sobota, 21 marca 2026

pierwszy dzień wiosny

 Albo weźmy czas, a zwłaszcza pojawiającą się czasem refleksję: ile jeszcze go mam? Dawno temu, tak jak wszyscy byłem nieśmiertelny. Jako dwudziestolatek, pamiętam, wyobrażałem sobie siebie w dwutysięcznym roku, miałem mieć wtedy, o zgrozo, czterdzieści siedem lat! Gdy osiągnąłem ten wiek, zacząłem myśleć jak daleko w dwudziesty pierwszy wiek będę się zapuszczał. Potem, gdy przyszły wnuki myślałem czy doczekam aż pójdą do szkoły, wyrosną i rozmnożą, robiąc ze mnie pradziada. Dziś patrzy na to, że prawnuki są w moim zasięgu. Pytanie Ile jeszcze wciąż się pojawia, choć już nie tak często. W twarzy niezłego zdrowia, niewielkiego brzucha i nieznacznie, ale systematycznie spadającej masy ciała jestem pełen optymizmu. 

czwartek, 19 marca 2026

dziewiętnasty marca

 Kask zamówiłem przez Internet, jakoś w zwykłym sklepie nie mogłem się zdecydować, albo oferta była mizerna. Będzie w sobotę. Dziś pięć kilometrów i trzy tysiące kroków. Myślę co dzień zwiększać oba komponenty, a też rozciągam się i ćwiczę w domu. Coraz więcej mi się chce. Jutro Słońce przejdzie na północną stronę równika i przez coraz większą część doby będzie mnie grzać.

Na wierzbach pokazała się najczystsza, najzieleńsza zieleń. Forsycje przepysznie pysznią się pyszną żółcią. Puchną magnoliowe pąki. Zaraz wszystko przyśpieszy i przybędzie tlenu w powietrzu. Radujmy się.   

środa, 18 marca 2026

siedemnasty marca

 No to kupiłem sobie rower. Jest piękny. Przełożyłem ze starego dzwonek i mocowanie telefonu. Wczoraj przejechałem 3,5 km. Dziś 5,5 i poczułem w nogach za bardzo. Nic. Za parę dni przyzwyczaję się i znowu będę dzień w dzień przejeżdżać 15-20 km. Zamówiłem lusterko i myślę jutro kupić kask (przydatny także przy większym pijaństwie). 

Nadpłacam kredyt regularnie i od stycznia rata zmniejszyła się o sześćdziesiąt złotych. Wychodzi na to, że od września przyszłego roku, pierwszy raz od niewiadomokiedy zacznę oszczędzać. To może być nawet 15 000,00 złotych rocznie. Zacznę wówczas na poważnie podróżować. 

sobota, 14 marca 2026

czternasty marca

 Dziś, pierwszy raz w tym roku, wyszedłem na pole odziany w sandały i szorty. Niestety, podobnych wydarzeń nie dokumentowałem w zeszłych latach, nie wiem czy to rekord, czy może nie. Było miło. 

Myślę kupić nowy rower. Ponadtrzydziestoletni, którym dotąd jeździłem, uległ jesienią wypadkowi, w którym stracił przerzutkę i nie chcę już go reanimować. Myślę, że w kwietniu, po otrzymaniu trzynastej emerytury, zrobię rajd po rowerowych sklepach w Krakowie i dobiorę coś na miarę dwudziestopierwszowiecznych oczekiwań. Najwięcej chciałbym lekki jak piórko rower karbonowy, cokolwiek to znaczy, tylko, te ceny. Jednak i aluminiowy będzie miłą odmianą. Chcę i muszę dużo się ruszać, jednak przy obolałym biodrze nie mogę za bardzo chodzić, czy biegać. Od kilku miesięcy waga uporczywie nie chce zejść poniżej 80 kg.

Podjąłem wyzwanie aby do połowy przyszłego roku spłacić kredyt. Wiem na co przeznaczę zaoszczędzone na ratach środki. Będę podróżował. W tylu miejscach jeszcze nie byłem. Może więc za rok, czy dwa pojadę za Południowy Krąg Polarny i doświadczę dwudziestoczterogodzinnego dnia gdzieś na Antarktydzie?

poniedziałek, 2 marca 2026

drugi marca

 Znowu się kotłuje na Bliskim Wschodzie. Przyczyny ataku Izraela na Iran są oczywiste: Bibi musi wciąż wojować, bo tylko w ten sposób uniknie więzienia, ale Pomarańczowy? - w oczywisty sposób dał się podpuścić. Gdy w tle mamy ciągle akta Epsteina, to i jemu ta wojna jest jakoś na rękę. W rezultacie mamy zadymę, w której giną ludzie, rosną ceny ropy, ludzie patrzą na nią z lękiem na całym świecie. Nie ma rady żyjemy w ciekawych czasach.

Do Krakowa wkroczyła wiosna na pełnej kurwie. Nie wiadomo jak się ubierać i widać na mieście kreacje najprzeróżniejsze. Od gołych nóg i ramion po palta, czapki i szaliki. Myślę kupić nowy rower a tu, masz ci los, najbliższy salon zlikwidowany. Dziś pocałowałem klamkę, gdy chciałem coś wybrać.

Wczoraj umarł Wojtek. Mąż drugiej Babci. Słabo go znałem ale lubiłem. Matylda, gdy już się wypłakała i wysmarkała powiedziała jakoś tak: na pewno poszedł teraz z Zygzakiem na ryby. Zygzak, to ukochany pies Wojtka, który odszedł w zeszłym roku. 

czwartek, 26 lutego 2026

dwudziesty piąty lutego

 Albo weźmy wojnę. Z jakichś przyczyn jedni zabijają drugich w imię wiary, ideologii, chciwości, potrzeby dominacji i czego tam jeszcze. A ludzie jakoś się przystosowują. Wojskowi są w pracy 24/7. Cywile normalnie chodzą do pracy, wychowują dzieci i odpoczywają. I bawią się. Ta wojna cały czas jest w tle, jednak myśleć o niej wciąż nie da się, bo można zwariować. Wydaje mi się, że naród w Rosji zwariował już dawno,a reżim to szaleństwo wciąż nakręca. Czytałem o tym, że już w przedszkolach indoktrynuje się dzieci do wojennych zachowań. Turcy mieli swoich janczarów a Niemcy swoje HJ. Tak się zastanawiam: co będzie gdy wojna się skończy? Bo każda się kiedyś skończyć musi. Jak będą żyć ludzie w Rosji? W Ukrainie - wiadomo. Odbudowy i radości z odzyskanej wolności starczy im na długo. A w Rosji? Czy Rosja upadnie? Pewnie nie. Zal jednak ludzi, którzy nauczeni posłuszeństwa będą próbowali normalnie żyć. I co to dla nich znaczy normalnie? Cały kraj, przez szaleństwo kolejnego cara, zostanie przeniesiony w dziewiętnasty wiek. Rozpacz.

poniedziałek, 23 lutego 2026

dwudziesty trzeci lutego

 Chyba kiedyś już o tym pisałem, ale chcę wrócić do wydarzeń z 2015 roku, bo tak. Prowadzałem się wówczas z przyjaciółką malarką. Wciąż nie daje mi spokoju rozmowa sprzed wyborów prezydenckich. Jechaliśmy Marszałkowską na północ w okolicach Hożej. Zdziwiony myśleniem Igiełki, która uważała Dudę za lepszego kandydata na prezydenta od Komorowskiego spytałem, czy pisowski rząd był lepszy. pod względem poczucia bezpieczeństwa. Odpowiedziała, że tak. Nie mogłem się z tym zgodzić i powiedziałem o tym, że wraz z pisiorstwem zrobi się duszno. Oczywiście miałem rację i myślę, że wyszło na moje. Jeśli to czytasz Igiełko, to zrozumiesz dlaczego zerwałem kontakty z Tobą.

środa, 18 lutego 2026

osiemnasty lutego

Zacząłem oglądać "Ołowiane Dzieci". Ciężka sprawa. Beznamiętna narracja, doskonale obsadzona główna postać, wybitna muzyka. W ogóle ach i och. Jednak oglądam na raty krótsze niż odcinek. Podobno historia prawdziwa. Pokazuje w jak absurdalnym porządku żyliśmy. 

Jakoś w zeszłym roku trafiłem na amerykański film „Erin Brockovich”. Tematyka podobna. Jednak nie zrobił na mnie takiego wrażenia. 

W środku dnia

 Ponad pięćdziesiąt lat temu poznałem dziewczynę, która w uroczy sposób używała frazy "kulawy kotek szedł sobie drogą". Robiła to zamiast.

 

niedziela, 15 lutego 2026

piętnasty lutego

 W piątek odwiedziłem pobliski bazarek i zdumiony młodą kapustą w ofercie kupiłem główkę. Dokupiłem w Biedronce dymkę i koperek, a także, z powodu braku suszonych grzybów, sos grzybowy w torebce. Teraz kończę duszenie. Wyszło przepysznie a też na to, że mam co najmniej trzy posiłki główne na trzy dni z dzisiem. 

Kraków odwiedził kolejny Niż Genueński i zasypał śniegiem. Myślę, że ze dwadzieścia centymetrów. Ciekawość, co dziś będzie się działo na ulicach, a zwłaszcza chodnikach. W twarzy braku wiatru zawieja i zamiecia jednak nas nie odwiedziła, ale i tak będzie wesoło. Zastanawiam się czy na dzisiejszy spacer obuć nastojaszcze zimowe buty, czy może jednak kalosze.

Dwadzieścia po piątej. Czas spać. 

sobota, 14 lutego 2026

czternasty lutego

 Dawno temu (ale prawda), gdy byłem młody i piękny (choć to piękno wynikało tylko z młodości), zdarzało mi się podróżować komunikacją publiczną. W tejże komunikacji, jak panbóg przykazał, zimą było zimno, a latem gorąco. I oto latem w takim tramwaju czy autobusie zaczynał się festiwal zapachów. Typowym współpodróżnym był wówczas człowiek płci męskiej, porządnie ubrany i śmierdzący wniebogłosy. Od góry zastarzałym podpachowym potem wydobywającym się z porządnie wyprasowanej koszuli, a nieco niżej wyschniętym moczem z porządnie wyprasowanych spodni, a już całkiem przyziemnie niezapomnianym zapachem przepoconych skarpet. Do dziś te zapachy śnią mi się, choć głosy na temat zapachów w snach są podzielone. Nie budzę się z krzykiem tak jak wtedy nie wybiegałem z kompletnie zasmrodzonego pojazdu, bo jakoś się zaadaptowałem do tych trudnych warunków. Ostatnio zauważyłem że obserwując na ekranie Naćpana z Pałacu czuję echo tamtych smrodów. To dziwne?

sobota, 31 stycznia 2026

trzydziesty pierwszy stycznia

 No proszę, jedna dwunasta roku przeleciała. Jak było? -zimno, ale tylko na polu. I ślisko, choć jak dotąd nie wypierdoliłem się ani razu. Uważam, patrzę pod nogi. Dużo płacę za prąd, którym ogrzewam mieszkanie. Prawie osiemset złotych za dwa miesiące. Dużo śpię, za dużo jem i wypatruję wiosny, gdy będę mógł znowu popracować nad masą. Od kilku tygodni notuję wyniki w okolicach 81 kg. Zastanawiam się nad wakacjami. Niby mam pobukowane noclegi w drugiej połowie sierpnia, ale ciągle korci mnie jednak wyprawa na Bornholm, bo nie był. Autem z wypożyczalni z zainstalowanym bagażnikiem na rower do Kołobrzegu, Promem z rowerem na Bornholm, Tydzień na wyspie, znów do Kołobrzegu i koleją do Krakowa. Może być fajnie.

niedziela, 25 stycznia 2026

dwudziesty piąty stycznia

 Albo weźmy oszczędzanie. Jak powszechnie wiadomo nie warto oszczędzać tradycyjnie czyli odkładać pieniądze w banku. Proponowane w banku odsetki nie rekompensują inflacji. Za to życie w permanentnym kredycie szalennie mi odpowiada. Kiedy przeszedłem na emeryturę płaciłem miesięczną ratę w wysokości 30% moich dochodów. Teraz to już tylko 19%. Tymczasem podjąłem decyzję o jak najszybszej spłacie całego kredytu. Oprócz wyznaczonej przez Bank raty wpłacam niewielką sumę co miesiąc i według ostrożnych obliczeń kredyt zniknie w połowie przyszłego roku. Co ja wtedy pocznę? Czy wystarczy mi na wymarzone podróżowanie do końca życia? W tylu miejscach jeszcze nie byłem.

Jak chodzi o tegoroczne wakacje to po obliczeniu się zrezygnowałem z podróży na  najzachodniejszy skrawek Europy. Będę więc podróżował po naszym pięknym Kraju, z niewielkim zboczeniem do Kłajpedy i Wilna. Powinienem się zmieścić w limicie mojej karty kredytowej powiększonym o Trzynastą Emeryturę.

W Krakowie SMOG. W połączeniu z mrozami i ślizgawką na chodnikach zniechęca do spacerów i to już widać na wadze. W grudniu było 79 kg, a teraz dochodzi do 81 kg, choć już prawie nic nie jem. Wieszczą odwilż, mam nadzieję, że masa mojego cielska spadnie. Tak się zastanawiam: kiedy moja waga w kilogramach zrówna się z moim wiekiem w latach?

wtorek, 13 stycznia 2026

trzynasty stycznia

 Zacząłem się przymierzać do kolejnej Podróży. Tymczasem nie nadaję jeszcze numeru. Na wszelki wypadek. Siedzę sobie w cieple i patrzę jak na polu wali śnieg "jak biały puch z poduszki". Dopracowałem się metody na planowanie takich wydarzeń. Otwieram góglową mapę, specjalny arkusz kalkulacyjny i Booking. Naprzód wyznaczam miejsce pierwszego noclegu dbając o rozsądną odległość. Podczas Podróży Wokół Bałtyku były to odległości dochodzące do sześciuset kilometrów. Dziś już nie jestem taki wyrywny, bo lata lecą a ja nie młodnieję. Później z pomocą Booking wybieram hotel. Czasem potrzeba wielu iteracji, bo albo za drogo, albo za daleko (lub za blisko). Po decyzji, że to właśnie ten hotel, rezerwuję nocleg z opcją "bezpłatne odwołanie". Pamiętając o kłopotach z zaparkowaniem auta w centrach miast, wybieram obiekty położone na uboczu i dokładnie je oglądam w góglowym stritwiu.  Potem wpisuję w arkusz adres, cenę noclegu, nazwę hotelu, odległość i szacunkowy czas jazdy. W takiej kratce na dole arkusza pojawia się całkowity koszt etapu. Czynności powtarzam dla kolejnych punktów aż wrócę do Krakowa. Czasem, gdy nie mogę znaleźć odpowiedniego hotelu wracam do obliczeń i szukam lepszego rozwiązania. Na przykład za chwilę zacznę szukać noclegu w Szwajcarii. Myślę pojechać tak daleko na Zachód jak się tylko da.

wtorek, 6 stycznia 2026

szósty stycznia

 Chwila wspomnień.

Mniej więcej sześćdziesiąt pięć lat temu zostałem pod przymusem zapisany do szkoły muzycznej. Nie wiem co myśleli rodzice, ale ja nie byłem zachwycony. Jednak, siedmiolatek, nie miałem nic do gadania, zresztą wiele w szkole muzycznej podobało mi się. Pierwszy nauczyciel był aniołem cierpliwości i oazą spokoju. To on nauczył mnie podstaw skrzypcowego rzemiosła i rozwijał we mnie zamiłowanie do Muzyki. Niestety od drugiej klasy przejął mnie Profesor S. On znęcał się nade mną. Jego reakcja na najmniejszy fałszyk czy utratę rytmu była, przynajmniej dla mnie, przykra. Szczypał mnie boleśnie w policzek i targał za uszy i włosy. Czasy były takie, że nie śmiałem się poskarżyć nawet rodzicom. Za to bardzo podobały mi się próby i koncerty Orkiestry Szkolnej. Z takich sobie melodyjek ćwiczonych w podgrupach, wyłaniała się podczas próby ogólnej  Harmonia i naprawdę wielka Muzyka. W czasie pierwszej takiej próby czułem wzruszenie do łez i ogólną Gęsią Skórkę. Nauka gry na skrzypcach polegała głównie na wielokrotnym ćwiczeniu różnych kawałków w domu. Latem wychodziłem z ćwiczeniami na taras. Natychmiast gdy zaczynałem grać uaktywniał się Dun, pies zbliżony do owczarka niemieckiego. Wył głośno do ostatniej nuty.