poniedziałek, 19 grudnia 2016

dziewiętnasty grudnia

Przez łykendowe wydarzenia mam dwa gary (ok 6l) pysznej zupy. Oczywiście Barszczu Czerwonego.
Posłuchawszy i poczytawszy w piątkowy wieczór, kładłem się spać myśląc: znowu awantura, nie pierwsza i pewno nie ostatnia. W sobotni poranek już tak nie myślałem. Miałem wrażenie, że coś pękło, że pierwszy kamyk lawiny właśnie stracił równowagę. W związku z powyższym pozostałem na nasłuchu i posłuchałem prawie wszystkich polskojęzycznych Radyj. Także na podglądzie i przeczytałem poważny fragment Internetu, stron informacyjnych i opiniotwórczych, od prawa do lewa. Wniosków mam bądź ile. Nie będę się jednak dzielił nimi z Szanowną Frekwencją, bo blog nie jest od tego. Jedna tylko uwaga:Jak napisał Mistrz Konstany Ildefons.

Słuchając Radyj i przeglądając Internet nie mogłem się skupić na niczym i dlatego, zamiast smarować kolejne posty, zająłem się gotowaniem. Myślę, że owoce warszawskich Wydarzeń z zeszłego tygodnia będę spożywał do końca roku. A może i dłużej?

czwartek, 15 grudnia 2016

piętnasty grudnia

PDWS 4

Na pytanie:"dlaczego nic nie mam?" nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Podobnie jak na pytania:
Dlaczego zimą jest zimno?
Gdzie jest wiatr gdy nie wieje?
Dlaczego zimą jest Zimno?
Dlaczego latem jest Ciepło?, albo chociaż mniej Zimno niż Zimą.
Dlaczego Warszawa jest stolicą Polski?
Dlaczego Kraków nią nie jest, choć był?

No po prostu nie mam nic i co mi zrobicie? 

Nazajutrz rano.
Dlaczego pierwsze i czwarte pytanie różnią się, choć nieznacznie?
Dlaczego Nie jestem obrzydliwie bogaty?
Dlaczego Kot Nie jest Psem?
Jaka jest różnica pomiędzy Maciągiem i naciągiem?
Dlaczego mówi się szewc i krawiec, a nie krawc i szewiec?
Przez kogo i w jakich okolicznościach były sformułowane dwa poprzednie pytania?
Dlaczego Wigilia wypada zawsze dwudziestego czwartego grudnia?
Dlaczego Czwarty Król nie dotarł w porę?
Czym się różni Wróbelek?
Dlaczego niektóre małe dzieci mówią: L jak Lyba? 
Dlaczego budzę się w Środku Nocy?
Dlaczego obudzony staram się zachęcić Szanowną Frekwencję do zadawania swoich Pytań?
I jeszcze jedno pytanie:
Dlaczego obwód koła podzielony przez jego średnicę to π ≈ 3,14159 26535 89793 23846 26433 83279 50288 41971 69399 37510 58209 74944 59230 78164 06286 20899 86280 34825 34211 70679 82148 08651 32823 06647 09384 46095 50582 23172 53594 08128 48111 74502 84102 70193 85211 05559 64462 29489 54930 38196...?
I dlaczego Ludolfiny nie da się wyznaczyć z dowolną dokładnością, bo jest liczbą niewymierną? 
    

