Pamiętacie zeszłoroczną opowieść o Srokach? Jestem przekonany o tym, że teraz również kroi się coś podobnego. Wracając dziś z roboty dostrzegłem dwoje tych sympatycznych ptaszysk kręcących się koło domu w którym mieszkam. Przystanąłem na chwilę i zobaczyłem: normalnie budują gniazdo. Co prawda w innym miejscu, bo po północnej stronie domu i nie na drzewie tylko pod najgórniejszym oknem klatki schodowej, ale bez wątpienia budują. Wszedłszy do domu natychmiast pomknąłem do małego, północnego, pokoju by otwarłszy okno udokumentować moje spostrzeżenia. Niestety, na gorącym uczynku nie udało się Srok złapać. Nie miałem zresztą zbyt wiele czasu i przed zapadnięciem zmroku fotografii nie udało mi się zrobić. Obiecuję jednak poważne zajęcie się tym tematem na przyszłość.
Forsycje dziś zaczęły. Prawdopodobnie pomógł im w tym lekki, wiosenny deszczyk. Teraz tylko jeden słoneczny dzień i będę mógł pokazać zajebiścieżółty żywopłot.
Znajoma z fejsbuka wywiesiła świeże zdjęcia krokusów na Jasnych Błoniach. Ach, jakże chciałbym zobaczyć to z bliska. Może za rok?
czwartek, 26 marca 2015
środa, 25 marca 2015
dwudziesty piąty marca
Już chyba przestanę liczyć kolejne Projekty przenoszone do folderu "PROJEKTY W TOKU". Dziś podpisaliśmy umowę na następną moją realizację. Taką już poważniejszą: sto tysięcy złotych.
Albo weźmy wiek. Zastanawiam się czy przez analogię ze znaną z prognoz pogody temperaturą odczuwalną, nie powinniśmy zacząć myśleć o wieku odczuwalnym. W biurze w którym pracuję, średnia wieku to jakieś czterdzieści sześć lat. Jest więc Pan Marek i ja - sześdziesięciolatkowie, Pan Tomek, syn Właściciela trzydziestoparolatek i Panna Kasia martwiąca się o to, że już przeszła Rubikon trzydziestki. To dziwne, ale mentalnie czuję się bliższy młodzieży niż Panu Markowi, który, za prawdę starym dziadem już jest. Inna sprawa, co o tym myśli Marek. Mój wiek odczuwalny, odczuwany przeze mnie jest tak gdzieś w okolicach "45".
Przyroda zwleka, choć temperatury już dwucyfrowe. Wracając dziś od Haneczki, gdzie pojechałem zaraz po robocie, porozglądałem się na Spacerniaku.
Bazie na Wierzbie:
Pąki na Bzie:
I na Magnolii:
Albo weźmy wiek. Zastanawiam się czy przez analogię ze znaną z prognoz pogody temperaturą odczuwalną, nie powinniśmy zacząć myśleć o wieku odczuwalnym. W biurze w którym pracuję, średnia wieku to jakieś czterdzieści sześć lat. Jest więc Pan Marek i ja - sześdziesięciolatkowie, Pan Tomek, syn Właściciela trzydziestoparolatek i Panna Kasia martwiąca się o to, że już przeszła Rubikon trzydziestki. To dziwne, ale mentalnie czuję się bliższy młodzieży niż Panu Markowi, który, za prawdę starym dziadem już jest. Inna sprawa, co o tym myśli Marek. Mój wiek odczuwalny, odczuwany przeze mnie jest tak gdzieś w okolicach "45".
Przyroda zwleka, choć temperatury już dwucyfrowe. Wracając dziś od Haneczki, gdzie pojechałem zaraz po robocie, porozglądałem się na Spacerniaku.
