Albo weźmy teorie spiskowe. Wczoraj zapoznałem się z tą, która "wyjaśnia" dziewiętnastowieczny "reset historii". Zgrabnie i prawie bez manipulacji opisuje zdarzenia z połowy dziewiętnastego wieku jako zorganizowaną akcję zmierzającą do odcięcia Ludzkości od jej kulturowego dziedzictwa, której celem miało być wyhodowanie nowych ludzi, łatwo sterowalnych i mało myślących. Symbolem tych działań miało być zniszczenie Tartarii, azjatyckiej krainy pielęgnującej starożytną myśl techniczną i kulturę. Zaniepokojony tym, że byłem o krok od wzięcia tych wynurzeń za dobrą monetę i prawie uwierzyłem w słowa lektora, który na tle prawdziwych obrazów i fotografii "udowadniał" coraz większe kocopoły, zacząłem grzebać w sieci. Zdrowy rozsądek i chłopski rozum, a też wyjaśnienia kolejnych naukowców rozłożyły teorię na wszystkie łopatki. Poczułem się tak, jak wtedy, gdy internetowego oszusta podającego się za moją Córkę, zapytałem: " jak ma na imię Twój pies?".
piątek, 26 grudnia 2025
środa, 24 grudnia 2025
dwudziesty czwarty grudnia
Jak co roku o tej porze cieszę się, że z każdym dniem będzie więcej światła. Pół roku tego dobrego. Radujmy się.
Zakupy na trzy dni, kiedy wszystko będzie zamknięte to poważna sprawa. Wczoraj wydałem ponad sześćdziesiąt złotych. Wygląda na to, że o niczym nie zapomniałem. Jaja, pomidory, papryka, cebula, czosnek, czerwona fasola w puszce, marchew, czerwony buraczek, śledzie w wanience, trzy ziemniaki, trzy butelki czerwonego wina. Obawiam się jednak, że przybiorę na wadze. Wesołych świąt.
tuż przed zachodem słońca
Wykres mojej wagi w funkcji czasu przekroczył 79 kg, a jeszcze nie wieczór. Ciekawość, jak będzie wyglądał w piątek? Na polu zimno, że psy ganiać więc wychodzę chyłkiem i ukradkiem. Siedzę i walę w komputer. Zamierzam przeczytać parę książek (jedną nawet w wersji papierowej), wyspać się do syta i dużo myśleć o przyszłości. A dupa rośnie.
piątek, 19 grudnia 2025
dziewiętnasty grudnia
Znacie to uczucie, gdy zaczynacie czytać książkę, o której wiecie, że jest świetna i jakby cedzicie sobie po kilka stron aby przyjemności starczyło na dłużej? Tak właśnie mam teraz. dostałem pod choinkę Quo vAIdis Andrzeja Dragana i nie posiadam się z radości. Kiedyś było inaczej: rzucałem się w wir lektury i czytałem bez opamiętania i bez przerwy. Wiele wschodów słońca zastało mnie pogrążonego w lekturze.
czwartek, 18 grudnia 2025
osiemnasty grudnia
W sieci trwa zmasowany atak na takich jak ja, czyli spłacających kredyty. Wprawdzie nie łapią jeszcze za guzik, czy ubranie i nie wciągają ludzi do siedzib różnych kancelarii, ale obiecują tak ogromne złote góry, że zaczyna to być już nieprzyzwoite. Kilka dni temu, z ciekawości, wysłałem swoją umowę kredytową do najładniej prezentującej się instytucji. Wczoraj dostałem ofertę. Zapytałem więc co oni z tego mają i dostałem odpowiedź wymijającą. Z tą ofertą poszedłem do Banku. Moje wątpliwości zostały potwierdzone. Bank zwrócił mi, wynikającą z Sankcji Darmowego Kredytu, sumę jednak niższą od proponowanej przez innych oferentów. Teraz już wiem ile zarabiają atakujący. To musi być doskonały interes. Nie mam oczywiście nic przeciwko legalnym sposobom zarabiania pieniędzy tak samo jak przeciwko graniu na giełdzie. Jednak przymusu nie ma. W każdym razie ja nie czuję takiego przymusu.
niedziela, 14 grudnia 2025
czternasty grudnia
Szalennie jestem ciekaw jak Minister Żurek pokieruje sprawą sfałszowanych wyborów. Czy po przeprowadzeniu dziewiętnastu śledztw i przeliczeniu głosów wystąpi do krajowej Komisji Wyborczej z prośbą o aktualizację wyników, czy od razu skieruje do Sądu sprawę o liczne przestępstwa przeciw wyborom? I brońboże nie do SN opanowanego przez przebierańców, tylko do dowolnego Sądu Powszechnego. Ale będzie awantura.
Przed zaśnięciem puszczam wodze fantazji. Ostatnio myślę o blokadzie Obwodu Królewieckiego. Cóż bowiem przeszkadza, aby zamknąć granice z Litwą i Polską, Zbombardować lotnisko w Królewcu i cieśninę koło Bałtijska? Ciekawość po jakim czasie ludzie tam mieszkający zapragną na przykład niepodległości, utworzenia nowego europejskiego państwa i przystąpieniu do Unii Europejskiej? Przy okazji mógłbym zrealizować jedno ze swoich marzeń, odbyć Podróż od Bałtijska do Kłajpedy przez całą Mierzeję Kurońską.
Przeczytałem dziś w Gazecie wywiad z Andrzejem Draganem o SI. Nie wiedzieć czemu czuję otuchę. Na wyciągnięcie ręki wyczujam ogromne szanse na wszystko. Nowe leki, nowe technologie itd. Może nawet życie wieczne, albo chociaż bardzo długie?
wtorek, 2 grudnia 2025
drugi grudnia
Albo weźmy PESEL. Dziwię się ilekroć wypełniając jakiś formularz, w jednym poleceniu mam datę urodzenia, a w następnym pesel. Czy te formularze wymyślają Idioci?
Odezwała się WDJ*) Ostroga. Zwykła wizyta w najbliższym sklepie zamieniła się w hardcorowy survival. Wyraźnie utykam i jednego kroku nie mogę zrobić bez skrzywienia ryja. Po drodze do sklepu mam Przychodnię z Rehabilitacją, która bardzo mi pomogła półtora roku temu. Zajrzałem tam wczoraj i dostałem termin za pół roku. Rozpacz.
Pomimo braku możliwości jedynej aktywności fizycznej masa spada. Wczoraj zmierzyłem 77,8 kg. Wczoraj także powróciłem do budowy łóżka. Ciekawość, czy skończę je przed końcem roku?
Drażni mnie nadużywanie i używanie niewłaściwie słowa posiadać. Wczoraj przeczytałem gdzieś o tym, że jakiś bar posiada osiem stolików. WTF? Przecież posiadać cokolwiek może tylko Człowiek. A może się mylę?
*- w dupę jebana
piątek, 21 listopada 2025
dwudziesty pierwszy listopada
Ciemna noc. Siedzę sobie w moim mieszkadełku. czytam doskonałą książkę, zerkam do Internetu i czekam zupełnie świadomie na pierwszy śnieg w tym sezonie. Do tej pory zawsze było tak, że gdy zaczynał padać śnieg spałem. Obudziwszy się stwierdzałem odmieniony krajobraz. Jakoś tak było, że zawsze zaczynało padać w nocy. Pierwszy raz tej nocy złapię pierwsze białe płatki na gorącym uczynku. Mam otwarte dwie mapy meteo, które w czasie rzeczywistym monitorują sytuację. Teraz (00:37) granica opadów jest jakieś pięć kilometrów ode mnie. Co ciekawe, opady przyniósł niż genueński.
O drugiej wciąż nic. Według map pogody w Krakowie obficie pada śnieg a gdy wyglądam przez okno nie pada. Ciekawość?
Dziesięć po trzeciej. Wciąż nic. To co, mam iść spać? -
pięć po czwartej - nic
wpół do piątej - zaczęło się
idę spać
poniedziałek, 17 listopada 2025
siedemnasty listopada
Co to KURWA jest? Pogoda, że psa nie wygonisz. Zimno, ciemno i pada. Dobrze, że nie śnieg, chociaż jeszcze nie wieczór. Walczę z "własnym sobą" żeby wyjść i wykonać chociaż sześć tysięcy kroków. Mógłbym nie wychodzić dziś wcale. Mam wszystko, co potrzeba do przeżycia kolejnego dnia.
Jednak wyszedłem. Cztery tysiące kroków zaledwie. Zmokłem i przemoczyłem buty. Suszą się, skarpety też. Zaraz piąta, latem środek dnia, a dziś to już Ciemna Noc.
niedziela, 16 listopada 2025
szesnasty listopada
Albo weźmy płaskoziemców. Jak wytłumaczą Wodospad Krawędziowy? Przecież woda wypływająca w nicość musi się skądś brać. Albo grawitację. Skąd się bierze siła, która utrzymuje ich stopy w dole? Albo potworne tarcie między Dyskiem i grzbietami czterech słoni?
sobota, 15 listopada 2025
piętnasty listopada
78,7 kilograma. Masy ubywa, może nie z dnia na dzień, ale systematycznie. Wydaje mi się, że znalazłem klucz do systematycznej utraty wagi. Pilnuję diety i staram się dużo ruszać. Co prawda cierpię z powodu spierdolenia się ze schodów gdy moi hinduscy sąsiedzi, w środku nocy, zastukali do mojego okienka i zeznali po angielsku, że zapomnieli klucza i na wszystko prosili bym wyszedł i wpuścił ich do kamienicy. Wyszedłem więc i nie wiedzieć czemu nie zaświeciłem światła na klatce. W rezultacie, na dwuschodkowej przeszkodzie straciłem równowagę i potłukłem się. To było kilka dni temu i bólu już właściwie nie czuję. Co dalej? czas pokaże. W każdym razie wciąż wierzę, że mój BMI spadnie jednak poniżej 25. Teraz wynosi 26,91.
sobota, 8 listopada 2025
ósmy listopada
Albo weźmy sztuczną inteligencję. Czytam o tym, że ten twór jest coraz sprawniejszy i już niedługo będzie bóg wie ile potrafił. Myślę: być może. Jednak czy będzie potrafił myśleć? I czy będzie w stanie zmyślać, czyli tworzyć coś nowego? Czy będzie umiał napisać oryginalną książkę. Albo stworzyć jakiś nowy "nieludzki" rodzaj sztuki? Wiadomo bowiem powszechnie o tym, że każda sztuka oddziałuje na zmysły. A czy sztuczna inteligencja ma zmysły? Czy jest w stanie ogarniać otoczenie w czasie rzeczywistym? W jednej z książek Lema podany jest przykład, jak zawiadujący statkiem kosmicznym komputer usiłując ogarniać wszystkoistycznie otoczenie podczas lądowania, doprowadził do katastrofy, bo zapchał się niemal nieskończoną ilością dobiegającej zewsząd informacji. Myślę, że jeszcze długo to jednak ludzie będą czynili postęp naukowy, czy wynalazki, biorąc sztuczną inteligencję za narzędzie. A może się mylę?
środa, 5 listopada 2025
czwarty listopada
Byłem dziś na darmowym badaniu słuchu. Wynik badania trochę mnie zaskoczył. Lewe ucho w normie, prawe w dolnej granicy normy. Jednak gdy poprosiłem o przesłanie wyniku mailem okazało się, że nie ma nic za darmo. Wydruk wyniku mogę dostać za trzydzieści pięć złotych. Zaskoczenie moje wynika z tego, że w przeszłości wielokrotnie i długotrwale nadwerężałem organ słuchu. W słabszym, prawym uchu słyszę 8kHz przy głośności 65dB, a w lewym tyleż przy 45 dB.
niedziela, 2 listopada 2025
drugi listopada
Wczoraj 79,2 kg. Wydaje mi się, że metodą prób i błędów, dostosowałem swoją dietę do potrzeb mojego ciała. Po prostu MŻ. Codzienne spacery i jeden posiłek dziennie. Wczoraj ten posiłek składał się z jednego jaja na twardo i surówki do rozpęku. Zdecydowanie też mniej piję, co poskutkowało zanikiem efektu słoniowej nogi. Zobaczymy, może jednak zdążę dojść do BMP<25 przed osobistym końcem świata?
wtorek, 28 października 2025
dwudziesty ósmy października
Ten dzień będę pamiętał ze wszystkich sił. Dziś do marszałka sejmu poszedł wniosek o odebranie immunitetu i aresztowanie byłego i osławionego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Nie wiem czy w historii Polski był zbrodniarz większy, ale pewnie nie znam wystarczająco historii by o tym sądzić. Czytam, że będzie próbował uciec, ale myślę, że nie ma takiego miejsca, w którym mógłby się ukryć. Swoją drogą ciekawość co tym razem wymyśli, może śmierć w Albanii? Radujmy się. Podobno ma szansę wyjść z więzienia w wieku osiemdziesięciu lat.
A może będzie próbował pójść w niepoczytalność?
piątek, 24 października 2025
dwudziesty czwarty października
Dawno temu, mniej więcej w zeszły piątek, a tak na prawdę jakoś w maju tego roku, po wykonaniu kilku kroków codziennego spaceru, czułem ból umiejscowiony w lewym pośladku i promieniujący na tylną część lewego uda. Zarzuciłem więc spacery i dawkę codziennego ruchu wykonywałem jeżdżąc rowerem. Gdy jednak pod koniec września spektakularnie wypierdzieliłem się tak, że poważnie uszkodziłem rower, odstawiłem stalowego rumaka do komórki i zacząłem, pozbawiony codziennych aktywności, gwałtownie przybierać na wadze. Zmuszałem się do chodzenia, jednak powiększający się ból skutecznie mnie od tego odstręczał. Aż w zeszły wtorek poszedłem do fizjoterapeuty (200,00 zł), który zajął się mną przez półtorej godziny, przepisał mi kilka ćwiczeń i kazał wrócić za dwa tygodnie. Jednak głównym wnioskiem, który wyciągnąłem z tej wizyty było to, że przyczyną moich dolegliwości była ...ona Ostroga, z którą walczyłem w zeszłym roku. Pan, obserwując jak chodzę stwierdził, że moja lewa noga wygląda tak, jakbym kosił nią trawnik, a oprócz tego stawiam ją na zewnętrznej krawędzi. Wyszło więc na to, że muszę nauczyć się chodzić. We wtorek, środę i czwartek wykonałem piętnaście tysięcy kroków kontrolując się tak, by prowadzić stopy równolegle i stawiać je z pięty od razu na płask. Wczoraj bólu prawie nie czułem. Dziś myślę przejść 10 000 kroków i przez kolejne dni obserwować jak tracę na wadze. Człowiek to jednak porządnie skonstruowany mechanizm.
poniedziałek, 20 października 2025
dwudziesty października
Urobek z wczorajszego i przedwczorajszego spaceru:
Mam kłopot.Już prawie nie rozmawiam z ludźmi. Pewnie z tego wynika nadaktywność w blogu. Zagrzebałem się w swojej norze i przepuszczam czas, jakby miał go niewiadomoile. Czas. Mierzymy go w jednostkach czasu i choć wiem, że można też w jednostkach długości, to tak jest poręczniej. W moim odczuciu nie pędzi już rwącym strumieniem lecz marudzi w meandrach, rozlewiskach i starorzeczach. Oglądałem kiedyś ujście rzeki do morza ze środka nurtu. Czy tak teraz widzę czas?
niedziela, 19 października 2025
dziewiętnasty października
W mojej księgowości jest rubryka o nazwie "palenie". W dwudziestym trzecim roku przeznaczałem na ten nałóg niecałe trzysta złotych miesięcznie. Do wczoraj było to już ponad sześćset złotych na miesiąc. I oto zaszła zmiana: sąsiad z góry kupił dla mnie karton papierosów za stówę. Nie wnikam jakie jest pochodzenie tych papierosów, choć na pudełku jako miejsce produkcji jest podana Szwajcaria. Deklaruje stały dostęp, więc wygląda na to, że zaoszczędzę miesięcznie około trzysta złotych. I o to chodzi. Myślę teraz jak wykorzystać te pieniądze.
środa, 15 października 2025
piętnasty października
Albo weźmy te ryje wiecznie skrzywione. Odnoszę wrażenie, że mój na ogół pogodny nastrój, a co za tym idzie radosny uśmiech, którym obdarowuję Ludzkość na prawo i lewo, nie jest mile widziany przez większość Rodaków. Kilka dni temu zostałem nawet zrugany, przez Panią w moim mniej więcej wieku, gdy uśmiechnąłem się do niej w sklepie. Zrugawszy odeszła ze swoim skrzywionym ryjem, a ja pomyślałem sobie: o co chodzi?
