niedziela, 30 marca 2025

PTNZ №5 zapowiedź pierwsza

 W sierpniu znowu jadę. Tym razem w Polskę i Rowerem. Naprzód Koleją do miasta, w którym często bywałem (pierwszy raz 65 lat temu). Stamtąd etapami nie dłuższymi niż 60 km. mocno meandrując i oczywiście stając w hotelach na jedną noc, będę wracał do domu. Będzie wszystko, co potrzeba. Zagadki, góry, doliny, lasy, rzeki i mnóstwo Historii. 

licznik: -135

 

wtorek, 11 lutego 2025

jedenasty lutego

Albo weźmy smażenie kotleta schabowego w stanie nieważkości, choćby na stacji kosmicznej. Moim zdaniem najistotniejszym powodem, dla którego nie można tego zrobić na sposób oczywisty w każdej kuchni, jest brak grawitacji.

wtorek, 1 października 2024

pierwszy października

 Córka podsunęła mi ciekawy pomysł. A co jeśli nie Plan, ale Gra?  A osobisty koniec świata każdego z nas jest przejściem na wyższy poziom? Muszę przyznać, że koncepcja taka ma sens i działa na mnie krzepiąco.

sobota, 24 sierpnia 2024

24.08.24 (pierwszy dzień po powrocie)

 Cierpliwości. Naprzód chcę to wszystko w sobie poukładać. Jak mawiała Mama Kangurzyca, jutro, albo innym razem.

czwartek, 22 sierpnia 2024

Dzień dziesiąty (przedostatni)

 16:30

Przepraszam bardzo za poranne niepisanie. Było tak zimno, że myślałem tylko o jak najszybszym zamknięciu się w samochodzie i włączeniu ogrzewania. Tym razem śniadanie przyzwoite. Była nawet jajecznica i były ogórki kiszone i czerwona papryka. Ruszyłem wyjątkowo wcześnie, bo tuż przed dziewiątą. Po drodze był Lidl, więc nie musiałem kombinować. Okazało się, że do granicy z Czechami jest wyjątkowo krótki rzut beretem. Ale za to jaka Granica. Mury, zasieki, druty kolczaste, oczywiście wszystko rozebrane, ale wyraźnie do dziś widać jak to wyglądało w czasach słusznie minionych. Brrrrrrr. W Czechach jeździ się dziwnie. Jakaś droga bez numeru płynnie przechodzi w autostradę i niekiedy w drogę ekspresową. Dłuższy czas jechałem obok placu budowy, co skutkowało prędkością od pięćdziesięciu do siedemdziesięciu km/h. Gdy już plac budowy się skończył zaczęła się autostrada. Jednak szybko okazało się, że jakby nie do końca gotowa. Co i rusz Roboty chodziły po całej szerokości drogi i korki, sztywne jak kutas dwudziestolatka. Myślałem rano nawet o tym by zajechać do Pragi, bo nie był. Zrezygnowałem koło południa i pomyślałem, że Pragę trzeba załatwić oddzielnie. Specjalnie pojechać tam na dwa dni i najlepiej koleją. Przed Brnem Horror. Zwykle w korku ustawiam się na prawym pasie, co podpowiada mi doświadczenie. Tym razem było inaczej: lewy jechał a prawy stał jak zamurowany. Za Brnem pojechało. Tak sobie myślę, że minąłem się z powołaniem. Nie powinienem być nikim innym jak tylko Kierowcą a jeszcze lepiej Podróżnikiem. Codziennie pokonywać kilkaset kilometrów i codziennie nocować w innym miejscu. Marzenia. Jednak kto wie?.

Zagadka 10.0

Nocuję dziś w pensjonacie, którego nazwa jako .żywo przypomina mi o pewnym kościele w Krakowie poświęconemu św. Stanisławowi. jaki to pensjonat?

No dobra, jeszcze łyk wina i trzeba się brać za posiłek. Jutro definitywny Powrót do Domu.


środa, 21 sierpnia 2024

dzień dziewiąty

07:30

Wczoraj wieczorem gdy wyszedłem na zewnątrz zapalić, zaatakowały mnie dwie dziewczyny. Z ich nieskładnych niemieckich wypowiedzi zrozumiałem, że chciałyby się dostać do środka. Odmówiłem. Odeszły z przeprosinami. A jakby to byli mężczyźni? też czarni i agresywni? Muszę uważać na siebie. Zdecydowanie wracam. Podróż dobiega końca i może dlatego nie chce mi się pisać?

18:00

Naprzód

Zagadka 09.0 

Hässlich, wer weiß was. To zaprzeczenie nazwy miejsca, w którym się znalazłem, oczywiście po niemiecku. Które to miejsce? Dla ułatwienia dodam, że to blisko do granicy z Czechami. 

Wczoraj zgrzeszyłem mocno myślą i uczynkiem. Koło północy pomyślałem o tym, żeby może napić się jeszcze trochę wina. Ta trocha okazała się całą butelką. W związku z powyższym dziś obudziłem się w formie nieszczególnej, ale wiadomo: grzech trzeba odpokutować. Podczas śniadania jedna nie bardzo stara i nie bardzo kobieca Niemka chodziła za mną jak pies i jakby popędzała. Dała jednak zjeść w spokoju i kolejne popędzanie rozpoczęła gdy zacząłem się szykować do wyjazdu. W końcu powiedziałem jej po polsku: przestań mnie popędzać. Chyba nie zrozumiała, ale gdy przekaz wzmocniłem jedną czy drugą kurwą dała spokój. Z hotelu do Lidla. Na abendwine kupiłem sobie Sauvignon Blanc, a na abendbrot śledzie w jakimś białym sosie. Potem Jazda. Przejechałem w poprzek prawie całe Niemcy i ani razu się nie wkurwiłem, może tylko podczas wyścigu słoni, szczególnie wykonywanego przez kierowców samochodów ciężarowych z polskimi blachami. Jednak w razie czego jest tu prawie wszędzie trzeci, najlewszy pas. Udało mi się też zatankować gaz, bo choć włoskiej końcówki nie udało mi się zapiąć, to jakiś podróżnik nie wiadomo skąd, ale w aucie z polskimi blachami, udostępnił mi przejściówkę i w uściskach i w zgodzie pomógł mi zatankować. Jeśli zaś chodzi o Geografię, to Niemcy mają jej mnóstwo. Zrobiłem trochę zdjęć i kiedyś pewnie je powieszę. Siedzę teraz na ławeczce pod hotelem. Słońce powoli zachodzi. Wino się kończy. Trzeba więc Posiłek i spać. Jutro Czechy.

wtorek, 20 sierpnia 2024

dzień ósmy (powrót)

 07:00

Spałem chyba z dziesięć godzin. Czuję Święty Spokój. Zepsuła mi się mysza, albo może coś w komputerze. Ponieważ nigdy nie używałem tuczpada jest mi niewygodnie. Dzisiejszą trasę przewentylowałem na wiele sposobów tak, aby nie okazało się, że znowu mam spać w aucie. Jedna taka przygoda na jedną Podróż wystarczy. Do Brukseli jednak nie pojadę, nie chce mi się całego dnia spędzać w samochodzie. Czyli tylko do Lidla i już potem tylko jazda. Belgia, Holandia, Niemcy.

17:00

 Dziś jest wszystko tak jak powinno być. Do hotelu, bez szaleństw,. dojechałem o czwartej. Rozpakowałem się i dalejże myśleć o przyjemnym z pożytecznym spędzeniu czasu. Tymczasem zasiadłem na Spilelplatz für kinder unter 14 jahren, Ponieważ żadnych Kindern nie widać, rozpakowałem butelkę Bordeaux i pociągam z wolna. Palę też do woli w pięknych okolicznościach przyrody. Temperatura 26 st.C, cień głęboki od jakichś drzew liściastych. Jak chodzi o drzewa, to w Belgii spróbowałem do lasu. Niestety, żadnych grzybów. Przejechałem dziś przez trzy granice: francusko belgijską, belgijsko holenderską i holendersko niemiecką. W ogóle ich nie zauważyłem. UE jest wielka. W Belgii miasteczka jak bombonierki, w Holandii most za mostem i parę Tuneli. W Niemczech straszny ruch. Co rusz korki na autostradach. Tu, w Walderush pogoda przyjazna, bez upału - 26 st.C i umiarkowany wiatr. Nie da się ukryć, że już wracam. Ktoś powiedział, że podróże mają sens dopiero wtedy, gdy wrócisz do domu i będziesz pamiętał i obracał fotografie. Najwięcej lubię samą jazdę. W Italii wkurwiałem się na Mistrzów Lewego Pasa. We Francji mniej, a w Niemczech nie było się do czego przyczepić. Jazda gładka i przyjemna. Jest Dobrze.

22:40

Pospałem trochę. Wciąż jest ciepło. Zostałem zaatakowany przez dwie dziewczyny niemieckojęzyczne. Chciały do środka. Nie pozwoliłem.