Dziś posunąłem się bardzo z hamulcem. Zgłębiałem zagadnienie średnicy podziałowej w zazębieniach. Niby wiem o tym, że są specjalne wzory, generatory i tablice do projektowania przekładni, ale potrzebowałem mechanizmu bardzo nietypowego i wszystkie obliczenia zrobiłem sam. Na załączonym obrazku widać, że koła zębate są rozłożone na różnych płaszczyznach. Musiałem wymyślić taki rodzaj zazębienia, który sprawi, że wszystkie łańcuszki na małych kołach łańcuchowych będą się poruszały synchronicznie. Wydaje mi się, że dałem radę.
niedziela, 29 marca 2015
sobota, 28 marca 2015
dwudziesty ósmy marca
Tak się dziś zająłem Hamulcem 3.0, że zapomniałem o Wszystkim. Koncepcja jest przemyślana na wszystkie strony. Gorzej z modelowaniem. Program do konstruowania wieszał mi się dziś wielokrotnie. Po dwukrotnym pruciu zacząłem nerwowo zapisywać efekty pracy po każdej operacji, przez co robota posuwała się wolniej niż powinna. Muszę poszukać w opcjach autozapisu. Cały dzień nie ruszałem się z domu, ale przez uchylone kuchenne okno słyszałem sroczą aktywność.
Nic. Pora spać
Nic. Pora spać
piątek, 27 marca 2015
dwudziesty siódmy marca
Pierwsza wiosenna ulewa. Pierwsza wiosenna burza. Pierwsze koty za płoty.
W pracy coraz lepiej. Przyszedł dziś do mnie Właściciel i mówił o tym, że coś trzeba zrobić, w domyśle: natychmiast. Wysłuchałem i powiedziałem: po kolei, teraz robię co innego. Przyznał mi rację i powiedział, że podoba mu się takie podejście do pracy. Rano mierzyłem w Ząbkach dom który jest ruiną, a już za trzy miesiące ma być pałacem. Będę do tego domu projektował świetlik - piramidę z aluminium i szkła. Pochwalę się swoją niewiarygodną kompetencją. Rad-em. Byłem dziś u Haneczki. Jest przytomna. Pogodziła się już z pampersami i, co dziwne, zeznaje o lęku jaki czuje przed powrotem do domu. Widocznie tak już przyzwyczaiła się do szpitalnej codzienności, że boi się odmiany.
Nic. Zaraz biorę się za zmywanie, bo w moim starokawalerskim gospodarstwie, podobnie jak w męskim akademiku, naczynia zmywa się przed posiłkiem. Później przygotuję sobie jakieś jedzenie i zacznę zbierać się do spania. Nic już dziś nie narysuję. Jestem krańcowo wyczerpany i niewyspany. Z hamulcem zacznę walczyć w środku nocy, jak się samoczynnie obudzę.
W pracy coraz lepiej. Przyszedł dziś do mnie Właściciel i mówił o tym, że coś trzeba zrobić, w domyśle: natychmiast. Wysłuchałem i powiedziałem: po kolei, teraz robię co innego. Przyznał mi rację i powiedział, że podoba mu się takie podejście do pracy. Rano mierzyłem w Ząbkach dom który jest ruiną, a już za trzy miesiące ma być pałacem. Będę do tego domu projektował świetlik - piramidę z aluminium i szkła. Pochwalę się swoją niewiarygodną kompetencją. Rad-em. Byłem dziś u Haneczki. Jest przytomna. Pogodziła się już z pampersami i, co dziwne, zeznaje o lęku jaki czuje przed powrotem do domu. Widocznie tak już przyzwyczaiła się do szpitalnej codzienności, że boi się odmiany.
Nic. Zaraz biorę się za zmywanie, bo w moim starokawalerskim gospodarstwie, podobnie jak w męskim akademiku, naczynia zmywa się przed posiłkiem. Później przygotuję sobie jakieś jedzenie i zacznę zbierać się do spania. Nic już dziś nie narysuję. Jestem krańcowo wyczerpany i niewyspany. Z hamulcem zacznę walczyć w środku nocy, jak się samoczynnie obudzę.
czwartek, 26 marca 2015
dwudziesty szósty marca
Pamiętacie zeszłoroczną opowieść o Srokach? Jestem przekonany o tym, że teraz również kroi się coś podobnego. Wracając dziś z roboty dostrzegłem dwoje tych sympatycznych ptaszysk kręcących się koło domu w którym mieszkam. Przystanąłem na chwilę i zobaczyłem: normalnie budują gniazdo. Co prawda w innym miejscu, bo po północnej stronie domu i nie na drzewie tylko pod najgórniejszym oknem klatki schodowej, ale bez wątpienia budują. Wszedłszy do domu natychmiast pomknąłem do małego, północnego, pokoju by otwarłszy okno udokumentować moje spostrzeżenia. Niestety, na gorącym uczynku nie udało się Srok złapać. Nie miałem zresztą zbyt wiele czasu i przed zapadnięciem zmroku fotografii nie udało mi się zrobić. Obiecuję jednak poważne zajęcie się tym tematem na przyszłość.
Forsycje dziś zaczęły. Prawdopodobnie pomógł im w tym lekki, wiosenny deszczyk. Teraz tylko jeden słoneczny dzień i będę mógł pokazać zajebiścieżółty żywopłot.
Znajoma z fejsbuka wywiesiła świeże zdjęcia krokusów na Jasnych Błoniach. Ach, jakże chciałbym zobaczyć to z bliska. Może za rok?
Forsycje dziś zaczęły. Prawdopodobnie pomógł im w tym lekki, wiosenny deszczyk. Teraz tylko jeden słoneczny dzień i będę mógł pokazać zajebiścieżółty żywopłot.
Znajoma z fejsbuka wywiesiła świeże zdjęcia krokusów na Jasnych Błoniach. Ach, jakże chciałbym zobaczyć to z bliska. Może za rok?
środa, 25 marca 2015
dwudziesty piąty marca
Już chyba przestanę liczyć kolejne Projekty przenoszone do folderu "PROJEKTY W TOKU". Dziś podpisaliśmy umowę na następną moją realizację. Taką już poważniejszą: sto tysięcy złotych.
Albo weźmy wiek. Zastanawiam się czy przez analogię ze znaną z prognoz pogody temperaturą odczuwalną, nie powinniśmy zacząć myśleć o wieku odczuwalnym. W biurze w którym pracuję, średnia wieku to jakieś czterdzieści sześć lat. Jest więc Pan Marek i ja - sześdziesięciolatkowie, Pan Tomek, syn Właściciela trzydziestoparolatek i Panna Kasia martwiąca się o to, że już przeszła Rubikon trzydziestki. To dziwne, ale mentalnie czuję się bliższy młodzieży niż Panu Markowi, który, za prawdę starym dziadem już jest. Inna sprawa, co o tym myśli Marek. Mój wiek odczuwalny, odczuwany przeze mnie jest tak gdzieś w okolicach "45".
Przyroda zwleka, choć temperatury już dwucyfrowe. Wracając dziś od Haneczki, gdzie pojechałem zaraz po robocie, porozglądałem się na Spacerniaku.
Bazie na Wierzbie:
Pąki na Bzie:
I na Magnolii:
Albo weźmy wiek. Zastanawiam się czy przez analogię ze znaną z prognoz pogody temperaturą odczuwalną, nie powinniśmy zacząć myśleć o wieku odczuwalnym. W biurze w którym pracuję, średnia wieku to jakieś czterdzieści sześć lat. Jest więc Pan Marek i ja - sześdziesięciolatkowie, Pan Tomek, syn Właściciela trzydziestoparolatek i Panna Kasia martwiąca się o to, że już przeszła Rubikon trzydziestki. To dziwne, ale mentalnie czuję się bliższy młodzieży niż Panu Markowi, który, za prawdę starym dziadem już jest. Inna sprawa, co o tym myśli Marek. Mój wiek odczuwalny, odczuwany przeze mnie jest tak gdzieś w okolicach "45".
Przyroda zwleka, choć temperatury już dwucyfrowe. Wracając dziś od Haneczki, gdzie pojechałem zaraz po robocie, porozglądałem się na Spacerniaku.
Bazie na Wierzbie:
Pąki na Bzie:
I na Magnolii:
wtorek, 24 marca 2015
dwudziesty czwarty marca
Albo weźmy wtorek, Drugi, albo Trzeci dzień tygodnia, zależnie od przekonań. Wtorkowy poranek bywa ciężki, bo to jeszcze prawie cały tydzień do łykendu. A zaś wtorkowe popołudnie to już przecież prawie środa, a w środę, jak powszechnie wiadomo, już czuć zapach łykendu. Powyższe rozważania dotyczą oczywiście ludzi trudniących się pracą najemną.
Zmieniła się cyrkulacja powietrza. Leci coś takiego łagodnego i ciepłego, że aż obułem dziś tenisówki.
A Forsycja dalej zwleka.
Zmieniła się cyrkulacja powietrza. Leci coś takiego łagodnego i ciepłego, że aż obułem dziś tenisówki.
A Forsycja dalej zwleka.
poniedziałek, 23 marca 2015
dwudziesty trzeci marca
Zaćmienia Słońca jeszcze nie opracowałem. Mało casu, krucabomba. Zaprezentuję więc wczorajsze fotografie z Fortu. Niesamowicie wygląda dziewiętnastowieczna bryła na tle już nie takich najnowszych warszawskich wieżowców:
Albo tu:
A w środku - cuda :
I jeszcze jeden cud:
W robocie coraz ciekawiej. Jutro pewnie będzie podpisana Umowa na piąty mój Projekt.
Z Haneczką chyba też coraz lepiej. Lekarze dają nadzieję na powrót do domu na Święta. Kilka dni temu wyglądała tak:
Albo tu:
A w środku - cuda :
I jeszcze jeden cud:
W robocie coraz ciekawiej. Jutro pewnie będzie podpisana Umowa na piąty mój Projekt.
Z Haneczką chyba też coraz lepiej. Lekarze dają nadzieję na powrót do domu na Święta. Kilka dni temu wyglądała tak:
Subskrybuj:
Posty (Atom)