A tu widoczek z bazarku w fińskim miasteczku. Nawet ptaszysko pilnujące samochodu uśmiecha się.
poniedziałek, 13 października 2025
dwunasty października
Barwy jesieni:
Pod koniec września chwaliłem się koleżeństwu, że używam tylko jednej pastylki tylko jednego leku. Dziś ze zgrozą stwierdziłem, że zażyłem sześć różnych piguł na śniadanie i mimo to nie czuję się najlepiej. Córka podsumowała sytuację lakonicznie: Starość, Kurwa, Starość. Co ciekawe nie czuję się stary. Pewnie, wszyscy tak mówią, ale ja wiem co mówię. Wciąż mam wiele planów na Przyszłość i chociaż płynnie i z dnia na dzień odsuwam ich realizację, to jednak wiem, że je zrealizuję. Na przykład w przyszłym roku zamierzam wyprawić się z wnukami do Nairobi.
Dziś już jestem pewny, że zaraza mnie opuszcza. Około dziesiątej,poczuwszy senność, położyłem się i przespałem dwie godziny nie kaszląc wcale. Lubię.
sobota, 11 października 2025
jedenasty października
Pomału przychodzę do siebie. Zaraz dwa tygodnie jak się rozłożyłem. Najgorsze były noce gdy nie mogłem zasnąć wstrząsany paroksyzmami kaszlu. Nie żebym się skarżył. Byłem raczej wkurwiony. Przy okazji podupadłem z kondycją za to poprawiłem się na wadze i brzuchu.
Spaceruję i patrzę:
I myślę: Czy z powodu stosunkowo wysokich temperatur, rachunek za prąd (ogrzewanie) będzie znośny ?. Kiedy wreszcie zrobię sobie stelaż do kupionego w sierpniu materaca ? Kiedy zacznę składać turbinę z zamówionych części ?
Tymczasem nic mi się nie chce. Rozpacz.
środa, 8 października 2025
ósmy października
Zgniewany niemożnością normalnego spania bez przerw na kaszel poszedłem wczoraj do Doktora. Doktor Wojtek nie powiedział nic, o czym bym nie wiedział, osłuchał, zajrzał w gardło i zalecił cierpliwość. Cierpię więc cierpliwie z godnością i w ciszy przerywanej atakami kaszlu Pojutrze miną dwa tygodnie mąk. Mam nauczkę: gdy na polu niska temperatura i niedajboże wiatr, koniecznie zakładać czapkę. Na domiar złego wczoraj skończyły mi się ACC na kasłanie i syrop na niekasłanie. Już byłem w aptece i uzupełniłem niedostatki.
niedziela, 5 października 2025
piąty października
Jutro muszę do doktora. Jakoś funkcjonuję, jednak na dłuższą metę nie da się. Rano takie prochy żeby kasłać, wieczorem znowuż inne żeby nie kasłać. Nie mam pojęcia jak doprowadzić się do stanu bezprochowego. Konieczna więc jest interwencja doktora. Jest wszakże i dobra strona opisanego stanu - zdecydowanie mniej palę.
sobota, 4 października 2025
czwarty października
Chyba będę zmuszony dodać jedną rubrykę w swoim KAK (księgowy arkusz kalkulacyjny}. Okazało się, że w tym miesiącu wydałem na lekarstwa blisko sto złotych, a przecież miesiąc dopiero się zaczął i przecież to tylko katar i kaszel.
Ostatnią noc przespałem prawie dobrze, a wstałem o dziewiątej. Wybieram się dziś na prawdziwie długi spacer. Pogoda piękna może nawet wezmę aparat fot.
Słaby jestem. Z długiego spaceru dziś nici. Po przejściu dwóch tysięcy kroków poczułem niedający się powstrzymać ciąg do domu. Jest za kwadrans piąta, a czuję się tylko do leżenia.
A w zeszłą sobotę dokazywaliśmy w Żyrardowie:
Tylko jedenaścioro, choć żyjących jest znacznie więcej.
piątek, 3 października 2025
trzeci października
Ostatnią noc chyba przespałem, w każdym razie nic z tej nocy nie pamiętam i obudziłem się o jedenastej. Sądząc po śladach i złym samopoczuciu, przez większość nocy byłem pijany. Wychlałem zapas wina, który miał mi wystarczyć do niedzieli. Oprócz tego czuję się Nie Bałdzo. Zaraz wychodzę do sklepu i wciąż biję się z myślami czy w następną noc powtórzyć kurację, czy może pójść do apteki i przedstawić problem oczekując rozwiązania.
apteka
Położyłem się po szóstej, obudziłem koło północy. Czuję potencjał do spania. Trzeba było tak od razu.
czwartek, 2 października 2025
drugi października
W dzieciństwie i młodości często chorowałem na anginę. Po eksperymentach, które przeprowadzał na mnie osławiony doktor z michałowickiej przychodni, polegających na tym, że aplikował mi dziecinne dawki penicyliny, byłem Słaby, Rozgorączkowany i ogólnie Do Dupy. Po trzech tygodniach takiej kuracji już tylko leżałem i myślałem, że umrę. Postanowiłem jednak zmienić doktora. Pani Doktor przeprowadziła ze mną wywiad i oczy miała coraz większe. Spytała kto mnie tak leczył i wzięła się do leczenia po swojemu. W efekcie następnego dnia gorączka minęła. Później przeprowadziła jeszcze zabieg wyciskania z migdałków całego tego syfu, który przez lata nosiłem ze sobą i w rezultacie, od trzydziestego roku życia nie miałem więcej anginy. Dlaczego o tym mówię - tamte choroby, w porównaniu z tym, co przeżywam teraz to były wczasy. Leżałem, domownicy wokół mnie skakali, nic mnie nie bolało przeczytałem wtedy mnóstwo książek, było wręcz miło. A teraz? - nie śpię od trzech dób, bo gdy tylko się położę zaczynam, KURWA, kaszleć. Myślałem spać na siedząco. Na dłuższą metę nie da się. Z przerażeniem myślę o kolejnej, czwartej nocy. Cała nadzieja w tym, że zanim zwariuję kaszel ustąpi.
środa, 1 października 2025
pierwszy października
Nieopanowany kaszel psuje mi wrodzoną radość życia. Gdy tylko położę się by zasnąć, zaczyna się granie w tchawicy. Cóż więc robić - kaszlę i wkurwiam się. Mam tak od dawna, każda infekcja zatokowa kończy się kaszlem płucnym a może oskrzelowym. Wiem, że muszę to ze siebie wykaszleć. No to kaszlę KURWA MAĆ.
wtorek, 30 września 2025
dziś są moje urodziny
Tymczasem pożyczę sobie sam i zobaczę co się będzie działo.
Jest wpół do czwartej. Jak do tej pory dwa razy na FB. Jeszcze nie wieczór, ale myślę, że wiele więcej nie będzie.
No, nie było. Razem trzy.
niedziela, 28 września 2025
dwudziesty ósmy września
Jeszcze pięć-sześć lat temu, po własnoręcznym przejechaniu pięciuset kilometrów dopiero zaczynałem się rozglądać. Wczoraj przejechawszy trzysta kilometrów byłem już wiotki i dopiero po jednym, drugim kielichu wina zacząłem kontaktować.Po dzisiejszym powrocie zaś, chciało mi się już tylko LEŻEĆ. Okolicznością przemawiającą na moją korzyść był zapewne stan zdrowia, bo wczorajszy wodnisty katar przeszedł dziś w fazę Gęstą i Zieloną. Samo zaś klasowe spotkanie '2025 zostało zdominowane przez jedną Koleżankę. Taki "one woman show". Zaiste buzia jej się nie zamykała, i bardzo dobrze. Każdemu z nas przypomniała wiele zapomnianych sytuacji. Mnie na przykład przypomniała, że pisałem dla niej wiersze ( z cytatami ). W rezultacie było miło. Nikt nie płakał i nikt się nie pochlastał. Skoda tylko, że nie wszyscy z żyjących przyszli.
