Pomału przychodzę do siebie. Zaraz dwa tygodnie jak się rozłożyłem. Najgorsze były noce gdy nie mogłem zasnąć wstrząsany paroksyzmami kaszlu. Nie żebym się skarżył. Byłem raczej wkurwiony. Przy okazji podupadłem z kondycją za to poprawiłem się na wadze i brzuchu.
Spaceruję i patrzę:
I myślę: Czy z powodu stosunkowo wysokich temperatur, rachunek za prąd (ogrzewanie) będzie znośny ?. Kiedy wreszcie zrobię sobie stelaż do kupionego w sierpniu materaca ? Kiedy zacznę składać turbinę z zamówionych części ?
Tymczasem nic mi się nie chce. Rozpacz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz