poniedziałek, 7 listopada 2016

siódmy listopada

No proszę. Zaraz trzecia część listopada przejdzie do historii. W robocie berlińskiej awantury ciąg dalszy. Zaszczycił nas dziś nasz niemieckojęzyczny łącznik. Szkoda, że nie powiedział w piątek przez telefon tego, co powiedział dziś, brak informacji bowiem, spowodował to, że moja i Mateusza sobotnia praca była zupełnie bez sensu. Magda w sobotę nie pracowała, bo w Gdańsku, ze swoim Narzeczonym, oglądała Obrączki. Przy okazji zajrzała do Ikei i dzięki temu mam wreszcie normalną praskę do czosnku za piętnaście złotych. 
Wracając dziś z Roboty rozmyślałem: Kolejny żubrzyk, chociaż delikatny wywołał myśli niewesołe. Jestem i prawdopodobnie będę już sam, lecz stan ten nie jest mi miły. Co gorsza, powoduje Rozleniwienie, bo za prawdę powiadam Wam: Nic Mi Się Nie Chce. Jakaś Melankolia, Czy co?
Nic. Sąsiad Z Góry znowu biesiaduje. Ma chłop zdrowie. 
Zaraz spożyję posiłek główny i spróbuję coś poukładać, albo poczyścić. Mam kłopot z oknami. Przecież nie będę ich mył po nocy. 

niedziela, 6 listopada 2016

szósty listopada

Jestem pełen podziwu dla mojego Sąsiada Z Góry. Biesiadowanie rozpoczął wczoraj, koło szóstej wieczorem. Gdy szedłem spać biesiadował, by tak rzec, piano. Zasnąłem więc bez przeszkód. W środku nocy, o wpół do trzeciej, obudziłem się, bo na górze zabrzmiało brawurowe fortissimo. Przypuszczając, że finale jest blisko wstałem z myślą żeby pokręcić się trochę, zjeść drobnostkę, uzupełnić płyny i po oklaskach położyć się i zasnąć na nowo. Ale NIE. Fortissimo przerodziło się w orydynarną awanturę. Źle, ale za to głośno artykułowane wypowiedzi Biesiadników słyszałem tak, jakby awanturowali się w moim mieszkaniu. Zasiadłem więc do komputera i próbowałem coś zrobić myśląc wciąż o tym, dlaczego nikt nie napuści Policji na to towarzystwo. Tym ktosiem nie mogę być ja, bo i u mnie zdarzają się nocne hałasy na przykład gdy z braku czasu w dzień, nastawiam pranie w środku nocy. O szóstej przycichło, to ja spać. Pospałem do dziewiątej. Nastawiłem uszu: biesiada trwała, jednak znowu piano. Od tamtej chwili do teraz (za kwadrans pierwsza) trochę się działo. W tej chwili Biesiadnicy opuszczają Mieszkanie Nade Mną, a Sąsiad Z Góry rzyga. Mam nadzieję na spokojne niedzielne popołudnie i wieczór, czego i Wam Szanowna Frekwencjo życzę.
Zbyt pochopnie oceniłem sytuację. Biesiadnicy wyszli po Zaopatrzenie, Sąsiad Z Góry wyrzygał wszystko co tam miał i teraz (dwadzieścia pięć po pierwszej) Biesiada trwa w najlepsze. Zobaczymy co się będzie działo dalej.
Dalej było znów Biesiadowanie, jednak jakby z mniejszym natężeniem. Definitywnie Biesiada ucichła około czwartej, a mój podziw z pierwszego zdania wynika z faktu: ja nie potrafię i nigdy nie potrafiłem chlać bez przerwy dwadzieścia dwie godziny.
 

sobota, 5 listopada 2016

piąty listopada

Albo weźmy zmyślanie. Dowiedziałem się właśnie o tym, że w tak zwanych pewnych kręgach panuje opinia o tym, że moje wynalazki nie są nikomu potrzebne, bo prawdopodobnie "są na poziomie inżynierii przedwojennej". Nigdy nie myślałem o tym w taki sposób, ale może coś w tym jest?
Obudziłem się dziś samoczynnie około czwartej. Nie zabrałem roboty do domu, bo od jakiegoś czasu wszystkie obrabiane pliki trzymamy na serwerze, a zgrywać ich na twardziela wczoraj mi się nie chciało. Mam więc przed sobą kilka kwadransów dla siebie. Zgadnijcie co będę robił?
Wieczorem, wieczorem.
Co prawda zaledwie kwadrans na szóstą, ale Ciemna to już Noc zaiste. Wracałem dziś z roboty o zmierzchu:
Widok Północny z Mostku na Dzierżęcince (https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzier%C5%BC%C4%99cinka). Wiem, że aparat fotograficzny nie kłamie, ale przez moje receptory wyglądało to jednak trochę inaczej. Także południowy widok odbierałem po swojemu:
Potem był kawałek Parku już ciemny bardzo:
I Schody idiotycznie zaprojektowane, bo na jeden krok - za duże, na dwa kroki owszem, ale wciąż jedna noga pracuje Bardziej, a na Trzy - trzeba drobić. Przyzwyczaiłem się już i Drobię.
Pralka kończy już Cotygodniowe Pranie i zaraz, po Rozwieszeniu będę miał trochę Wolnego. Dziś Czytanie. 
 
 
  

piątek, 4 listopada 2016

czwarty listopada

Uczciwszy uszy: KURWA.
Na długą metę tak się nie da. W Fabryce Informacja jest reglamentowana. Z tej reglamentacji znowu wynikła potrzeba pracy dziś do ósmej, jutro Tyle, Ile Będzie Trzeba i prawdopodobnie w niedzielę niewiadomojakdługo. A tak obiecywałem sobie łykendowe Sprzątanie, Pranie i inne porządkowe czynności. Zakupiłem także Płyn Do Mycia Okien aby za tydzień błysnąć Mieszkaniem Jak Pudełeczkiem w którym nieomalże można jeść z podłogi. Ale NIE. Będę się musiał Doprowadzać w tygodniu, a ponieważ dni teraz takie krótkie, na pewno Po Ciemku. No to dziś zrobię chociaż łazienkę, a dalej się zobaczy. 
Dziś rano w Koszalinie padał śnieg. Co prawda z deszczem, ale i tak Widok Przez Okno był bajkowy. 

czwartek, 3 listopada 2016

trzeci listopada

Długi łykend, krótki tydzień. W robocie tymczasem luzik. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to tylko Cisza przed Burzą. Jednak ducha nie gaszę. Co będzie trzeba, się zrobi, a dym z tego wynikający dobrze zrobi mojemu portfelowi. 
Pamiętacie Smoka? I piernikową Rękę Królewny?  Otóż powiadam Wam: Nigdy Więcej. Teraz jestem Mądry i Odporny. Nie będę więcej wykonywał stójek na dwunastnicy ani dzieł za D. Ch. Zaufanie, którym obdarzam Wszystkich na Starcie musi być jednak Limitowane.

wtorek, 1 listopada 2016

pierwszy listopada

Długi łykend pomału się kończy. Niewiele przezeń zwojowałem. Ot - dopisałem kilka modułów do prywatnego Projektu do sprawdzania statyki. Tu mogę się pochwalić, że to, co wymodziłem do tych pór, działa nad wyraz i nad podziw, a na dowód zrzut debugowania:
W Koszalinie w środku ostatniej nocy zaczęło lać. Już sam nie wiem, czy zdarza się tu, może nie od razu Piękna i Słoneczna Pogoda, ale chociażby Bezdeszczowa?
Poukładałem dziś trochę i w kuchennej szafce wypatrzyłem dwa słoiki pulpy jabłkowej z jabłek, które w rozpaczy spowodowanej głodem zaglądającym mi w oczy, rwałem z Jabłoni Po Drodze Do Lidla. Na jedenastolistopadowe Spotkanie zaproponuję chyba Degustację, czy Jak? 
Sąsiad Z Góry znowu Pije. Właściwie powinienem powiedzieć: Pije Bez Przerwy. Niespecjalnie mi to przeszkadza, oprócz chwil w środku nocy, gdy budzą mnie odgłosy Rzygania. Podejrzywam, choć stuprocentowej pewności nie mam, że istnieje związek przyczynowo skutkowy pomiędzy cowieczornym Piciem i conocnym Rzyganiem. A może się mylę?

trzydziesty pierwszy października

Albo weźmy dom. Od roku mam dom. Chociaż co miesiąc parę stów ubywa z mojego rachunku, to jednak mam miejsce w którym mogę żyć tak jak chcę. Sprzątać, albo i nie, kiedy tylko zapragnę, robić to, co mi się akurat podoba i z nikim nie negocjować moich zachowań. Dom daje mi poczucie Wolności. To jedyne miejsce w którym Rozedrgana i Rozemocjonowana polska Rzeczywistość roku 2016 dokładnie mi lata. Jestem trochę zaburzony, bo nie pracuję od sobotniego wieczora i jeszcze jutro mam wolne. Wczoraj głównie gotowałem, a dziś Wypoczywałem z przerwą na Spacer do Lidla po Zakupy. Podczas Spaceru zachwycałem się wielokrotnie: Po lewej blok w którym mam Dom, po prawej Sklep W Którym Jeszcze Nigdy Nie Byłem.

A dalej jesienne kolory:
 w okolicy zachowały się jeszcze Jesienne Róże:
Myślałem iść do Parku Ks. Pom. ale po drodze do Lidla też jest Pięknie
Albo takie Niewiadomoco pomiędzy rododendronami:
I jeszcze Jabłoń, która uchroniła mnie niegdyś przed Głodem: 
A jesienią w Koszalinie Aleja Głogów wygląda tak:
 
I co tu dożo gadać, Jest Cudnie.