środa, 28 czerwca 2017

dwudziesty ósmy czerwca

Dziś dla odmiany wilgotność powietrza zbliżona do stu procent. Oprócz tego burza z piorunami.
Z tej wilgotności powódź. Wychodziłem z domostwa boso, z podwiniętymi do kolan nogawkami i z samdałami w garści.

wtorek, 27 czerwca 2017

dwudziesty siódmy czerwca

Jak już mówiłem, w moim smartfonie jest taki guziczek, którego naciśnięcie skutkuje wyświetleniem kilku danych. Jest tam temperatura powietrza, prędkość wiatru, wielkość zachmurzenia i wreszcie wilgotność. Jakoś zafiksował się (smartfon) na Koszalinie i przez to niechcący daje mi możliwość badań porównawczych, bo na stałe nie da się przełączyć na obecną lokalizację. Największe różnice dostrzegam w wilgotności powietrza: tu jest średnio dwa razy mniejsza od koszalińskiej. Temperatury też się różnią, teraz tu jest o dziesięć stopni Celsjusza więcej niż tam. Myślę, że dobrze, że się stamtąd wyniosłem. Oprócz wszystkiego także klimat tamtejszy mi nie służył. 
Od drugiego lipca idę do nowej roboty i w ogóle nie jest źle.

czwartek, 15 czerwca 2017

piętnasty czerwca

Chyba z Wielkością nie ma to nic wspólnego, a jednak, Wróciłem. Melduję się z Reguł.
Nie wiem co Plan dla mnie szykuje, ale w Koszalinie wyraźnie mnie on nie chce. Może to i dobrze. W każdym razie Niejaka X słusznie stwierdziła w osobnej rozmowie telefonicznej, że wyraźnie w Koszalinie Się Męczę. No to z dzisiem koniec tych mąk Nastąpił.
Podróż koleją. Od Wejherowa znów Na Stojaka. I zaiste Koszalin puścił mnie z Torbami. Ciężkimi Torbami. 
Instaluję Się. Rozglądam Się. Powinno być lepiej, bo już gorzej być chyba nie może. 
Następne doniesienia wkrótce.

sobota, 3 czerwca 2017

trzeci czerwca

Do czego to podobne? Gdy chcę rozwiesić pranie muszę zważać na wilgotność powietrza. Jakoś, gdy jest większa niż 70%, nie chce schnąć. Dziś szczęśliwie jest poniżej 40, no to wywiesiłem. Oprócz tego jestem zmuszony chwycić się Planu B. Ciekawość co z tego wyniknie?

sobota, 20 maja 2017

dwudziesty maja

Gdy rano wędrowałem na Kolej zobaczyłem z wiaduktu, w dole, zaczątki głogowej różowości. W Gdańsku różowość ta była już bardzo wyraźna, choć nie tak rozbuchana i pełna jak w okolicach Stadionu Narodowego w Warszawie.
Cały dzień w pociągu. Niestety, od Sopotu na stojaka. Upał. A w Krakowie szok termiczny. Chyba ze dwanaście stopni mniej niż w Gdańsku czy w Warszawie. A biorąc pod uwagę temperaturę powietrza w wagonie, ta różnica była chyba bliższa dwudziestu stopniom.
Nocleg w pokojach gościnnych przy obiekcie sportowym Korona. Czuję się mniej więcej tak, jakbym znów wrócił na szlak śladami Banków Polskich. 
Nic. Czas spać.