środa, 10 maja 2023

dziesiąty maja

 Wczoraj przyszedł mi do głowy taki myśl:

Prawdopodobnie dlatego poszedłem do dentystki i zgodziłem się na usunięcie resztek zębów (cztery jednak zostały uratowane), bo nie przewiduję potrzeby zaciskania. W związku z powyższym już za kilka dni będę się mógł pochwalić olśniewającym, choć sztucznym uśmiechem. Oprócz tego płynna dieta dobrze mi robi na rurę główną.

niedziela, 7 maja 2023

siódmy maja

 Albo weźmy czas. Płynie, ucieka, sączy się. Zatrzymuje się? - to akurat nie jest prawda. Nawet gdy umieram, on płynie dalej, choć już nie mogę tego upływu doświadczyć. A może mogę? -  bo przecież szkoda marnować Informację. To zdecydowanie nie na mój rozum.

wtorek, 25 kwietnia 2023

Trzydzieści lat temu w regulskiej piwnicy przeprowadziłem doświadczenie. W wypełnionej wodą wannie umieściłem na sporej płycie styropianu werk walkmana tak, aby oś obrotu sporego koła pasowego była pozioma. Niemal natychmiast okazało się, że cały zestaw zaczął się obracać. Później w wielu konfiguracjach przeprowadziłem wiele experymentów, z których niezbicie wynikało, że SIĘ KRĘCI. Jednym słowem: kręcący się dysk o poziomej osi obrotu wykonuje obroty tak, że cały zestaw obraca się wokół osi pionowej. Z fizycznego punktu widzenia wszystko się zgadza. Żyroskop w obracającym się układzie odniesienia MUSI się tak zachowywać. Prędko przyszło mi do głowy jak by można ten fakt wykorzystać. Nie potrafiłem policzyć jaki profit można czerpać z mojego pomysłu. Wymyśliłem więc DOŚWIADCZENIE. Powinno ono definitywnie potwierdzić lub wykluczyć możliwość czerpania energii z opisanego zestawu. Właśnie dziś zaniosłem do warsztatu mechanicznego kilkanaście rysunków części, z których złożę urządzenie - doświadczenie. Będę mógł wreszcie opisać zjawisko ilościowo i dowiedzieć się czy można uszczknąć cokolwiek z energii kinetycznej obrotu Planety.

 

sobota, 11 lutego 2023

jedenasty lutego

 Albo weźmy chciwość. Ośmielam się postawić tezę taką: motorem napędowym wszystkich i wszystkiego jest chciwość.

czwartek, 9 lutego 2023

dziewiąty lutego

 Poczułem dziś ochotę na wspominki, wreszcie jest to czynność, którą można czynić zawsze. Zapragnąłem zobaczyć kilka osób. Nie osobiście. W Internecie można znaleźć bardzo dużo i tak, niespecjalnie się starając, popatrzyłem sobie jak też wyglądają dziś trzy kobiety, które zajęły poważny fragment mojego dorosłego życia. Czas obszedł się z nimi różnie i z pewnym rozrzewnieniem dziękuję Planowi za to, że jednak pozostaję singlem bez związku.

sobota, 4 lutego 2023

czwarty lutego

Albo weźmy nagminne ignorowanie ogonków w pisarstwie esemesowym, co jeszcze w połączeniu z brakiem ortografii spowodowało takie kuriozum wysłane przez Wnuczkę: "Pojedziszz najpierw do amelci potem do nas(do domu)to wera wezmie sobie buty a ja zeczy" i zaraz w następnym esemesie: "I puzniej do stajni"

No ręce opadają. Prawdopodobnie czepiam się, bo za parę lat ogonki znikną definitywnie i robienie komuś łaski niczym nie będzie się różniło od robienia komuś laski. Ale. Widzę takie małe światełko w tunelu. Spróbuj zrobić laskę komuś płci żeńskiej.

Albo weźmy rzeczownik osoba. Robi ostatnio dużą karierę. Uważam jednak, że jest stanowczo przereklamowany. Niedawno, na którejś stacji benzynowej byłem zaatakowany takim dziwolągiem: Czy jest pan osobą palącą? Nic nie powiedziałem, tylko pomyślałem, że poręczniej było by powiedzieć: Czy pan pali? Wydaje mi się, że ta kalka z angielskiego jest szczególnie nieudana. Ponieważ do person pasuje it, a do osoby ona, bezrefleksyjne kalkowanie prowadzi do zabawnych sytuacji jak ta ze stacji benzynowej.

Albo weźmy liczebnik półtora. Nie spotykam ostatnio wielu ludzi jednak większość z nich myśli, że powinno się mówić półtorej w każdej sytuacji. Staram się więc zasiać w nich ziarno poprawności i pytam na przykład: a czy można powiedzieć półtora tygodnia?, albo półtora roku?

Powiecie może , że nie mam większych zmartwień. Tylko, że mnie naprawdę martwi niedbałość w używaniu języka, było nie było, ojczystego. Oprócz tego jestem na emeryturze i mogę się martwić wszystkim czego dusza zapragnie.

czwartek, 2 lutego 2023

drugi lutego

Pierwszy miesiąc dwudziestego trzeciego roku zleciał niewiadomokiedy. Nie wiem co chciałbym zapisać i jakąś taką niemoc wyczujam w tym swoim pisarstwie. 

Emerytura w Krakowie nie jest złym wynalazkiem. Dzięki Dobrym Ludziom mieszkam jakby na uboczu i za niewielkie pieniądze. Ale. Tak naprawdę wszędzie blisko. Od otwarcia Trasy Łagiewnickiej mam nawet bezpośredni autobus do Czerwonych Maków zatrzymujący się wcale nie Na Żądanie pod domem w którym mieszkają Córka z Wnuczętami. A do Centrum, Wawelu i St. Miasta jadę jednym tramwajem nie dłużej niż kwadrans.

 Sklep, najbliższy sklep, mam o sto pięćdziesiąt metrów i mogę w nim kupić prawie wszystko co potrzebne do normalnego życia. Po niesłychaństwa wędruję nieco dalej, do C CH "Zakopianka" gdzie mają Castoramę i IN MEDIO, w którym zaopatruję się w tytoń do nabijania gilz ulubionej marki "CAMEL ŻÓŁTY".

Mam kłopot z Brzuchem. Pasek kupiony jeszcze w Koszalinie popuściłem ostatnio już o dwie dziurki. Przeczytałem o tym, że odpowiedzialnym za Brzuch jest "tłuszcz trzewny". Zlikwidować go można tylko ubogą w kalorię dietą (mniej żreć). No ale jak to? jeszcze mniej? Córka mówi o piwie. Ale jak to? już w ogóle żadnych przyjemności? To może jeszcze mam rzucić palenie? 

Wciąż coś staje mi na przekurw, by zbudować wreszcie porządne Doświadczenie dające jednoznaczną (policzalną) odpowiedź na dręczące mnie od kilkudziesięciu lat pytanie: czy z tego, że SIĘ KRĘCI można by uzyskać choćby moralnie podejrzaną energię. Ostatnio Laptor dla Wnuka. Poprzednio Inflacja. Dziś wydaje mi się, że dopiero po marcowej, blisko piętnastoprocentowej Rewaloryzacji Emerytury, będę w stanie pójść do Fachowca i zlecić wytoczenie i wyfrezowanie kilku elementów z których Doświadczenie wreszcie zbuduję. To w marcu. Córka mówi, że oparszywieję od tych pieniędzy. Ok. Mogę oparszywieć, ąle odpowiedź będę miał.

Od poniedziałku powalonym przez jakąś Zarazę. Trzy noce nie spałem przez Kaszel i Katar. Dziś dolegliwości zelżały. Zatkany jestem kompletnie, ale przynajmniej z nosa nie leje się fontannowo woda, a bardziej konkretna, kolorowa wydzielina. Zużyłem już wszystkie chusteczki i od dziś tylko papier toaletowy.

A może by tak pojechać tam, gdzie nad brzegiem morza jak byk stoi tablica z napisem: FIN DEL MUNDO.