Jeszcze kilka zdjęć:
czwartek, 25 września 2025
dwudziesty piąty września
Jest taka książka Pratchetta Ciekawe Czasy. Wyrabia się w niej nad wyraz i nad podziw dużo. Jednak nie umywa się nawet do współczesnej rzeczywistości. Wydaje mi się, że stan nazywany ciekawymi czasami trwa od niewiadomokiedy i jakby się pogłębia. Chińska klątwa wydaje mi się sposobem na życie jeśli nawet nie wieczne, to bardzo długie.
wtorek, 23 września 2025
dwudziesty trzeci września
Lato, choć marudziło i chłodziło i podeszczywało, odeszło z klasą, chciałoby się powiedzieć "na pełnej kurwie". Jego dwa ostatnie dni z temperaturami dochodzącymi do trzydziestu stopni Celsjusza, Szacun. I tak oto znaleźliśmy się pod wpływem mojego ulubionego znaku Zodiaku. W tym tygodniu wybieram się na spotkanie klasowe. Z doniesień Organizatora wynika, że od ostatniego nikogo nie ubyło. Myślę porozmawiać o planach na przyszłość. Ile by tej Przyszłości nie było, to jednak żyć tak bez celu nie ma, moim zdaniem, sensu. Przy okazji podróży do Żyrardowa myślę odwiedzić jeszcze parę miejsc ważnych i zapamiętanych. Taki na przykład Koszalin, albo Białystok. W końcu nigdzie mi się nie śpieszy, ani nic mnie nie trzyma w Krakowie.
wtorek, 2 września 2025
drugi września
Albo weźmy spanie. Od dłuższego czasu śpię na raty. Naprzód od posiłku głównego do mniej więcej północy. Potem następuje czas nocnej aktywności i około czwartej-piątej do ósmej-dziewiątej śpię dalej. Miałem już tak kiedyś, tylko że wówczas nocą zanurzałem się w czarnej otchłani Auto Cada i wciąż coś tworzyłem albo zmyślałem. Co robię dziś?- czytam, oglądam filmy, gram w szachy z komputerem, albo gotuję. Ostatniej nocy uwarzyłem krupnik. Łyżka staje, a jak jeszcze dodam śmietany, to będę miał pyszną wyżerkę na co najmniej dwa dni.
Nie mogę utrzymać niskiej masy ciała. Było już 76 kg i znowu urosło do osiemdziesięciu. Wiem, to przez brak ruchu. Staram się jeżdżąc rowerem lub forsownie maszerując przepalić dziennie pięćset kalorii. Coraz częściej jednak stwierdzam, że nie chce mi się. Także upały odstręczają mnie od aktywności. Chowam się wtedy po krzakach i parkach, w cieniu.
Nie mogę się zebrać do zrobienia łózka - stelaża do materaca, który kupiłem prawie miesiąc temu. Czekam na czas, kiedy mi się zachce.
środa, 20 sierpnia 2025
PTNZ5 dzień trzeci
Tarnów-Nowy Sącz-Rzezawa. W okolicach Nowego Sącza nad zalewem sceneria jak nad morzem. Stragany z goframi i kebabami i Tłumy.
wtorek, 19 sierpnia 2025
PTNZ5 dzień drugi
Myślałem zajrzeć do Suśca w temacie Grzyby. I ewentualnie zabukować nocleg we wrześniu z nadzieją Prawdziwego grzybobrania. Zajrzałem. Grzybów brak. Nie mam pewności co będzie we wrześniu, ale nie. Jak będę chciał grzybobrać, pojadę gdzieś bliżej. Jest problem z Nawłocią. Czytam o tym, że to gatunek inwazyjny, panoszący się na naszych łąkach i innych nieużytkach. One są wszędzie. Tłumią rodzimą florę i wygląda na to, że niedługo oprócz nawłoci nic nie urośnie. Czy można coś z tym zrobić? Dziś do Tarnowa przez Korczową. Raptem dwieście piętnaście kilometrów. W hotelu pozamykane Wszystkie drogi ewakuacyjne i brak Internetu.
poniedziałek, 18 sierpnia 2025
PTNZ5 dzień pierwszy
Znowu w podróży. Miało być rowerem, ale od czasu wyczynów w Pobierowie doznaję uporczywych zawrotów głowy i zwyczajnie boję się jeździć rowerem. No to pojechałem samochodem. Do Tomaszowa Lubelskiego. Muszę się przyznać, że trzysta kilometrów na jeden dzień to akurat tyle na ile mogę sobie pozwolić. Kawał autostradą, a później ponad sto kilometrów drogami bez numerów. Polskie wsie są nieodróżnialne od miasteczek. Domy i domki eleganckie i na bogato. Ogrody kwitnące, infrastruktura komunikacyjna bez zarzutu, patrz chodniki i ścieżki rowerowe. Wszędzie Biedronki, albo chociaż Żabki, choć nie brakuje sklepów innych sieci. W Tomaszowie Lubelskim byłem ostatnio jakieś sześćdziesiąt lat temu przy okazji wczasów w Suścu. W ogóle nie mam porównania - nic nie pamiętam. W hotelowej restauracji pożarłem zupę brokułową i naleśniki ze szpinakiem.
niedziela, 27 lipca 2025
dwudziesty siódmy lipca
Puszczam wodze fantazji.
Jeśli jutro (28.07.20) prawdziwy Minister Sprawiedliwości wyłączy TK, KRS i nielegalną izbę SN, a także nielegalną Pierwszą Prezes, to nagle znajdziemy się wszyscy w nieznanej od dawna rzeczywistości. Pozostanie tylko wyłączenie CBA i ziobrowych prokuratorów abym poczuł, że nieznośna duchota ostatnich dziesięciu lat ustąpiła i mogę znów oddychać pełną piersią. Nie będzie potrzeby przeliczenia głosów, bo prawdziwy Sąd Najwyższy unieważni sfałszowane wybory. Rozliczenia i wsadzanie tych, którzy zasłużyli, do pyerdla ruszy z kopyta. A jeszcze gdyby opublikować pełną listę robionych Pegasusem i skalę korumpowania mediów...
Przecież sami się zagryzą. I bardzo dobrze.
sobota, 26 lipca 2025
dwudziesty szósty lipca
A jeśli Premier jest dogadany z Marszałkiem? Na przeliczenie i unieważnienie wyborów wciąż jest czas.
środa, 16 lipca 2025
szesnasty lipca
Chwila wspomnień.
Nie wiem który to był rok. Imieniny Bratowej, mieszkanie Bratostwa na Gocławiu. Rozmowy, wyżerka i pokaźne ilości alkoholu. Muzyka z magnetofonu, tańców nie pamiętam. Nagle zgasło światło. Przypuszczaliśmy, że to sąsiedzi, zniesmaczeni ilością decybeli spowodowali zwarcie, które wywaliło bezpieczniki w całym bloku. No i cóż począć z tak pięknie rozpoczętym wieczorem? Padło na mnie, czy mógłbym zająć się robieniem muzyki na gitarze? Z największą przyjemnością. Najmniej pijany z gości zabrał mnie swoim maluchem na Reguły, po gitarę. Zupełnie jak w tym dowcipie: już wróciłeś? - nie, ja tylko po gitarę. Repertuar miałem wówczas pokaźny. Do mojego akompaniamentu śpiewali wszyscy, chociaż ze znajomością tekstów było różnie i raczej słabo. Na koniec imprezy zaintonowałem Międzynarodówkę. Myślałem, że to żart, ale tu wszyscy podnieśli pieśń, a znajomość tekstu była stuprocentowa.
wtorek, 8 lipca 2025
ósmy lipca
Albo weźmy wiecznie skrzywione ryje Rodaczek i Rodaków. Czasem wyraźnie czuję ich pełne nienawiści do wszystkiego emocje. Czasem pytam wprost: a czemu pani/pan taka wkurwiona/wkurwiony? Odpowiedzi dostaję różne, od wzruszenia ramionami, agresywnego milczenia do próby rękoczynów. Jednak pojawia się światełko w tunelu. Dzieci i ludzie młodzi, gdy mijając uśmiecham się do nich, oduśmiechują i często kłaniają się. To jeszcze nie to, co w Finlandii ale gdy młodzi dorosną będzie nam wszystkim wyraźnie milej.
poniedziałek, 7 lipca 2025
siódmy lipca
Wydaje mi się, że przywiozłem znad morza jakąś infekcję. Od kilku dni kaszel nie daje mi spać, bo gdy tylko się położę wybucha z jeszcze większą siłą. Powinienem spać stojąc, albo chociaż siedząc.
