poniedziałek, 21 listopada 2016

dwudziesty pierwszy listopada

Albo weźmy Plan. Zeszłej nocy obudziłem się samoczynnie o wpół do pierwszej i nie mogąc spać, z pełną świadomością faktu, że rano do roboty, postanowiłem jednak pozostać w łóżku i wypocząć tak bardzo jak tylko się da. Przypomniałem sobie techniki wejścia w stan alfa i dalejże rozmyślać. 
Nie jestem pawian kiedy myśl o Planie wyroiła się w moim pomyślunku, jednak z całą pewnością było to po wygnaniu z Wieży. Prawdopodobnie ulegając nieświadomie wpływom podejrzanego kultu, który to kult sączyła bez przerwy Cenzura, zacząłem składać sobie obraz Świata w którym Plan, coś co pozwala wszystko to, co się dzieje, zwalić na wszystko co nie jest mną, zawiaduje wszystkim. Z jednej strony było to bardzo wygodne - zdejmowało ze mnie odpowiedzialność, a z drugiej, albo z każdej innej, obezwładniające, bo już nic nie zależało ode mnie. Basta powiedziałem. Dość już bycia liściem miotanym przez byle wietrzyk. Dość piórka niesionego byle strumieniem. Tak NIE MOŻNA. Zanim zagrzmiał budzik wróciły Marzenia. Przypomniałem sobie o tym, że trzeba mieć Cel i zmierzać do niego aktywnie kształtując to, co może się wydarzyć. Oblewając się porannym wrzątkiem stwierdziłem, że śpiewam w głos. Melodię która powstała we mnie i była Czystą Radością. 
Będzie dobrze. Plan sczezł i teraz ja jestem swoim Planistą.

piątek, 18 listopada 2016

osiemnasty listopada

Nie mogę dostać się do zdjęć w moim smartfonie. Nie pokażę więc Szanownej Frekwencji fotografii miejsca w którym smutno kończy się Ścieżka Rowerowa i elegancki Chodnik od Morskiej do kładki nad Dzierżęcinką. Ale w łykend będę jeszcze próbował.

środa, 16 listopada 2016

szesnasty listopada

Albo weźmy pamięć. Nie wiem czy inni tak mają, ale u mnie, często jest tak, że mam pewność, że coś jest w zakamarkach mojej pamięci, jednak za cholerę nie modę dostać się do tej wiedzy. Dziś od rana zaczęły mi chodzić po głowie kawałki piosenki Grechuty. Tej z cukrowym konikiem. Słyszałem i śpiewałem tę piosenkę wielokrotnie i wiem o tym, że jest w mojej głowie. Ale tylko strzępy melodii i kilka nałożonych na nią słów mogłem dziś ze siebie wydobyć. Już w robocie - do Gógla. Gdy zobaczyłem tekst, wszystko, linia melodyczna i tekst, popłynęły same i poczułem radość o poranku.
A wieczorem - radość wieczorem.

sobota, 12 listopada 2016

dwunasty listopada

Dziś porażka. Byłem przekonany o tym, że układ trzech równań z trzema niewiadomymi potrafię rozwiązać używając zapamiętanych ze szkoły sztuczek. Kilka godzin wyważałem otwarte drzwi, bo zadania nie zrobiłem. Dopiero przed chwilą przyszła mi do głowy myśl: zapytać Gógla. On, jak zawsze, na posterunku, opowiedział mi jakim byłem durniem przez całą sobotę. Nie jestem zadowolony. Ale. Z pomocą internetowego kalkulatora, albo na papierku, metodą wyznaczników rozwiążę problem. Tylko że jutro. Całość potrzebna mi jest do programiku do liczenia statyki i sprawi, że nie będę musiał aproksymować krzywych do odcinków prostych. Dlatego znakomicie skróci kod.
Cała sobota w domu. Dzięki Wałówce od DP mógłbym nie wychodzić przez kilka dni. Dzięki.
W tradycyjnej skrzynce pocztowej znalazłem rozkład jazdy koszalińskiej Filharmonii. Trzeba się będzie wybrać osiemnastego koniecznie (Mozart). Nad kolejnymi datami zastanawiam się.

piątek, 11 listopada 2016

jedenasty listopada

Pieczony Batat z gulaszem orzechowym. Czego to ludzie nie wymyślą. Tak wyglądało menu dzisiejszego obiadu w jednej z koszalińskich restauracji. Jednak nie jedzenie najważniejsze. Narozmawialiśmy się z Daleką Północą do syta. Było więcej niż miło. Było, przepraszam za kolloquializm, zajebiście. A teraz z z nową ochotą do życia kombinuję: jakiż Cel przybrać sobie na najbliższy czas?

czwartek, 10 listopada 2016

dziesiąty listopada

Jutro minie rok, jak wyprowadzałem się definitywnie z Warszawy. Przez Poznań, gdzie zawoziłem graty jednego z Bratanków. Poznańskie Świętomarcińskie Rogale jedzone wówczas u źródła nie mają sobie równych. Widziałem dziś w Lidlu coś podobnego. Nie odważyłem się kupić. 
Długi łykend czas zacząć. Jutro będą Goście. Choć nie wszyscy. Spróbuję ponegocjować jakiś Półgwiaździesty Międzyzlot może na Dalekiej Północy i jeszcze w tym roku.
Wesołych Świąt Niepodległości.
Przypomniało mi się jak kilka lat temu, z Mieszkanką Wieży, w mieszkaniu Haneczki i z Haneczką, w podobnym czasie, śpiewaliśmy pieśni Legionowe. Haneczce szło to najlepiej.  

środa, 9 listopada 2016

dziewiąty listopada

Z LGR dochodzą informacje o tym, że Małolat Chory. Niewykluczone jest więc, że listopadowy Zlot Gwiaździsty odbędzie się w składzie Mocno Okrojonym. Jeśli 50% można nazwać mocnym okrojeniem.
W robocie znowu zawirowanie. Do końca tygodnia, czyli aż do jutra będę Kolorował Papiery. Nie jest mi to miłe. Zmęczenie, spowodowane koniecznością utrzymywania Uwagi i Czujności na najwyższym poziomie, Wyłazi ze mnie około piątej po południu gdy zaczynam Rozdzierająco Ziewać i przestaję Myśleć. Dziś nie myślałem już o wpół do piątej i czekałem tylko na to, aż Kolega skończy kolorować swoje papiery, bo obiecał podwózkę prawie pod sam dom. Koniecznie muszę kupić sobie jakieś Toczydełko, bo obawiam się, że zbliżająca się nieuchronnie zima może byś ciężka transportowo.