Do roboty zmierzam nie swoim, chociaż kilkanaście lat temu własnoręcznie go kupiłem w prezencie, Rowerem. Tak się złożyło, że prawie wyłącznie ulicami upamiętniającymi literackich wyczynowców z dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Naprzód więc Józka Kraszewskiego. Później Marysi Konopnickiej i Janka Kasprowicza. Dojechawszy do Kornela Ujejskiego skręcam w lewo i kawałek Cypriana Godebskiego w prawo dojeżdżam do Dworcowej. Tę przecinam prędko i dalej Kazia Przerwy-Tetmajera do Torów Kolejowych, gdzie ulica niegdyś nie była nazwana wcale a dziś nazywa się Szarych Szeregów. Tam w lewo i już zaraz przekraczam bramę Firmy której bynajmniej nie będę nazywał tu, chociaż mam nadzieję graniczącą z pewnością, że nie okaże się ona, tak jak poprzednie miejsca mojego zatrudnienia, WDJ.
Dziś miałem wczasy. Robota siedząca a co za tym idzie musiałem opanowywać wciąż narastającą senność. Forma dwugniazdowa, elementy z jednego z gniazd znikały, nie wszystkie, ale tak z pięć procent musiałem szukać po zakamarkach maszyny. Z myślenia kwantowego nici, bo cykl trwał dwadzieścia dwie sekundy.
środa, 12 lipca 2017
wtorek, 11 lipca 2017
jedenasty lipca
Nie da się wykonać sesji w prawidłowo zaparkowanym Rowerze. Plan mi świadkiem, próbowałem.
Jeszcze się nie przyzwyczaiłem do roboty " na wtryskarce". Zawarta w niej elektronika wymusza pewien rytm tańca który przy niej wykonuję. Niby mam mnóstwo wolnego czasu na różne przemyślenia, ale jest on tak skwantowany, że albo się zamyślam i spóźniam z reakcją w chwili w której trzeba zamknąć cykl, albo jak głupi stoję bezmyślnie i czekam aż maszyna zawyje w pewien określony sposób i zamykam cykl zupełnie ogłupiały jednocześnie otwierając nowy. Nic. Pewnie, z wrodzoną sobie bystrością, dojdę w końcu obycia i będę myślał także kwantowo.
W centralnej Polsce Upały przeplatane burzami, ale nieszczególnie natarczywymi. Zapadnięty podczas Powodzi krzaczek powróciłem na przypisane mu miejsce, chociaż wokół niego brakuje jeszcze nieco podłoża. Stara zachowuje się b przyzwoicie i raczej chucha na zimne, jeżeli wiecie o co mi chodzi. Tradycyjnie muszę kryć się z paleniem. To nie koszalińskie mieszkanie gdzie mogłem palić tam i tyle, ile dusza zapragnie.
Jeszcze się nie przyzwyczaiłem do roboty " na wtryskarce". Zawarta w niej elektronika wymusza pewien rytm tańca który przy niej wykonuję. Niby mam mnóstwo wolnego czasu na różne przemyślenia, ale jest on tak skwantowany, że albo się zamyślam i spóźniam z reakcją w chwili w której trzeba zamknąć cykl, albo jak głupi stoję bezmyślnie i czekam aż maszyna zawyje w pewien określony sposób i zamykam cykl zupełnie ogłupiały jednocześnie otwierając nowy. Nic. Pewnie, z wrodzoną sobie bystrością, dojdę w końcu obycia i będę myślał także kwantowo.
W centralnej Polsce Upały przeplatane burzami, ale nieszczególnie natarczywymi. Zapadnięty podczas Powodzi krzaczek powróciłem na przypisane mu miejsce, chociaż wokół niego brakuje jeszcze nieco podłoża. Stara zachowuje się b przyzwoicie i raczej chucha na zimne, jeżeli wiecie o co mi chodzi. Tradycyjnie muszę kryć się z paleniem. To nie koszalińskie mieszkanie gdzie mogłem palić tam i tyle, ile dusza zapragnie.
wtorek, 4 lipca 2017
czwarty lipca
Muszę się przyzwyczaić do tych wszystkich zmian. Pracuję teraz rękami, a zwłaszcza nogami. Obsługuję pełną elektroniki, hydrauliki i mechaniki maszynę do produkcji metodą wtrysku różnych dziwnych rzeczy. Tymczasem wszystko czarne, ale inne kolory też występują.
