środa, 12 maja 2021

dwunasty maja

Piąty dzień na działce


 Od jakiegoś czasu budzę się w nocy, zjadam jakąś drobnostkę, poczytam i po dwóch godzinach znowu śpię.

Dziś wstałem o wpół do ósmej. Na polu chłodno więc posiedziałem godzinę w Chatce i dopiero zaległem na tarasie. O wpół do jedenastej już ciepło, więc pora brać się do roboty. W tutejszym sklepie ogrodniczym stwierdziłem sadzonki winorośli. Są w doniczkach, to kupię pięć i przyszykuję stanowisko zanim wsadzę je na dobre. Komputer po dołożeniu ośmiu gigabajtów pamięci RAM hula. Wczorajsze zdjęcia szalejących w wiśni i jabłoni pszczół przepadły, zaraz zrobię nowe. W twarzy niewystąpienia w tym roku Zimnych Ogrodników wieszczę obfity urodzaj. 




Na ostatnim zdjęciu chyba magnolia.


wtorek, 11 maja 2021

jedenasty maja

 Czwarty dzień na działce w Dobczycach.

Chciałem jechać w zeszłą środę, jednak sprzątanie poddasza bez którego nie mogłem wyjechać nie narażając się na poważną awanturę ze Starą, przeciągnęło się do czwartej i już mi się nie chciało. Wyjechałem więc we czwartek tuż po dziesiątej. Jadąc czułem jak opada ze mnie zimowy marazm.To była zima o której chcę zapomnieć. Córka proponowała mi nocleg, ale zawziąłem się by od razu wprowadzić się do Chatki. Samochód załadowany po kokardę rozładowywałem chyba ze dwie godziny. Potem jeszcze wymieniłem wężyk doprowadzający wodę do umywalki. Tradycyjny abendbier  spożywałem już po ciemku i po posiłku poszedłem spać kamieniołomowo zmęczony. Przez to zimowe nicnierobienie straciłem jednak kondycję i zapuściłem sobie Brzuch. Piątek przeszedł na odprowadzeniu auta do Krakowa odebraniu z naprawy telefonu i zakupach w Castoramie. Potem grałem z Karolem w szachy. Już o ósmej, dzięki uprzejmości Córki, która nie kazała mi jechać do Dobczyc rowerem, byłem w Chatce. Piątkowe pomidory z makaronem jadłem znowu po ciemku.

Tak naprawdę to sobota była pierwszym prawdziwym dniem na działce. Cyrkulacja powietrza zmieniła się na południową i rozpędziła chmury. Rano grzebałem się jeszcze jakby wciąż trwała zima, jednak podziwiając piękne okoliczności przyrody różniące się zasadniczo od regulskiej piwnicznej izby. Drzewa wiśniowe w pełnym rozkwicie. Jabłoń i grusza tylko-tylko. Orzech ledwo-ledwo. Tylko winorośl nie zbiera się - może wymarzła? Poczekam jeszcze ze dwa tygodnie i jak nie ruszy to z żalem wykopię i tegoroczne wino będzie z winogron ze sklepu. W międzyczasie przygotuję konstrukcję na zachodnim stoku i w pierwszym możliwym terminie posadzę nowe sadzonki. Będą tam miały więcej słońca i może już za dwa lata zrobię wino już ze swoich winogron. Nie tylko florą ale i fauną nie mogę przestać się zachwycać. Ptaki zaczynają koncertować już o czwartej i nadają przez cały dzień. pokazują się też bażanty i wiewiórka. W sobotę pociąłem złom którego przez awarię diaksa nie mogłem pociąć jesienią. 

W niedzielę spaliłem obcięte jesienią gałęzie jabłoni i zajęło mi to cały dzień. 

W poniedziałek zacząłem kosić, ale koło południa musiałem przestać ze względu na silnie operujące słońce i silne zaczerwienienie odsłoniętych połaci mojego ciała. Potem odwiedziłem naprawę komputerów gdzie poprosiłem o dołożenie pamięci do mojego laptora. Około piątej pojechałem rowerem do Biedronki. Po zakupach do koszenia. Nie skończyłem. W końcu czy mi się gdzieś śpieszy?

niedziela, 19 lipca 2020

dziewiętnasty lipca

Albo weźmy soczewkę  Fresnela o średnicy, powiedzmy, stu milimetrów i ogniskowej czterdziestu milimetrów. W ognisku tejże umieśćmy koniec światłowodu. Drugi koniec światłowodu zamocujmy w ognisku soczewki bliźniaczej. Nazwijmy jedną soczewkę wejściem i wystawmy ją na światło dzienne. Drugą soczewkę nazwijmy wyjściem i zanieśmy do ciemnej piwnicy. Wydaje mi się, że wyjście powinno świecić.
Pomysł powyższy przyszedł mi do głowy jakie dwadzieścia lat temu i wówczas nazwałem to Światłociągiem. Być może przez ten czas kto inny zmyślił coś podobnego jednak śladu takiego zdarzenia nie udało mi się wypatrzyć.
Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że chcę przekształcić jedną z piwnic w przytulne gniazdko dla samotnego emeryta, przeprowadzić się doń z poddasza i dożyć swych dni z pewnością, że mogę żyć tak jak mi się podoba.

piątek, 29 maja 2020

dwudziesty dziewiąty maja

To już postanowione. Ostatni tydzień czerwca będę w Podróży. Nie będzie to jednak PTNZ tylko Wakacje z Wnukami. Zastanawiam się nad Zagadkami. Naprzód jednak
Zagadka 0:
W jakiej miejscowości naszego Kraju Noc Świętojańska jest najkrótsza i dlaczego?

poniedziałek, 18 maja 2020

osiemnasty maja

Wieści z Trójki odebrałem z mieszanymi uczuciami. Najłagodniejsze z nich to wkurwienie. 
Jeszcze jeden dowód na to, że nie ma niczego, czego nie potrafią spieprzyć. Przypomina mi to anegdotę z czasów słusznie minionych o tym kto potrafi doprowadzić do tego aby na Saharze zabrakło piasku. 
Jest i dobra wiadomość: w czerwcu rusza Radio Nowy Świat. 

sobota, 9 maja 2020

dziewiąty maja

Albo weźmy żaglowce. 
Nagle okazało się, że statki powietrzne przestały latać, no prawie przestały. Mieszkając w miejscu bliskim lotniska prawie nie słyszę tłumów startujących i lądujących samolotów. Choćbyś się wściekł nie będziesz jutro w NY. I co? - NIC. Przy okazji zmniejszamy zadwutlenkowienie Atmosphery.
A gdyby tak pogodzić się z sytuacją? Przypomnieć sobie o tym, że podróżować można żaglowcami? Moja wyobraźnia potrafi zobaczyć nowoczesny statek z silnikiem elektrycznym napędzanym wiatrem i oczywiście słońcem. Falowanie mórz też potrafimy wykorzystać.
A że podróżować będziemy wolniej? To co? Czy wciąż musimy się tak spieszyć?

czwartek, 27 lutego 2020

dwudziesty siódmy lutego

Nie wiadomo skąd ( jak to zwykle bywa ) przyszedł mi do głowy pomysł bardzo ekscytujący:
a gdyby tak planowaną od dawna Podróż Do Kłajpedy Mierzeją Kurońską nieco przedłużyć?
Jakoś niedługo po tym jak dostałem pierwszą emeryturę, w październiku '18, pomyślałem o tym, że gwałtownie rosnące oszczędności pozwolą mi  na odłożenie do czerwca sumy której nie mogłem policzyć dokładnie, tylko oszacować i do tego szacunku dodać wynikające z inżynierskiego doświadczenia 50 procent. Naprzód trasa: myślałem o okrążeniu Bałtyku, a ponieważ założyłem, że Podróż nie może trwać dłużej niż dwa tygodnie i że nie mogę spędzać w aucie więcej niż osiem godzin dziennie, wyszedł mi czterodniowy zapas. O pojechaniu za Krąg Polarny pomyślałem jakoś tak w okolicy Bożego Narodzenia oglądając codziennie taką mapę na której widać jak marne kilkaset kilometrów na północ od planowanej trasy zapada właśnie Ciemna Noc. W międzyczasie oszczędności urosły już do bardzo poważnej sumy i wtedy zacząłem rozpisywać trasę w arkuszu kalkulacyjnym i rezerwować noclegi.