Kupiłem sobie w Pobierowie książkę i jakoś nie mogę się zebrać do czytania.
Chciałem przenieść do komputera zdjęcia z wakacji i jakoś tak niefortunnie nacisnąłem ctrl+A, że wyczyściłem całą kartę pamięci. Rozpacz. Program do odzyskiwania plików wydał ze siebie coś takiego, że za nic nie da się tego otworzyć. Trzeba będzie spróbować innego programu, a w ostateczności prosić o pomoc zaprzyjaźnionego fachowca.
A jednak udało się, oto zdjęcia z wakacji:
Taka instalacja po drodze na plażę
Pensjonat , w którym mieszkałemNa posesji obok rosną sobie palmy. Spytałem co się dzieje z nimi zimą. Dowiedziałem się o tym, że mają przygotowane pokrowce z jakichś koców czy wojłoków do przykrywania w sezonie zimowym.zachód słońca fotografowany w pijanym widzie
niedziela, 6 lipca 2025
szósty lipca
Albo weźmy wegetarianizm. Jak do niego doszedłem? - Kilka lat temu, naczytawszy się różności, stwierdziłem, że wege jest cool i z dnia na dzień przestałem jeść mięso. Mój stan zdrowia nic się nie zmienił lub może nawet poprawił. Pamiętam sąsiedzką rozmowę na działce w Dobczycach z której wynikło, że jestem jednak odmieńcem. Zatwardziałej konserwatystce dawałem typowy przykład: weźmy konia, nie je mięsa, a jaki mocny. Chyba nie pojęła. Wciąż mówiła "no ale". Mój wegetarianizm ma jeden wyjątek. Jakieś dwa lata temu, podczas corocznego przeglądu Doktor Wojtek powiedział: ale rybka raz czy dwa razy w tygodniu nie zaszkodzi, a pomóc może, bo coś tam w niej jest. Pomysł zaakceptowałem i co rusz spożywam jakiegoś śledzia czy wędzoną makrelę. A tak w ogóle, to myśl o tym żeby grzebać się w wnętrznościach żywego stworzenia jest mi obrzydliwa do rzygania.
piątek, 4 lipca 2025
czwarty lipca
Albo weźmy awanturę o wybory. Najśmieszniejsze jest to, że Oficjalnie wiemy, że nic nie wiemy. Ci od małego oficjalnie odetchnęli z ulgą, jednak wciąż wściekle atakują nas, którzy żądają porządnego policzenia głosów. Starają się narzucić narrację o zwycięstwie wyborczym, tworzą pożalsięboże bojówki opryszka z Pruszkowa. Przyjmują chętnie "bratnią pomoc" w Warszawie, gdzie nagle zaczęły płonąć różne obiekty. Przecież to się kupy nie trzyma. Po co bojówki na granicy, na której nic się nie dzieje? Po co podpalać Warszawę i utrudniać życie Warszawiaków? Czyżby myśleli, że Warszawa pokocha ich za to, albo chociaż będzie nie lubić mniej? Wydaje mi się, że wobec wymownego milczenia Premiera nie wiedzą co robić. Głupio naciskają na Marszałka by zwołał ZG i przyjął przysięgę od "elekta". Pewnie mają coś na niego, tylko czy tak dużego, że Marszałek zgodzi się na złamanie prawa? Wczoraj Mecenas bardzo łopatologicznie wyjaśnił wszystkim o co chodzi. Co ważne, powiedział o tym, że nie zna opinii sprzecznych z tym co ogłosił. A ogłosił tyle, że sprawa wyborów wraca do punktu wyjścia. Do PKW, która MUSI zlecić porządne przeliczenie głosów. I na nic zaklinanie rzeczywistości przez połączone siły wszystkich presstytutek i nawet Razemków wespół z oszustami z PiSu. Owszem grożą wojną domową. Niech spróbują.
A Premier siedzi spokojnie, czeka na ich wygibasy. Myślę, że on ma wszystko dokładnie policzone i w obranym przez siebie czasie powie jakoś tak: "panie prezesie, jak byś się nie wykręcał i tak zawsze dupa z tyłu". A od siódmego sierpnia zaczną się zapełniać tymczasem areszty śledcze i w rezultacie więzienia.
I tak przy okazji: są do kupienia dwie książki. Jedna zatytułowana "Debil" a druga "Alfons". Ciekawość czy Szanowna Frekwencja odgadnie o kim są te książki?
Jest też pomysł na trzecią. Tytuł - Judasz.
czwartek, 3 lipca 2025
wtorek, 1 lipca 2025
PTNZ №6 dzień czwarty i ostatni
Hotel w Polkowicach, w którym stanąłem, jest zespolony z Aqua Parkiem. Chociaż tylko trzy gwiazdki, to bardzo przyzwoity, nawet z klimatyzacją. Wieczorny posiłek główny miałem zabrany z domu tylko był kłopot z przygrzaniem. Rozwiązałem ten problem umieszczając słój z posiłkiem w umywalce i puszczając nań strumień gorącej wody z kranu. Po kwadransie był gotowy do spożycia. A zaś problem zakazu palenia w pokoju rozwiązałem z pomocą klimatyzacji. Nawiew zimnego powietrza stwarzał takie akurat nadciśnienie, że wszystkie dymy i wapory wylatywały przez otwarte okno. Spałem nieźle, choć krótko i już o szóstej byłem gotowy do śniadania. Za prawdę powiadam wam, Śniadanie Mistrzów. Jajecznica, sałatka warzywna, jajka w majonezie, twaróg w kulkach i nieskończona ilość serów. Także kawa, której wypiłem trzy filiżanki. Tak zaopatrzony ruszyłem do domu.Nie było po co się spieszyć i stawałem dosłownie pod każdym słupkiem. O wpół do drugiej zameldowałem się w domu. Zmęczony i Zadowolony. Takich przygód dotąd nie miałem.
poniedziałek, 30 czerwca 2025
PTNZ №6 dzień trzeci
Dzień drugi przeleciał z nadzwyczajną prędkością. W związku z wczorajszymi imieninami ostro przepaliłem rurę główną, w wyniku czego Film Mi Się Urwał i ocknąłem się koło dziesiątej w Ambulansie wiozącym mnie do Szpitala w Gryficach. Takich imienin jeszcze nie miałem. Dwoje przemiłych Ratowników zaglądali w oczy i sprawiali mi wiele radości. Dopiero dziś dowiedziałem się od naocznych świadków o tym, że nie byłem kłopotliwy. Po prostu przewróciłem się na ulicy z Plaży do Pensjonatu. Bez awantur pozwoliłem się przenieść na ławkę i ogólnie byłem bardzo Spokojny. W szpitalu nie było już tak miło. Jedna z Pielęgniar najchętniej rozerwała by mnie na sztuki, a gdy spytałem czy ma męża, udzieliła odpowiedzi wymijającej. Jak powszechnie wiadomo powinnością pacjenta jest cierpliwość. Cierpliwiłem się w szpitalu do drugiej w nocy, gdy dostałem papier, z którego wynikało, że nic mi nie jest. Do pensjonatu wróciłem taksówką i rozpocząłem trzeci dzień Podróży. Nie odważyłem się jechać do Krakowa na raz i stanąłem w Polkowicach.
niedziela, 29 czerwca 2025
PTNZ №6 dzień drugi
Wczoraj nie miałem już siły i padłem bezprzytomny zaraz po przyjeździe, o czym poniżej.
Wyjechałem koło jedenastej. Trzeźwy i wypoczęty, czyli na pełnej kurwie. Po odstaniu około pół godziny w autostradowym korku, wjechałem spowrotem do miasta z dwóch przyczyn. Zapomniałem spakować aparat do pomiaru ciśnienia i ładowarkę do telefonu. Ruszywszy ponownie spod domu porzuciłem myśl o komforcie autostrady i pojechałem przez Olkusz. Miałem do przejechania ponad siedemset kilometrów. Jeszcze sześć lat temu nie zwracałem uwagi na dzienny dystans i spokojnie podziwiałem coraz to nowe widoki, choćby i przez cały dzień. Teraz nie czuję już takiej radości z podróży. Gdzieś po pięciuset kilometrach z pełnej kurwy nie została nawet malutka kurewka. Coraz częściej myślałem: daleko jeszcze? Czyżbym już był za stary na takie figle? Zupełnie poważnie rozważam jakieś międzylądowanie w drodze powrotnej.
piątek, 27 czerwca 2025
dwudziesty siódmy czerwca
Jestem zafascynowany spokojem Premiera. Podejrzywam, że wszystko ma policzone. Czeka na rozwój wypadków i raczej wie kiedy uderzyć. Uderzyć tak, aby uniknąć wymarzonego przez Kreml scenariusza (rozruchy, zamieszki, wojna domowa). W ostateczności wprowadzi stan wyjątkowy.
czwartek, 19 czerwca 2025
dziewiętnasty czerwca
Wyborcza wrzawa nie cichnie. Okazuje się, że Premier dyma małego od dawna, ale dopiero dziś poczuł "fruk w rzętaku"*. Doszli do ściany i już wiedzą, że niedługo wszyscy pójdą do pyerdla. Tak im dopomóż bóg.
