagandą, głosowała w sposób zdyscyplinowany na to nieszczęście. Drugie nasze nieszczęście, zgraja facetów na czarno ubranych i opętanych nie wiadomo czym właściwie, chyba głównie chciwością, walnie przyczyniła się do tego wszystkiego. Pamiętam rozmowę z Przyjaciółką Malarką w której starała się przekonać mnie o tym, że w czasie tamtych rządów czuła się dużo bardziej bezpieczna niż przez późniejsze osiem lat. Na pozór normalna i mądra kobieta (z inną bym się przecież nie zaprzyjaźnił) była zachwycona tym nieszczęsnym wyborem. Jedynym jej niedostatkiem była pewna ideologia którą czynnie praktykowała do tego stopnia, że co niedziela uczestniczyła w obrzędach podejrzanego kultu. Co oni jej zrobili? - zgroza. A przecież takich Rodaków są miliony. Słuchają kłamstw i obelg rzucanych rozumowi z ambon i, niestety, jakaś część tych bzdur, jakiejś części trafia do przekonania. Co więc robić? - nie wiem. Chyba tylko rozmawiać z ludźmi, zwłaszcza z tymi omamionymi. A o czym? - chyba głównie o Wolności. O ponownym odzyskaniu Niepodległości Narodu, odebraniu okupantom wszystkiego na co do tej pory zdążyli położyć swoje długie i brudne ręce.
czwartek, 11 listopada 2021
jedenasty listopada
środa, 10 listopada 2021
dziesiąty listopada
Mało kasy, krucabomba. Dostałem wczoraj wypłatę powiększoną o niewielką "czternastkę". Niby nie jest źle. Mój arkusz kalkulacyjny, choć napięty, pozwala mi myśleć o przyszłości z bardzo ostrożnym optymizmem, jednak ostateczne urządzenie mieszkadełka odłożę do przyszłego roku. Dopiero gdy będę miał jakąś rozsądną sumę odłożoną poważę się na konieczne zakupy.
Wczoraj z okazji wypłaty upiekłem Dzieciakom szarlotkę. Przyznam, że z pomocą Robota robota jest żadna. Trzeba wszystkie składniki wrzucić do komory roboczej (robociej) ustawić obroty i czas i nacisnąć START. Po chwili ciasto można wlać do formy. Jabłka jednak trzeba obrać, pokroić w ćwiartki i uprużyć w garnku w sposób tradycyjny. Myślę, że Haneczka byłaby zdegustowana, znika cały rytuał rozrabiania ciasta ze ściśle określonymi czynnościami odprawianymi w również ścisłej kolejności. Pamiętam jak obraziła się na mnie gdy ciasto na "okratowanie" rozwałkowałem na stolnicy i pokroiłem jak makaron, zamiast jak panB przykazał rozwałkowywać je w dłoniach na jak najdłuższe wałeczki. W każdym razie według spożywców (ja słodyczy nie jadam od wielu lat) jakości szarlotki te nowomodne pizdryki bynajmniej nie zaszkodziły.
wtorek, 9 listopada 2021
dziewiąty listopada
Jakoś przypomniała mi się podróż wokół Bałtyku. Tuż po jej zakończeniu myślałem napisać długi tekst, może nawet książkę, albo chociaż porządną prezentację. Dziś myślę, że nie zrobiłem tak, bo wspomnienia bez tego są najmojsze. Widać niechętnie podzieliłbym się tymi emocjami z Ludzkością. Wolę je mieć tylko dla siebie. Rzeczywiście, opowiadając ludziom o tej podróży ukułem szablon kilku dykteryjek. Opowiadałem wciąż kilka zaledwie sytuacji choć było ich o wiele więcej.
niedziela, 7 listopada 2021
siódmy listopada
Albo weźmy sztukę. W moim rozumieniu to coś, co karmi zmysły. Mamy więc sztuki plastyczne pobudzające głównie zmysł wzroku, ale też dotyku, bo tę sztukę można zmacać. Mamy muzykę działającą głównie na zmysł słuchu, ale też i wzroku. Spróbuj posłuchać tego samego kawałka naprzód z otwartymi a później z zamkniętymi oczami. Jest różnica? Jest sztuka tworzenia zapachów. Nie znam jej nazwiska ale z całą pewnością jej celem jest karmienie zmysłu powonienia ale też na przykład zmysłu równowagi: są zapachy zwalające z nóg. Mamy sztukę kulinarną. Ta oprócz dosłownego karmienia ciała działa na prawie wszystkie ludzkie zmysły. A jak nazwać sztukę działającą na dotyk? To oczywiście seks który karmi już wszystkie ludzkie zmysły. Brakuje mi w tej wyliczance sztuki działającej głównie na zmysł równowagi. Nie jest przecież sztuką huśtawka, albo chwiejący się do rzygania pokład statku na dużej fali. Już gdzieś o tym pisałem: myślę, że zmysł równowagi leży odłogiem. Bo przecież można wyobrazić sobie (oczywiście po opanowaniu przez Ludzkość antygrawitacji) takie skomponowanie bodźców grawitacji z różnym natężeniem rozłożonych w czasie, że odbiorcy zrobi się błogo (albo nieprzyjemnie). To tak jak z muzyką. Jeden z lubością słucha Mozarta, a drugi Pendereckiego. A teraz zagadka którą sam sobie zadaję: jakiego rodzaju sztuką jest Literatura Piękna?
A teraz z innej beczki. Od jakiegoś czasu stałem się bardziej nadawcą niż odbiorcą. Z czego to się bierze? Czy to ze spalenia kolejnych mostów?
sobota, 6 listopada 2021
szósty listopada
Albo weźmy ludzi, którzy zawsze wiedzą lepiej. Co gorsza tak są przekonani o swojej wszechwiedzy, że aż usiłują narzucić swoje "wiem lepiej" reszcie Bliźnich. Była tu pod koniec szesnastego roku taka jedna. Zofia. Chwała jej za to, że wywoływała tuziny komentarzy pod każdym postem. Cieszyły mnie rozpalone do białości dyskusje. Blog żył. Jednak tamte dyskusje na nic się zdały. Nie pojawiły się kompromisy ani nawet protokoły rozbieżności. Powiedzmy sobie, że było to typowe bicie piany.
Każdy zapewne zna kilka takich osób, no chyba, że sam "wie lepiej". W moim dotychczasowym życiu wystąpiła, bardzo wystąpiła, zwłaszcza jedna. Wierni czytelnicy wiedzą o kim myślę. Wielokrotnie powtarzałem: "jej myślenie jest jak stara deska". Za grosz elastyczności czy chociaż próby dopuszczenia myśli, że może interlokutor ma część racji. Po jakimś czasie przestaliśmy rozmawiać. Wymienialiśmy tylko komunikaty. Poglądów nie wymienialiśmy, bo kiepsko bym na takiej wymianie wyszedł. Najgorsze dla mnie było jej przekonanie o tym, że lepiej ode mnie wie co myślę, robię i mówię. Chciała nawet dyktować mi jak mam żyć. Słyszała zazwyczaj co innego niż powiedziałem. Koszmar. Taka na przykład Mieszkanka Wieży miała fajną odzywkę: "słyszę co do mnie mówisz", to było uczciwe postawienie sprawy. Nawet Przyjaciółka Malarka potrafiła uzgodnić rozbieżności bez awantur. Stara nigdy. Po co to piszę, bo chcę definitywnie zamknąć Przeszłość in my mind. Bo nic na przyszłość nie daje mi kolejne rozważanie co było tak a co nie tak. Przeszłość gdy już się wyciągnęło wnioski można tylko oglądać.
Jeszcze apel do Komentujących: proszę uprzejmie o podpisywanie komentarzy jakimkolwiek znakiem. Głupio z otwartą przyłbicą czytać anonimy.
piątek, 5 listopada 2021
piąty listopada
Dziś od rana ( DZIĘKI YUTUBO ) poprawiam sobie już i tak dobry nastrój słuchając najnowszych utworów ABBY. Pamiętacie moją wizytę w sztokholmskim muzeum? Wydawało się tam, że ten projekt to już tylko posąg, pomnik, czy jakoś tak. Że już nic i nigdy się nie zmieni, chociaż sądząc z przewagi młodzieży wśród zwiedzających ta myśl była może nieuprawniona. Wszak można ich spuściznę czytać wciąż na nowe, współczesne sposoby, a współczesność to continuum i nigdy się nie kończy, i wciąż się zmienia. Nikt nie przypuszczał, że po czterdziestu latach tych czworo artystów zechce podzielić się z Ludzkością czymś nowym i starym jednocześnie. Jest w ich muzyce coś, co pozwala rozpoznać wykonawcę po kilku zaledwie taktach. (Coś podobnego wywołują także produkcje ELO czy McCartneya.) Jedno mam za pewnik: przebojów z tego nie będzie. Jednak chyba nie o to chodziło. Jak przypuszcza recenzent GW chodziło tu o pożegnanie, a ja myślę, że nagrali ten album z ich wewnętrznej potrzeby ponownego odezwania się do publiczności i wcale nie jestem pewny czy na tym jednym albumie się skończy.
czwartek, 4 listopada 2021
czwarty listopada
Dziś wybrałem się do Dzieci pieszo. Wyszło nieźle, bo tylko kwadrans dłużej niż rowerem. Chciałem przetestować sytuację gdy wśród mroźnej, zimowej ciszy zwyczajnie nie będzie wypadało jechać rowerem. Test wypadł dobrze. Podziwiałem złotoczerwonojesienne widoki.Taki na przykład klon sczerwieniały jak w Ameryce.
Wszyscy oczywiście wiemy dlaczego tam liście więdną na czerwono. Upieczony wczoraj schab schodzi z zatrważającą prędkością. Wszyscy chwalą. Pora więc na kolejne pomysły. Kłopot mam tylko z zielonym. Nie mam pojęcia co, oprócz mizerii tolerują Wnuki. Nic. Jutro będę negocjował. Któregoś dnia przyszedł nowy sąsiad. Kenijczyk, doktorant na UJ. Potrzebował pomocy technicznej czyli klucza "10". Zanim jednak tej pomocy mu udzieliłem, wymieniliśmy kilka zdań po angielsku. Gdy się dowiedział, że I'm a housekeeper for my daughter długo przewracał oczami i Dziwił Się. W Krakowie czuję się coraz lepiej. Znowu, tak jak w Dobczycach ciśnienie spadło mi tak, że byłem zmuszony odstawić prochy. Chyba jest coś na rzeczy z nieobecnością Starej w moim życiu.