środa, 12 czerwca 2024

dwunasty czerwca

Albo weźmy wahadło Foucaulta. Wszyscy wiedzą co to i co robi. Jakieś czterdzieści lat temu zachwyciłem się tym obiektem i jego zachowaniem i zaraz potem zacząłem zastanawiać się nad tym jak praktycznie można by spożytkować zjawisko pozostawania płaszczyzny wahań nieruchomo, choćby nie wiem co. Przeprowadziłem experyment myślowy i zastąpiłem wahadło wirującą tarczą z poziomą osią obrotu. Zrobiłem kilka prostych doświadczeń z których wynikało, że wahadło można zastąpić tarczą tylko na biegunie. W każdym innym miejscu płaszczyzna tarczy obraca się szybciej niż płaszczyzna wahadła, przy czym osią obrotu jest linia łącząca zenit z nadirem, czyli pion. Podczas rozpędzania tarczy zaś, także obrót wokół osi pionowej przyśpiesza. Po ustaleniu prędkości obrotowej tarczy, obrót wokół pionu odbywa się już z prędkością stałą. Jak każdy normalny człowiek, natychmiast spytałem: dlaczego? i spróbowałem przyśpieszyć obrót tarczy jeszcze trochę, z tym, że tę część experymentu przeprowadziłem już tylko w rozumie. Wyszło mi, że obrót wokół pionu także trochę przyśpieszy i znów ustabilizuje się na wyższym poziomie. Dopóki nie skonstruuję doświadczenia i nie wykonam go, nie jestem w stanie powiedzieć nic o tym jakich spodziewam się konsekwencji. Prototyp doświadczenia już wykonałem, niestety było ono źle zaprojektowane i zgniewałem się tylko na siebie, bo kosztowało mnie ono ponad dwa tysiące złotych, a pokazało tylko to co już wiedziałem: się kręci. Zaprojektowałem lepsze i dowiedziałem się, że będzie ono jeszcze droższe po czym zapadłem w sen zimowy myśląc o tym skąd by tu wziąć tyle pieniędzy. Gdy przyszła wiosna zmieniły mi się priorytety. Pomyślałem sobie o tym, że jestem w takim wieku, w którym nie powinienem sobie już niczego odmawiać i wymyśliłem Podróż. Wyszło na to, że doświadczenie wykonam jak tylko będę miał za co, a jak nie, to zostawię problem potomnym.

sobota, 8 czerwca 2024

ósmy czerwca

 Zapłodniony przeczytanymi i usłyszanymi ostatnio książkami i wykładami zaczynam myśleć o tym, że być może Plan przewidywał dla mnie inną drogę przez życie. W związku z tym przypuszczam, że to wszystko z czym miałem do czynienia przez ostatnie siedemdziesiąt lat to był Plan B. Przy okazji zastanawiam się nad tym, w którym momencie wszedłem w niewłaściwą nogawkę Portek Czasu?

sobota, 25 maja 2024

dlaczego Podróż?

 Smak palonego w fajce tytoniu Prince Albert jest głęboko ukryty w mojej pamięci wewnętrznej i wspomniany powoduje uczucie czegoś nieopisanego i bardzo miłego. W czasach, w których mogłem palić legalnie zbierałem każdego centa, aby móc iść do PEWEXU i kupić tam małą torebkę lub dużą puszkę tego specjału, a potem rozkoszować się smakiem dymu do

ostatniego okruszka. 

Jakoś w środku tegorocznej zimy zapragnąłem poczuć znowu ten niepowtarzalny smak. Okazało się jednak, że z nieznanych mi przyczyn nie można tego tytoniu kupić w Europie, a też legalnie sprowadzić z Ameryki. Zacząłem więc kombinować i szukać dojść do kogoś, kto bywa w krajach pozaeuropejskich i może na własne potrzeby wwieźć do Kraju pół kilo tytoniu. I tak szukałem do czasu, aż pomyślałem o wakacjach i wszystkie inne zachcianki rzuciłem w kąt. Zapragnąłem wygrzać się w słońcu nad jakimś ciepłym morzem. Z rozglądania się po mapie wyszło Morze Czarne i plaża w okolicach Burgas w Bułgarii. Zabukowałem więc hotel na dwie doby i jeszcze jeden w samym środku Rumunii, w połowie drogi. Z obliczeń wynikała możliwość poradzenia sobie z kosztami, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu dysponuję samochodem Córki i samochód ten jest zagazowany, co daje o połowę mniejszy wydatek na paliwo w porównaniu z benzyną. Znowu patrząc na mapę zobaczyłem, że z Burgas do Bosforu jest już rzut beretem i wtedy pomyślałem o krótkim wypadzie do Turcji. Wtedy na wierzch wypłynął Prince Albert. Sprawdziłem, że w Turcji można go kupić w każdym sklepie tytoniowym. Dalszy ciąg Podróży ułożył się sam, choć wiedziałem o tym, że będę musiał wziąć kredyt. Ale co tam. Przecież kredyt spłacę z przyszłorocznej trzynastki, a w twarzy faktu, że młodszy już nie będę, nie mogę sobie wszystkiego odmawiać. Już się cieszę na myśl o tym, gdy po powrocie z Podróży, w nowej i dopiero co opalonej fajce ujrzę różowy żar tlącego się tytoniu i otoczę się kłębami wonnego dymu.
 

czwartek, 23 maja 2024

Mama – Antoni – Pan Marek – Ursus

 

To stało się nagle. Doszedłszy do kolejnej ściany widziałem przed sobą NIC. To był upalny lipcowy dzień. Opierając się o nagrzaną przez słońce brązową barierkę Balkonu Z Widokiem Na Spacerniak rozmawiałem przez telefon z Igiełką nie przeczuwając, że to ona podpowie mi jakie jest Rozwiązanie zagadki, którego nie znałem. Nagle zrozumiałem, że jedynym dla mnie wyjściem jest rozerwanie Zaklętego Kręgu.

 c.d.n.

wtorek, 21 maja 2024

dwudziesty pierwszy maja

 Gdy przez okno nie świeci słońce, drzwiami wkrótce wejdzie lekarz.

Głodny niedźwiedź w koło nie zatańczy.

Nie zdradzaj sekretu przyjacielowi, bo on też ma przyjaciół.

Nie proś wilka o pilnowanie owiec.

Robić słonia z muchy.

Lepsze jajko dziś niż kurczak jutro.

Jeśli masz ochotę pracować, usiądź, poczekaj i zobaczysz, że ci minie.

Kto dokładnie wie, czego chce, powinien być na tyle mądry, by zadowolić się połową.


środa, 15 maja 2024

PTNZ №4 zapowiedź pierwsza

 PTNZ №4 jest zaplanowana na połowę sierpnia i trwamać jedenaście dni. Obieżyświat zapakowawszy do niebieskiego auta o pięknym imieniu Jadwiga zapasy jadła i napojów, pomknie w jedną ze stron świata w Podróż, która bynajmniej nie jest zabawą. Naprzód przez Kraje, które w czasach młodości Obieżyświata były tak mocno związane ze sobą, że żyły w jednym obozie. Drugiego dnia Podróż dotrze do jednego z kolorowych mórz. Tam, na plaży, Obieżyświat będzie wystawiał do słońca swój Brzuch, Plecy i wszystkie Członki przez cały dzień, a też badał mokrość i zasolenie wody. Potem Podróż przedostanie się przez most nad Cieśniną, na inny Kontynent i pomknie w kierunku wschodzącego słońca tak daleko, jak Obieżyświat jeszcze nie był. Dalej, na Południe, dotrze do innego Morza, które nazywa się tak, jakby było czyjąś własnością i znów mniej więcej brzegiem tego Morza przedostanie się do najstarożytniejszego Kraju w Europie i nad Morze, które Obieżyświat już widział, jednak z innych pozycji. Podróż będzie się przemieszczała wybrzeżem aż morze się skończy i tu zacznie się Powrót do domu. Zatrzyma się w Hotelu Wśród Winnic i będzie, w ciemnych lochach degustowała miejscowe wina, jednak bez przesady, bo nazajutrz wykona ostatni Etap i stanie w Krakowie. 

licznik : 91

piątek, 10 maja 2024

Ursus – Koszalin

 


 

To stało się nagle i była to chyba jedna z niewielu w moim życiu nagłość miła. Choć miałem wtedy pracę, to bezustannie rozsyłałem aplikacje we wszystkie strony świata. Uskrzydlony pewnością, że za chwilę będę miał pracę moich marzeń liczyłem dni do przeprowadzki do Koszalina. To Igiełka podsunęła mi pomysł o rozerwaniu zaklętego kręgu, w którym kręciłem się jak wąż zjadający własny ogon. Wyniosłem się od Mamy w ostatniej chwili gdy miałem jeszcze trochę pieniędzy pozwalających mi mieć nadzieję, że jeszcze będę żył. Pierwszą ówczesną potrzebą było miejsce, w którym mógłbym trochę pomieszkać i w nim rozglądać się za pracą. Przez trzy lub cztery tygodnie schronienia udzielili mi członkowie rodziny. Z rozglądania wyszła praca w WDJ G, a tuż po jej rozpoczęciu zostałem mieszkańcem Hotelu Robotniczego. Miałem więc jakieś widoki na w miarę normalne życie. Ale. Praca była dziwna, bo WDJ G był ciągle w niedoczasie. Polityka firmy doprowadziła do tego, że przyjmowano zdecydowanie za dużo zamówień tak, że wszystkie terminy leżały To prowadziło do ciągłych napięć i krzykiem wyrażanych emocji przez wszystkich pracowników z szefem na czele. Mieszkanie w Hotelu Robotniczym nie było takie złe i co najważniejsze nie było również drogie. Mieszkałem tam z Jurkiem, który pracował “na budowie”, nie pił, nie palił i prawie nie mówił. Oprócz tego często chorował i wtedy mieszkałem sam, bo Jurek chorował u rodziny. To było upalne lato i w pokoju tuż pod niczym nieizolowanym stropem czułem się jak w piekarniku. Właściwie jedyną niedogodnością tego mieszkania był zakaz palenia w całym obiekcie, który omijałem z właściwą sobie bystrością za pomocą wentylatora. Ustawiałem go na parapecie okna tak, by zasysał powietrze z pokoju i swobodnie transportowałem produkty spalania do Atmosphery na zewnątrz. Jednak po uzyskaniu pracy, bez żalu, wyniosłem się stamtąd rozpoczynając koszalińską przygodę.