Absolutnie NIE brakuje mi głosów koszalińskich mew. Tutaj są kosy, bo chyba niemożliwe jest aby Taką Muzykę wykonywał po całych dniach jeden Kos.
Absolutnie NIE brakuje mi głosów koszalińskich mew. Tutaj są kosy, bo chyba niemożliwe jest aby Taką Muzykę wykonywał po całych dniach jeden Kos.
niedziela, 2 lipca 2017
drugi lipca
Nazbierało się roboty przez te trzynaście lat. Jak to w domu. Jakoś specjalnie nie wynajduję sobie zajęć. Same się znajdują. Dwa dni walczyłem ze skutkami powodzi. Oprócz tego dużo śpię, za dużo jem, nie urządzam sesji w prawidłowo zaparkowanym, bo nie mam czego parkować. Przemieszczam się pieszo, Koleją lub Rowerem. Żyję. Jutro do nowej roboty. Bardzom ciekaw. Następne doniesienia wkrótce.
piątek, 30 czerwca 2017
trzydziesty czerwca
Akcja związana z przedwczorajszą powodzią zakończyła się tuż po północy. Okazało się bowiem, że kanały i rury którymi nawet największa woda powinna spłynąć z rowu pomiędzy ulicą i domostwem, nie Dają Rady, bo Kanały Zarośnięte a Rury Zatkane. Co prawda gdzieś od południa dyżurował na ulicy Pan z samochodem wyposażonym w różne pompy i rury i własną piersią bronił podniesionych pokryw studzienek kanalizacyjnych w które z chęcią Powódź się kierowała, ale udrożnić głównej rury Fi 600 którą rowy mogłyby sobie ulżyć, jakoś nie potrafił. Na całe szczęście , o zmierzchu, przyjechała STRAŻ. Nakłoniła Pana z Samochodem pełnym RUR aby zaczął operować Bosakiem i po niedługim czasie na wyciąganym z Czeluści Bosaku zaczęły się pokazywać Różności. Kłęby roślinności niedawno Skoszonej, kawały Drewna, zeszmacone szmaty, worki foliowe i jutowe i wiele, wiele innych. Dodatkowo Strażacy uruchomili dwie Pompy, zamknęli ulicę i przenosili wodę bezpośrednio, z pominięciem Rury Fi 600, na drugą stronę ulicy do upragnionego odpływu. Koło północy przynieśli taką małą, sportową, napędzaną spalinowym silnikiem pompę i wypompowali wodę z Garażu.
Rano okazało się, że wody spłynęły. Co prawda piwnica i garaż wymagały jeszcze Osuszania, ale wody już nie przybywało.
Wczorajsza nawałnica nic nie zmieniła. W Regułach Sucho.
Rano okazało się, że wody spłynęły. Co prawda piwnica i garaż wymagały jeszcze Osuszania, ale wody już nie przybywało.
Wczorajsza nawałnica nic nie zmieniła. W Regułach Sucho.
środa, 28 czerwca 2017
dwudziesty ósmy czerwca
Dziś dla odmiany wilgotność powietrza zbliżona do stu procent. Oprócz tego burza z piorunami.
Z tej wilgotności powódź. Wychodziłem z domostwa boso, z podwiniętymi do kolan nogawkami i z samdałami w garści.
Z tej wilgotności powódź. Wychodziłem z domostwa boso, z podwiniętymi do kolan nogawkami i z samdałami w garści.
wtorek, 27 czerwca 2017
dwudziesty siódmy czerwca
Jak już mówiłem, w moim smartfonie jest taki guziczek, którego naciśnięcie skutkuje wyświetleniem kilku danych. Jest tam temperatura powietrza, prędkość wiatru, wielkość zachmurzenia i wreszcie wilgotność. Jakoś zafiksował się (smartfon) na Koszalinie i przez to niechcący daje mi możliwość badań porównawczych, bo na stałe nie da się przełączyć na obecną lokalizację. Największe różnice dostrzegam w wilgotności powietrza: tu jest średnio dwa razy mniejsza od koszalińskiej. Temperatury też się różnią, teraz tu jest o dziesięć stopni Celsjusza więcej niż tam. Myślę, że dobrze, że się stamtąd wyniosłem. Oprócz wszystkiego także klimat tamtejszy mi nie służył.
Od drugiego lipca idę do nowej roboty i w ogóle nie jest źle.
Od drugiego lipca idę do nowej roboty i w ogóle nie jest źle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)