Albo weźmy to nieszczęście jakim jest polski kościół katolicki. Dwa tysiące lat selekcji negatywnej uformowało pracowników tej firmy na obraz nędzy i rozpaczy. Podobnie jak do polityki idą tam ludzie, którym "robić się nie chce" i w ogóle nie bardzo wiadomo czego chcą oprócz dostatniego i spokojnego życia na koszt gawiedzi. Ze smutkiem stwierdzam, że także na mój koszt. Oczywiście są wyjątki i na ich tle degrengolada rzeszy księży świeci jeszcze mocniej.
Czytam o tym, że wierni w niektórych parafiach dostają od proboszczów esemesy z żądaniem by głosowali na popieranego przez kościół kandydata. Tak, tego, który całym swoim życiem zaprzecza nie tylko chrześcijaństwu ale też zwykłej przyzwoitości. Zastanawiam się czy sformułowanie "przyzwoity ksiądz" nie jest wewnętrznie sprzeczne, tak jak powiedzenie "przyzwoity polityk". A co z Panem Bogiem? Dawno temu na epitety mojej Mamy jakobym był bezbożnikiem, bo nie chodzę do kościoła odpowiadałem: moim zdaniem chodzenie do kościoła nie ma nic wspólnego z Panem Bogiem.
A co Pan Bóg na to? Jakiś on jest niezdecydowany,nieokreślony. Niby wszystko widzi a nie grzmi, a dzieło boże się rozłazi. Czyżby kończył się okres przydatności do użycia?
I jeszcze anegdota zaczerpnięta z Terry'ego Pratchetta. W opisywanym przez niego Świecie Dysku tamtejsi bogowie mieli jaja, Wybijali ateistom szyby w oknach. Hi, hi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz