Albo weźmy książki. Od czasu gdy zapisałem się do Biblioteki Miejskiej znów dużo czytam. Różnie, raz Márqueza, raz Pratchetta albo reportaże, a ostatnio zasiadłem do The Cider House Rules z tytułem tłumaczenia nie wiedzieć czemu "Regulamin Tłoczni Win". Oczywiście czytałem to z pięćdziesiąt lat temu i teraz wciąż myślę o tym co wyniosłem z tej książki wtedy, a co teraz. Tak jak wtedy jestem zachwycony, jednak powody tego zachwytu są odmienne. To oczywiście oczywista oczywistość, a jednak przyjemność mam ogromną. Myśląc o wszystkim co do tej pory przeczytałem i o tym co Jeszcze powinienem przeczytać, odsuwam się od Internetu na odległość parasola (to takie powiedzonko z czasów młodości). To wszystko podszyte jest niepokojem: ile jeszcze?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz