niedziela, 16 października 2016

szesnasty października

Nigdzie nie poszedłem. Całą sobotę przespałem. Może dziś?- dziś nie.
Zająłem się od rana programowaniem z pomocą VB. Zeszło mi do siódmej. Potem poszedłem po zakupy, bo w lodówce, może niekoniecznie tylko przeciąg, ale jednak wiele brakowało. Zakupy w Lidlu dostarczyły mi wiele radości, bo dowiedziałem się o tym, że nie tylko w Karfurze i w Tesko mają takie rarytasy:
Widząc takie rzeczy zastanawiam się wciąż jaką furorę zrobiłby sklep sprzedający Biustonosze Męskie. Wracałem w Ciemnościach. Dni w których widno jest do dziesiątej, najwyraźniej przegapiłem. Już dawno po Równonocy jesiennej i do końca marca będę czekał na Przybywanie Dnia.
 

piątek, 14 października 2016

czternasty października

No to spróbujmy z tymi fotografiami.
Wczoraj:
to chyba jarzębina czerwona.
I dziś:

Znowu jarzębina tylko gdzie indziej i klon ale nie ten z Morskie,j czerwony jak sumak, tylko zwyczajnie żółty.
I pomyśleć, że przez miejsce w którym dawno temu, ciemną nocą, spożywałem browar w towarzystwie niejakiego Małolata i podczas tego spożywania rozmawialiśmy o sprawach wówczas bardzo istotnych, przechodzę teraz dwa do trzech razy w tygodniu. W związku z remontem tego miejsca mam przemyślenia. Od strony Franciszkańskiej będzie elegancki chodnik z elegancką kostką, a po przekroczeniu Kładki co? - Czy dalej będzie tam Błotnista Ścieżka? coś mi tu nie gra.
Powinienem ruszyć się z domu. Korzystając z łykendu pójść trochę między ludzi. Do teatru może, do Filharmonii może, albo chociaż do kina czy kościoła. Zdziczeję tu na Bałtyckiej do reszty. Nic. Zobaczymy jutro. Teraz zaraz przygotuję sobie Posiłek Główny i poczytam może trochę przed spaniem?
 
 

czwartek, 13 października 2016

trzynasty października

Ostatnio wracam z roboty nienajkrótszą drogą przez kładkę, albo most tylko dla pieszych na Dzierżęcince. Jest tam teraz plac budowy. Dojście do kładki od strony Franciszkańskiej rozkopane dokumentnie, bo wymieniają nawierzchnię z niewiadomoczego na elegancką kostkę. Sama kładka, a zwłaszcza jej biało niebieskie balustrady, są teraz czyszczone, szpachlowane i malowane tymczasem szarą farbą podkładową. Widzę oczyma duszy Kolory które pojawią się na tym podkładzie. Ciekawość czy pozostaną białe i niebieskie, czy też może Miasto postanowi nadać Barierom inne? Po zejściu z Kładki dochodzę do Przepustu Pod Wiaduktem Kolejowym. Zadumałem się dziś nad zupełnie już jesienną scenografią tego miejsca. Zdjęcia nie mam tymczasem. Obiecuję jednak popracować nad tym. Tak, jesień już.

środa, 12 października 2016

dwunasty października

No i rozłożyłem się. Niby nie mam gorączki i oprócz ustępującego Kataru Wyraźnie Zatokowego i związanego chyba z nim Kaszlu Chyba Oskrzelowego, nic mi nie dolega. Jednak Słabość czuję, Słabość. Poszedłem dziś do roboty. Po trzech godzinach stwierdziłem odkrywczo, że (jak mawiała babcia mojej byłej żony) pożytku ze mnie tyle, co z psa gnoju i postanowiłem (jak z kolei mawiała Cenzura) nie męczyć kota i dać sobie na dziś spokój z robotą. Za chwilę Położę się i prawdopodobnie Zasnę z wiarą, że jak się obudzę, poczuję się znacznie lepiej. Czego i Wam, dostojna Frekwencjo życzę. No właśnie: Licznik czytaczy pokazuje jakieś kosmiczne liczby, ponad sto wejść dziś. Również z USA i tocóżżezeSzwecji. Niestety, wysoka oglądalność jakoś nie chce się przełożyć na komentowalność. Ciekawym mocno, jak do wyraźnych i idących w dobrym kierunku Zmiannalepsze w moim życiu, zwłaszcza zawodowym, ustosunkuje się Edi? Edi, gdzie Jesteś?

wtorek, 11 października 2016

Albo weźmy Inżynierstwo. Pracuję od kilku tygodni z dwojgiem młodych Inżynierów. Magda skończyła geodezję a Mateusz robi magisterium na budowie maszyn. Do Prawdziwych Inżynierów trochę im brakuje. Mają braki w Ogólnej Erudycji i w polszczyźnie. Oba te braki jednak, w niczym nie przyćmiewają faktu, że są niebywale Kompetentni w tym, co ze szkół wynieśli. Z Kindersztubą też u nich nie najlepiej. Jednak słuchają starszych i chłoną moje podpowiedzi jak gąbki. Widać zależy im na tym by mi dotrzymać
Doczekałem wreszcie Umowy O Pracę.Jjestem więc Bezpieczny przez dwa lata i myślę o tym, że po tym czasie okażę się jeszcze bardziej potrzebny, a co za tym idzie jeszcze bardziej Bezpieczny. Dzisiejszy obiad zapowiada się wybornie. Koszalińskie Klony wybarwiają się znacznie bardziej czerwono niż warszawskie. Są prawie tak czerwone jak Sumaki. No co tu dużo mówić - Świat jest Piękny i życie jest Piękne.

poniedziałek, 10 października 2016

dziesiąty października

Koszalińska pogoda dostosowała się do pory roku. Na przemian: leje, siąpi, dżdży, podeszczywa, mży i tak od rana. W robocie zelżało. Co prawda kosmetyczne zmiany o których pisałem ostatnio technicznie wymagają ogromnej pracy, bo każdy rysunek trzeba robić na nowo, ale ciśnienia czasu tymczasem nie ma. Dlatego wyszedłem dziś z pracy o czwartej i jedynym problemem jest to, co będę dziś jadł na obiad. Dziś padło na Spagetti Z Sosem gotowcem ze słoika. Podrasuję trochę tego gotowca i będzie Pysznie. Oprócz tego obowiązkowo Sałatka Z Pomidorów według matczynego przepisu. Dalej nie czuję się najlepiej. Katar zmienił swą konsystencję na taką bardziej betonową i ogólnie jestem Zatkany. Siedzę więc w Czapce Pilotce i kombinuję jakąś inhalację aby wreszcie skutecznie się Odetkać. Chyba będzie dobrze, bo gorączki jednak nie mam. Oprócz tego staram się odgruzować mieszkanie, bo do jedenastolistopadowego Zlotu Gwiaździstego już tylko miesiąc.

niedziela, 9 października 2016

dziewiąty października

Albo weźmy koszalińskie przewagi (niedowagi zresztą też). Niespełna rok mija odpokąd mieszkam w tym mieście. Obejrzałem już prawie cały cykl, bo jak przyjechałem liście już spadły, a teraz spadają. Jechałem tu szczęśliwy, bo dostałem pracę o jakiej marzyłem. Szczęście rozwiało się po trzech miesiącach, o czym w innym miejscu. Od marca do czerwca było źle. Klepałem biedę do tego stopnia, że nawet przestałem palić. Musiałem także sprzedać Pąsowego Hultaja. W czerwcu dostałem nową pracę. Nie byłem z niej zadowolony. Robiłem w robocie to, co potrafię ale nie znoszę robić. Produkowałem tony papieru i każdą wydrukowaną kartkę musiałem wziąć do ręki, a wiele z nich opisać DŁUGOPISEM. Na początku września przyszła zmiana. Zostałem doceniony przez Prezesa. Dostałem przeniesienie na inne stanowisko i dwudziestopięcioprocentową podwyżkę. Tego innego stanowiska jeszcze nie znam. Od piątego września pracuję w powołanym ad hoc dziale projektowym. Wraz z dwojgiem młodych ludzi szykujemy dokumentację montażową dla Niemców budujących osiedle przy berlińskiej Boxhagener Straße. Pracuję z przedostatniego zdania, to poważne nadużycie. Haruję w pocie czoła po kilkanaście godzin dziennie i w rezultacie we wrześniu zgromadziłem ponad sto pięćdziesiąt godzin nadliczbowych. Jednak w ostatni piątek dowiedziałem się o tym, że wiecznie jak dotąd marudzący Niemcy, wreszcie są zadowoleni i dokumentacja do stawianego w pierwszej kolejności budynku F jest takiej jakości jakiej oczekują i wymaga niewielu już i kosmetycznych raczej poprawek. W ostatni piątek także, zapadłem na najcięższą chorobę na świecie - mam katar i to nie jakiś zwykły, cienki przeziębieniowy katarek ale nastojaszczy, gęsty i zielony, katar zatokowy. Szczeliwie łykend, pierwszy od miesiąca, mam wolny i za pomocą czosnku i własnoręcznie wyciskanych soków cytrusowych myślę dojść do siebie do poniedziałku. Poleguję, przysiadam do komputera i nie bardzo wiem jak wypełnić sobie czas, do tej pory wypełniony wyłącznie pracą, Po nocach pracowałem też. Tuż przed północą zacząłem chwilę wspomnień i przeczytałem bloga zaczynającego się w raczej niewesołych okolicznościach po Wygnaniu Z Wieży. Stwierdziłem, że jest zbyt fajny aby go ukrywać. I tak oto jestem. Z nową nadzieją na ŚP i z wiarą w Plan zapraszam do lektury.