niedziela, 23 października 2016

dwudziesty trzeci października

Zdążyliśmy. Dziś, w niedzielę, o wpół do dziesiątej, zapisaliśmy na serwerze ostatnie rysunki których dedlajn jest jutro o czwartej po południu. Ostatnie godziny były ciężkie. Zmęczone auto kadem oczy i podłączone do nich mózgi słabo już jarzyły. Wciąż urządzaliśmy krzyżowe kontrole tego, co wysmarowaliśmy i rezultaty tych kontrolnych kontroli wzbudzały śmiech pusty w autorach sprawdzanych rysunków. Powinniśmy odpocząć. Ja na pewno nie będę mógł jutro nic narysować - rzygam już auto kadem, a na przykład Mateusz zeznaje o tym, że budzi się w nocy kilka razy przerywając Kadowe sny o Projekcie. 
Albo weźmy Sympatię. Rozwijam tam jeden wątek. Pani mieszka niedaleko, zdjęcie ma atrakcyjne i wypracowanie do rzeczy. Chcę, bardzo chcę, aby był jakiś chleb z tej mąki, bo męka samotności coraz bardziej mnie przytłacza. 
Spokorniałem przez miesiące bezrobocia i bezpieniężności. Mało mówię. Dużo słucham. Uśmiecham się. I wciąż rozglądam za takim ułożeniem sobie życia, które zapewni mi Prawdziwe Bezpieczeństwo. 
Z Planu wyszedł Koszalin. Z Planu wyszła praca w XXX. Może więc Plan życzy mi dobrze i życie ułoży się dobrze?
Tymczasem jednak pójdę Spać. Po pracowitej Niedzieli przyjdzie równie pracowity Poniedziałek. 

sobota, 22 października 2016

dwudziesty drugi października

Dziś trzynaście i pół godziny pracowałem. Jestem kamieniołomowo zmęczony i wiem, że jutro też będę niewiadomoile pracował. Jedyna pociecha w kasie którą zarabiam. Zdrowie wraca do normy. Z psychicznym nieco gorzej. Poniedziałkowa dedlajn stresuje mnie jednak.

piątek, 21 października 2016

dwudziesty pierszy października, dwudziesta druga zero jeden

Dopiero wróciłem z roboty. Wszystko za. Za późno dowiedziałem się o najbliższej dedlajn. Za dużo jest w tym terminie do zrobienia. Za bardzo zmęczony jestem po czternastu godzinach pracy bez przerwy, aby mieć zaufanie do tego co narysowałem. Robię co mogę, a tu jeszcze osłabienie po ostatnim załamaniu zdrowia przeszkadza w pracy, że trudno więcej. Jednym słowem: chujnia. Dwoma: chujnia z grzybnią. 
Z powodu dymu związanego z kolejnym nieprzekraczalnym terminem, Prezes wywiązał się wreszcie z obietnic finansowych. Nie jestem jeszcze, co prawda, obrzydliwie bogaty, ale sto siedemdziesiąt euro za dwa tygodnie pracy w godzinach nadliczbowych jednak piechotą nie chodzi. Jak tak dalej pójdzie nie tylko wyrównam rachunki z Oryndżem, ale także zacznę oddawać różne przyjacielskie zadłużenia, czego życzcie mi Droga Frekwencjo. 

czwartek, 20 października 2016

dwudziesty października

Projekt wrócił. Byłem dziś w robocie do wpół do ósmej. Łykend również zapowiada się pracowicie. A teraz Spać.

środa, 19 października 2016

dziewiętnasty października

Nie wiem czy Szanowna Frekwencja zauważyła, że październik jest najdłuższym miesiącem. Na jego zapisanie potrzebujemy bowiem jedenastu liter. W robocie bez zmian koloruję kolejne papiery. Dziś jednak dowiedziałem się o tym, że jutro koło południa wrócę do Projektu. Muszę więc pamiętać rano aby Ciepło się ubrać, bo tam, w Sali Konferencyjnej na drugim piętrze jest zwyczajnie Zimno, chociaż śnieg tymczasem nie pada, jakby powiedział Kłapouchy. Wracałem dziś z roboty wspominaną Kładką. Remontu końca nie widać. Ze zdrowiem też lepiej. Kaszlę jeszcze jednak jest to Kaszel Zanikający. 
Myślę o jedenastym listopada. Chyba nie będzie mi się chciało pichcić różności i w domu zaproponuję tylko Picie i ew. zakąski. Odżywianie jednak zaproponuję Na Mieście lub Z Dowozem Na Telefon.

wtorek, 18 października 2016

osiemnasty października

Taka dziś nasunęła mi się refleksja: przecież w Koszalinie nie ma nawet porządnego mostu pod którym, w razie czego (tu mówi się: w razie "w") można by się przespać. Nie, żebym potrzebował takiego noclegu, ale myśl o tym, że zaniedługo kończy mi się umowa najmu mieszkania, jednak przywołuje myśli, że trzeba się będzie do Najemcy odezwać i prawdopodobnie renegocjować warunki.
Wracając dziś do domu zobaczyłem takie coś:
Przypomniał mi się na tę okoliczność jeden z pierwszych wpisów w blogu którego już nie ma. Pisałem tam o burym, skopanym dywanie. To tu nie wygląda buro i szeleści pędzone wiatrem i pachnie oszołamiająco. Jesień ma jednak swoje dobre strony.
 

poniedziałek, 17 października 2016

siedemnasty października

W projekcie BoxhagenerStraße nastąpiła zwłoka. Niemcy nie dostarczyli dokumentów na podstawie których moglibyśmy działać dalej. W związku z powyższym dostałem dziś, koło południa, propozycję niedoodrzucenia, abym pomógł Technologom w przygotowywaniu papierów produkcyjnych. Choć myślałem, że już nigdy więcej, to dziś znów drukowałem ryzy papieru i RĘCZNIE, DŁUGOPISEM, a też KOLOROWYM ZAKREŚLACZEM,  obrabiałem kolejne dokumenty. No i co robić?- taka robota.
Albo weźmy zapach zwiędłych i opadłych liści oraz dźwięki jakie wydają miotane wiatrem. Wędrując dziś z roboty nawąchałem się i nasłuchałem do syta. Przyszły mi na myśl jesienne spacery z młodości i dzieciństwa. Także te z kolejnymi Dziewczynami. Jakoś znowu po drodze zrobiło mi się z Sympatią. Target co prawda ograniczony, ale moja cierpliwość jest ogromna i wydaje mi się, że w końcu doczekam Docelowej Partnerki i nauczony poprzednimi doświadczeniami będę się starał raczej Brać niż Dawać.