* cytat z Lema
poniedziałek, 16 czerwca 2025
szesnasty sierpnia
Albo weźmy białe noce.
W tym zgiełku wyborczym, który ucichł dopiero dziś, gdy PKW wydała ze siebie stanowisko, że nie wie kto wygrał wybory, a co za tym idzie wybory będą powtórzone, siedząc nad wieczorną herbatą zorientowałem się, że do przesilenia letniego zostało tylko parę dni i nastał czas najkrótszych nocy. Natychmiast przykryła mnie fala wspomnień. Gdy, przeważnie nocą, pracowałem na Kolei, pilnie obserwowałem północne niebo i widziałem świecące powietrze całkiem wysoko nad Horyzontem. Albo gdy wizytowałem Małolata w Koszalinie i obserwowałem zachód słońca dużo później niż w Polsce Centralnej. Tak przy okazji: zachód słońca, to dość skomplikowane zjawisko. Wiki mówi o tym, że zmierzchów jest co najmniej trzy. Przypomniały mi się opowieści Pociota o pobycie w Szwecji, gdzie "słońce wciąż spadało nie mogąc spaść" i jeszcze grubo po dziesiątej było zupełnie jasno. Oczywiście Podróż Dookoła Bałtyku podczas której napatrzyłem się białych nocy do syta, Chociaż w najpółnocniejszym punkcie Podróży lało i słońca nie widziałem także w dzień.
W tym roku będę świętował Przesilenie letnie w Krakowie, ale już w pierwszych dniach lipca ruszam w krótką Podróż Na Północ. To może
Zagadka 6.0? Podczas Podróży Szóstej będę nocował w najpółnocnozachodniejszym mieście naszego pięknego Kraju. Jakie jest nazwisko tego miasta.
piątek, 30 maja 2025
trzydziesty maja
Albo weźmy brytyjski system monetarny. Ten prawdziwy, sprzed reformy w sześćdziesiątych latach dwudziestego wieku. Jednym słowem masakra. No, niby wiadomo - funt szterling. Ale co można pomyśleć o takiej gwinei, której wartość to funt i nie wiedzieć czemu szyling. Dwadzieścia szylingów dawało funta, a sam szyling dzielił się na 12 pensów. Jako samodzielne monety istniały też korony o wartości ćwierci funta i żeby było śmiesznie półkoronówki o wartości dwóch szylingów i sześciu pensów. Dolarem ówczesnej Europy był jednak wymyślony we Francji złoty floren i myślę, że Brytyjczycy mieli w związku z nim niemałe kompleksy. Dlatego zangielszczyli go po swojemu jednak już tylko w srebrze. W twarzy powyższego wcale nie dziwię się, że reforma dzieląca funta na nudne sto pensów i już, była na Wyspach przyjęta z mieszanymi uczuciami. Po cóż bowiem upraszczać naturalny ład z którym wszystkim było do twarzy?
Skąd mi się wzięły takie przemyślenia? Czytam taraz "Spryciarza z Londynu" Terry'ego Pratchetta i co rusz natrafiam w nim na jakieś pieniądze. Zgniewało mnie w końcu, że nie wiem o co chodzi i przerwawszy lekturę wykułem na blachę brytyjski system monetarny. Przypomniało mi się też ileż było egzotyki związanej z pieniędzmi w czytanych w młodości powieściach historycznych, awanturniczych i podróżniczych. Guldeny, dublony, pistole, drachmy, talenty, reale, pachniały tajemnicą i przygodą.
Jeszcze anegdota: gdy w Wielkiej Brytanii zaczęto przymierzać się do wprowadzenia ruchu prawostronnego, podczas obrad parlamentu jedna z posłanek zaproponowała, aby zrobić to stopniowo i na początek kazać jeździć prawą stroną tylko autobusom. Nawiasem mówiąc, ruch lewostronny jest naturalny i wywodzi się z czasów, gdy podróżowało się konno, a broń trzymało się w prawej ręce.
wtorek, 27 maja 2025
dwudziesty siódmy maja
Albo weźmy to nieszczęście jakim jest polski kościół katolicki. Dwa tysiące lat selekcji negatywnej uformowało pracowników tej firmy na obraz nędzy i rozpaczy. Podobnie jak do polityki idą tam ludzie, którym "robić się nie chce" i w ogóle nie bardzo wiadomo czego chcą oprócz dostatniego i spokojnego życia na koszt gawiedzi. Ze smutkiem stwierdzam, że także na mój koszt. Oczywiście są wyjątki i na ich tle degrengolada rzeszy księży świeci jeszcze mocniej.
Czytam o tym, że wierni w niektórych parafiach dostają od proboszczów esemesy z żądaniem by głosowali na popieranego przez kościół kandydata. Tak, tego, który całym swoim życiem zaprzecza nie tylko chrześcijaństwu ale też zwykłej przyzwoitości. Zastanawiam się czy sformułowanie "przyzwoity ksiądz" nie jest wewnętrznie sprzeczne, tak jak powiedzenie "przyzwoity polityk". A co z Panem Bogiem? Dawno temu na epitety mojej Mamy jakobym był bezbożnikiem, bo nie chodzę do kościoła odpowiadałem: moim zdaniem chodzenie do kościoła nie ma nic wspólnego z Panem Bogiem.
A co Pan Bóg na to? Jakiś on jest niezdecydowany,nieokreślony. Niby wszystko widzi a nie grzmi, a dzieło boże się rozłazi. Czyżby kończył się okres przydatności do użycia?
I jeszcze anegdota zaczerpnięta z Terry'ego Pratchetta. W opisywanym przez niego Świecie Dysku tamtejsi bogowie mieli jaja, Wybijali ateistom szyby w oknach. Hi, hi.
czwartek, 22 maja 2025
płaskoziemcy
Albo weźmy płaskoziemców, czy innych foliarzy. Im głupsza teoria tym chętniej ją łykają. Skąd się biorą? ano z niewiedzy i niedouczenia. Z wrodzonej odporności na Zdrowy Rozsądek. Gdzieś przeczytałem o tym, że IQ takich egzemplarzy jest na poziomie temperatury powietrza w °C. I żeby nie było, nie mam nic przeciwko takim ludziom. Oni też mają swoje miejsce w bożym planie, czy w społeczeństwie. Mam natomiast pretensje do polityków, którzy wykorzystują ich łatwowierność i wodzą na manowce.
A my tymczasem pierwszego czerwca wybierzmy Rafała i na pięć lat zapomnijmy o wszelkiej maści niedoukach i nienawistnikach.
dwudziesty drugi maja
Albo weźmy Wszechświat. W skali makro jest zbudowany głównie z Niczego, czyli próżni. Jest oczywiście w tej próżni mnóstwo energii, która może zmienić się w materię, ale niekoniecznie. W skali mikro zaś przewaga Niczego nad Czymś jest już porażająca. Malutkie jądra atomów zajmują zaledwie jedną stutysięczną (10^-5) jego objętości. I możemy z tym żyć?
poniedziałek, 12 maja 2025
dwunasty maja
Albo weźmy przyklejających się do asfaltu aktywistów Ostatniego Pokolenia. Niektórzy sugerują, że należałoby pozostawić ich w spokoju i poczekać, aż złagodnieją albo zgłodnieją i poproszą o oswobodzenie. Inni znów podnoszą wniebogłosy lament o to, że nie daje im się prawa do protestowania, a nawet wszczynane są przeciwko nim postępowania skutkujące postawieniem zarzutów i procesami. A ja myślę o tym, że problem jest gdzie indziej. Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, w której wbiegający na jezdnię w niedozwolonym miejscu człowiek zostaje trafiony przez jakiś pojazd i doznaje uszczerbku na zdrowiu albo i życiu, a przy okazji powstaje karambol, w którym podobnego uszczerbku doznają inni ludzie. I tu jestem już zupełnie Skołowany, bo z jednej strony Trzeba coś robić w sprawie Płonącej Planety, z drugiej zaś giną ludzie. I jeszcze jedno: aktywiści są ciągani po sądach nie za protesty, ale za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym. Więc demonstrujący w obronie aktywistów zwyczajnie nie rozumieją sytuacji. Można wymyślić inne formy protestu i myślę, że w końcu wszyscy, a przede wszystkim sami aktywiści to zrozumieją.
niedziela, 11 maja 2025
jedenasty maja
Albo weźmy książki. Od czasu gdy zapisałem się do Biblioteki Miejskiej znów dużo czytam. Różnie, raz Márqueza, raz Pratchetta albo reportaże, a ostatnio zasiadłem do The Cider House Rules z tytułem tłumaczenia nie wiedzieć czemu "Regulamin Tłoczni Win". Oczywiście czytałem to z pięćdziesiąt lat temu i teraz wciąż myślę o tym co wyniosłem z tej książki wtedy, a co teraz. Tak jak wtedy jestem zachwycony, jednak powody tego zachwytu są odmienne. To oczywiście oczywista oczywistość, a jednak przyjemność mam ogromną. Myśląc o wszystkim co do tej pory przeczytałem i o tym co Jeszcze powinienem przeczytać, odsuwam się od Internetu na odległość parasola (to takie powiedzonko z czasów młodości). To wszystko podszyte jest niepokojem: ile jeszcze?
piątek, 9 maja 2025
dziewiąty maja
Albo weźmy klimat. Lem mówił o tym, że z ocieplającego się klimatu miał tyle, że wciąż było mu zimno. Tegoroczny maj sprawia, że obeznany z doniesieniami o płonącej Planecie człowiek w średnim wieku, wyczuwa w swoim myśleniu cień podejrzeń: a może to tylko kolejna teoria spiskowa? Owszem znana mi jest wieloletnia prawidłowość. Zimni Ogrodnicy i zaraz Zimna Zośka sprowadzają do nas falę chłodu a nawet mrozu. Ale to tylko kilka dni w środku maja. Teraz z niepokojem spoglądam na ekran smartfona i od kilku dni widzę, że temperatura spada. Dzisiejszej nocy nawet do -1 °C. A może ten niespotykany chłód jest jednak potwierdzeniem, że w ogóle Klimat się rozregulował? Ten obejmujący całą planetę pełen chaosu system jest coraz mniej podatny na uporządkowane teorie Meteorologów.
niedziela, 4 maja 2025
czwarty maja
Rozmawiając dziś z Córką uświadomiłem sobie jak bardzo zmieniły się normy społeczne od czasów mojej młodości. Dziś było o alkoholu. Córka nie widzi nic nadzwyczajnego w okazyjnym popijaniu Jej Córki (16). Mój pierwszy kontakt z alkoholem był Wydarzeniem. Oczywiście utrzymywanym w tajemnicy. Czymś Złym, a przez to Podniecającym. Gdy pewnego dnia, piętnastoletnia Córka, po wyjściu na jaw alkoholowego ekscesu na wycieczce szkolnej, na moje pytanie "a coście piły?" z prostotą powiedziała "jak to co - wódkę", prawie się roześmiałem, jednak konsekwencje tego zdarzenia były przykre. Dla mnie też. Takie coś było jednak zbyt nowatorskie jak na ówczesne czasy. Dziś Córka ze swobodą zeznaje, że zaopatruje Wnuczkę w butelkę wina na okoliczność spotkania z koleżankami. Natomiast Wnuczek (18) zagadnięty przez Siostrę, czy nie kupiłby butelki, pogonił ją zdecydowanie. To nasunęło mi natychmiast pytanie jak by się zachował gdybym go zagadnął w te słowy "no co, z dziadkiem się nie napijesz?" Córka twierdzi, że mogłoby dojść do scen gorszących. O tempora, o mores.
piątek, 2 maja 2025
drugi maja
Sandały, w których w 2014 zdobywałem Butny Półwysep, zyskały dziś drugie życie. Długo szukałem Szewca wyrażającego gotowość do operacji wymiany podeszew w kopalni wspomnień sprzed wielu lat. Przyszwy w postaci kilku pasków nie ucierpiały wcale, za to Podeszwy, popękane w poprzek i w wielu miejscach, uniemożliwiały komfortowe i jakiekolwiek inne chodzenie w tych reliktach czy artefaktach. Szewca znalazłem na ulicy Krakowskiej. Jak okazało się podczas rozmowy zakład ten odpalił działalność w 1942 roku i jego skróconą historię opowiedziała mi Córka Założyciela,mocno już dziś leciwa Pani. Dziś, wczesnym przedpołudniem, stwierdziłem esemesa z dobrą nowiną: sandały gotowe i do odbioru. Obułem je natychmiast po wyjściu na ulicę. Poczułem ponaddziesięcioletnią historię i niestety dyskomfort od Ostrogi, a właściwie miejsca po przeciwnej stronie rozcięgna podeszwowego, bo to w miejsce łączenia z palcami przeniósł się teraz ból. Nic. W przyszłym tygodniu pójdę do polecanej przez Doktora Wojtka Pani, której ręce czynią cuda i mam nadzieję pozbyć się tego bólu in saecula saeculorum.
wtorek, 29 kwietnia 2025
dwudziesty dziewiąty kwietnia
Albo weźmy pierwsze razy. Jak już Naprawdę nie mam co robić, zaczynam rozmyślać o swoich pierwszych razach. Pierwszy z pierwszych to zapamiętana chwila, gdy ojciec puścił kij umocowany do roweru i zorientowałem się, że jadę samodzielnie. Pierwsza dwója w szkole. Pierwsza randka z dziewczyną. Pierwszy dzień w pracy. Pierwsza wypłata, której bynajmniej nie przepiłem w całości. Pierwsza wyprawa za granicę. Narodziny pierwszego wnuka. Pierwsza wypłata emerytury z ZUSu. A co dalej? Niby wiem o tym, że coraz mniej tych pierwszych razów przede mną, choć potencjalnie wciąż nieskończenie wiele, bo nieskończoność to taki zbiór, z którego ile by nie czerpać ,wciąż pozostaje niewyczerpany. Te rozmyślania coraz częściej podszyte są ciekawością: a co z ostatnimi razami? Tych też przybywa. Każdy dzień o zmierzchu jest takim ostatnim razem, bo więcej Tego Dnia nie będzie. Wyruszając w każdą Podróż zastanawiam się czy to właśnie ta ostatnia?
poniedziałek, 28 kwietnia 2025
dwudziesty ósmy kwietnia
Albo weźmy jednostki. Długość najlepiej mierzyć jednostkami naturalnymi. Sam często, gdy nie chciało mi się wyciągać miarki, mierzyłem odległość stopami, zwłaszcza że wiedziałem o tym, że długość mojej stopy wynosi z rozsądnym przybliżeniem dwadzieścia pięć centymetrów. Dawno temu ( ale prawda ) ludzie kombinowali podobnie. Co prawda trudno było pogodzić się czyja stopa miała być wzorcem. Słusznym więc było aby sprzedający miał stopę jak najmniejszą. Nie mniej słusznym było zaś, aby kupujący miał jak największą. Można sobie wyobrazić jak podczas transakcji kupna-sprzedaży czegoś co ma długość, zawierano kompromisy. Czy nie wówczas ukuto pojęcie średniej arytmetycznej? Nasuwa się pytanie, co było pierwsze stopa czy cal. Do tej pory myślałem, że cal wziął się z długości końcowego fragmentu kciuka, jednak przygotowując się do tego posta przeczytałem o tym, że cal to potrojona długość średniego ziarna. Myślę, że cal połączono ze stopą przypadkowo. Ktoś zauważył, że biorąc tuzin cali dostajemy bardziej poręczną jednostkę do większych długości i jednocześnie jest ona zadziwiająco zbliżona do stopy. Potem już poszło: trzy stopy to yard, pręt (pole) to 5,5 yarda, łańcuch (chain) to 4 pręty, furlong to 10 łańcuchów (660 stóp) i wreszcie mila czyli 8 furlongów. Moim zdaniem potworny bałagan, ale czym jest zdrowy rozsądek wobec TRADYCJI?
Ze znanym i lubianym metrem też było niezłe zamieszanie. Podejrzywam, że Francuzi, którzy zawsze chcieli udowodnić Brytyjczykom, że są sprytniejsi, wypromowali nową jednostkę miary równą 10^-7 długości mierzonej wzdłuż południka paryskiego od równika do bieguna. To było pod koniec osiemnastego wieku. Od tamtej pory definicja zmieniała się wielokrotnie, aż całkiem niedawno, sześć lat temu podłączono metr do prędkości światła, chyba ostatecznie, choć kto wie?
Jeszcze anegdota: często mówię, że cal, to 2,54 cm, co łatwo zapamiętać, bo to jedna dwunasta stopy angielskiej (30,48 cm), a ta czwórka cyfr to nic innego jak dawny numer telefonu mojej Ciotki.
sobota, 26 kwietnia 2025
dwudziesty szósty kwietnia
Przez kilka dni nie dało się czytać gazet, ani oglądać jedynego programu telewizyjnego, do którego, od jakiegoś czasu, w miarę regularnie zaglądam. Wszędzie królowała żałobna czerń, a w i9:30 większość materiałów to transmisje i komentarze z Rzymu. Taki stan rzeczy sugerował, że wyłącznie tym powinienem się interesować, a w każdym razie o tym i tylko o tym powinienem być dobrze poinformowany. A co jeśli nie życzę sobie?
Dużo czytam. Teraz książkę - reportaż „Rowerem przez II RP" napisaną przez Bernarda Newmana z UK. Oglądany z zewnątrz obraz Polski z 1934 roku jest dla mnie fascynujący. Newman opisuje normalny (na miarę tych czasów) kraj europejski, gdzie oprócz stanu dróg wszystko jest takie jak trzeba. Czego innego uczyli mnie w szkołach. Historia to taka dziwna nauka, którą można udowodnić wszystko, co tylko jest akurat zbieżne z aktualną doktryną. Lem pisał, że historia ma tyle odsłon ilu historyków zarówno hołubionych jak i kaźnionych. W swojej książce Autor posługuje się, a jakże, imperialnymi jednostkami miar i zauważyłem, że choć zamieniam automatycznie stopy na metry, czy cale na centymetry, to taki na przykład kamień (stone) do tej pory był mi nieznany. Ze zdumieniem wyczytałem z WIKI o tak dziwnej jednostce jak 1 dram [dr] = 27 i 11/32 grains ≈ 1,77184519 g. To mogli wymyślić tylko Anglicy.
poniedziałek, 21 kwietnia 2025
dwudziesty pierwszy kwietnia
Obudziło mnie dziś wyjątkowo natarczywe i natrętne bicie w dzwony. Wyjaśnienie tego kurestwa przyszło natychmiast gdy tylko podłączyłem się do Internetu. Umarł człowiek. Skądinąd sympatyczny i dający się lubić. Tylko czy ma sens zakłócanie życia kogokolwiek z nas, a już najwięcej mojego, gdy ktoś umiera? Dla mnie to sensu najmniejszego nie ma. Przecież to naturalne, że ludzie umierają. Później dowiedziałem się, że umarł z powodu udaru. Po naszemu szlag go trafił.
zagadka -124.1
Zaczepiła mnie wczoraj para cyklistów z Czech. Pytali o drogę. Pan powiedział "zakrezowek" z wyraźnym znakiem zapytania. Dokąd chcieli jechać?
Moja walka z masą. To już siedemset dwudziesty piąty dzień. Wciąż jednak nie zbliżam się do założonego celu. Niby wiem, że powinienem więcej się ruszać i mniej kalorycznie się napychać, ale w codziennej praktyce różnie z tym bywa. Mój rekord ustanowiony pierwszego listopada ubiegłego roku to 76,9 kg. W ostatnią sobotę waga pokazała 77,9 kg.
niedziela, 20 kwietnia 2025
dwudziesty kwietnia
Dziś, rozmawiając z Córką o Karolu, który siedzi sobie w norze (swoim pokoju) i wygląda na zadowolonego z takiego stanu rzeczy, uświadomiłem sobie, że ja też tak mam. Siedzę sobie w swojej norze, gdzie nikt ode mnie niczego nie chce i ja też nic od nikogo nie chcę i bardzo mi z tym dobrze.
W outsajdzie zaczyna się wielkie kwitnienie. Dziś widziałem i wąchałem czeremchy, bzy i narcyzy. Tylko patrzeć jak zapłoną kasztany i głogi.
Wszelkie święta, ogólnie dni wolne od handlu, rymują mi się wyłącznie z niedogodnościami. W twarzy faktu wyłączenia lodówki jakiś rok temu, muszę kombinować z zakupami. Daję radę, ale po co?
sobota, 19 kwietnia 2025
19 kwietnia
Chyba już gdzieś o tym pisałem. A co, jeśli nie Plan, ale Gra? Z mojego punktu widzenia Gra jest o niebo ciekawsza. Wyobraźmy sobie, że poziomów Gry jest nieskończenie wiele i nie wszystkie wejścia na kolejny level powodują wymazanie pamięci, bo wiadomo przecież, że ilość informacji, którą może pomieścić dowolnie duży układ, jest jednak ograniczona. Nie da się więc pamiętać wszystkiego w nieskończoność.
Kilka dni temu miałem dłuższą rozmowę z pewnym znajomym Ukraińcem. Przed tą rozmową myślałem, że pięćdziesięcioletni mężczyzna powinien jednak choć trochę iść na wojnę. Po tej rozmowie już tak nie myślę. Walczył bowiem cztery lata w czasie gdy Rosja zabierała Krym. A teraz pracuje na dwóch etatach i sam utrzymuje całą rodzinę, dużą rodzinę, która pozostała w Ukrainie. Jest chłopem, z odziedziczonym sporym kawałkiem ziemi. Do niedawna ziemię uprawiali rodzice. Teraz już nie mogą, bo są za starzy. On wyjechał do Polski jeszcze przed agresją. Powiedział tak: jeśli wrócę do Kraju, natychmiast pójdę na front a cała moja rodzina bez środków do życia "в яму".
środa, 2 kwietnia 2025
PTNZ №6 zapowiedź pierwsza
To pewna niekonsekwencja, ale Podróż szósta odbędzie się przed piątą. Gdy obliczyłem koszty piątej wyszła mi możliwość, w ramach zgromadzonych środków, wykonania takiej małej eskapady. Szczegóły wkrótce.
Nie powinienem nazywać Podróży eskapadą, wszak nie uciekam. Jeden z moich ulubionych bohaterów, Rincewind, mawiał, że nieważne jest dokąd się ucieka, lecz przed czym. W Podróży odmiennie. Właśnie Dokąd jest kluczowe.
Czasami ciemną nocą podróżuję po całym świecie z Góglem i całkiem niedawno przyszedł mi do głowy taki myśl: ile jest miejsc, które się zdezaktualizowały? Zacząłem je kolekcjonować i tak powstał konspekt Podróży. Będzie to więc Podróż, a jednocześnie walka z czasem, do miejsc, które wyglądają inaczej niż u Gógla. Może powinienem ją nazwać Zdążyć przed Góglem?
A teraz prośba do Szanownej Frekwencji: Pomożecie powiększyć kolekcję?
niedziela, 30 marca 2025
PTNZ №5 zapowiedź pierwsza
W sierpniu znowu jadę. Tym razem w Polskę i Rowerem. Naprzód Koleją do miasta, w którym często bywałem (pierwszy raz 65 lat temu). Stamtąd etapami nie dłuższymi niż 60 km. mocno meandrując i oczywiście stając w hotelach na jedną noc, będę wracał do domu. Będzie wszystko, co potrzeba. Zagadki, góry, doliny, lasy, rzeki i mnóstwo Historii.
licznik: -135
wtorek, 11 lutego 2025
jedenasty lutego
Albo weźmy smażenie kotleta schabowego w stanie nieważkości, choćby na stacji kosmicznej. Moim zdaniem najistotniejszym powodem, dla którego nie można tego zrobić na sposób oczywisty w każdej kuchni, jest brak grawitacji.