Bazie na Wierzbie:
Pąki na Bzie:
I na Magnolii:
wtorek, 24 marca 2015
dwudziesty czwarty marca
Albo weźmy wtorek, Drugi, albo Trzeci dzień tygodnia, zależnie od przekonań. Wtorkowy poranek bywa ciężki, bo to jeszcze prawie cały tydzień do łykendu. A zaś wtorkowe popołudnie to już przecież prawie środa, a w środę, jak powszechnie wiadomo, już czuć zapach łykendu. Powyższe rozważania dotyczą oczywiście ludzi trudniących się pracą najemną.
Zmieniła się cyrkulacja powietrza. Leci coś takiego łagodnego i ciepłego, że aż obułem dziś tenisówki.
A Forsycja dalej zwleka.
Zmieniła się cyrkulacja powietrza. Leci coś takiego łagodnego i ciepłego, że aż obułem dziś tenisówki.
A Forsycja dalej zwleka.
poniedziałek, 23 marca 2015
dwudziesty trzeci marca
Zaćmienia Słońca jeszcze nie opracowałem. Mało casu, krucabomba. Zaprezentuję więc wczorajsze fotografie z Fortu. Niesamowicie wygląda dziewiętnastowieczna bryła na tle już nie takich najnowszych warszawskich wieżowców:
Albo tu:
A w środku - cuda :
I jeszcze jeden cud:
W robocie coraz ciekawiej. Jutro pewnie będzie podpisana Umowa na piąty mój Projekt.
Z Haneczką chyba też coraz lepiej. Lekarze dają nadzieję na powrót do domu na Święta. Kilka dni temu wyglądała tak:
Albo tu:
A w środku - cuda :
I jeszcze jeden cud:
W robocie coraz ciekawiej. Jutro pewnie będzie podpisana Umowa na piąty mój Projekt.
Z Haneczką chyba też coraz lepiej. Lekarze dają nadzieję na powrót do domu na Święta. Kilka dni temu wyglądała tak:
niedziela, 22 marca 2015
dwudziesty drugi marca
Zupełnie przypadkowo dowiedziałem się dziś o tym, że jest w Warszawie Fort Traugutta.
Odbywał się tam wernisaż wystawy koleżanki ze studiów mojej Przyjaciółki Malarki. Byłem, a jakże, oglądałem i zmarzłem, bo Fort, jak to zabytek, nieogrzewany. O Forcie więcej jutro, bo już muszę spać. Jutro pobudka o piątej. Przed ósmą muszę być u jednego Klienta i sprawdzić jeden z wymiarów piątkowego obmiaru, którego nie jestem pawian.
Jeszcze jedno. Dziś w Trójce był koncert Piotra Bukartyka. Artysta powiedział jedną zastanawiającą opinię: Do czego to podobne aby w polskim katolickim kraju jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów krajobrazu była złota dupa wymierzona prosto w niebo. Chodzi oczywiście o logo jadłodajni w której podobno wszystko smakuje tak samo around the world.
Odbywał się tam wernisaż wystawy koleżanki ze studiów mojej Przyjaciółki Malarki. Byłem, a jakże, oglądałem i zmarzłem, bo Fort, jak to zabytek, nieogrzewany. O Forcie więcej jutro, bo już muszę spać. Jutro pobudka o piątej. Przed ósmą muszę być u jednego Klienta i sprawdzić jeden z wymiarów piątkowego obmiaru, którego nie jestem pawian.
Jeszcze jedno. Dziś w Trójce był koncert Piotra Bukartyka. Artysta powiedział jedną zastanawiającą opinię: Do czego to podobne aby w polskim katolickim kraju jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów krajobrazu była złota dupa wymierzona prosto w niebo. Chodzi oczywiście o logo jadłodajni w której podobno wszystko smakuje tak samo around the world.
sobota, 21 marca 2015
pierwszy dzień wiosny
Uczciłem wręczając Ukochanej bukiet tulipanów.
Albo weźmy Koszmar w Milanówku. Ponieważ dziś uzyskałem Autoryzację mogę tę historię opowiedzieć detalicznie. W grudniu, w połowie grudnia, w pierwszej połowie, rozmawiając z Siostrą, jedyną znaną mi zamężną kobietą, która używa prawidłowej formy odmężowego nazwiska, tej kończącej się na -ina, dowiedziałem się o tym, że jedna z Pracowni Konserwacji Zabytków poszukuje ludzi potrafiących haftować krzyżykowo, bo wygrała przetarg na wymianę poddupników w fotelach z rogalińskiego zamku. Skojarzyłem, że Przyjaciółka Malarka haftować umie i nawet ma na to papiery, bo ukończyła średnią szkołę w kierunku tkanin właśnie. Po kilku telefonach Przyjaciółka tę robotę przyjęła. I wtedy właśnie zaczął się Koszmar. Praca była tak czasochłonna, że przez prawie całą zimę w Milanówku nie działo się nic innego tylko krzyżyki i krzyżyki. A haftował kto żyw. Okazało się, że ja też potrafię i, a jakże , haftowałem. Żeby pomóc. W rezultacie wszystkie terminy legły w gruzach i dopiero kilka dni temu robota została ukończona. A po jej ukończeniu Przyjaciółka mówiła o tym, że czuje się jakby wyszła z więzienia.
Forsycje zwlekają, Pąki na Magnoliach zadziwiająco duże, a na Bzach wyglądają tak, jakby za moment miały pokazać świeżą zieleń.
A z tydzień przestawiamy zegary i będziemy wstawać godzinę wcześniej. Za to dzień będzie się kończył gdzieś koło siódmej i będzie coraz dłuższy.
Albo weźmy Koszmar w Milanówku. Ponieważ dziś uzyskałem Autoryzację mogę tę historię opowiedzieć detalicznie. W grudniu, w połowie grudnia, w pierwszej połowie, rozmawiając z Siostrą, jedyną znaną mi zamężną kobietą, która używa prawidłowej formy odmężowego nazwiska, tej kończącej się na -ina, dowiedziałem się o tym, że jedna z Pracowni Konserwacji Zabytków poszukuje ludzi potrafiących haftować krzyżykowo, bo wygrała przetarg na wymianę poddupników w fotelach z rogalińskiego zamku. Skojarzyłem, że Przyjaciółka Malarka haftować umie i nawet ma na to papiery, bo ukończyła średnią szkołę w kierunku tkanin właśnie. Po kilku telefonach Przyjaciółka tę robotę przyjęła. I wtedy właśnie zaczął się Koszmar. Praca była tak czasochłonna, że przez prawie całą zimę w Milanówku nie działo się nic innego tylko krzyżyki i krzyżyki. A haftował kto żyw. Okazało się, że ja też potrafię i, a jakże , haftowałem. Żeby pomóc. W rezultacie wszystkie terminy legły w gruzach i dopiero kilka dni temu robota została ukończona. A po jej ukończeniu Przyjaciółka mówiła o tym, że czuje się jakby wyszła z więzienia.
Forsycje zwlekają, Pąki na Magnoliach zadziwiająco duże, a na Bzach wyglądają tak, jakby za moment miały pokazać świeżą zieleń.
A z tydzień przestawiamy zegary i będziemy wstawać godzinę wcześniej. Za to dzień będzie się kończył gdzieś koło siódmej i będzie coraz dłuższy.
piątek, 20 marca 2015
dwudziesty marca
No to mamy Wiosnę. Zaćmienie Słońca obserwowałem przez Maskę Spawacza i byłem zachwycony. Robiłem fotografie, ale muszę nad nimi trochę popracować, bo na surowo efektu uśmiechniętego rogalika na zdjęciach nie widać. Czwarty Projekt lada dzień przeniosę do folderu PROJEKTY W TOKU. W poniedziałek mam podpisać Umowę z Inwestorem. Jest dobrze. Forsycje trochę się ociągają. Myślę, że to przez poranne przymrozki. Dziś rano znowu Skrobanko.
Wiosna,
Wiosna,
Wiosna
Wiosna
Subskrybuj:
Posty (Atom)