środa, 14 grudnia 2016

czternasty grudnia

PDWS 3

Przez większość czasu, w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, pracowałem rękami i produkowałem najprzeróżniejsze konstrukcje aluminiowo szklane (okna, drzwi, fasady, ogrody zimowe), by później montować je w różnych budynkach na wielu Budowach. Koncepcja kolejnego wynalazku nie jest wyłącznie moja: opracowaliśmy ją razem z Kolegą z pracy, z którym razem jeździliśmy po całym Kraju Montować. Nie pamiętam już gdzie to było. Może w Połańcu, może w Białymstoku, a może w RZESZOWIE. Któregoś wieczoru, w restauracji w której spożywaliśmy Posiłek Główny Po Robocie, zaczęliśmy się zastanawiać nad tym jak usprawnić Paskudzenie ( tak nazywaliśmy wykonywanie spoin lub fug z silikonu albo Trwaleelastycznejmasy akrylowej), które skutecznie maskowało wszystkie niedoskonałości połączeń Konstrukcji z Murem czy inną Ścianą. Dostępne wówczas Aplikatory, wyglądające jak pistolety, bo miały Korpus, Lufę, Rękojeść i Spust (cyngiel) były Nieporęczne, bo wciąż trzeba było pompować Spustem, a gdy chciało się zatrzymać strumień silikonu płynący z gwizdka, należało nacisnąć Zapadkę która teoretycznie zerowała ciśnienie w środku kartusza, a w praktyce nie robiła tego Natychmiast i nie wiadomo było co zrobić z kilkucentymetrowym Nadmiarem. Rozważaliśmy z Kolegą Aplikator Doskonały, który aplikuje kiedy chcemy i przerywa dokładnie w momencie naciśnięcia odpowiedniego guziczka.
W 2003 lub 2004, przeniosłem dzięki autokadowi 3D wyżej opisany Pomysł do przestrzeni wirtualnej i złożyłem wniosek do Urzędu Patentowego. Poznałem przy okazji Pana Pawła, który na długo pozostał moim Rzecznikiem Patentowym. Tytułu Patentu przyznanego mi po sześciu latach nie zdradzę, nie będę się przecież dekonspirował. Zwłaszcza była istotnym elementem tego tytułu. W rzeczy samej można znaleźć go pogrzebawszy w BUP. W związku z tym Patentem miałem nawet propozycję od jakiejś fabryki z Bydgoszczy, jednak zanim rozmowy się rozwinęły, Fabryka Upadła. Miałem wtedy Mnóstwo innych Zajęć i nie drążyłem. Patent jednak mam, in saecula saeculorum i mocno się cieszę z tego powodu. 
Zagadka 3.1
Jak nazywała się stocznia w której przy budowie polskich transatlantyków "Piłsudski" i "Batory" był w dużych ilościach używany słynny włoski Kit lub Mastyka, uszczelniający wszystkie połączenia, będący prekursorem silikonu?

poniedziałek, 12 grudnia 2016

dwunasty grudnia

PDWS 2

W strasznych czasach hiperinflacji, gdy wypłatę dostawałem dwa razy w tygodniu i zawsze, bez mała, dwa razy większą niż poprzednią, pracowałem rękami w małej fabryczce śrub i wkrętów. Niewtajemniczonym wyjaśniam różnicę: śrubę przykręcamy kluczem a wkręt śrubokrętem, który nie wiedzieć czemu powszechnie jest nazywany wkrętakiem. Jak powszechnie wiadomo podstawową częścią każdej śruby i każdego wkręta jest Gwint. Gwinty można robić na co najmniej dwa sposoby: 
1. Wycinając narzędziem podobnym do nakrętki z powierzchni walcowej wszystko oprócz gwintu. To Obróbka Skrawaniem.
2. Przepuszczając powierzchnię walcową pomiędzy płytkami dwuczęściowego narzędzia, które wyciska gwint. To Obróbka Plastyczna. 
Inną ważną częścią każdej śruby jest Łeb. Tradycyjnie sześciokątny, choć zdarzają się również śruby z Łbem czworo- i pięciokątnym. Są też śruby z Łbem z gniazdem sześciokątnym, tak zwane imbusy lub ampule. Siedząc kiedyś w domu na Regułach przy kuchennym stole, pod lampą wiszącą nad centrum stołu i przygrywając, ku uciesze własnej i reszty domowników, na starej gitarze, którą to wielokrotnie, wyżej wzmiankowaną lampę, a właściwie jej Klosz Szklany ze szkła mlecznego, tłukłem, pomyślałem: a gdyby tak Łeb Śruby również obrobić Plastycznie? Natychmiast po odłożeniu Gitarry, tym razem obyło się bez Tłuczenia, w ruch poszły Plastelina córki i baterie R4 całkiem jeszcze naładowane, które wyciągnąłem, pożyczyłem na chwilę z radiomagnetofonu którego nazwiska nie pamiętam, za to pamiętam jego kolor: był czarny. Wynik experymentu był obiecujący. Mniej więcej walcowy kawałek plasteliny przybierał po przemaglowaniu między kilkoma brzuchami baterii wyraźnie kanciasty kształt. I co ja wtedy robię? Biorę papier, ołówek i kalkulator, bo komputera wtedy nie miałem i liczę proste równanie z Jedną niewiadomą z udziałem, a jakże, Ludolfiny (3,1415) z którego po podstawieniu odpowiedniej średnicy Powierzchni Walcowej wychodzi jak cholera sześciokąt pod klucz na przykład 10. Później były już prawdziwe, stalowe sześciokąty, które z prętów o obliczonej średnicy, narzędziem wykonanym techniką elektrodrążenia, wypuszczałem z Maglownicy, bo tak nazywała się maszyna do Walcowania Na Zimno. Zobaczywszy pierwszy Sześciokąt pod klucz "6" poczułem znowu Radość. Nie myślałem bynajmniej wówczas o eurekowym bieganiu po mieście. Na polu był mróz. Jednak moja Radość była bliska, jak sądzę, 0,8 O. To był mój drugi Wynalazek. Pożytku z niego jak do tej pory Nic. Jednak Satysfakcja ogromna.

niedziela, 11 grudnia 2016

jedenasty grudnia

Popłynąłem wczoraj wieczór z Metrem. Dziś rano też. Jednym słowem przyjąłem to dzieło trzy razy. Wygląda na to, że moja niechęć do baletu jako sztuki nie dotyczy Metra. Później kliknąłem jakiś film, polską komedię z młodym Stuhrem i niedziela płynęła niepostrzeżenie. Sprawcą tych moich nietypowych zachowań, bo wolę raczej poczytać niż pooglądać, był esemes od Oryndża w którym jak byk stało: masz na koncie 36 z jakimiś groszami gigabajtów Internetu. 
Pogoda jak wyżej (albo niżej). Leje i wieje. Miałem iść do Lidla po jakieś większe zakupy, ale wyszedłszy z domu i zobaczywszy znów deszcz padający poziomo, poprzestałem na pobliskim Sanusiu. Dziwne rzeczy dzieją się z Żabkami. Ta najbliższa była zamknięta cały zeszły tydzień. W piątek okazało się, że zmieniła właściciela. Ta trochę dalsza jest także zamknięta, co stwierdziłem wczoraj wracając z wieczornego spaceru. Ciekawość, czy z nową załogą tej najbliższej uda mi się zaprzyjaźnić tak jak z poprzednią? Na PDWS nie mam dziś ochoty. Zaraz wrócę do oglądactwa. Już odpaliłem film zrobiony na podstawie jednej z moich ulubionych książek: Sposób na Alcybiadesa. Notopa.

sobota, 10 grudnia 2016

dziesiąty grudnia

Pierwszy od niewiadomokiedy łykend w który nie muszę nic.
A że Aura dostosowała się do mojego nastroju i leje, że psa nie wygonisz i wieje, że tylko się powiesić, opuściłem rolety i zastanawiam się jak zaspokoić moje przysłowiowe lenistwo. Rozważam znaczenie zdania: Dziś nic nie będę robił. I porównuję je ze zdaniem: Dziś będę robił nic. Prawda, że znaczą co innego? 
Tak całkiem Nic jednak się nie da. Przed chwilą przeczytałem "Listy z Panią Zofią" i myślę sobie o tym, że większość moich listów to właściwie gotowe posty  do opublikowania na blogu. Przy okazji przypomniały mi się Listy z Krysią i myślę czy nie dobrać się do nich, bo jak powszechnie wiadomo w Internecie nic nie ginie, ale tymczasem nie bardzo wiem jak. 
Albo weźmy list. Dawno, dawno temu, gdy jeszcze nie było Internetu, a telefony w domu były dobrem Trudno Dostępnym, ludzie porozumiewali się za pomocą listów. Dokładnie pamiętam emocje, gdy wisząc w oknie Zachodniego Pokoju na Piętrze Domu wyglądałem Listonosza, bo wiedziałem, że na pewno dziś coś dla mnie przyniesie. Trochę są one podobne do dzisiejszych podczas logowania do dżimejla, jednak cały efekt psuje gwizdanie smartfona który przecież jest zalogowany tamże w permanencji. I znowu myśl o tym, co ja, na przykład dwudziestoletni zrozumiałbym z poprzedniego zdania?
Wieczorem
Zaraz ósma. Nie jestem jednak Leniem Kompletnym. Nie potrafiłem dziś być leniwy jak pieróg i już na pewno nie mógłbym tak jak znany Leń z dziecinnego wierszyka "nic nie robić cały dzień". Podrolowałem jednak rolety, otwarłem okno i długie chwile patrzałem na Ludzi przechodzących ulicą. Gdy zmarzłem, zamknąłem okno i snując w myślach opowieści dziwnej treści, dalej rozglądałem się po świecie, już przez szybę. Pamiętacie Szybę z Metra? O tym muzikalu też myślałem. To był powiew zupełnie innego świata w tych siermiężnych czasach. Byłem na nim w Teatrze Gramatycznym (tak nazywaliśmy Teatr Dramatyczny) dwa razy, a znam ludzi którzy chodzili tam codziennie. Słucham teraz Wieży Babel. Nie jest to to samo wykonanie które było wtedy. Wtedy schody do raju śpiewał jakiś Czarny trochę kalecząc polszczyznę. 
Tak to już jest z tym moim pisaniem. nigdy nie wiem dokąd się potoczy. No to tymczasem zatapiam się w Metrze. Dzięki Jutubo. 
To Nagranie jest jeszcze lepsze. 

piątek, 9 grudnia 2016

chwila wspomnień

Od dwa tysiące szóstego, przez kilka lat z rzędu brałem udział w krakowskim Festiwalu Kultury Żydowskiej. Zaczęło się od koncertu na który poszedłem korzystając z zaproszenia, które córka dostała w pracy. Coś nie jest tak, pomyślałem wchodząc do sali koncertowej. Podejrzliwie spoglądało na mnie towarzystwo Panów we frakach i Pań w sukniach wieczorowych. Ubrany w powyciągany tiszert, powycierane dżinsy i sandały, poczułem się nieswojo. Jednak w zaproszeniu nie było sugestii dotyczących stroju. Pomyślałem więc nie zwracać na nic uwagi i zacząłem szukać miejsca przypisanego do zaproszenia. Miejsce znalazłem szybko. Było w pierwszym rzędzie i doskonale oznakowane nazwą firmy w której pracowała córka. Gdy zobaczyłem jak były oznakowane miejsca sąsiednie poczułem się jeszcze bardziej nieswojo. Po prawej Ambasador bodajże Kanady, po lewej Arcybiskup. Cóż było robić, zająłem miejsce. Pierwszą część koncertu przesiedziałem z zamkniętymi oczami i zatopiony w muzyce nie myślałem o niczym więcej. Po przerwie jednak usiadłem na nieoznakowanym, gdzieś z tyłu, pod ścianą, miejscu i od tej chwili poczułem się dużo lepiej. Następnego dnia, na inny koncert w tym samym miejscu poszedłem już w wyprasowanej koszuli, porządnych spodniach i Krawacie, ale siedziałem już w kąciku starając się nie rzucać w oczy nikomu. Muzyka była wspaniała: kwartety smyczkowe, koncerty i sonaty na skrzypce, wiolonczele i altówki z Fortepianem. Podjarany wchłoniętymi doznaniami, trzeciego dnia Festiwalu, poszedłem na Koncert w Synagodze. Za wejście trzeba już było zapłacić jakieś spore pieniądze, a też kupić fizelinową Jarmułkę ze spinką do przypinania do włosów. Od razu nasunęła mi się myśl taka: do niektórych głów bardziej by pasowała taśma samoprzylepna zamiast spinki. Po wejściu zaczęły się Zdumienia i coraz większe towarzyszyły mi do końca koncertu. Muzykę robił chór kilkunastu chłopców i jednego Starego Żyda. Wszyscy w strojach i fryzurach organizacyjnych. Wrażenia miałem niesamowite. Pierwszy raz w synagodze z zachwytem oglądałem scenografię. Pierwszy raz widziałem w jednym miejscu tylu prawdziwych Żydów i Żydówek, a jeszcze mówiących po angielsku. Pierwszy raz słuchałem Takiej Muzyki i Tak wykonanej. Gdy na zakończenie kierownik chóru najpierw zapowiedział po angielsku, a później zaczął śpiewać Szalom Alejchem, bez namysłu wstałem tak jak wszyscy i jak wszyscy śpiewałem. Poczułem Radość. Z tamtego koncertu zostało kilka zdjęć. Niestety wszystkie na twardzielu Komputera Który Jest Zepsuty.
Kilka lat później w towarzystwie znanej i lubianej uczestniczki tego bloga, w przeciwieństwie do niej, nie zdałem egzaminu z żydowskiego tańca na Szerokiej, ale to już zupełnie inna historia. 
Cały dzień kombinowałem i dokombinowałem do tego, że przecież powinienem mieć  fotografie z 2006 na płytach. Po powrocie z roboty do płyt. Zdjęć z synagogi nie znalazłem. Jeszcze nie wieczór, ale już mi się nie chce dalej dziś szukać. Znalazłem za to mnóstwo innych ciekawostek. To może zamieszczę ku uciesze licznie zgromadzonej Frekwencji. Krynica Morska 2010 albo 2009

Kozłówka 2008

 
Kozłówka 2008
w drodze do Kazimierza W
 Kazimierz W 2008
 
Żyrardowska Notre Dame 2006

W łazience 2006


Babcia i prababcia po kądzieli: