niedziela, 25 stycznia 2015

dwudziesty piąty stycznia

Czuję się jak panna na wydaniu w przeddzień wizyty swatki. Idę jutro do nowej roboty w której, co prawda, będę robił to samo, co robiłem w różnych pracach przez ostatnie dwadzieścia lat, ale na zupełnie innych warunkach (chodzi o kasę). Chociaż w trzewiach czuję lekki niepokój, to jednak z pozytywnym myśleniem idę spać, przygotowawszy jednakowoż "wyprawkę" w postaci kanapek, kawy rozpuszczalnej i kubka z łyżeczką. 
Wish me luck . Sam sobie już pożyczyłem. 
Zobaczymy co będzie. Nast. don. wkrótce.
Aha, od południa pada śnieg. Teraz też pada i zastanawiam się ile będę potrzebował czasu na dojechanie do Wesołej.

piątek, 26 grudnia 2014

w nocy sypnął śnieg

Wreszcie Aura stanęła na wysokości zadania. Zaczął padać śnieg. W nocy jeszcze mokry i topniejący w oczach, ale rano już nie topniał. Chwycił lekki mróz i wszystko jest jak należy: 
White Christmas

środa, 24 grudnia 2014

Jak to jest że zawsze 24 grudnia wypada Wigilia?

No, to mam czegom chciał.
Od co najmniej dwudziestu lat, dwudziestego czwartego grudnia, zawsze myślałem o tym, że nie jestem na swoim miejscu. W domu na Regułach czułem się "nie u siebie", bo moja stara kilka razy dziennie, przez cały rok, powtarzała: to wszystko jest moje. Potem, gdy wyszedłem z Reguł, mieszkałem w Żyrardowie i na Wigilię dojeżdżałem, gdzie mnie zaprosili. A gdy zamieszkałem z Haneczką, również wigiliowałem gdzieś tam: u bratostwa lub u siostry bratowej. W tym roku, dwa tygodnie temu, Haneczka wylądowała w szpitalu, a ja, wczoraj, rozchorowałem się stacjonarnie. Nic wielkiego, przeziębienie z gorączką i katarem zatokowym. Ale ten Święty Spokój jest bezcenny. Leżę, myślę, pocę się, jak PB przykazał. Chcę - zjem drobnostkę, chcę - popatrzę na Telewizor, a jak nie chcę to tylko leżę i cieszę się Wolnością. No więc Kochani, Szanowna Frekwencjo: 

WESOŁYCH ŚWIĄT   

wtorek, 11 listopada 2014

to nie zabawa

Jest takie powiedzenie o Mahomecie i górze.
Doświadczam od dawna i w permanencji sytuację w której idę ze swoimi projektami do ludzi i nikt nie chce ze mną gadać. Od wieloletniego walenia głową w mur nabyłem jeno guzów i siniaków. Nie wiem czy z tego poranienia, czy też może z innych powodów, wyłoniła się z niebytu myśl - nie tędy droga. I niedługo pytanie: a którędy? W ciągu tygodni błądzenia po wszelkich możliwych rozstajach szukałem odpowiedzi. Tymczasem nie mam pojęcia czy to co rozpocząłem wyprowadzi mnie z manowców na Dobrą Drogę. Mam natomiast wiarę, że to co robię od kilkunastu dni jest zgodne z Planem.
Projekt PESTKA dopiero powstaje, ale już wiem, że chcę przekonać do niego jak najwięcej Ludzi. I dlatego właśnie pokazuję go Szanownej Frekwencji. 
PESTKA istnieje tymczasem w dwóch postaciach: na platformie blogspot.com i na fejsbuku. Opublikowane tam materiały są próbą sformułowania sposobu na wykreowanie marki. Tekstowej części przyszłej witryny która wypromuje moją markę ponad wszelkie poziomy. Takiej marki dzięki której góra wreszcie przyjdzie do Mahometa. Jeśli Szanowna Frekwencja jest zainteresowana tym co tu nasmarowałem, a jeszcze lepiej podjęciem dyskusji nad moimi przemyśleniami proszę o odzew. Linki udostępnię w korespondencji prywatnej.

środa, 5 listopada 2014

prolog


Wczoraj, czwartego listopada 2014 r. uświadomiłem sobie, with great help from my friends, prostą prawdę: nie tędy droga. Rozmawiając przez telefon powiedziałem coś, co czuję od jakiegoś czasu: w swoich poczynaniach doszedłem do ściany albo w ślepy zaułek. Przestałem widzieć możliwość rozwoju, dlatego że usiłowanie dotarcia do Ludzkości z moimi projektami zaczęło przypominać do złudzenia walenie głową w mur.
Muszę zmienić swoje myślenie. Wymyślić sposób jak zwrócić na siebie (na swoje projekty) uwagę tak, aby to inni zaczęli zabiegać o możliwość współpracy ze mną. Wychodzi na to, że Plan znowu pokazał swą Moc. Tymczasem wydaje mi się, że błądzę we mgle szukając Rozwiązania. Jasne jest na razie tylko to, że Internet jest moim środkiem komunikacji z resztą świata. Tylko tu mogę za darmo wypromować moje projekty. Jeszcze nie wiem jak to zrobić, ale się dowiem.
Jakoś przestało mnie boleć to, że nikt nie chce ze mną gadać, bo wiem, że niedługo, ci sami ludzie, będą się ustawiali do mnie w kolejce.  

wtorek, 21 października 2014

dwudziesty pierwszy października

Ciemno, wieje i deszczy. Jak to w październiku. Nie dziwcie się więc, że nie piszę. Zwyczajnie nie chce mi się.