Gógiel strit wiu z czerwca 2014.
czwartek, 13 lipca 2017
trzynasty lipca
Robiłem dziś porządek z magnolią fatalnie zasłaniającą panoramiczne okno od ulicy. Nie jest ona tak wspaniała jak Magnolia kwitnąca dwa razy w roku na fioletowo w LGR. Cięte drzewo wydzielało nieznany mi do tej pory, bardzo intrygujący zapach. Ciekawość, czy Fachowcy od zapachów mają w tej sprawie jakieś przemyślenia?
Gógiel strit wiu z czerwca 2014.
Gógiel strit wiu z czerwca 2014.
środa, 12 lipca 2017
dwunasty lipca
Do roboty zmierzam nie swoim, chociaż kilkanaście lat temu własnoręcznie go kupiłem w prezencie, Rowerem. Tak się złożyło, że prawie wyłącznie ulicami upamiętniającymi literackich wyczynowców z dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Naprzód więc Józka Kraszewskiego. Później Marysi Konopnickiej i Janka Kasprowicza. Dojechawszy do Kornela Ujejskiego skręcam w lewo i kawałek Cypriana Godebskiego w prawo dojeżdżam do Dworcowej. Tę przecinam prędko i dalej Kazia Przerwy-Tetmajera do Torów Kolejowych, gdzie ulica niegdyś nie była nazwana wcale a dziś nazywa się Szarych Szeregów. Tam w lewo i już zaraz przekraczam bramę Firmy której bynajmniej nie będę nazywał tu, chociaż mam nadzieję graniczącą z pewnością, że nie okaże się ona, tak jak poprzednie miejsca mojego zatrudnienia, WDJ.
Dziś miałem wczasy. Robota siedząca a co za tym idzie musiałem opanowywać wciąż narastającą senność. Forma dwugniazdowa, elementy z jednego z gniazd znikały, nie wszystkie, ale tak z pięć procent musiałem szukać po zakamarkach maszyny. Z myślenia kwantowego nici, bo cykl trwał dwadzieścia dwie sekundy.
Dziś miałem wczasy. Robota siedząca a co za tym idzie musiałem opanowywać wciąż narastającą senność. Forma dwugniazdowa, elementy z jednego z gniazd znikały, nie wszystkie, ale tak z pięć procent musiałem szukać po zakamarkach maszyny. Z myślenia kwantowego nici, bo cykl trwał dwadzieścia dwie sekundy.
wtorek, 11 lipca 2017
jedenasty lipca
Nie da się wykonać sesji w prawidłowo zaparkowanym Rowerze. Plan mi świadkiem, próbowałem.
Jeszcze się nie przyzwyczaiłem do roboty " na wtryskarce". Zawarta w niej elektronika wymusza pewien rytm tańca który przy niej wykonuję. Niby mam mnóstwo wolnego czasu na różne przemyślenia, ale jest on tak skwantowany, że albo się zamyślam i spóźniam z reakcją w chwili w której trzeba zamknąć cykl, albo jak głupi stoję bezmyślnie i czekam aż maszyna zawyje w pewien określony sposób i zamykam cykl zupełnie ogłupiały jednocześnie otwierając nowy. Nic. Pewnie, z wrodzoną sobie bystrością, dojdę w końcu obycia i będę myślał także kwantowo.
W centralnej Polsce Upały przeplatane burzami, ale nieszczególnie natarczywymi. Zapadnięty podczas Powodzi krzaczek powróciłem na przypisane mu miejsce, chociaż wokół niego brakuje jeszcze nieco podłoża. Stara zachowuje się b przyzwoicie i raczej chucha na zimne, jeżeli wiecie o co mi chodzi. Tradycyjnie muszę kryć się z paleniem. To nie koszalińskie mieszkanie gdzie mogłem palić tam i tyle, ile dusza zapragnie.
Jeszcze się nie przyzwyczaiłem do roboty " na wtryskarce". Zawarta w niej elektronika wymusza pewien rytm tańca który przy niej wykonuję. Niby mam mnóstwo wolnego czasu na różne przemyślenia, ale jest on tak skwantowany, że albo się zamyślam i spóźniam z reakcją w chwili w której trzeba zamknąć cykl, albo jak głupi stoję bezmyślnie i czekam aż maszyna zawyje w pewien określony sposób i zamykam cykl zupełnie ogłupiały jednocześnie otwierając nowy. Nic. Pewnie, z wrodzoną sobie bystrością, dojdę w końcu obycia i będę myślał także kwantowo.
W centralnej Polsce Upały przeplatane burzami, ale nieszczególnie natarczywymi. Zapadnięty podczas Powodzi krzaczek powróciłem na przypisane mu miejsce, chociaż wokół niego brakuje jeszcze nieco podłoża. Stara zachowuje się b przyzwoicie i raczej chucha na zimne, jeżeli wiecie o co mi chodzi. Tradycyjnie muszę kryć się z paleniem. To nie koszalińskie mieszkanie gdzie mogłem palić tam i tyle, ile dusza zapragnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)