Dawno temu, mniej więcej w zeszły piątek, a tak na prawdę jakoś w maju tego roku, po wykonaniu kilku kroków codziennego spaceru, czułem ból umiejscowiony w lewym pośladku i promieniujący na tylną część lewego uda. Zarzuciłem więc spacery i dawkę codziennego ruchu wykonywałem jeżdżąc rowerem. Gdy jednak pod koniec września spektakularnie wypierdzieliłem się tak, że poważnie uszkodziłem rower, odstawiłem stalowego rumaka do komórki i zacząłem, pozbawiony codziennych aktywności, gwałtownie przybierać na wadze. Zmuszałem się do chodzenia, jednak powiększający się ból skutecznie mnie od tego odstręczał. Aż w zeszły wtorek poszedłem do fizjoterapeuty (200,00 zł), który zajął się mną przez półtorej godziny, przepisał mi kilka ćwiczeń i kazał wrócić za dwa tygodnie. Jednak głównym wnioskiem, który wyciągnąłem z tej wizyty było to, że przyczyną moich dolegliwości była ...ona Ostroga, z którą walczyłem w zeszłym roku. Pan, obserwując jak chodzę stwierdził, że moja lewa noga wygląda tak, jakbym kosił nią trawnik, a oprócz tego stawiam ją na zewnętrznej krawędzi. Wyszło więc na to, że muszę nauczyć się chodzić. We wtorek, środę i czwartek wykonałem piętnaście tysięcy kroków kontrolując się tak, by prowadzić stopy równolegle i stawiać je z pięty od razu na płask. Wczoraj bólu prawie nie czułem. Dziś myślę przejść 10 000 kroków i przez kolejne dni obserwować jak tracę na wadze. Człowiek to jednak porządnie skonstruowany mechanizm.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz